Poranek to w wielu domach bardzo stresujący czas. Bo o ile jeśli podróżujesz przez życie w pojedynkę lub we dwójkę, to możesz czas potrzebny między przebudzeniem się na trzydzieści już razy przestawiany budzik, a wyjściem z domu, skrócić właściwie do umycia zębów i narzucenia na siebie ubrania, o tyle, posiadając rodzinę, jest to już bardziej skomplikowane i niemożliwe.

Nie zliczę, ile razy dziennie dostaję komentarze o stresie, w jakim matki żyją od rana. Kłótnia o geterki we właściwym odcieniu różu, ściąganie z wyra zaspanego nastolatka, szukanie na cito zielonego sznurka, trzech guzików i bibuły, które trzeba przynieść dziś do szkoły, w końcu wybrzydzanie przy śniadaniu.

Pisałam wielokrotnie o tym, co raz na zawsze załatwiło kwestię moich poranków, więc nie będę tego powtarzać. Błogosławię dzień, w którym zaczęłam wcześniej wstawać i na pewno, gdybym kiedykolwiek opublikowała 10 zasad szczęśliwego życia, wstawanie wcześniej by się na niej znalazło. To była jedna z rzeczy, która odmieniła moje życie. Pisałam o tym tutaj: https://www.calareszta.pl/pulapka-poranka-czyli-zwariowac-rana-poradnik-dla-rodzicow/ i tutaj https://www.calareszta.pl/zmienic-jeden-nawyk-stac-sie-lepszym-rodzicem/

W jednym z tych wpisów wspominałam już o śniadaniu. Poszliśmy od tego czasu do przodu i trochę zmodyfikowaliśmy plan. I o tym chcę dziś napisać, bo widzę, że to śniadanie to nie wszystkim wychodzi i ja się w ogóle nie dziwię. Dzieciaki wybrzydzają, rodzice się spieszą, pojawia się zdenerwowanie i szlag trafił spokój kwiatu lotosu na środku jeziora, niezbędny do zachowania resztek rozsądku rodzica.

W moim domu od kilku już lat dzieci robią sobie śniadanie same. Jest to bardzo proste śniadanie, ale jest pożywne, szybkie, zróżnicowane i zdrowe, więc sytuacja ma dla mnie same plusy. Bo to jest trochę tak, że jak sobie sam zrobisz śniadanie, to kijowo jest potem narzekać, że coś jest z nim nie tak. Co nie? Kto ani raz nie przeżył awantury o kanapkę pokrojoną w trójkąty, a miała być w trójkąty, niech zamilknie na zawsze. 😊

Kilka lat temu wyczarowałam magiczne pudło śniadaniowe i do dzisiejszego dnia ratuje nam ono każdy poranek. Dzieci po prostu wyciągają pudło na blach kuchenny, wybierają co z niego chcą zjeść i robią sobie śniadanie. My jemy dokładnie to samo. Wszystko trwa kilka minut, dzieciaki dają upust kreatywności i możliwości o decydowaniu o swoim losie, nie ma syfu i kłótni. Cud miód i orzeszki. Dosłownie!

W tym pudle u nas w domu są:

– dwa rodzaje płatków – granola, którą robię sama (niech nikt nie pyta, co w niej jest, bo tego nie wiedzą najstarsi Górale), ultra zdrowe pełnoziarniste płatki o wysokiej zawartości błonnika – w formie bloku, który zalewa się mlekiem lub inne płatki ze sklepu o innej konsystencji niż moja granola
– gotowa owsianka, którą należy zalać mlekiem i podgrzać w mikrofalówce. Znalazłam owsiankę, która ma w składzie 3 składniki – płatki owsiane, orzechy i pestki, więc mimo produktu gotowego, który zwykle bywa syfny, mam rozwiązanie idealne
– miód – płatki, które daję dzieciom smakują same jak papier (szczerość to podstawa!), co niestety jest minusem wielu zdrowych produktów śniadaniowych. Ale już dodatek małej łyżeczki miodu czyni cuda. Miód ożywia mózg, a jednocześnie koi nerwy – same plusy dla zaspanego/rozdrażnionego małego człowieka (i jego zestresowanej i wiecznie spóźnionej matki)
– suszone owoce – rodzynki, żurawina, orzechy, pestki
– cynamon
– miarki do odmierzania płatków i dodatków – moje wiecznie głodne dzieci zjadłyby wszystko na raz, gdyby nie było zasad określających wielkość porcji.

Kiedy dzieci były mniejsze, na blacie czekały już na nich miseczki, łyżeczki i ręcznik papierowy. Kiedy miały problem z nalaniem sobie mleka, też czekało na nie mleko (w ilości odpowiedniej do wieku) lub jogurt (do śniadania polecam naturalny grecki).

Dzieci same komponują śniadanie. Do nabiału i płatków dodajemy owoce – sprawdzają się banany, starte jabłko, wszystkie owoce jagodowe, kiwi itd. Można owoce dziecku wcześniej przygotować – na przykład umyć, obrać ze skórki, posiekać, zetrzeć czy zrobić mus z owoców mrożonych – oby był wybór. Moje dzieci już same decydują, czy wyciągną sobie z lodówki kilka malin, czy pokroją pół banana, ale zdarza się, że robię coś ekstra, na przykład w sezonie pyszny mus z mango lub mix jagód, malin i truskawek i to na nie czeka w lodówce.

Z takim pudłem część śniadaniowa poranka jest zorganizowana wzorowo. Nie ma wybrzydzania, bo dzieci widzą, co mogą zjeść i wybierają z tego, co mają przed oczami. Ale jednak wybierają, więc rano nie miewam manifestacji pod tytułem „nigdy o niczym nie mogę zdecydować”. W weekend bywa, że robię jajka na 3 różne sposoby, piętrowe kanapki, wypasione naleśniki, bajgle i Bóg wie jeszcze co, ale w tygodniu kwestia śniadania jest prosta i logiczna. Nie ma innej opcji niż to, co możesz znaleźć w pudle. Czasami na zakupach dzieci same wybierają płatki (oczywiście z tych kilku paczek, które podsunę im pod oczy, gdyby wybierały same, pewnie jedlibyśmy te kolorowe kulki z cukru) i dodatki, które lądują w pudle, ale zwykle sama się tym zajmuję dbając o różnorodność.

Polecam. U mnie działa. I poranki są spokojne. No przynajmniej w tym jednym, jedzeniowym zakresie! 😉 

Zdjęcie: źródło

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl