Ściągnęłam sztuczne rzęsy, obcięłam sztuczne paznokcie. Spojrzałam w lustro… i się przeraziłam.

Tak mógłby brzmieć tytuł felietonu napisanego przez kilkadziesiąt polskich celebrytek. Dodajmy do tego doczepiane włosy, napompowane twarze, obrysowane, przyciemnione tam, gdzie trzeba ukryć, rozjaśnione, gdzie podkreślić, niedomykające się usta, wytatuowane brwi, permanentny makijaż, gdzieniegdzie plastik, silikon i Bóg jeszcze wie co.

Kumam fenomen obecnej żony Radzia, która upodobniła się do tej poprzedniej i stroi damę na półnagich fotach z kibla. Kumam Instagramowe modelki, które powoli wszystkie wyglądają podobnie – jakby w tej pięknej masce nie błąkało się żadne myślenie. Kumam trenerkę wszystkich Polek, która z sześciopakiem na idealnie wyrzeźbionym ciele nazywa się “spasioną świnką”. W końcu, gdyby nie wmawiała Polkom, że tylko rozmiar S ma sens, nie miałaby milionów na koncie.  Kumam blogerki reklamujące kliniki medycyny estetycznej. Czemu nie? Taki mamy gust, piszę mamy, bo mamy my, widzowie tego spektaklu. Gdybyśmy w to nie klikali, nie komentowali, nie dawali kciuków w górę, to by tego nie było. Taki gust mają te, które się dobrowolnie klonują. Gust to początek wolności. Niech każdy robi jak uważa.

Sama siedzę w tym od lat. Od grubo ponad 10 lat mam sztuczne paznokcie. Bo tak jest mi wygodniej. Własne mam łamliwe, z nerwów obgryzam, choć umiem pomalować, nie starcza mi na to nigdy czasu. Idę raz w miesiącu na 90 minut do salonu i zawsze mam piękne dłonie. Paradoksalnie, wychodzi taniej niż olejki, lakiery, odżywki, zmywacze. Nawet jak sobie urządzę podjazd na szmacie przez całą chałupę, pazury ani rusz. Lubię i wolno mi.

Od kilku lat mam sztuczne rzęsy. Również z wygody. Budzisz się rano i zamiast przeżyć zawał po kontakcie z lusterkiem, wyglądasz od samego świtu jak Alexis. Od lat nie używam maskary, cieni, korektorów. Sztuczne rzęsy wybaczają brak makijażu, kryją cienie pod oczami, bo uwagę zwracają firanki, nie wory. Raz w miesiącu poświęcam godzinkę na doklejenie rzęs i mam spokój. Wieczorem wskakuję pod prysznic i nie muszę nic trzeć, nie muszę się martwić, że jak się zapomnę, to wyjdę z basenu wyglądając jak ofiara przemocy domowej.

Chwilowo powiedziałam sobie jednak dość. Nie wiem na jak długo. Tak, jak kiedyś zmęczyło mnie sztuczne jedzenie, sztuczni ludzie i sztuczne szczęście z Fejsa, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, tak teraz zmęczyła mnie sztuczna uroda. Z przerażeniem zauważyłam, że to, co miało być wygodą i luksusem, przybliżyło mnie do kanonu, który przestałam akceptować.

Spoglądam na siebie, naturalną, od kilku dni i się nie poznaję. Z babki ze złotymi pazurami i wachlarzem kruczoczarnych rzęs, zamieniłam się w szarą myszkę. Ten przeskok jest niesamowity, do zauważenia natychmiast i przez wszystkich naokoło. Jeszcze nie wiem, czy to, co widzę po drugiej stronie lustra, tak do końca mi się podoba. W końcu mam już wkrótce 40 lat i nie mogę się oszukiwać, że w 100% naturalna jestem Miss Polonia. 

Chwilowo powiedziałam sobie dość, bo ćwiczę samoakceptację. Jestem jaka jestem, strojenie się w piórka karykaturalnie podkreśla nieumiejętność pogodzenia się z pewnymi faktami, wiekiem i utratą pozycji tej, za którą odwracają się na ulicy.

Chwilowo postawiłam na naturalność, bo zmęczyły mnie sztuczne kobiety, które próbują komuś wmówić, że w wieku 50 lat na czole nie mają ani jednej zmarszczki, że naturalnie mają długie paznokcie i gęste rzęsy, a ich cycki nie opadają, choć wykarmiły trójkę dzieci, że dobra figura to efekt picia odżywki X. Zmęczyły mnie puste, napompowane usta, przypominające raczej gwiazdki pornoli niż zadbane kobiety.

Chwilowo chcę pokazać moim córkom drugą stronę. Można o siebie dbać wybierając mądrze i to, co dla nas jest najlepsze, a nie to, czego oczekują inni, co jest modne, co się klika. Człowiek jest piękny w środku, opakowanko to tylko dodatek. 

Dbam o siebie i nie zmieni tego brak długiego pazura czy rzęs sięgających samych brwi. Dbam o siebie, więc pójdę dziś wcześniej spać, zatrzymam się, aby obejrzeć zachód, nie odpowiem na zaczepkę kogoś, kto próbuje mnie ściągnąć na dno swojej własnej samooceny, ubiorę się wygodnie, a nie tak, żeby mi wszystko wyskakiwało. Dbam o siebie, więc ćwiczę, myślę o jedzeniu, którym zapewniam sobie energię. Dbam o siebie, więc się rozwijam. Dbam o siebie, więc pozwalam sobie na luksus bycia sobą.

Jestem ciekawa, ile to potrwa. Możliwe, że to taki noworoczny, urlopowy zryw, nie wiem. Wiem jednak na pewno, że chwilowo przestało mi zależeć na byciu jak miliony przerysowanych konturowaniem panienek. A jak do samopoczucia będzie mi niezbędna czerwona szminka, to wiem, gdzie jej szukać. Może za jakiś czas, kiedy spojrzę w lustro, znowu zobaczę w nim po prostu tylko (AŻ!) siebie. 

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Zerknij do mojego sklepu, w którym czekają na Ciebie autorskie produkty. SKLEP.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl