Selfie, czyli własne zdjęcie, tak zwane z ręki, autoportret, według ziomków samojebka. Zwał go jak zwał. Szeroko komentowane, wyśmiewane, przez psychologów uważane jako rzecz, która świadczy o problemach z osobowością, tożsamością, zaburzoną samooceną. Osoba, która robi selfie na pewno jest zapatrzona w siebie, egoistyczna, narcystyczna, płytka, napompowana botoksem, szukająca lajków na siłę. No chyba nie. Ludzie, którzy robią sobie zdjęcia mają ku temu miliony różnych powodów i nikomu nic do tego.

Jest przynajmniej jedna grupa społeczna, która według mnie jest w 100% usprawiedliwiona z cykania sobie selfie. Matki. Bo to jest zwykle tak, że to matki są rodzinnymi fotografami. I jak już zrobią 20 powtórzeń danego ujęcia, żeby na choć jednej fotce wszyscy mieli otwarte oczy, patrzyli w jednym kierunku, nie mieli otwartej buzi, to zwykle brygada się rozpierzcha i ze zdjęcia z matką nici. Matki nie miewają w aparacie swoich zdjęć. Ich telefon jest zdominowany zdjęciami pociech, ewentualnie drugich połówek z pociechami i zdjęć sufitu i dziecięcego nosa, zrobionych w momencie nieuwagi. Swoich zdjęć mają niewiele, albo wcale.

Nie mówiąc już o tym, że wiele matek, w szczególności małych dzieci, nie czuje się w swojej skórze idealnie. Nie mają czasu na nałożenie makijażu, który ukryje trwającą kilka miesięcy bezsenność, ubierają się zwykle tak, żeby im nic na wierzch nie wyskoczyło, jak będą za oseskiem po piaskownicy fikać, mają rozwiany włos i wielką torbę, w której mieści się pół domu, zabawki, przekąski, czapeczki, mokre chusteczki i pieluchy. Nie mówiąc już o nadwadze, która jest poporodową zmorą milionów kobiet. To wszystko sprawia, że matki wcale tak znowu nie zabiegają o ustawianie się przed obiektywem.

To dlatego, jak już raz na ruski rok wyjdą z domu z tą małą torebeczką, w tym ubraniu, którego małe rączki nie uwalą, w butach, które wcale nie muszą być wygodne, mogą, bez przejmowania się cudzą opinią, strzelić same sobie fotkę i pochwalić się nią w mediach społecznościowych. Czasami jest to dla nich samych symbol dobrej zabawy, manifestacja życia, które dla siebie wybrały, albo coś, co dodaje im pewności siebie. To ten moment, dla wielu stosunkowo rzadki, kiedy, patrząc w lustro, myślą o sobie i to w dodatku pozytywnie. Na tyle pozytywnie, że chcą się tak zaprezentować światu.

Możliwe, że jest to znak naszych czasów – jesteśmy tak daleko od drugiego człowieka, mijając się pomiędzy stosem obowiązków, że czasami potrzebujemy tej fotki na Fejsie, aby ktoś pochwalił naszą nową fryzurę, odchudzone ciało, czy weekend w Sopocie. Co w tym złego? Taka już natura człowieka, że szuka akceptacji. I jeśli na moment zrobi mu się milej, choćby przez internetowego lajka, wspaniale. Selfies są wyrazem emocji, które nam towarzyszą. Jestem szczęśliwa, dobrze się bawię, o, mam pierwsze letnie piegi, jestem w nastroju na głupie miny, lubię swój krzywy nos. Te emocje są nam wszystkim potrzebne i wcale nie trzeba ich ukrywać. Te manifesty są też wyrazem pewności siebie, bo przecież wiadomo, że publikując własne zdjęcie, zawsze narażamy się na ewentualną krytykę. Nowa fryzura może się niekoniecznie wszystkim spodobać, a nasze boczki mogą stać się przedmiotem drwin. Zaakceptowanie swoich wad i pokazanie ich światu jest też wyższą formą samoakceptacji i odwagi, a nie znakiem zaburzonej samooceny.

Cokolwiek ten autoportret prezentuje, czy fotkę z łazienki z bałaganem na głowie, czy pozę w najlepszej kiecce na fajnej imprezie, jest to zawsze forma autoekspresji i nikomu nic do tego. Na co dzień noszę leginsy i burdel koki, więc jeśli raz w tygodniu jestem w kiecce i z makijażem, to zrobię sobie fotkę na pamiątkę tych chwil, kiedy aktualnie mogę się pokazać innym i w sumie nie wnikam, co sobie ktokolwiek o tym myśli. Moje życie, moja fotka. 

Podobnie jak w przypadku w sumie wszystkiego w życiu – selfie nie są dla każdego i jeśli nie są dla Ciebie to ich sobie nie rób, ale nie krytykuj tych, którzy aktualnie cieszą się życiem, przeżywają coś wyjątkowego, albo, jak wiele matek, akurat wyglądają jak człowiek i mogą przez moment pomyśleć tylko o sobie i o tym, czy to one tym razem dobrze wyszły. Daję lajka!

Zdjęcie: źródło

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl