Dziś będzie prosto miło i śmiesznie. Wiem, misiaki, że tłuszcz z pączusiów osiada na zwojach i oprócz żartów z gładzenia oponek i ewidentnie powiększonych cycków, nic dziś nikomu nie uda się osiągnąć.

Dziś będzie o mnie, momentami śmieszno, momentami strasno. Życie, Panie, życie. Tak sobie wymyśliłam, że była ta czwarta rocznica pisania i jakoś tak ją uklepałam bez fajerwerków, no więc dziś odpowiadam na kilka pytań, dzielę się kilkoma sekretami i moimi małymi dziwactwami. Voila.

1.       Nie miałam in-vitro. Nawet obcy ludzie zadają mi to pytanie na ulicach miast tego pięknego świata, więc wyjaśniam. Nie miałam, a jednak urodziłam trojaczki. Da się, bo Polka przecież potrafi!

2.       Kawa mnie nie pobudza. Haha, zabrzmiało jednoznacznie, no ale taka prawda, oprócz smaku i ewidentnej przerwy, kawa mi nic nie robi. Mogę wypić potrójne eKspresso i usnąć na stojąco.

3.       Jeśli chodzi o sen, mam szczęście. Mogę spać 3 godziny i obudzić się wyspana. Energia to u mnie stan umysłu. Jak dopada mnie depresja, to choćbym spała 30 godzin pod rząd, ziewam i powłóczę nogami. A jak w mojej głowie kwitnie tęcza, mogę nie spać. Jestem też ewenementem – potrafię wyspać się na zapas, choć naukowcy twierdzą, że to niemożliwe. To w praktyce oznacza, że mogę 5 dni spać po 4-5 godzin, a w szósty wyspać się 8 i być jak nowa. Od 2 lat codziennie wstaję o piątej rano. I kocham to, błogosławię dzień, w którym zaczęłam i nie wiem, jak mogłam wcześniej tego nie lubić! I wstaję o 5 nawet jeśli dzień wcześniej do 2 w nocy oglądałam film.

4.       Raczej nie jestem w Australii na stałe. Nie gloryfikuję, nie zachwycam się, na ślepo nie łykam. Lepsza jest tu tylko pogoda. Szanse, możliwości, ludzie – są wszędzie. I, jak wszędzie, tu też są plusy i minusy. Na przykład: w Polsce jest smog, tutaj palące słońce, a w konsekwencji częsty rak skóry. W Polsce szpitale to katastrofa, tutaj lekarz pierwszego kontaktu to żenująca tragedia.

5.       Mogę żyć bez słodyczy. W przeciwieństwie do pozostałych czterech osób w mojej rodzinie, mogę nie jeść czekolady, ciastek, batoników. Częściej mam ochotę na kiszonego ogórka niż na czekoladę. Mąż, przez 17 lat wspólnego życia już się przyzwyczaił, że moja ochota na ogórka absolutnie NIC nie oznacza. Ale co go nastraszyłam powiększeniem rodziny, to moje.

6.       Czytam kilka książek na raz, a jeszcze jednej słucham w trakcie biegania. Książki zbieram, mam ich mnóstwo i raczej kupuję, niż pożyczam. W moim domu marzeń na pewno będzie biblioteka (i jeden pokój tylko dla butów).

7.       Kiedyś nałogowo paliłam. Kochałam dymek i uczucie solidarności z innymi palaczami. Uważam, że z papierosami jest jak z alkoholem. Mówi się, że alkoholikiem jest się całe życie, myślę, że gdybym zaczęła teraz palić, znowu byłabym nałogowcem. Miłość do fajek zamieniłam na miłość do wina. Wychodzę bowiem z założenia, że na coś trzeba umrzeć, a żyć trzeba tak, żeby mieć coś rzucić, jak zdrowie zacznie się psuć.

8.     Boję się. Boję ciemności, boję się tego, że ktoś mnie zaatakuje. W ciemnym domu po nocy, na parkingu jak będę w nocy z kina wracać, boję się, że nagle mi ktoś z szafy wyskoczy, albo z windy nagle w bloku wyjdzie. Zawsze jak wsiadam do auta to się odwracam sprawdzić, czy ktoś nie siedzi na tylnym siedzeniu! Masakra. Koszmarne to jest, bo boję się przez to każdego szumu, cienia. Mam paranoję, jak ktoś za mną biegnie. Często mam plan awaryjny – gdzie uciec, co zrobić, jak jestem sama, śpię z komórką w ręce. Najgorsze momenty grozy w moim życiu to jak trzy razy jak byłam sama w domu ktoś mi w środku nocy zapukał do drzwi. Racjonalnie jestem w stanie sobie wyobrazić, że jakby mnie ktoś chciał na przykład okraść, albo zabić, to by mi raczej do drzwi nie pukał, ale wyobraźnia pracuje. Wtedy za pierwszym razem pomogła mi policja, a za drugim razem okazało się, że to zapita w trzy d..y sąsiadka nie może do domu trafić. I serio, mówiła do mnie jak w tym kawale – jak pani wszędzie mieszka, to gdzie ja mieszkam???

9.      Jestem uczulona na zapachy. Wyczuwam wszystko na nos. Nie muszę próbować mleka, żeby wiedzieć, że jest skisłe. Komunikacja publiczna, osiedlowe sklepy, każde skupisko ludzkie w upale mnie odrzuca i cierpię zwykle katusze. Jak Gretkowską w Polce truje mnie często lodówka, skórzana kanapa, buty. Fuj.

10.  Luksus to dla mnie pojęcie bardzo względne i nie wiążę go bezpośrednio z pieniędzmi na koncie, czy drogim samochodem. Za luksus uważam fakt, że mogę stanąć na poboczu i podziwiać zachód słońca. Mogę codziennie rano poświęcić godzinę na sport. Mogę odebrać moje dziecko ze szkoły. Mogę po rosie z rana pochodzić gołymi stopami. Mogę nic nie musieć pół dnia. Mogę być sobą. Nie udaję nikogo i to wydaje mi się luksusowe.

11.   Nie ufam ludziom, którzy mają zbyt wielu znajomych i pragną z każdym się kolegować. Wielu z nich dobrze poznałam i uważam ich za interesownych i fałszywych. W moim słowniku przyjaciel to ważne słowo. Nie jest rzucane na wiatr.  

12.  Czytam etykietki. Okropne to jest, bo wyglądam czasami jak totalny freak. Czytam i oczom nie wierze, ile niektóre rzeczy mają w sobie świństwa. Nie znaczy to wcale, że jem tylko tofu i popijam wodą evian. Po prostu czasami przymykam oko!

13.  Mam nerwicę natręctw, która ujawnia się przy wychodzeniu z domu. Sto razy potrafię sprawdzić, gdzie mam klucze, telefon, torebkę, czy zamknięte są drzwi. I tak, wracam się sprawdzić (po raz kolejny oczywiście), czy wyłączyłam żelazko i prostownicę. To samo mam na zakupach. Sprawdzam milion razy, czy w torebce mam portfel i telefon.

14.  Robię listy i mam ich zawsze kilka. Lista zakupów, lista rzeczy do zrobienia, lista tematów do obgadania. Moje listy przeszły do historii, odkąd jedna z moich przyjaciółek, jeszcze na studiach, w stanie wskazującym na spożycie, wyczytała „pierz żółte buty”, bo sobie tak w trybie rozkazującym kazałam.

15.  Nie robię błędów. Dar od losu to jest, bo oszczędzam na korektorce. Nie wiem skąd mi się to wzięło, bo w szkole robiłam byki. Możliwe, że ktoś w międzyczasie zrobił aktualizację oprogramowania, a ja się nie zorientowałam.

16.  Zawsze chciałam mieć troje dzieci. Jak byłam nastolatką to tak mówiłam. A potem przez jakieś 10 lat nie mówiłam o dzieciach nic, po to tylko, żeby później od kopa urodzić trójkę. Wszyscy mnie pytają, jak zareagowałam na wieść o trojaczkach? No więc byłam w szoku jakieś dwie godziny. A potem zareagowałam tak, jak na wszystko inne w moim życiu – nie ma sensu walczyć z czymś, na co nie mam wpływu. Zabrałam się za planowanie, szukanie najlepszego lekarza, szpitala i na edukację. Wierzę, że dostajemy to, z czym możemy sobie poradzić. Choć teraz trochę w to wątpię!

17.   Jestem uzależniona od serialu Przyjaciele. W trakcie ciąży codziennie poprawiałam sobie humor kilkoma epizodami. Oglądam do teraz. Podobnym sentymentem darzę Rodzinkę.pl – czekam właśnie na listonosza, który mi przyniesie świeżutki 12 sezon.  

18.  Całą ciążę byliśmy przekonani, że urodzą się trzy dziewczynki. I całą ciążę mieliśmy dla nich tylko dwa imiona – Nina i Emma. W dzień porodu, kiedy M wbiegł za pielęgniarkami na OIOM i spytał, gdzie są jego dzieci, Pani odpowiedziała – dziewczynki na prawo, chłopczyk na lewo. Chłop lekko poirytowany mówi, ale ja pytam o MOJE dzieci! Kobita, lekko już zniecierpliwiona, powtarza – dziewczynki na prawo, chłopczyk na lewo. Tym razem, już porządnie wkurzony, podniesionym tonem, mąż mówi, ale ja mam trzy córki!! Pielęgniarka na to z politowaniem – czy Pan się nazywa Hicks? No tak. No to ma Pan syna, leży na sali po lewej stronie, a dwie córki na prawo. I tak oto na świat przyszedł nasz chłopak.

19.  Lubię hip-hop. Słucham teraz zwykle solo, bo małe uszy wychwytują wszystkie faki. 😊

20. Mam tytuł magistra inżyniera, co jest źródłem nieustannych żartów ze strony mojego małżonka, bo moje zdolności manualno-techniczne zatrzymują się mniej więcej na wymianie żarówki. Dobrze, że on nie wie, że mgr to w Polsce skrót od można gówno robić (inż. – i nieźle żyć).

21.  Nie mam tremy. Mogę występować przed tłumem i się nie jąkam. Nie czuję też typowego stresu w trakcie rozmowy o pracę, czy na egzaminie. Nauczyłam się, że to mi po prostu nie pomaga i staram się wypaść na luzie. Zawsze sobie powtarzam, że to są przecież tylko ludzie, tacy jak ja, na pewno mnie nie zjedzą i nie obrzucą pomidorami.

22. Angielskiego nauczyli mnie Michael Jackson i Madonna. Po prostu – w podstawówce rodzice zapłacili za kablówkę, MTV przeżywało wtedy okres największej świetności, a ja bardzo chciałam wiedzieć o czym oni wszyscy śpiewają. I tak zaczęłam tłumaczyć teksty, rodzice zapisali mnie na korki, reszta jest historią. Zdarza mi się teraz często myśleć po angielsku. I nie wkurzam się jak ktoś pyta o mój akcent. Z dumą odpowiadam, że jestem z Polski. Akcent to nie ułomność ani powód do wstydu. Akcent oznacza, że znasz więcej niż jeden język!

23. Lubię pracę w ogrodzie i zmywanie garów. Lubię mieć czysto i nie napiszę zdania, jak mam syf na biurku, w torebce robię porządek codziennie. Nienawidzę jednak prasować i sprzątać i uważam, że czysty dom to znak zmarnowanego życia. O, tak jak tu! 😉

24. Przed ślubem (który był 9 maja) złamałam sobie rękę na desce w Austrii (dwa dni przed Sylwestrem). Wszystkie zdjęcia z przymiarek kiecki, fryzury, makijażu, mam z gipsem. Nie było osoby, która by nie mówiła, że do wesela się zagoi. No i się zagoiło!

25. Nie czytam instrukcji. Nie czytam, a potem rzucam o ścianę badziewiem, które nie działa. Potem się okazuje, że działa, ale trzeba było naładować, włączyć, czy też baterie włożyć.

Ależ się ubawiłam pisząc ten post. To chyba prawda, że każdy z nas ma w sobie odrobinę szaleństwa. Ja swoje nawet lubię. Proszę tylko mnie nie straszyć, bo zejdę na zawał!!

Written by calareszta.pl