Męża samego na miasto nie puszczam. W końcu muszę go pilnować. A poza tym gdzie mu będzie tak dobrze jak w domu?

Haha. Akurat. Wyszłam wczoraj z domu. Zostawiłam w nim ekipę 3 mężczyzn składających meble, psa, trójkę dzieci i męża, który jedną ręką mył gary po kolacji, drugą rozczesywał splątanie kucyki, trzecią podawał szampon z wysokiej półki, a nogą torował sobie drogę wśród kartonów, żeby jakoś dotrzeć w kierunku sypialni i rozlokowania wesołej gromadki do łóżek. Pomachałam na pożegnanie i odjechałam.

W końcu wyszłam za mąż za dorosłego faceta. Przysięgaliśmy sobie na dobre i na złe, a nie tylko na jędrny tyłek, modne stylóweczki i bezproblemowe życie. Na dzieci też decydowaliśmy się razem, w sumie, o ile mnie pamięć nie myli, już w fazie początkowej projektu rodzina braliśmy w nim udział wspólnie.

Potrzebuję czasami wyjść z domu. Zostawić w nim codzienność i zobaczyć, jak wyglądają ludzie na mieście. Potrzebuję zjeść coś w restauracji tylko w towarzystwie dorosłych, w szpilkach, późną porą i przy głośnej muzyce. Uwielbiam wyjść z mężem, ale niestety nie zawsze tak się da. Poza tym, nie będę ukrywała, przyjaźnie z kobietami są dla mnie bardzo ważne. To wtedy mogę pogadać o dzieciach, obgadać starego, nowe szpileczki czy trenera fitnessu. Mogę podzielić dolę i niedolę Matki Polki. Te spotkania mają na mnie zbawienny wpływ, jak sesja na kozetce u psychologa i są mi potrzebne do życia. I do świadomości, że wszystkie mamy jakiś swój krzyż, nie ogarniamy, a od ciastka nie tylko mnie cellulit wyskakuje nawet na uszach.

Może dlatego jestem sobie w stanie wyobrazić, że mąż też ma swoje sprawy i chce pobyć beze mnie i dzieci. I w sumie niech nawet sobie chłopaki pogadają o dupach, meczach, motorach, utraconej wolności i koledze, który rzucił żonę dla młodszej i teraz ma 25 letnią niunię. Serio mam to w nosie. Nie mam potrzeby pilnowania męża i nie uważam, że mam jakiekolwiek prawo gdzieś go puszczać lub nie. Byłam już sama na wakacjach, niejednym weekendzie i wyjeździe. I nie wyobrażam sobie, żeby mąż mi tego zabraniał, żeby mnie rozliczał czy ograniczał. Gdyby tak było, musielibyśmy oboje głównie kisić się w domu, bo realia życia z nianiami i babciami są aktualnie takie, jakie są. To dlatego on dwa dni po powrocie do Polski pojechał beze mnie na koncert Metalliki, w zeszły weekend szlajał się po mieście do 2 nad ranem i planuje wyprawę na surfing do Portugalii. Weszliśmy już na taki poziom luzu, że nawet do siebie nie dzwonimy, jak jedno baluje bez drugiego. Przyznam, że jak starego w domu nie ma, to jestem tak zajęta maskami, Sexem w wielkim mieście i plotkami z kumpelkami, że nie mam czasu kontrolować zdalnie, czy mój mąż pije piwo, czy już przerzucił się na łychę. 

Bo ja wiem, że to, co jest między nami, to po prostu jest. Wyjście z domu solo to nie jest stwarzanie okazji, kuszenie losu czy cokolwiek innego. To po prostu wyjście z domu. Nie muszę czekać, przepytywać, grzebać mu w telefonie i wąchać koszul. W moim przypadku to nie jest chyba nawet kwestia zaufania. Ja wiem, że kiedy miłość się skończy, to choćby łańcuchami, drugiego człowieka przy sobie zatrzymać się nie uda.

Mam takie dwie historie. Miałam kolegę, którego żona bardzo pilnowała. Dzwoniła 15 razy dziennie, jak nie odbierał komórki, dzwoniła do biura, po kolei do wszystkich, do których miała numer, a jak się nie udało, to do recepcji, czekała pod biurem po pracy, mecz oglądali wspólnie, w domu, bo gdzie będziesz po nocy chodził sam, gdzie Ci będzie tak dobrze jak ze mną, misiu? Kiedy szli razem na imprezę, nie schodziła mu z kolan, nawet wtedy, kiedy towarzystwo się podzieliło i panie gadały we własnym gronie, a panowie we własnym. Ona stała koło niego, gładziła go po policzku i wtrącała się do rozmowy, którą próbował po męsku prowadzić misiu. Bo my to zawsze tak wszystko razem, chichotała. Misiu w pracy miał koleżankę. Koleżankę z benefitami. Na przerwie na lunch chodzili do hotelu po drugiej stronie ulicy omawiać nowe projekty w różnych dostępnych konfiguracjach. Dwie godziny później pod biurem, jak zwykle, czekała na niego żona.

Mąż innej koleżanki bardzo skumplował się z przyjaciółką żony. Tak bardzo, że aż zrobił jej dzidziusia. Podczas wspólnych, rodzinnych wakacji. Ot, małżonkowie i dzieci poszli spać, a oni nad naszym pięknym, ale zimnym polskim morzem, próbowali się jakoś wspólnymi siłami skutecznie ogrzać.

Bo to jest trochę tak, że puszczać to można psa ze smyczy. Pozwalać to można kotu spać we własnym łóżku. Pilnować to można zupy, żeby nie wyszła z garnka. Ale dorosłego człowieka, z którym próbuje się żyć w partnerskim związku? Serio?

Jak będzie chciał, to Cię zdradzi. Jak będzie chciała, to odejdzie. To jest decyzja tej osoby, nie okazja, czy ktoś, kto uwiódł. Winny jest ten, kto zdradza. Puszczać się można zawsze i wszędzie. Dla chętnego nie ma rzeczy niemożliwych.

Jeśli trafiła Ci się miłość i żyjesz w dobrym związku, pielęgnuj go, bo to jest kluczem do wielu wspólnych szczęśliwych lat. Nie szlaban na wyjścia i złota klatka.

Zdjęcie: źródło

    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl