Pisałam kilka dni temu o powrocie do szkoły. Strasznie się cieszę, razem z dzieciakami wącham zeszyty i gładzę teczki. Pakuję plecaki i piórniki, układam stylówki i menu do śniadaniówek. Ale jednocześnie, chyba jak wszystkim, towarzyszy mi masa dylematów. Czego się boję w związku z powrotem do szkoły w dobie globalnej pandemii koronawirusa?

Po pierwsze tego, że nikt nie wie, jak to wszystko będzie wyglądało. Czy dzieci sobie poradzą w nowej sytuacji? Przecież dotychczas to my strzegliśmy nasze skarby przed skupiskami, panią w kolejce, przychodnią. Od marca baliśmy się, żeby nic się im nie stało, bo przecież jak w aktualnej sytuacji pojechać na ostry dyżur? Teraz dzieciaki same muszą wykazać się odrobiną chociaż ostrożności, pokazać jak bardzo higieniczne nawyki weszły im w krew i uważać na to, co się dzieje jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Nasza szkoła, pewnie jak większość, też nie wie. Mimo starań i najszczerszych chęci. Bo przecież kto wie jak wszystkie założenia, nakazy, zakazy i obostrzenia sprawdzą się w grupie żywiołowych dzieciaków?

Nie chcę nawet myśleć o strachu w tych rodzinach, które otarły się o covid. Możliwe, że kogoś straciły, a może mieszkają z osobami starszymi, schorowanymi, które dodatkowo należy chronić? Jak żyć w ciągłym strachu?

W domu filtrowałam newsy, uważałam, żeby dzieci tym tematem nie obciążać, bo dla nas jest ciężki, niewyobrażalnie trudny i frustrujący. Mówiliśmy dzieciom tyle, ile trzeba, żeby zrozumiały zagrożenie i idące z nim w parze konsekwencje. Ale w klasie jest przecież mix dzieciaków, niektórzy rodzice podchodzą mniej lub bardziej emocjonalnie do sprawy, powielają fake newsy, budują paranoję. Martwię się tym czy to wszystko, obok zakazów, masek, przymusowego dystansu, codziennego mierzenia temperatury i podejrzliwych spojrzeń kiedy ktoś kichnie, nie wpłynie na dzieci negatywnie.

Na jak długo dzieci wrócą do szkoły? Na tym etapie jestem prawie pewna, że nie wrócą do szkoły we wrześniu na długo. Albo placówki sparaliżuje koronawirus, albo jego kolejne mutacje z coroczną u nas epidemią zwykłej grypy i sezonu chorobowego. Czego się boję w związku z powrotem do szkoły? Ano tego, że dzieciaki tak bardzo cieszą się, że wracają, a za chwilę możliwe, że będę musiała im tłumaczyć, że jednak wracamy do szkoły przed kompem, że to był falstart, że się nie udało. Nie chcę nawet myśleć, co będzie, jeśli wydarzy się to już we wrześniu.

Czego się boję w związku z powrotem do szkoły w dobie globalnej pandemii koronawirusa? Tego, że jeszcze bardziej urośnie paranoja związana z katarem, który już i tak dla wielu jest śmiertelną chorobą wymagającą izolatki i hospitalizacji. Czy wszystkie dzieci z katarem będą izolowane? Czy wszystkie dzieci z gorączką będą przymusowo wysyłane na testy? Słabo mi jak tylko pomyślę  o sezonie grypowym.

Co z dalszą pracą zdalną? U nas to jakoś tam działa, bo ja mam taką pracę, że mogę nią elastycznie pokierować. Mogę wstać wcześniej, mogę po położeniu dzieci spać skupić się na moich zadaniach, mogę zrobić coś w weekend. Przyznam jednak szczerze, że nabawiłam się lekkiego rozstroju nerwowego próbując jakoś to wszystko ogarnąć. Dałam radę, w zarządzaniu kryzysem jestem całkiem dobra, ale byłam wykończona i w czerwcu odechciewało mi się żyć.

Co z rodzicami, którzy muszą wyjść do pracy, a mają dzieciaki jak moje, w wieku 8-10 lat? Czyli za duże, aby rodzicowi przysługiwał zasiłek, za małe, żeby zostały same w domu. Już teraz znam przypadki rodziców, którzy zmyślają choroby swoich dzieci, bo nie mają za bardzo innego wyjścia niż L-4 lub opieka. Ja kumam zdrowie i bezpieczeństwo, ale niestety nie każdy ma taką opcję, żeby mógł pracować z domu. Chirurg, sprzątaczka, kasjerka, fryzjer, muzyk, kierowca. No nie da się.

Co z zajęciami dodatkowymi? Zapisywać, czy jednak się powstrzymać? Normalnie powiedziałabym olać, ale co w sytuacji, kiedy syn codziennie dopytuje, kiedy znowu pójdzie na trening i tak się składa, że jest on tuż za domem? Co z dziećmi, które potrzebują ruchu, dodatkowej stymulacji, czasami terapii?

Nie wiem w ogóle jak komentować kwestię wyprawki. Weź kup trzy pary butów na gimnastykę, skoro masz świadomość, że na ten wuef dziecko może pójdzie ze trzy razy, a potem będzie ewentualnie robiło kilka pajacyków w swoim pokoju, pomiędzy majcą a polskim, a w wielu szkołach to w ogóle nikt się tym wuefem przejmował nie będzie. Kup plecak, worek na buty, piórnik, gacie na sport i buty z białą podeszwą i teczki i kleje i inne szpargały, które, choć do szkoły niezbędne, w domu nie są w takiej ilości potrzebne i na pewno nie wszystkie na raz. Kupiłam wczoraj. Bez butów i stroju na wuef, bo stwierdziłam, że coś tam przecież mają, na kilka razy wystarczy, potem i tak wyrosną. Nie kupiłam też butów do chodzenia po szkole, bo w domu to są moim dzieciom potrzebne pantofle, nie trampki na białej podeszwie. Miałam plecaki z zeszłego roku, więc też coś zaoszczędziłam. A i tak kwota mnie przeraziła, taki urok trojaczków. Co w rodzinach, które straciły pracę? Co u tych osób, które nie mają laptopa, na którym dziecko mogłoby pracować, kiedy znowu będzie trzeba zdalnie? To przecież wszystko dodatkowe koszty. A biurko, a wygodne biurowe krzesło?

Czego się boję w związku z powrotem do szkoły w dobie globalnej pandemii koronawirusa? Tego, że to znowu pierdzielnie i zamkną nas w domach. Nie wiem jak wszyscy to przeżyjemy psychicznie. Może komuś jest dobrze, mnie nie. Lubię ludzi, świat, życie, moje miasto, podróże, rozrywki, kino, restauracje. Nie tylko cztery ściany. Boję się, że ta nauka to znowu będzie stawanie na głowie, żeby dzieci, które od małego uczę, że życie ciekawsze jest od ekranu, potrafiły skupić się na nim przez 5 godzin dziennie.

Tak więc boję się. Obok strachu o zdrowie fizyczne, boję się o naszą psychikę, o nasze finanse, o szkołę i plany. Bo jak robić plany, skoro nikt nic nie wie. Ta niewiadoma bardzo mnie męczy. Staram się skupić na pozytywach, jesteśmy zdrowi, mamy siebie, dom, pracę. Ale strach i tak zostaje.

Także ściskam Was jeszcze mocniej niż zwykle, matki. Macierzyństwo to najtrudniejsze zadanie, teraz, w dobie pandemii, wydaje mi się momentami niemożliwe do zrealizowania bez uszczerbku na zdrowiu i psyche. Zwyczajowy powrót do szkoły stał się, zamiast radosną ekscytacją, nerwowym oczekiwaniem na niewiadomą. Ale przecież kto, jak nie my, to przeżyje? Jeszcze będziemy się z tego śmiały, zobaczycie. Oby. Cium.

Zdjęcie: Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

 

Written by calareszta.pl