Idea zero waste jest mi obca, mało tego, uważam, że właściwie w moim przypadku jest niemożliwa do zrealizowania, chyba, że całe swoje życie poświęciłabym temu zagadnieniu. Żyjąc zawsze trochę szkodzimy naturze. Zawsze. Produkujemy śmieci, korzystamy z samochodów i samolotów, jemy to, co urodzi ziemia i tak dalej. Dlatego dla mnie zero waste to nieosiągalne założenie, ale już idea less waste jest mi bliska i mam swoje proste sposoby na życie less waste.

Małymi krokami można zmienić wiele rzeczy na rozwiązania mniej dla środowiska inwazyjne. Nawet wtedy, kiedy masz ograniczone możliwości – mało czasu i pieniędzy. Gdyby każdy z nas wybrał choć jedno z nich i zastosował w swoim domu, razem zrobilibyśmy znaczącą różnicę. Bo lepiej zrobić kilka małych rzeczy, możliwych w naszej sytuacji niż nie robić nic. Krytykowanie innych osób za jednorazowy kubek, balony na urodzinach, czy wodę w plastiku też raczej przynosi odwrotny efekt. Rodzi bunt i niechęć, bo wydaje nam się, że zmiany są kosztowne i wymagają ogromnych nakładów czasu, a sama idea jest zbyt skomplikowana. Edukacja i świadomość, pokazanie jak za pomocą drobnych zmian możemy coś zmienić, mnie bardziej przekonuje. I do tego dążę.

Proste sposoby na życie less waste.

Marnowanie jedzenia. Odkąd robię zakupy przez Internet, oprócz sporadycznych przypadków, nie wyrzucam jedzenia. To proste. Robię listę posiłków na kilka dni do przodu i kupuję tylko to, co jest nam potrzebne. Nic mnie w sklepie nie kusi, nie zachęcają mnie reklamy, nie kupuję oczami, czy na głodzie. Kupuję to, co wykorzystam. Jadłospis tak modyfikuję, aby wykorzystać najpierw te produkty, których termin przydatności do spożycia jest najkrótszy. Wszystko po to, aby na przykład nabiał nie przestał w mojej lodówce do momentu, aż niewykorzystany się zestarzeje i zanim go zużyję, będę musiała wyrzucić. Mięso mrożę. Większość obiadów robię na więcej niż jeden dzień i albo jemy na następny dzień to samo, albo mrożę niewykorzystaną porcję. W ten sposób można również oszczędzać energię. Na przykład – kiedy piekę w piekarniku kurczaka, piekę od razu dwa – jednego zjadamy z pieczonymi warzywami, drugiego wykorzystuję do zapiekanek, kanapek na ciepło i sałatek. Kiedy robię sos boloński, robię go w ogromnym garze i mrożę. Wykorzystuję go potem do spaghetti, do lasagne, do nachos, do burito, do nadziewania papryki, do chilli con carne. To samo z zupami. Robię wielki garnek i mrożę na kolejne posiłki. Rosół to idealny starter każdej zupy.

Zakupy przez Internet to oszczędność jedzenia, pieniędzy, czasu, benzyny (oczywiście – kierowca musi te zakupy nam dowieźć, ale, dostarczając je do kilku osób w okolicy, skraca ilość wykorzystanego paliwa). W sklepie, w którym robię zakupy przez net, mam opcję wyboru zapakowania wszystkiego do wielkich pojemników. Kierowca wypakowuje zawartość pojemników od razu w moim domu. Bez siatek i worków. O zakupach pisałam tutaj: https://www.calareszta.pl/zakupy-spozywcze-przez-internet/

Kiedy już idę na zakupy, to z wielorazowymi siatkami, wiadomo. Wiele osób jednak żali się, że często o nich zapomina. Mnie też się to zdarzało, choć połowa bagażnika to siaty na zakupy, coż z tego, skoro zostawały w aucie, a ja przy kasie orientowałam się, że ich nie mam. Mam taki mały sposób – kiedy jadę na zakupy, wsiadając do samochodu moją torebkę kładę do bagażnika, na wielorazowe siatki. Tym sposobem nigdy o nich nie zapominam. Do torebki kupiłam sobie dwie miniaturowe siatki, które, złożone, są tak małe, że mieszczą się w dłoni, nie zajmują mi więc szczególnie dużo miejsca. Mam je zawsze przy sobie, na mniejsze zakupy. Kiedy wracam do domu, rozpakowuję je i wkładam z powrotem do torebki.

Na zakupy na targu sprawdza się też kartonowe pudło. W pudle jest mniejsze prawdopodobieństwo uszkodzenia delikatnych owoców. Na targ mozna zabrać pojemniki wielorazowe i poprosić o spakowanie owoców czy warzyw właśnie do nich. Warto kupować lokalnie, na targu, bezpośrednio od rolnika. Fajnie zainteresować się opcjami proponowanymi w naszym regionie – kolektywy lub kooperatywy spożywcze są już właściwie wszędzie. Kooperatywa to nieformalna spółdzielnia, której członkowie kupują produkty z pominięciem pośredników. Warto.

Hodujemy własne zioła. Kiedyś w doniczkach, dziś na grządce. Możliwe, że to nie jest jakaś wielka różnica, ale mnie cieszy. Używam też tylko tyle ziół, ile zużyję, nie marnuję niewykorzystanego koperku, tymianku czy pietruszki. Mamy niestety małą konkurencję, bo nasz królik ze smakiem schrupie wszystko, co tylko odrośnie od ziemi, ale i na to znalazł się sposób – sadzę wyżej. 😉

Z mięsa chwilowo nie zrezygnujemy, ale postanowiliśmy go ograniczać. Mała, ale jednak zawsze jakaś różnica, nasza cegiełka. Kopalnią przepisów jest dla mnie blog Marty http://www.jadlonomia.com/ Mam jej dwie książki i jeszcze mi się nie zdarzyło, aby coś, co przyrządziłam z jej przepisu, było niesmaczne. Potrawy są też bardzo szybkie do przygotowania i nie wymagają ekspertyzy. Hitem w naszym domu jest czekoladowy mus z aquafaby, czyli wody z puszki po ciecierzycy. Wiem, brzmi to niezbyt „ciekawie” ale jest przepyszny! No i ponownie – oszczędzamy surowiec, który normalnie poszedłby do śmieci. Przepis tutaj http://www.jadlonomia.com/przepisy/weganski-mus-czekoladowy-idealny/

Jestem absolutnie uzależniona od pojemników na żywność. Gotuję dla całej rodziny i kupuję hurtowo, więc moja lodówka pełna jest pojemników wielokrotnego użytku. Pakując codziennie 4 śniadaniówki, mogłabym wykorzystywać górę plastiku i folii. Weszłam już na taki poziom wtajemniczenia, że każdy rodzaj żywności ma w śniadaniówce dzieci i męża swój pojemniczek. Nawet jogurt kupuję w wielkim pudle i przekładam do mniejszych pojemniczków, które potem myjemy i używamy ponownie. Dzięki tej małej zmianie litr jogurtu to tylko jeden pojemnik, a 6 porcji jogurtu, który, kupowany osobno, dałby pojemników 6. Kanapki też mają swoje płaskie pojemniki, nie korzystam z papieru śniadaniowego. Pisałam o tym tutaj: https://www.calareszta.pl/sciaga-ktora-bardzo-ci-sie-przyda/

Wykorzystuję też ponownie słoiki, pojemniki z jogurtów i lodów. Z opakowań po jajkach są fajne zabawki https://www.ograniczamsie.com/2016/03/7-sposobow-pudelka-po-jajkach-upcycling.html Z rolek po papierze toaletowym też! https://mojedziecikreatywnie.pl/2018/06/co-zrobic-z-rolek-po-papierze/ Lemoniada ze słoika smakuje najlepiej! A jak pięknie w słoikach wyglądają owocowe sałatki, desery złożone z pysznych warstw? Mniam.

Zrezygnowaliśmy również z worków na śmieci i śmieci wyrzucamy prosto z domowego kosza na śmieci do większego pojemnika. Kosz wystarczy po tym po prostu umyć. Mieszkając w domu nie jest to żaden problem. Warto też nauczyć się kilku zasad recyclingu. Na przykład tutaj: https://naszesmieci.mos.gov.pl/jak-segregowac

Rachunki, bilety, faktury – wszystko to nie wymaga drukowania, bo mając przy sobie telefon, zawsze możemy pokazać kod kreskowy zakupionego biletu do kina (oczywiście tam, gdzie taka forma jest uznawana).

Daleko mi jeszcze do robienia własnych detergentów, ale i w tym kierunku można zrobić małą zmianę. Kup większe opakowanie produktu. Na przykład szampony – kupuję od lat ogromne, litrowe, z pompką. Myjąc bardzo często włosy, mam taki szampon na parę miesięcy. Możliwe, że to nie jest wielka zmiana, ale robi różnicę 5 plastikowych butelek, a jedna. Robię tak z żelem pod prysznic, z szamponem, z odżywką, z płynem do naczyń, proszkiem do prania, mydłem do rąk. To samo tyczy się jedzenia. Kupując hurtowo, marnujesz mniej opakowań. To wszystko razem robi może małą, ale jednak różnicę w zwykłej ilości zużytych opakowań.

W sklepach jest już wiele produktów, które są z recyclingu. W domu używam papieru toaletowego z recyclingu, papieru do pieczenia z recyclingu. Podobnie chemia domowa – są całe serie produktów, które wykonano z myślą o środowisku. Warto też przeanalizować własne potrzeby. Możliwe, że nie potrzebne są nam plastikowe widelce, bo na piknik możemy zabrać własne i potem je w domu umyć? Możliwe, że nie potrzebujemy w ogóle słomek? I tak dalej. 

Ciuchy, zabawki, książki, wyposażenie pokoju po dzieciach od samego początku puszczam w obieg. Czasami sprzedaję za symboliczną kwotę albo rozdaję, bo znam kilka wielodzietnych rodzin w ciężkiej sytuacji. Książki zanoszę też do biblioteki szkolnej. Pisałam o tym tutaj: https://www.calareszta.pl/szafing/

Na chwilę obecną nie stać mnie na kupowanie ubrań dla dzieci poza sieciówkami. Chciałabym kupować od małych, rodzinnych, polskich firm ubrania z naturalnych tkanin, ale mnie na to nie stać. Chętnie jednak przyjmuję ciuchy po starszych dzieciach. W praktyce jednak, mając trójkę dzieci w tym samym wieku, niewiele mi to pomaga, bo nawet jak ktoś podaruje mi kurtkę, pozostałe dwie muszę kupić.

Oczywiste jest dla mnie picie wody z kranu. W obecnych czasach łatwo można sprawdzić, czy woda w naszym rejonie zdatna jest do picia, można nawet wykonać domowe testy. Jeśli nie nadaje się do picia albo z jakiegoś powodu nie odpowiada nam jej smak, albo mamy swoje uprzedzenia, warto zainwestować w filtry, na przykład kupując dzbanek filtrujący wodę. Wiele osób lubi wodę gazowaną. I na to jest sposób – http://sodastream.pl/ – za pomocą prostego ekspresu bąbelki w wodzie można sobie wyczarować. Fajna inicjatywa i mnóstwo przydatnych informacji, w tym prawdy i mity na temat wody z kranu – http://pijewodezkranu.org/

Warto zainwestować w bidony do wody, w szklane butelki. Ponownie – te rzeczy też nie są środowisku obojętne, szkło wręcz rozkłada się dłużej niż plastik, ale jedna szklana butelka, której będziemy używać na przykład rok, to lepsze rozwiązanie niż kilka plastikowych butelek dziennie! Osobiście nie znoszę bidonów i wszelkich termosów. Mam wrażenie, że woda z nich ma specyficzny smak i zapach, który mnie odrzuca. Ale już szklana butelka okazała się dla mnie rozwiązaniem idealnym. Mam zakręcaną butelkę o pojemności 700 ml, do której kilka razy dziennie wlewam wodę. Ma to też swój plus – wiem, ile rzeczywiście spożywam wody i czy jestem wystarczająco nawodniona. W zależności od nastroju i czasu, do wody dodaję świeżej mięty, cytrusów, mrożonych owoców. Zakrętkę co wieczór przelewam wrzątkiem.

Nie mam ochoty zostać ukrzyżowana, ale przyznam szczerze – keep cup mam, ale nie korzystam z niego codziennie. Po prostu – piję jedną kawę w terenie (resztę w domu), często w połowie biegania. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie biegania z kubkiem. Na siłownię wychodzę z domu o 5:20, jest ciemno, a ja staram się być bezszelestna. Czasami zwyczajnie zapominam go ze sobą zabrać. Ale kiedy pamiętam albo w weekend, kiedy mam więcej czasu – korzystam. Podkreślam jedynie moje przekonanie – warto codziennie o tym, co robimy dla środowiska, myśleć i wprowadzać w czyn małe rozwiązania, niż biczować się za życie, które odbiega od modnego zero waste. W domu korzystam z ekspresu do kawy na kapsułki, które zbieram do pojemnika obok ekspresu, a potem oddaję je do recyclingu. Proste sposoby na życie less waste pomagają w ograniczaniu wykorzystywanych zasobów. 

W przypadku wody warto też zainwestować w zmywarki i pralki z eko programami. No i oczywiście – pakować na full, żeby pralka nie prała dwóch koszul. Warto zakręcać wodę w trakcie mycia zębów i ograniczać prysznic do 3 minut.

Nie chodzę do cyrku, w którym występują zwierzęta i tłumaczę dzieciom, dlaczego nie bierzemy w tym udziału. Zoo jest dla mnie inną sprawą, bo wiele ogrodów wspiera gatunki, które są bliskie wyginięciu oraz ratuje zwierzęta, które nie przeżyłyby w naturze, bo na przykład były ofiarami wypadków lub są chore. Istnieje też szereg inicjatyw, dzięki którym zwierzęta mają sponsorów, odpowiednich opiekunów i warunki do życia lepsze niż na wolności. Wszystko zależy od zoo.

Nie jestem w stanie zrezygnować z samochodu, bo mam trójkę dzieci i kiepską komunikację miejską w okolicy. Ale – do szkoły chodzimy albo na nogach, albo jeździmy na rowerze. To dla mnie dwa w jednym, bo dzieci rozpoczynają dzień od dawki ruchu. Do lokalnej biblioteki dojeżdżamy na hulajnodze. Na plażę też całe lato jeździliśmy na rowerze. Tak samo do parku, czy na plac zabaw. Nie powiem – lubię taki nieplanowany, dodatkowy ruch na powietrzu, poza tym drażnią mnie problemy z parkowaniem. Zanim znajdę pod szkołą miejsce do parkowania, już jestem w połowie drogi.

Wprowadzenie w życie idei less waste jest koniecznością. Warto przemyśleć kilka prostych sposobów, które możemy wprowadzić natychmiast w życie i pomóc środowisku. Nasza świadomość musi wzrastać w ogromnym tempie, żeby nie okazało się, że jest za późno. Małe zmiany to też zmiany! I gdybyśmy wszyscy zmienili jedną rzecz, razem przyniosłoby to duży efekt. Proste sposoby na życie less waste to suma małych, drobnych zmian, które jednak robią ogromną różnicę. Jeśli masz fajne i proste sposoby na życie bardziej eko – podziel się nimi, może ktoś skorzysta?

Zdjęcie: źródło

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl