Kręcąc się ostatnio po mieście zauważyłam, że jest mnóstwo osób, które są negatywnie, wręcz wrogo nastawione do dzieci. Mam dla nich mały komunikat. Przeszkadzają Ci dzieci? Masz pecha! 

I niech od razu wyjaśnię, zanim ktoś dostanie palpitacji, żeby było jasne. Do dzieci i ich w miarę ogarniętych rodziców, a nie bachorów z rodzicami, którzy mają wszystkich innych ludzi w nosie, a każde mniejsze lub większe przewinienie dziecka kwitują rozłożonymi rękami i westchnieniem “oh, przecież to tylko dziecko”, ewentualnie mają ochotę Cię zlinczować i na najmniejszą próbę zwrócenia uwagi obdarzą Cię idącą w pięty wiązanką. 

Jestem od 8 lat matką. Nie uważam, że z tego tytułu mają mi przysługiwać jakiekolwiek prawa, bo matka to stan całkowicie normalny, a nie, że nagle rodzą mi się bombelki i z drogi śledzie, bo matka z wózkiem jedzie. Teraz macie mnie żałować, macie mi ustępować, macie mi dawać! 

Nie uważam, że mam coś mieć szybciej, lepiej, więcej, bo mam dzieci. To była moja decyzja, której konsekwencje ponoszę ja, a nie bezdzietni, zarabiający więcej, rząd, moherowe berety i wszyscy inni ludzie, którzy o rany, nie wiedzą jaki to trud wychować, po prostu mają łatwiej niż ja, bo ja mam dzieci, biedna ja, jakie ja mam ciężkie życie. 

Możliwe, że dorosłam do tematu, bo dzieci urodziłam w wieku 32 lat, więc wiedziałam już jak to jest zapieprzać, spłacać kredyty, do czegoś dążyć, czy na coś się zdecydować świadomie. Tak było z dziećmi. Czułam się gotowa. I jak je urodziłam, wiedziałam, że to jest w głównej mierze mój “problem” i nie mogę niczego w związku z tym oczekiwać od innych. 

Kiedy wychodzę ze swoimi dziećmi “do ludzi”, mam oczy wkoło głowy. Dbam o to, aby moje dzieci nikomu nie przeszkadzały, aby się nie darły, nie rozwalały jedzenia, czekały na swoją kolej, zwracam im uwagę na obecność innych osób, uczę zasad, karcę, wymagam manier. Taka chyba moja rola. Różny jest skutek tych działań, bo dziecko, jak każdy inny człowiek, ma swój plan, charakter i nastrój, ale ze swojej strony staram się kontrolować sytuację. Jak moje dzieci rozleją gdzieś sok, ścieram. Czasami wychodzę, kiedy nie ogarniam. Przepraszam w ich imieniu. Zgadzam się również na zwracanie moim dzieciom uwagi, bo przecież jeśli ja, dorosła, pcham się na Ciebie w kolejce, to możesz mnie osobiście zwrócić uwagę, nie musisz szukać mojej mamusi, czy tolerować zachowania, które Ci przeszkadza. To samo tyczy się dzieci! Przeszkadzają Ci dzieci? Możesz im zwrócić uwagę. 

Jestem w bardzo wielu kręgach uważana za złą matkę, bo uważam, że restauracje, hotele, podróże tylko dla dorosłych są jak najbardziej na miejscu i powinny być ogólnie dostępne. Sama z nich chętnie korzystam!! Pisałam nawet o tym tekst: Restauracje bez prawa wstępu dla dzieci – jestem za

Kocham moje dzieci, 99% mojego życia jest podporządkowane moim dzieciom, a jednak uważam, że jak już wyrwę się na miasto, po tym jak moim dzieciom zorganizowałam opiekę i w tej jeden, rzadko zdarzający się wieczór, mam ochotę napić się drinka w dorosłym towarzystwie, to chcę do tego drinka mieć podkład jazzu, a nie jazgotu! I godzina 22 to naprawdę czas, w którym dzieci powinny być w domu, a nie w knajpie. Wiem już gdzie pójść, żeby sobie móc powiedzieć kurła przez r i nie musieć liczyć się z podniesioną brwią matki przy stoliku obok. W miejscach, do których chodzę, dzieci późną porą po prostu nie ma. 

Bardzo często wybieram takie miejsca, które chcę zobaczyć sama. Oczywiście, że można wszędzie zabrać dzieci, ale ja, mająca już spore doświadczenie w podróżowaniu, wiem, że są takie miejsca, w których chcę się powłóczyć solo, nie chcę szukać placu zabaw, czy restauracji, która serwuje coś, co moje dziecko zje, bo choć je wszystko, na wiele skorupiaków i ostrych potraw kręci nosem. Nie chcę słuchać, że małe nóżki bolą. Nie mam ochoty co chwilę szukać toalety. To ja, taki jest mój wybór. W Londynie byłam z synem, ale już do Maroko lecę bez dzieci. Bo taka jest moja chęć po prostu. Są wakacje z i dla dzieci, są solo. Wychodzę z założenia, że jak przeszkadzają Ci dzieci, to zamiast oczekiwać, że znikną, po prostu unikam. Bywa, że nawet swoich, ukochanych przecież. 

Mimo to, zauważyłam, że dzieci są kiepsko tolerowane i to w przestrzeniach, które stworzone są dla nich, wcale nie chodzi o nocne kluby, czy ekskluzywne spa, w którym ma panować cisza. I dlatego mam taką małą radę: jeśli przeszkadzają Ci dzieci, nie chodź w miejsca, w których na pewno je spotkasz! Proste. 

Dziecko w parku jest czymś zupełnie normalnym. A tymczasem paniusia z jamniczkiem wszczyna w parku awanturę, bo jamniczek jest w stresie, kiedy obok dzieci grają w piłkę i dostaje konwulsji na widok hulajnogi. Para trzydziestolatków na spacerze w centrum przewraca oczami, kiedy dziecko w kolejce po lody nagle zmienia zdanie, bo nie widziało wcześniej jednego ze smaków. W poczekalni do lekarza, stojącą w kolejce z trójką dzieci na badania matkę, młoda dziewczyna pyta, czy mogłaby ustąpić, bo z dziećmi to na pewno długo zajmie, a ona się do pracy spieszy. W rodzinnej restauracji starsza para robi wyjście smoka, bo “Zdzisław, tu są wszędzie te dzieci”. W wodnym parku chichoczące studentki próbują wyrwać dziecku ponton. Małe, to pewnie odda, poczeka przecież, a one już natychmiast muszą. Głośne westchnienia, kiedy w toalecie w kinie stoi przed kimś matka z dzieckiem. Stoi, nie wryła się do kolejki, stoi jak każdy inny. Ma iść w krzaki, czy co? Dziecko w autobusie również z automatu nie oznacza, że wredne będzie czyhało na Twoje miejsce. Jeśli nie jesteś kobietą w ciąży, osobą niepełnosprawną, czy starszą, dziecko ma takie samo prawa do miejsca, co Ty. Życie, no. 

Takich sytuacji i przykładów są miliony. Jako matka mam takie pytanie – gdzie te dzieci mają jeździć na hulajnodze i grać w piłkę? Czy Tobie nigdy nie zdarzyło się zmienić w ostatniej chwili zdania? Czy ja mam ochotę być w przychodni pół dnia, bo ktoś się spieszy do roboty? 

Mam też mały pro tip – jeśli widzisz kącik dla dzieci, a przed lokalem zaparkowane wózki, może rzeczywiście lepiej wybrać inne miejsce lub porę na romantyczny wypad we dwójkę? A kiedy szukasz wakacji, wielka zjeżdżalnia na zdjęciu reklamującym obiekt jest prawdopodobnie sygnałem, że na basenie zamiast ciszy, będzie cały dzień słychać wrzaski. Przeszkadzają Ci dzieci – omijaj z daleka, ale nie oczekuj, że się zdematerializują sprzed Twoich stóp. 

Wiem doskonale, że matki same sobie na tą opinię zasłużyły. Są roszczeniowe, zachowują się jak święte krowy, żądają przywilejów. Zdaję sobie sprawę z tego, że tak po prostu jest. Dzieci w naszych czasach są głośne, rozpuszczone, na wszystko się im pozwala, postronnemu obywatelowi wydaje się, że są rozwydrzone, niewychowane, albo, nie daj Boże, wychowane bezstresowo. Nie zaprzeczam, moje dzieci też mają takie dni, mimo naszych wysiłków. Coraz rzadziej, bo jednak trening czyni mistrza, i z wiekiem jest coraz lepiej, a jednak. 

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora! Nie jesteśmy w stanie zabarykadować się w domu i nie wychodzić z niego aż do momentu, dopóki nasze dzieci nie osiągną statusu pełnoletności. Poza tym w tych miejscach, o których wspomniałam, oferta skierowana jest również do dzieci. Mają pełne prawo być w parku, na lodowisku, w hotelu. Ich rodzice płacą za nich odpowiednią cenę i mają prawo korzystać z tego, co jest w ofercie. Jeśli komuś to nie odpowiada, bez dzieci ma tą przewagę, że może iść gdzie chce i o każdej porze. Można zmienić lokal albo wybrać taki, w którym bombelków na bank nie będzie. Może park wodny w deszczową niedzielę to nie jest miejsce dla szukającej wrażeń studentki? Tak tylko głośno myślę. 

Dzieci muszą bywać, wychodzić, uczyć się życia w społeczeństwie. To dla nich lekcja, ale i rozrywka, zabawa. Tak samo jak dla Ciebie. I te podniesione brwi naprawdę nikomu nie służą. Mało tego – masz średnie prawo krzywić się na widok drugiego człowieka, tylko trochę mniejszego od Ciebie, który przeszkadza Ci tylko jednym. Tym, że jest. 

Obiecuję hamować zapędy mojej szarańczy, wybierać miejsca, które są dla nich stworzone i trzymać rękę na pulsie, a Ty zrób to samo. Bo przecież chyba wiesz doskonale, że Ty też możesz komuś przeszkadzać. Kiedy mówisz głośno, za dużo pijesz, jesz jak prosiak, wyciągasz kanapkę z jajkiem w pociągu, palisz fajki, żujesz gumę, pchasz się w kolejce, źle parkujesz, śmiecisz, przeklinasz, śmierdzisz potem, masz nadwagę, tłuste włosy, obgryzasz paznokcie, masz na wierzchu stringi i goły cyc, za głośno gadasz przez telefon… wymieniać dalej?  

Zdjęcie: źródło

    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl