Nie ma rządu, który w obecnej sytuacji miałby jakiekolwiek pojęcie co robić i jak robić to dobrze. Można powiedzieć, że wszyscy stąpają po cienkim lodzie, po ciemku, po omacku. Jesteśmy w totalnie czarnej dupie. Nie tylko nasz kraj obudził się z ręką w nocniku i dotkliwie zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo nie jest przygotowany na wypadek epidemii, klęski, czy wojny. Zgadzam się, w aktualnej sytuacji nie ma chyba kraju, w którym nie odbyło się bez wpadek i spektakularnych porażek. 

To, co przeraża mnie jednak w Polsce najbardziej, to mydlenie nam oczu. Ofiar koronawirusa mamy dużo więcej, niż mówią o tym oficjalne dane. Stawiam, że jakieś 10 razy więcej. Minimum. Zarówno tych śmiertelnych, jak i tych zarażonych. Nie testujemy wystarczającej ilości osób, więc na tle świata wyglądamy jak kraj, który w jakiś magiczny sposób radzi sobie lepiej od pozostałych. Z tym, że jest to gówno prawda. Bardzo niebezpieczne kłamstewko, które oficjalnie się nam wciska. A tymczasem prawda jest prosta jak matematyczne działanie 2 + 2. Mniej osób testujesz, masz mniejsze liczby zakażonych, proste jak drut. A testów nadal nie ma w miejscach, gdzie są konieczne, za mało się ich wykonuje i nadal okres oczekiwania na wynik jest za długi. 

Na początku marca mój mąż wrócił z podróży służbowej do Azji. W ciągu tygodnia był w Japonii, Tajlandii i Malezji. Kiepsko się czuł, więc po powrocie natychmiast poszedł do lekarza. Od progu poinformował o tym gdzie był, jakie ma symptomy i jakie towarzyszą mu obawy. Myślisz, że ktoś zaproponował mu test? Hahaha. Myślisz, że ktoś sprawdził, czy nie zachorował, a z nim cała jego rodzina, sąsiedzi, znajomi i kilkaset osób w biurze? Hahaha. Myślisz, że ktoś polecił mu zostać w domu? Aha, bingo, nie. Sami zdecydowaliśmy, że dobrowolnie podda się kwarantannie i siedzi w domu do dziś. Na szczęście objawy minęły, możliwe, że rzeczywiście była to tylko zwykła grypa, ale kto wie? Przeanalizuj sytuację – mąż sam zgłosił się do lekarza, bo kiepsko się czuł, miał kilka objawów, które mogłyby sugerować koronawirus. Zgłosił się do dużej, prywatnej placówki w Krakowie. I nic. Bury pies się nie zainteresował, nawet po fakcie, a przecież potencjalne zagrożenie było ogromne. I niestety tak w skrócie wygląda “sytuacja pod kontrolą”, co nam się oficjalnie wciska.

PiS zamknął nas w domach nie dlatego, że jest międzynarodowym wizjonerem i pionierem, uczy się od innych, czy nagle słucha wytycznych WHO (tego samego WHO, które bodaj jeszcze w zeszłym miesiącu przy okazji rozmów o edukacji seksualnej, było przez ten sam rząd nazwane bandą lewackich szaleńców szerzących pedofilię). PiS zamknął nas w domach bo wie, że nasza służba zdrowia jest w tak fatalnej kondycji, że ledwo zipie w normalnych warunkach, epidemii nie uciągnie, już to, co się dzieje teraz, czyli zaledwie początek katastrofy, to dla naszej służby zdrowia sytuacja nie do opanowania, a przecież wszyscy wiemy, że będzie znacznie gorzej. Jesteśmy w totalnie czarnej dupie, a z czasem będzie jeszcze gorzej. I dopiero wtedy ujrzymy prawdziwe szaty cesarza, zobaczymy jak zawali się domek z kart i w jak naprawdę beznadziejnej sytuacji jest nasza służba zdrowia. Czy i wtedy usłyszymy, że polski rząd daje radę? Że zrobił coś proaktywnie, skoro nawet tak prostej rzeczy jak zakup maseczek nie potrafił ogarnąć na czas? 

To dlatego ludzie myślący i widzący, co się w tym Państwie dzieje, siedzą w domach przerażeni, modląc się o to, żeby czasem nie zachorować i nie zdać się na łaskę systemu. Osobiście bałabym się obecnie udać do szpitala, nawet w sprawie niezwiązanej z koronawirusem, typu złamanie nogi, co przecież może się zdarzyć nawet w domu. Skoro kilka już szpitali w Polsce zostało zamkniętych, bo personel medyczny zarażał się nawzajem, nie mam żadnej pewności, czy mój stan zdrowia by się nie pogorszył. Czy to nie jest paranoja? Żyjemy w ciągłej obawie, nie tylko wizją choroby, ale i konieczności poproszenia o pomoc. Mam troje dzieci, boję się każdego dnia, że będę musiała szukać pomocy medycznej. 

Kwarantanna jest notorycznie łamana, nie działa aplikacja, tabuny zarażonych są totalnie poza systemem, wymknęli się, bo ktoś nie wciągnął ich w rejestr i teraz na luzaczku spacerują po mieście beztrosko zarażając innych. Nie ma możliwości ich kontrolowania. I nikt nad tym nie panuje. To naprawdę nie napawa optymizmem. Szkoda, że musimy dowiadywać się o tym z netu, pokątnie, bo oficjalne źródła o prawdziwej sytuacji milczą. 

Nagle znowu się okazało, że w Polsce grupy notorycznie ignorowane przez rząd, czyli potocznie budżetówka – lekarze, pielęgniarki, nauczyciele, policja, ratują tysiące osób. Chociaż już dawno powinni się wypiąć tyłkiem na to, co wyprawiają z nimi politycy, mobilizują się, pracują ponad siły, samodzielnie często zapewniają sobie środki ochrony, żeby do domu nie przywlec tego świństwa. Pewnie tylko po to, żeby za kilka miesięcy dostać podwyżkę w wysokości kilkunastu złotych, za wybitne zasługi oczywiście. Przemyśli też temat kilku roszczeniowych rodziców, którzy nagle, przy okazji edukowania własnego potomka, zdadzą sobie sprawę z tego, że wina nie leży po stronie głupiej pani od majcy, czy dyrekcji szkoły. Ups. 

Jak zwykle znaleźli się i Ci, którzy z potrzeby szukania wroga, skupili się na Owsiaku. To jego wina, że w Polsce brakuje sprzętu! Czemu w obecnej sytuacji nie odda NASZYCH pieniędzy? Serio? Ten biedny Jurek, pomimo wiader wylewanych na niego pomyj, kolejny raz ratując ten dziwny kraj, znalazł 20 milionów złotych na pomoc w walce z koronawirusem. Ależ skąd, nikt oficjalnie mu nie podziękuje, przecież to wróg publiczny numer 1. Ech. 

Bawi mnie też nadal grupa antyszczepionkowców. Zaczynają protestować przeciwko czemuś, czego nawet jeszcze nie ma!!!! Niech nikt im nie każe brać szczepionki na korona! Ja prdl. Czy naprawdę nikt z tej grupy nie wyciągnął lekcji jak może wyglądać świat, kiedy zaatakują nas masowo bakterie i wirusy, na które nie jesteśmy odporni? Czy może koronawirus to też spisek i zemsta Big Pharmy? I, uwaga, w Chinach wyleczono korona naturalnymi sposobami, napisała @jadziabuziaczek123 na Fejsiku. Pewnie herbatą wyleczyli, dlatego we Włoszech nie działa, bo wiadomo – Włochy to raczej #teamespresso. Mam nadzieję, że jak już pojawi się najbardziej oczekiwana na świecie szczepionka, nad którą w pocie czoła pracują najlepsi specjaliści z całego globu, antyszczepionkowcy pozostaną konsekwentni i nie ustawią się po nią pierwsi w kolejce? 

Bardzo proszę nie wysyłać mi w hurtowej ilości apeli o wsparcie zbiórek na służbę zdrowia. Od dwóch tygodni dostaję ich dziennie kilkadziesiąt, zapychają mi skrzynkę! Ze zwykłej ludzkiej empatii rozumiem i sercem jestem za, umysł jednak niestety protestuje. Dlaczego jako obywatel mam ze swojej kieszeni wspierać coś, za co odpowiedzialny jest rząd? Serio? Mam tysiące moich czytelników namawiać, aby w czasach, kiedy tracą pracę, ich przyszłość jest niepewna, siedzą sparaliżowani w domu, ze strachu nie śpią po nocach, mam namawiać, aby resztkę pieniędzy wydawali na coś, na co powinniśmy być przygotowani jako Państwo? Na coś, co nam się należy? Na absolutne minimum bezpieczeństwa? Przykro mi, ale nie mam zamiaru tego robić. I szczerze? Strasznie mnie to złości. Ja mam wspierać ze swojej kieszeni szpital w moim mieście? A gdzie podatki, które wysokie, bez żadnych ulg płacę od lat? 

Bardzo chciałabym poznać odpowiedź na pytanie co porabia 30 tysięcy sióstr zakonnych w czasach pandemii? Czy historycznie to ta grupa nie powinna się zaangażować w pomoc najuboższym, seniorom, szkołom, pielęgniarkom? Dlaczego nie szyją maseczek na przykład? W końcu misja pomocy jest chyba podstawą ich działania? Dlaczego nasze bardzo bliskie Kościołowi Państwo nie mobilizuje tej grupy? To pytanie retoryczne, chyba wszyscy znamy odpowiedź. 

Naród jak zwykle pięknie się łączy w obliczu zagrożenia, a tymczasem w TVPiS nawet kiedy zaprasza się osobę neutralną, apolityczną, jak naukowca, lekarza, przedstawiciela sanepidu, w międzyczasie i tak prowadzi się anty opozycyjną nagonkę. Po co? Czy naprawdę rząd jest tak strasznie posrany, przegrywając z kretesem tę najtrudniejszą historyczną potyczkę, że musi stosować takie podprogowe zagrania zwykłej podłej świni? 

Ale i tak, zamiast zabezpieczenia dla służby medycznej i włożenia wszystkich środków w możliwość testowania szerszej populacji, zmaksymalizowania wszystkich wysiłków w walkę o zdrowie Polaków, solidarne działanie wszystkich partii ponad podziałami, w myśl zasady “wszystkie ręce na pokład”, nasz rząd zajmuje się organizowaniem wyborów. Brakuje sprzętu ochronnego, brakuje personelu, brakuje wiedzy, brakuje testów, wszystkiego właściwie brakuje, ale wydamy teraz miliony złotych na wybory? Zamiast ratować ludzkie życie, wspomagać służby jak tylko możemy, zajmiemy się organizacją komitetów, drukowaniem kart wyborczych, kampanią? Nie wspomnę już nawet o ryzyku związanym z pójściem do lokali wyborczych, bo to jest zwyczajna skrajna głupota i szaleństwo. Narażanie nas na utratę zdrowia i życia, działanie niekonsekwentne, niespójne i wręcz wykluczające wcześniejsze decyzje. Działanie, podobnie jak pozostałe, jawnie ukazujące panikę rządu. 

Oczywiście, teraz, w tym momencie, dla nas, dla społeczeństwa polskiego, najważniejsze jest pójście do urn. Serio? Ponownie – sparaliżowani strachem i groźbą historycznej porażki organizują teraz wybory, bo przecież ciemny lud, karmiony doniesieniami jacy to jesteśmy zajebiści, bo siedzimy w domu od tygodni, podczas gdy inne, potężniejsze kraje, dopiero powoli do tego dojrzewają, jak to mamy mało na arenie międzynarodowej zakażonych, bo sam Prezydent z Prezesem tak skutecznie walczą z wirusem, możliwe, że ciemny lud rzeczywiście pójdzie zagłosować. W końcu czy epidemia, czy kryzys, czy koniec świata, 500+ na konto wpływa, więc wszystko się zgadza. Ech. 

Osobiście jestem wściekła, zniesmaczona, przerażona. Boję się o zdrowie mojej rodziny, o przyszłość moich dzieci, o ten nasz dziwny kraj nad Wisłą. Jesteśmy w totalnie czarnej dupie, a będzie jeszcze gorzej.

Photo by Tai’s Captures on Unsplash

Written by calareszta.pl