Jestem matką. Oprócz kilku cudownych chwil każdego dnia, w których to wszystko nabiera głębszego sensu, codziennie wydaje mi się, że nie da się zatrzymać lawiny obowiązków, a ja jestem jak chomik w kołowrotku.

Ledwo się ogarnęłam po Świętach i feriach, a tu już za rogiem Wielkanoc, a tuż za nią 9 tygodni wakacji, które trzeba przecież jakoś dzieciom zaplanować, bo kto w dzisiejszych czasach może sobie pozwolić na 9 tygodni urlopu od pracy? Dopiero niejedną noc spędziłam na szukaniu noclegu na ferie tak, żeby wszyscy byli zadowoleni, nikt nie spał na ziemi i nie kosztowało to kilkuletnich oszczędności, a tu już szukaj miejsca na wakacje, porównuj, kalkuluj. Niby mogłabym to komuś przekazać, ale przecież wiadomo, że jak mąż coś znajdzie to i tak ja muszę zatwierdzić, więc po co robić dwa razy tą samą robotę?

Osobną kwestią są kolonie, obozy i półkolonie. Na jednych plan tak napięty, że od razu mam ochotę przybijać piątkę z organizatorami, bo widać, że swoi ludzie i mają podobne motto dla każdego dnia z dziećmi, co ja. Motto proste do zapamiętania, jednowyrazowe. Brzmi: zmęczyć. Na innych koloniach plan zakłada gry wideo i wieczory filmowe. I tu mam ochotę przybić piątkę, bo nie ma to jak brać ponad 2 tysie od dziecięcej głowy za obóz i puszczać dzieciom tv. To się dopiero nazywa rekiny biznesu! Jednak podziękuję, przykleić do ekranu mogę i w domu, za darmoszkę.

Ledwo zadowolona skompletowałam dzieciom ubrania na zimę, majy z golfem, polarki, skarpetki grube, pantofelki, czapeczki, kurteczki, a już albo wyrośli, albo trzeba nowe, bo choć na zewnątrz piździ i zimno, w sklepach już wiosna. Nie kupię teraz, to na wiosnę kupa, bo w sklepach będzie wtedy królowało lato i kąpielowe kostiumy. To nic, że za oknem w marcu być może w końcu będzie śnieg. U kup sobie bikini. Ja nie wiem jak to się dzieje, ale buty kupione na początek szkoły są już dwa numery za małe. Rosną te dzieci normalnie w mgnieniu oka, przez noc. A z czego nie wyrosną, zniszczą.

Ledwo zapłaciłam w szkole za wycieczkę, już nowa zbiórka, tym razem konkursy, zielona szkoła, teatr. Lektury ogarniam, wuefy, dodatkowe projekty, zajęcia, bale przebierańców, jestem totalnie na bieżąco. Co najmniej jakbym sama do szkoły chodziła. Ale weź nie przypilnuj, to przecież nikt nie powie, że dziecko zapomniało, a że matka nieogarnięta, znowu.

Ledwo ogarnęłam prezenty na Dzień Babci, bo przecież wiadomo, dla własnej i dla Babci moich dzieci też, a tu już za chwilę Dzień Dziecka, Dzień Ojca, Dzień Matki, po drodze urodziny, imieniny, Dzień Wędkarza i cholera jeszcze wie co. Na Dzień Kobiet dla siebie też z rozpędu prezent ogarnę, jak już lecę z tym koksem, spoko.

Ledwo skończyłam remont, trzeba płot pomalować, ściany zawsze w którymś pokoju wymagają odświeżenia, coś zawsze gdzieś trzeba naprawić, dokupić, dokręcić, wymienić.

Ledwo ogarniesz zakupy, a już nie ma papieru toaletowego, proszku do prania i mleka. Codziennie czegoś cholera jasna brakuje! I ile nie nagotujesz, to zawsze wszystko zjedzą i ciągle mało!

Ledwo zrobisz porządki przed świętami, już trzeba wiosenne planować. Zrób sobie, zrób, po nocy zrób najlepiej, bo w dzień czasu dzieciom wspólnego nie odbieraj! Jak zrobisz będzie Ci lepiej, porządek uspokaja!

Ledwo nauczysz dziecko korzystać z widelca i toalety, już uczysz sznurować buty, wieszać pranie i smarować kanapki. A gdzie tam jeszcze trudna nauka wymiany rolki papieru toaletowego, czy odnoszenia talerzyka do zmywarki i ściągania spodni bez romantycznej symbiozy z bielizną?

Ledwo skończysz jakiś trudny projekt w pracy, a już woła kolejne szkolenie, doskonalenie zawodowe, trening. O awans się staraj, co tak na laurach spoczywasz! Kariera dla kobiety jest najważniejsza!

Ledwo pójdę z całą ferajną na badania okresowe, już się okazuje, że czas na kontrolną wizytę u okulisty, ortopedy, dentysty, ortodonty i logopedy. OMG, kiedy, kiedy to wszystko?

Ledwo skreślę coś z długiej listy rzeczy do zrobienia, już pojawiają się na to miejsce nowe „to do”. Oczywiście zwykle na wczoraj.

Ale dobra, olewam to, zrobię coś dla siebie. Pada na siłkę. Pójdę wieczorem na siłkę, to książki nie przeczytam. Popracuję nad mięśniami, ale gdzie rozwój intelektualny? Nie pójdę na siłkę, to tyłek mi urośnie. Urośnie, to do niczego się nie zmieszczę. Będę musiała kupić nowe ciuchy. Kupię ciuchy, a przecież mam oszczedzać na aparaty na zęby dla dzieci. Na rowery. Na kolonię. Na edukację. Na przyszłość. Lepiej nic dla siebie nie robić, bo trochę strach.

Często czuję, że mam niewystarczające kwalifikacje do bycia dorosłą, a gdzie tu dopiero mowa o wychowaniu dzieci? Macierzyństwo jest przecież banalnie proste. W końcu codziennie wykonujesz dokładnie te same, dość proste czynności, to dlaczego to wszystko razem jest taaaakie trudne?

Zapieprzasz, a i tak wypadałoby jeszcze to i siamto i sramto ale jak? Kiedy?

Podziwiam ogarnięte matki, może i mnie ogarną? Bo ja często mam wrażenie, że jestem jak chomik w kołowrotku. Od rana zapieprz. Nie siądę, bo jak siądę, to się robota zbiera. A jak już w końcu mam upragnione parę chwil i siadam na kanapie, od razu widzę, że stolik kawowy się lepi, a na dywanie plama. Wejdę na kąpiel do łazienki, żeby dywanu po nocy nie szorować, ale zanim nastawię pranie brudnych ręczników, przemyję usyfioną pastą do zębów umywalkę i zmyję ślady małych rączek z lustra, już mi się tej odprężającej kąpieli szczerze odechciewa. Jak żyć?

    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl