Wyziera z Internetów nowe zjawisko. Madka. Kobieta, której życie nic nie było warte, dopóki nie urodziła. Teraz wszystko już wie, wszystko już może, nic nie musi. Jej dziecko to ósmy cud świata, niech jej wszyscy teraz dają, niech jej żałują, niech jej z drogi schodzą. A bezdzietne to leniwe lambadziary, co one wiedzą o prawdziwym życiu!
Czytaj dalej

Każdy z nas ją zna. Albo była nią nasza własna matka, albo mama naszego ukochanego, a może babcia, a może mamy taką koleżankę. Męczennica. Wszystko sama, wszystkim pod nos podsunie, uprasuje, ugotuje, kupi to, co sobie wymarzą. Dla siebie nic. I tak bardzo się zapędziła w tym kołowrotku, że już inaczej nie umie. Dopóki się nie przewróci. I czasem, tylko czasem, żałuje. Zwykle wtedy, kiedy jest już za późno. Kiedy mąż odchodzi do innej, takiej w szpilkach i zadbanej, muzykę znającą nie tylko ze ścieżki dźwiękowej do „Krainy lodu”. Albo wtedy, kiedy dzieci wcale nie są wdzięczne za to, że „tyle dla Ciebie zrobiłam, tyle dla Ciebie poświęciłam”.  Czytaj dalej

Kiedy słyszysz słowa Matka Polka, widzisz ją wyraźnie. Widzisz kobietę, na której wisi gromadka dzieci, w tym koniecznie jedno przy cycu, bo przecież musi karmić do momentu, aż wszyscy się od niej odwalą, ciągnie z Biedry ciężkie siaty, obiadki podaje, z domu nie wychodzi, włosów nie myje, nie wie, co to seks, bo przecież ze starym się już dawno poglądowo rozjechali. Od pięciu lat wisi na niej non stop jakieś dziecko, niech przynajmniej on da sobie spokój. Dla rozrywki, liżąc podłogi i krochmaląc śnieżnobiałe obrusy pod niedzielny rosół, pod nosem sobie podśpiewuje „Słodko jest nie myśleć o niczym, się zgubić we własnej spódnicy (…). Lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową*”. Czytaj dalej

Macierzyństwo ma ostatnio zły PR. O ile daję sobie i innym matkom prawo do narzekania, chcę też zasiać odrobinę zdrowego rozsądku. Dziecku nie trzeba się poświęcać. Czytaj dalej