Czym dzieci szarpią matce nerwy? Długo by mówić.

Bo to jest tak. Ja kocham dzieci (bynajmniej nie wszystkie, swoje tylko, no dobra, czasami) ale tak jak one mnie jednocześnie wkurzają, to już inna historia. Co prawda magiczne uspakajające nerwy kropelki raczej działają, ale niech mnie ktoś oświeci – czy wszystkie dzieci są jakieś takieś wybrakowane jak moje, czy to ja mam nerwicę natręctw? I żeby nie było, wcześniej jej nie miałam, ewidentnie dorobiłam się wraz z etatem matki. Już wyjaśniam.

Czym dzieci szarpią matce nerwy?

Nic nigdy nie trafia na swoje miejsce. Ale to nic. Robią sobie herbatę – na blacie w kuchni zostaje i czajnik i pudełko herbaty i pół cytryny i otwarty słoik miodu. I jeszcze bym rozumiała, że nie chowają, gdybym to ja za każdym razem po nich sprzątała, bynajmniej. Potrafię delikwenta z drugiego piętra ściągnąć, żeby mi to szybciutko posprzątał. I z łóżka się zdarzało cieplutkiego wygonić, żeby mokry ręcznik z podłogi na wieszaczek zawiesić. Nie ma litości a i tak nie działa. Nie kumam tego fenomenu.

Do szkoły idą w plecaku żywe kultury bakterii w jogurcie, wracają żywe kultury bakterii w niedojedzonej w zeszłym tygodniu kanapce i ogryzku, który nabrał szlachetnej barwy o modnym zgniłym odcieniu. Czyszczą ten plecak krzywiąc się, wzdychając i narzekając głośno na trudności swojego żywota, po to tylko, żeby za 3 dni dosłownie znowu odnaleźć w czeluściach torby zielono-białą mandarynkę. Nie rozumiem.

Pożyczanie moich rzeczy – ładowarki, ochronnej pomadki, szczoteczki, czy rękawiczek. Szlag mnie trafia, bo ani to to nie pasuje im często, ani dobre dla dzieci nie jest, ani na wierzchu nawet nie leży, ale o dziwo – swoich rękawiczek odnaleźć nigdy nie mogą, za to moje – zawsze. A dlaczego? Patrz wyżej. Moje leżą zawsze w tym samym miejscu!

Nic mnie tak nie drażni jak puste opakowania w szafkach i łyk soku odłożony do lodówki, bo lenistwo nakazuje unikania wędrówki do kosza. Nie wiem o co chodzi, bo przecież te dzieciory wiecznie w ruchu, co im zależy wykonać kolejne dwa kroki? Czy to o zasadę chodzi?

Czy moje dziecko kiedykolwiek się nauczy, że wchodząc do kibla sprawdza się czy jest papier, czy ręcznik jakiś wisi, zanim wskoczy pod prysznic? To przerażające, błagalne MAAAAAAMOOOOOOOOOOO papier, maaaaamoooo ręcznik, a jak nie reaguję, to zaczyna się litania do wszystkich sióstr i braci. Najpierw po dobroci, potem wypominki, jakoby delikwent w zeszłym roku w sierpniu też raz podał ręcznik, a potem groźby – już nigdy nic Ci nie dam! Maaaaamooooooooo.

Wyżeranie z lodówki i garnków u mnie w domu jest notoryczne i tak spotęgowane, że jak szarańcza głodna i 4 osoby zaglądną do garów to bywa, że obiad w połowie wyżarty, zanim w ogóle trafi na stół. Nim się dobrze nie obejrzę, już nawet pies z błagalnym wzrokiem stoi w kolejce do garów w kuchni.

Trzy otwarte słoiki dżemu w lodówce? Wiadomka, nikt nigdy nie potrafi znaleźć już tego jednego otwartego, a nowy zawsze. To samo tyczy się opakowania sera żółtego, czy też rodzynków.

10 różnych szklanek do picia wody! Jak następny raz pójdę do szwedzkiego sklepu z meblami, kupię każdemu inny kolor szklanki i opiszę je permanentnym pisakiem. I niech każdy myje swoją cholera jasna, bo o 19 nasza kuchnia wygląda jak po ostrym melanżu, tyle szkła naokoło zlewu. Bo do każdego łyczka trzeba nową szklankę, kto bogatemu zabroni!

Brudne skarpetki wciśnięte pod łóżko lub między te czyste? No przecież. Hitem stycznia w moim domu były gacie syna ściągnięte razem z kalesonami, wełnianymi skarpetkami do kolan i narciarskimi spodniami. Trzymając ten osobliwy twór w ręce z uznaniem spytałam jak dokonał tego czynu, bo wyobrażam sobie, że nie było to takie proste, raczej coś w rodzaju gimnastyki artystycznej. Zerknął na mnie znad Lego i spokojnie odparł – na leżąco.

Dzieci lubią prawa Murphiego, o na przykład to, że jeśli na stole stoi szklanka z jakimś napojem, to na pewno zostanie rozlana. Jeśli jedzona jest kanapka, to na pewno spadnie na ziemię, a jak coś może się rozbić, to się rozbije. Zawsze

Pasta do zębów jest w całej łazience, nie tylko na szczoteczce. Życie wszak jest jedno i chodzi w nim o fun, a nie klepanie standardów. Skoro jest opcja uwalenia lustra, to dlaczego z niej nie skorzystać??

Zaraz, za chwilę, jeszcze 5 minut. Za każdym razem, kiedy proszę o wyłączenie sprzętów grających słyszę – zaraz. Szlag mnie trafia bo ten zaraz nigdy się nie kończy, po zaraz jest za chwilę, a potem spryciarze informują, że już się odcinek kończy, a w grze plansza/runda/mecz. Jedyna opcja to budzik. Ale i on potem przechodzi w stan drzemki.

Można by tak wymieniać w nieskończoność. Czym dzieci szarpią matce nerwy? Lista jest baaaardzo, bardzo długa. Ratunku. Czy to ze mną jest coś nie tak, czy wszystkie dzieci tak mają?

 

Zdjęcie: Getty Images

Written by calareszta.pl