Ciężko zrobić taką listę, ale pokuszę się. Hity 2019 to mój subiektywny przewodnik po kilku rzeczach, które mnie w tym roku zachwyciły. Choć dla mnie był w sumie taki sobie i czekam już tylko na to, żeby się skończył, fajnie tak spisać rzeczy, które sprawiły, że ten rok był znośny.

Kosmetyk roku (i zarazem odkrycie roku) – zakochałam się w hydrolatach. To jest taki kosmetyk w stylu milion w jednym, które kocham, szczególnie w te dni, kiedy o 24-tej ledwo żywa, staję przed półką z kosmetykami i wizja wcierania, pocierania, wklepywania, nawilżania, odżywiania, ujędrniania i innych cyrków mnie lekko przeraża. A tu taki hydrolat sobie psiku psik i masz jeden kosmetyk, który tonizuje, odświeża, oczyszcza, można zastosować na twarz, na włosy, dodać do maski. No po prostu cudo. W dodatku można je kupić w wersji eko, całkowicie naturalne. 

Koncert roku – byłam już naprawdę na wielu koncertach w swoim życiu, ale koncert Podsiadło i Taco na Narodowym był dotychczas najlepszym, na jakim kiedykolwiek się bawiłam. Obaj są dla mnie głosem pokolenia. Co dziwne, wiele problemów nie zmieniło się tak bardzo, dlatego mimo swoich 40 lat nadal się w tym odnajduję i właściwie biegam tylko przy Taco, a naszego pierwszego wąsa RP po prostu uwielbiam i bardzo mu kibicuję. Chłopaki śpiewają o miłości, smogu, bigosie na apetizer, korkach, celebrytach, chodzeniu tylko w dobrą stronę, małomiasteczkowości i jakimś wstydzie z nią związanym. Jako typowy słoik, w Krakowie z wyboru nie z urodzenia, identyfikuję się z tematem. A przede wszystkim z tym, że właściwie nieistotne, czy jesteś pod 30kę czy pod 50kę, często nadal nie wiesz, kim chcesz być w przyszłości, a bolesna dorosłość wali Cię po głowie. Atmosfera na koncercie była nieziemska, ponad 60 tysięcy ludzi po prostu świetnie się tam bawiło. Długo tego nie zapomnę, opłacało się polować na bilety, które kupiłam jeszcze będąc w Australii, w czasach, kiedy o naszym wielkim come back wiedziały dwie osoby. No i duma, że dwóch tak młodych chłopaków z naszej Polski zapełniło Narodowy! Sztos. 

Tekst roku – pochodzi z kawałka „Ona by tak chciała” Roniego Ferrari. Ta piosenka jest tak głupia, że aż śmieszna i wszystkim pada w niej dla mnie tekst roku:

„i wracam se na chatę/ zaparzę se/herbatę/nie kur*a żadne latte”.

To powinien być slogan wyborczy partii rządzącej! Nie będzie nam jakieś latte pluło w twarz! Nasz naród ma swoje tradycje i nie musi sobie nic od nikogo z zachodu zapożyczać! Powszechnie bowiem wiadomo, że wszystkie te Walentynki i Halloweeny to amerykańskie święta, czy nie mamy swoich? To samo z tym latte. Przecież lepsza nasza, własna herba.

Ciuch roku – nieśmiertelnie kiecka. Ja nie wiem jak to jest, ale kiecka to po prostu jest coś, co kocham, a w tym roku miałam wyjątkowe szczeście trafić na kilka przecudnych modeli. Po pierwsze kiecka z wesela znajomych – brzoskwiniowa beza, w której bawiłam się tak doskonale, że na dole po weselu w kiecce były dziury, żurek i żwirek. Krawcowa tylko zerknęła i spytała, czy zamiatałam tą kiecką podwórko po imprezie. Oh well, jest to możliwe, nie pamiętam. Druga kiecka to kieca z naszego ślubu na 10 rocznicę, którą kiedyś kupiłam na pchlim targu, a potem kilka lat przeleżała w pudłach w różnych garażach świata. Trochę przerobiona i pyk, idealna na ślub pod palmami. Trzecia to całkiem zwyczajna czarna kiecka z popularnej sieciówki, idealna na niezobowiązujące wigibasy, włóczenie po Sycylii i miłe domówki, które przeciągają się do 4 nad ranem, jak się zasiedzę u sąsiadów. Nadaje się też na krótką drzemkę, czego producent dziwnym trafem nie wymienił w opisie walorów tejże. Jaka szkoda!

Konieczność roku – ekologia w tym roku mocno weszła (niektórym nawet ciut za mocno) i ja namawiam – jak każdy zrobi coś, to razem zrobimy wiele. Nie kupuję wody, plastikowych worków i reklamówek, ograniczam spożycie mięsa, wybieram kosmetyki naturalne, uskuteczniam obrót ciuchów i tak dalej. Każdy może coś. 

Osiągnięcie roku – właściwie nic szczególnego nie osiągnęłam w mijającym roku. Ale! Zaczełam go cięższa o 5 kg, bo właściwie odkąd pamiętam tak to u mnie wygląda. Listopad to maraton urodzinowy, potem grudniowy maraton imprezowo – świąteczny. Grzane winko, bigos na przekąskę, leżenie na kanapie, jesienna depresja, jeszcze jeden kawałek serniczka, a potem niedoczekanie zimowe. Jak mi się w głowie nie styka, to mi się pas nie domyka. Takie hasełko w mojej głowie kwitnie. I tutaj przechodzę do sukcesu roku. Kończę rok też o 5 kg cięższa, czyli udało mi się zachować taką samą wagę przez cały rok! Brawo ja! Mogłabym niedajboże schudnąć, a wiadomo, zmian nikt nie lubi. 

Ciąża roku – po tym, jak z lodówki wyskakiwał mi duet zaciążonych Lewandowskich, wydawało się, że już tego nic nie przebije. Ale kto, jak nie Robercik, powinien przecież wiedzieć najlepiej, że nie ważne jest to, jak ktoś zaczyna, ale jak kończy! Sorry stary ale w tym meczu strzelili Ci 1:0. Na samej końcóweczce, wjechała bowiem, cała w brokacie, w złotym Mercu, nowa (ale wyglądająca zupełnie jak ta stara) żona Pysiuli, czyli Radzia Majdana, Gosia (aka Pączuś). I pozamiatane! Stało się tym samym to, co było już dawno do przewidzenia – zdjęcia z porodówki są tak bardzo passe. Teraz możemy poznać już nawet szczegóły zapłodnienia potomków celebrytów. To są prawdziwe hity 2019! 

Medyczna żenada roku – Natka Siwiec i jej stwierdzenie, że nie ma naukowych dowodów na to, że promieniowanie UV jest czynnikiem zwiększającym ryzyko raka skóry. Możemy więc spać spokojnie i nadal trzaskać się na machoń. Piszę o tym, bo nadal wiele osób uważa, że opalenizna jest zdrowa, no cóż, nic dziwnego, jeśli ich źródłem jest Instagramowa lala. No ale z tego samego Insta ludzie dowiadują się, że ziemia jest płaska i można mieć biały dywan przy trójce dzieci, także ten…

Książka roku – przeczytałam tylko 15 książek w tym roku i jak tak patrzę na listę, najbardziej ubawiłam się przy „Nieautoryzowanej autobiografii” Kuby Wojewódzkiego. Jest tu mnóstwo dygresji na temat Polski, kulis życia „pana z telewizji” i aktualnych celebrytów, o „Ukrainki gate”, o polityce, o księżach. „Może kiedyś, z nudów albo ze zwykłej ciekawości, co to za facet, zacząłbym wierzyć w Boga, ale odstrasza mnie ogromna liczba zdemoralizowanych pośredników”. „Kościół jest jak McDonald – przede wszystkim liczy klientów. Jakość obsługi schodzi na dalszy plan”. „Jeśli Bóg jest, to dlaczego go nie ma”.

Książka jest kopalnią cytatów i śmiesznych dialogów, których Wojewódzki ma na koncie miliony. „Partnerki piłkarzy najpierw robią sobie cycki, potem robią sobie twarze, a następnie dochodzą do oczywistego wniosku, że nie mają już nic więcej do roboty”. „Polska jest jak autobus. Jeden kieruje, a reszta się trzęsie”. „Nie szukam drugiej połówki, wyciągam ją z lodówki”. „Piję tylko trzy razy w roku – w sylwestra, w swoje imieniny oraz kiedy się da”. „Lubił wypić jak anestezjolog – do utraty przytomności”. Dużo też pisze o kobietach, o wielu kobietach. Ten temat jest trochę abstrakcyjny, bo Kuba jest dla mnie totalnie aseksualny. Swoje zmagania na polu damsko-męskim podsumowuje „Adolf Hitler żył sobie szczęśliwie 56 lat, a zabił się nieprzypadkowo dzień po ślubie”. Polecam bardzo, bardzo.

Film roku – tutaj możliwe, że znowu się wyłamię. Filmem, który zrobił na mnie największe wrażenie, był doskonały obraz „Zabawa, zabawa”. Tego filmu się nie zapomina. I to jest problem, o którym niewiele osób mówi, choć on jest, szybciutko zamiatany pod dywan, jak niepożądany śmieć. Mówię o problemie wysoko funkcjonujących alkoholików. Udane życie, sukcesy na polu zawodowym, piękny uśmiech, drogie ciuchy, prestiżowy zawód, rodzina. W filmie „Zabawa, zabawa” ukazane są pijące kobiety. Lekarka, prokuratorka, studentka, czyli Kolak, Kulesza, Dębska, tworzą doskonałe trio ukazujące problem, który gryzie społeczeństwo, wszystko przy melodyjnym dźwięku kieliszków. Wbija w fotel.

Snobizm roku – samotna podróż. Na razie rozpoczęłam skromnie, od tygodnia w Lizbonie. Były momenty, kiedy sobie pomyślałam, o tu byśmy ze starym posiedzieli, o a tu by się dzieciom podobało. Generalnie jednak dobrze mi było solo. Szłam gdzie chciałam, kiedy chciałam i jak chciałam. Na pewno w kolejnym roku powtórzę, bo już się nie boję. Wasze samotne przygody, o których mi pisałyście dały mi mnóstwo inspiracji! 

Drink – nie jest sekretem fakt, że moim największym marzeniem reklamowym jest współpraca przy promocji alko, choć wiele osób uznałoby to za wizerunkowe harakiri. Ale przecież ja się takimi głupotami nie przejmuję. No więc ten rok minął mi pod znakiem aperolka. Och, wsparłam ten produkt, wsparłam. To drink na lato, ale mój rok 2019 zaczął się przecież latem w Australii, potem były tropikalne wakacje, a jak już już wydawało się, że to już koniec upału, wróciliśmy do Polski, a tu, Proszę Państwa niespodzianka – znowu lato. Tak więc sezon na aperolka zakończyłam w swoje urodziny, 30 listopada, kiedy to uwarzyłam aperolka do baniaczka na wodę. 😊

Obok aperolka odkryłam przy okazji diety drineczka bezkalorycznego. Jest świeży i pyszny, a w dodatku po angielsku nazywa się „skinny bitch”, czyli, w wolnym tłumaczeniu „chuda zdzira”. Bardzo mnie to śmieszy! Potrzebujesz dosłownie kilku składników, które pewnie masz w domu! Dużo lodu, wódeczka (podobno w każdym szanującym się polskim domu czeka grzecznie w zamrażalce, gotowa na czarną godzinę) w ilości na jeden drink od 40 ml do uznania, gazowana woda mineralna, sok ze świeżej limonki, ewentualnie cytryny, plasterek na ozdobę i voila! Wchodzi jak woda i kaca nie daje.

Wolnowar – no nie ma nic lepszego do kuchni każdej matki. To znaczy pewnie różne miksy by się przydały, ale jakbym miała aktualnie 5 tysi wolne na zbyciu, to zamiast kolejnego grata do kuchni wolałabym polecieć poleżeć w cieniu palmy. Wolnowar jest najlepszy, bo on naprawdę SAM gotuje. Zrobi Ci dobrze, oj jak dobrze Ci zrobi. Pisałam o nim więcej tutaj, więc zerknij, jesli temat Cię zainteresował: https://www.calareszta.pl/5-gadzetow-ktore-odmienia-twoje-zycie/

Ulubione słowo – moda modą, ale wiadomo nie od dziś, że ja to jestem alternatywka, więc moim słowem roku zostało bardzo proste, właściwie banalne słowo „NIE”. Nie muszę, nie mogę, nie zrobię Ci, nie podskoczę, nie muszę wszędzie być, nie muszę wszystkiego wiedzieć, nic mnie nie omija, nie przejmuję się, nie spinam. Słowo nie niesie luz w gaciach i wolność, widzisz to? 

Hit roku – „Sobie i Wam”, Męskie Granie, tu bez zbędnego komentarza.

“Życzymy sobie i wam, by nas było stać na święty spokój. Szczęścia ile się da, miłości w bród. Mądrych ludzi wokół”. 

Tak naprawdę w życiu potrzeba jeszcze tylko zdrowia i masz full pakiet. I tego sobie i Wam na ten 2020 po raz pierwszy! 

P.S. Przy pisaniu tego tekstu wyszło, że mój słownik nie zna słowa “aperolek”. W. T. F. ???? 

P.P.S. Dawać mi tu swoje hiciory migusiem! 

    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl