Pisałam już miliony razy o tym, że diety cud nie ma. Cudem natomiast jest zrozumienie, że na sylwetkę i zdrowie pracuje się cały czas. I to nie oznacza wcale, że trzeba ze swojego jadłospisu raz na zawsze wykreślić pizzę i czekoladę, na śniadanie jeść wodorosty, na obiad szpinak, a na kolację… pić wodę. Diety cud nie ma, bo dobra dieta to po prostu zdrowy styl życia. Styl życia osoby rozsądnej, która słucha swojego ciała, które podpowiada – dwa, no może trzy kawałki pizzy zjem ze smakiem, ale całą, czyś Ty oszalała??? Bo wyrzygam!

Bardzo mi się podobają poglądy osób, które wyśmiewają jarmuż, chwalą się zerową aktywnością fizyczną i rekordami w pochłanianiu czekolady. Chciałabym zobaczyć wyniki ich badań i jak sznurują buty w wieku 60 lat. Wszystko można, ale codziennie, bez umiaru? Czyś Ty oszalała???

Nie urodziłam się szczupła. Nie mam genów, a jak na urlopie jem to, co wszyscy na około, wracam z dwoma dodatkowymi kilogramami obywatela, które przed służbami emigracyjnymi chowam tuż pod kieszonką z tyłu dżinsów. Nie idzie mi w cycki, bo już mi tyle poszło, że się więcej tam nie zmieści. Noszę, od lat, rozmiar M, ważę, od lat, tyle samo. Nie mieszczę się do dżinsów z liceum, bo wtedy mi się wydawało, że podbiegnięcie dwa razy dziennie do uciekającego autobusu to jak maraton i nie wiedziałam za bardzo jak ludzie mogą sobie takie tortury fundować na własne życzenie. Szaleńcy.

Jestem przeciętną kobietą w średnim wieku (o rany, brzmi to trochę strasznie i trochę śmieszno). Jak nie zjem kolacji i po kupie, rano mam płaski brzuch, za to po dużym obiedzie ciążę spożywczą, czyli w sumie mam tak, jak bardzo wiele z nas. Jestem też Polką, co oznacza, że mam wcięcie w talii, ale i tyłek, i cyc. Mam też skłonność do tycia. I miałam ją zawsze, a teraz odziedziczyła ją po mnie córka. Trzymam stałą wagę, przy której optymalnie dobrze wyglądam i najlepiej się czuję. Kiedy schudnę, wszyscy pytają, czy nie jestem czasem chora, a kiedy przytyję, czy czasem nie w ciąży. Więc trzymam się optimum.

Z kilku powodów korzystam z diety. Kiedy przytyję, aby wrócić do tej najlepszej dla mnie wagi, kiedy czuję się ciężka i brakuje mi energii, przed urlopem i przed zmianą sezonu (na wiosnę, na lato, po zimie, itp.). Przed wakacjami robię detoks, bo chcę dobrze wyglądać w bikini, wiem też, że zawsze po wakacjach tyję, jeśli więc schudnę przed, nadal po mieszczę się w swojej idealnej wadze. Tak sobie to sprytnie wykombinowałam.

Moja dieta opiera się na koktajlach. To dlatego, że one mi po prostu bardzo smakują, są zdrowe i szybkie. Wiele lat temu kupiłam w tym celu blender kielichowy, do którego wrzucam wszystkie składniki, miksuję, zakręcam i wio, można zdobywać świat. O koktajlach pisałam już wcześniej, więc można poczytać tutaj https://www.calareszta.pl/koktajle-przeczytaj-zastosuj/ i tutaj https://www.calareszta.pl/koktajle-szybkie-i-zdrowe-sniadanie/

Nie zliczę, ile razy pytano mnie o przepis na sylwetkę i na dietę, którą stosowałam przed sezonem bikini, więc oto jest. Na mnie działa zawsze. I śmiem twierdzić, że modyfikacje tego jadłospisu, kiedy już nie jestem w fazie detoksu i w weekend jem i chleb i burgera i ukochane tajskie i lody i sushi i carbonarę to mój przepis na zdrowie. I dlatego właśnie tak ją nazwałam.

Dieta na zdrowie 

Śniadanie – koktajl

Jest ich naprawdę sporo do wyboru, w moich wpisach powyżej znajdziesz bardzo dużo inspiracji. Ja sama ostatnio jestem monotematyczna i mój koktajl to:

Szklanka mleka kokosowo-migdałowego (możesz go zastąpić innym mlekiem roślinnym)
Banan
Szklanka mieszanki jarmuż i szpinak
Sok z jednej cytryny
Mała garść natki pietruszki
4 cm ogórka zielonego lub selera naciowego

Koktajl trzeba odnaleźć „swój”, czyli taki, który Ci smakuje i którego składniki jesteś w stanie mieć stale pod ręką. To dlatego mój zielony koktajl jest dla mnie najlepszy. Pijemy go całą rodziną.

Drugie śniadanie – owoc, warzywa (np. jabłko i marchewka)

Obiad – sałatka lub koktajl

Koktajl dla osób bardzo zdyscyplinowanych lub sałatka. Najlepiej grillowana ryba, wędzony łosoś, tuńczyk w puszce, czy grillowany lub pieczony kurczak, do tego ulubiona sałata, bardzo dużo warzyw – pomidory, ogórki, rzodkiewka, awokado, papryka, cieciorka, pestki (słonecznik, dynia), oliwa z oliwek (kupuję w sprayu, bo wtedy używam jej dużo mniej) i przyprawy (lubię świeże i suszone zioła).

Podwieczorek – mała garść naturalnych orzechów

Kolacja – koktajl lub białko i warzywa 

Koktajl dla osób bardzo zdyscyplinowanych lub lekka kolacja  – na moim stole pieczone mięso lub ryba i pieczone w piekarniku warzywa. 

Ta dieta nie jest trudna, nie jest mordercza i jest pyszna. Gwarantuję, że będziesz po niej lżejsza, za to będziesz cieszyła się piękną cerą i przypływem energii!

Założenia:

Codziennie stawiam w widocznym miejscu 2 litry wody, którą muszę wypić w ciągu dnia. Zadziwiające jest to, jak słabo się nawadniamy i jak bardzo trudno wypić te 2 litry. Sprawdź sama. Do wody można dodać cytrynę, limonkę, miętę, plasterki ogórka, kilka zamrożonych malin. Jak wolisz.

Kiedy pamiętam, rano wypijam szklankę ciepłej wody z cytryną.

Kawy piję 2-3 dziennie, zwykle czarne lub z małą ilością chudego mleka.

Bardzo ograniczam węglowodany i nabiał (w trakcie detoksu).

Alkohol, w postaci czerwonego lub rozcieńczonego wodą białego wina, piję tylko w weekend i to w bardzo ograniczonej ilości albo (w trakcie detoksu) w ogóle.

Ćwiczę 5 razy w tygodniu, ale nie jest to warunek konieczny. Dla mnie jest niezbędny – kiedy ćwiczę, jestem szczęśliwa i zmotywowana. Czyli dla mnie dwa niezbędne składniki wytrwania w jakimkolwiek postanowieniu.

Mam w telefonie aplikację, przy pomocy której obserwuję postęp i liczę codziennie kalorie. Kilo wagi na minusie to ok 7000 kalorii, więc jeśli chcesz schudnąć kilogram, musisz taki właśnie deficyt stworzyć w swoim menu. Zakładając, że przy Twoim wzroście, wadze i stylu życia powinnaś codziennie zjeść na przykład 2000 kalorii, aby schudnąć pół kilo w tygodniu, musisz zjeść 500 kalorii mniej dziennie. Czysta matematyka.

Ostatni posiłek jem o 18, potem tylko woda i herbata (zielona, ziołowe, meliska, mięta, rumianek, co kto woli, bez cukru, bez mleka). Tej wody i herbaty też przed spaniem nie za dużo. Tej reguły z resztą trzymam się zawsze (oprócz randek z mężem, no ale to wypada jakoś raz w miesiącu, więc to prawie jak wyjątek od reguły).

Kiedy przed urlopem zrobiłam sobie takie 3 tygodnie (schudłam w sumie 4 kg, choć planowałam  tylko 2), nie mogłam opędzić się od komplementów, sąsiadka o mało nie rozwiodła się z mężem, kiedy ten wykrzyknął „Wow, ile Ty schudłaś! Wyglądasz 5 lat młodziej”, a mąż jakby rzadziej zasypiał o 20 przed tv. 😊 

Wróciłam z wakacji na Bali uśmiechnięta. Nie chowałam się w wielkim pareo, a cieszyłam zdrowym ciałem. Przez detoks przedurlopowy (i rozsądek zbudowany latami edukacji żywieniowej) nie ciągnęło mnie w ogóle do żadnego syfu. Jasne, jadłam i pizzę, i frytki i nawet lody. Życie nie polega przecież na tym, żeby się unieszczęśliwiać. Z szacunku do siebie nie wpieprzałam jak dzika świnia, bo zapłacone. I nie czułam wcale, że sobie czegokolwiek odmawiam, a moje ciało ani raz nie spytało oburzone czyś Ty oszalała???

P.S. Dieta na zdrowie jest skonsultowana z dietetykiem. Nie wykrzyknął czyś Ty oszalała, ale jeśli masz jakiekolwiek problemy zdrowotne, wszystko co wrzucasz do buzi stosuj z umiarem.

Smacznego!

Pod tym zdjęciem na IG napisałam:  

7 lat temu moje ciało dokonało cudu. Wydałam na świat troje zdrowych, doskonałych, nowych ludzi. NA RAZ!! Nigdy już nie będę wyglądała tak samo, choćby niewiadomoco.  Śmieszą mnie fit trenerki, dietetyczki, które wołają, że się wszystko da, tylko trzeba chcieć. Gówno prawda. Są choroby, są geny, są w końcu blizny, których się nie da wymazać. To nie zawsze jest kwestia silnej woli, lenistwa, czy braku dyscypliny, o nie! Czy kocham swoje ciało? Nie. Czy lubię moje wielkie piersi? Też nie! Tylko te, które mają rozmiar ponad D, wiedzą, że nie ma czego zazdrościć! Czy walczę? No kurła, siostro! Przecież! Widzisz kucyk? Tylko na tyle mnie stać w siódmy dzień „urlopu” z trójką żywiołowych trojaczków. Czy szanuję moje ciało? Tak. Ten szacunek to dla mnie odpoczynek, właściwa dieta, ćwiczenia. Bo to ciało pozwala mi żyć na maksa. A to, co widzisz pomiędzy „zmęczonym” pępkiem i wielką czerwoną blizną, czyli śladami po kilku operacjach na przepuklinę (taka „nagroda” za potrójną ciążę) to mój maminy sześciopak. A tą opaloną łydeczkę maratonki, widzicie?  Jest jak jest, mateczki. Z tym, z czym się da, warto walczyć. To, co jest naturalne, wymaga zwykłej zmiany perspektywy. Jestem silna. Jestem zdrowa. Jestem spełniona. Bądź sobą. Tylko wtedy może się okazać, że jesteś limitowaną edycją.

Podśmiechujek z jarmużu nie było 😉

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Nie masz na nic czasu, w szczególności dla siebie? Kup moje autorskie produkty, które pomogą w ogarnianiu rzeczywistości. Stworzone przez matkę trojaczków – to działa! SKLEP.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl