Przyszło mi w tym roku spędzić Święta w Australii. Dla wielu osób Święta mają być białe, w śniegu, pod kocykiem, z kubkiem grzanego wina, Mikołajem na saniach i ogniem w kominku. Ale to są nasze Święta, nasze, czyli osób zamieszkujących północ. Na południe od równika Święta to jednak czas wakacji, grilla, upału, wylegiwania na plaży, pływania, pikników i zabawy na powietrzu, najlepiej w basenie, dla ochłody. To czas odkrytych ramion, brązowej skóry, zimnych drinków, siedzenia na ogródku w gorące, długie noce. Czas ulicznych imprez, festynów i lunchu, który kończy się kolacją pod gołym niebem.

Szczerze? Dla mnie jest to nadal bardzo dziwne i nie czuję klimatu. Dziwnie słucha się Kayah, która śpiewa o tym, jak pada śnieg, jak lecą gwiazdki z nieba. Dopiero tutaj skumałam co miała na myśli, opowiadając na jednym z koncertów, że pisała tę piosenkę w czerwcu, spacerowała w upale po lesie i pisała o śniegu, bo taki akurat jest cykl produkcji płyty. Nawet Przybieżeli do Betlejem jakoś tak dziwnie mi brzmi. A Cicha Noc? Jaka ona cicha. Huczą świerszcze, cykady, żaby i inne nocne imprezy. Cicho to jest jak pada śnieg. Już raz stałam przy naszych tradycyjnych potrawach w Wigilię, a temperatura w Sydney sięgała wtedy 40 stopni. Barszczyku się odechciało, rzeczywiście pasował bardziej zimny koktajl z krewetek.

Święta w Australii zbiegają się z końcem roku szkolnego. W okolicach 15 grudnia (w tym roku w czwartek 13-go) kończy się czwarty semestr, są Święta, a potem kilka tygodni na letnie wakacje (odpowiednik naszego lipca i sierpnia). Szkoła ponownie zaczyna się z początkiem lutego (w przyszłym roku 4 lutego). Przez bliskość Świąt, koniec szkoły łączy się ze wspólnym śpiewaniem kolęd, świątecznymi festynami i piknikami. Jest też czas na firmowe wigilie i podsumowania roku. Na Święta czeka się tu od listopada, w grudniu odliczając już dni. Popularne są adwentowe kalendarze, odcinanie kolejnych dni ze zrobionych łańcuchów, liczenie nocy, które zostały do odwiedzin Mikołaja. Last Christmas leci w radio od końca października!

Prezenty przynosi Mikołaj, ale raczej nawet małym dzieciom prezenty dają po prostu dorośli, których uznaje się za pomocników Mikołaja. Nie ma Gwiazdki, Gwiazdora, Aniołka ani Dziadka Mroza. W domu, w którym są małe dzieci, Mikołajowi zostawia się wieczorem mleko i ciasteczka, a marchewkę dla reniferów. Mój mąż pamięta, że niektórzy w Australii zostawiali Mikołajowi zimne piwko. Ha! Taki to ma dobrze, nie? Mikołaj zostawia prezenty pod choinką, w noc poprzedzającą Boże Narodzenie.  Otwiera się je po przebudzeniu i jest to oficjalny początek Świąt. Ze względu na różnice wiary, nauczyciele prosili nas, aby porozmawiać w domu z dziećmi i szanować inne kultury. Nie do wszystkich przyjdzie przecież Mikołaj! 

W szkole jest zwyczaj świątecznych kartek – każde dziecko każdemu w klasie daje kartkę. Miły zwyczaj, choć w nadmiarze jest to zwykła makulatura, która ginie niezauważona. Wiele osób robi w swoim domu wystawkę kartek, które rodzina otrzymała na Święta, zwykle w jakimś widocznym miejscu.

Święta stoją komercją. Prezenty, wyprzedaże, nawet sprzęt AGD jest promowany jako niezbędny zakup na święta, bo przecież musisz posprzątać, najlepiej najnowszym odkurzaczem, świąteczne nalepki na świątecznego szampona krzyczą w monopolowym, banki prześcigają się w szybkich pożyczkach. No i oczywiście obowiązkowe jest, lekko straszne i okropnie drogie, zdjęcie na kolanach u Mikołaja, który z saniami rozłożył się na środku hipermarketu. Elfy grzeją marketingową kampanię, płacisz za dwa, dostaniesz trzy, dziś minus 10% i proszę wszyscy „cheese” i już mamy coroczną fotkę. Mieli taką Twoi dziadkowie, rodzice, ciotki, musisz mieć i Ty. Stoją te same kalki w każdym domu. Tuż po Świętach rozpoczynają się wielkie wyprzedaże.

To nieprawda, że czegoś takiego jak kuchnia australijska nie ma. Nie wierzcie w to. Jest! Na przykład kangura mięso straszy na sklepowych półkach. Żartowałam. Rzeczywiście, ciężko wymienić coś, co jest ichniejsze, a nie zapożyczone z Wielkiej Brytanii (jak słynna ryba z frytkami), z Włoch, czy kuchni śródziemnomorskiej. Na Święta przyjęła się szynka, którą kupuje się gotową i piecze na wiele sposobów, indyk i inne pieczone w całości mięsa, pyszna jagnięcina no i oczywiście owoce morza. Podobno nie ma australijskiego domu, w którym przez Święta nie zje się grillowanej krewetki. Najpopularniejszy deser, beza Pavlova, też raczej zagości na każdym stole, ubrana w mango, marakuję i czereśnie, które akurat są teraz w sezonie. Popularne są pierniki i ciasta z suszonymi owocami, najlepsze z dodatkiem brandy, dzięki czemu można je upiec dużo wcześniej. Podobnie jak w Polsce, jedzenie jest ważną częścią tradycji świątecznej, sklep, w którym kupimy nasze krewetki, otwarty jest w Wigilię od 5 rano. Zamiast więc zabijania karpia, jest obieranie krewetek ze skorupek i „kupek”. Kto wie, ten wie.

Choinka jest zwykle sztuczna, ubierana w okolicach końca listopada, choć widziałam wcześniej. Uparłam się na żywą i pojechaliśmy w tym celu na farmę choinek, na której są one hodowane dokładnie w tym celu. Każda choinka ma swoją cenę, jeśli sobie jakąś upatrzysz, dajesz na cenie etykietkę ze swoim nazwiskiem. Choinkę możesz zostawić w ziemi do momentu, aż zdecydujesz się ją zabrać do domu, dostajesz wtedy piłę i możesz sobie ją na legalu ściąć. Taka frajda.

Właściwie Święta w Australii tylko jeden dzień – 25 grudzień. 24, czyli nasza Wigilia, to dzień spotkań ze znajomymi i relaksu. W moim ulubionym kinie grają 24-go „To właśnie miłość”. 25 przeznaczony jest dla rodziny, 26 na piknik, grilla, początek szaleństwa zakupowego i obowiązkową wizytę na plaży. Tak, na plaży, bo w Święta zwykle jest już tutaj bardzo gorąco i zamiast na spacer w śniegu, chodzi się na plażę i do parku na piknik.

To chyba tyle. W sumie i tutaj, na końcu świata, w Świętach chodzi o to samo co wszędzie – o bycie razem, o rodzinę, z którą spotykamy się często bardzo rzadko, o uśmiech dzieci i podsumowanie kolejnego roku. Oby był jeszcze lepszy niż poprzedni i skład przy wspólnym stole niech się nie zmienia.

P.S. Zapraszam na mój Instagram, pokażę Wam nasze tegoroczne Święta w upale i na plaży i Wigilię, którą w tym roku zjemy pod gołym niebem, na ogródku. Ho ho ho! https://www.instagram.com/calareszta.pl/

Zdjęcie: źródło.

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Zerknij do mojego sklepu, w którym czekają na Ciebie autorskie produkty. SKLEP.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl