Czuję się trochę w obowiązku napisać ten post. Najlepszą decyzją 2019 roku był nasz kochany psiur, samoyed (w skrócie: sammy) Milo (czytaj Majlo). Odkąd go mamy, stale ktoś mi się chwali, że też sobie kupił wymarzonego pieska. Dla nas był to strzał w dziesiątkę, jesteśmy wszyscy zakochani po uszy, dziś złapałam męża jak się z nim ściskał o poranku, a dzieci po weekendzie u babci lecą na łeb i na szyję głaskać i tulić. Bratu wyliczają każdy kęs, ale psu to by sobie odjęli, a jemu dali. Ale to nie zawsze tak musi być, a pies to decyzja na wiele, wiele lat. Możliwe, że nie dla Ciebie, możliwe, że nie dla Twojej rodziny. Zanim przygarniesz lub zanim kupisz psa – przeczytaj, na świeżo, moje obserwacje z życia z psem przez ostatnie kilka miesięcy.

Wybór rasy.

Według mnie najważniejsza kwestia po tym, jak już się zdecydujemy na czwroronożnego przyjaciela. Nie jestem w stanie podać dokładnie liczby miesięcy, w trakcie których wybierałam rasę psa, która będzie odpowiednia dla naszej rodziny. Rozważałam wiele czynników, które każdy przyszły właściciel psa powinen przemyśleć. Przynajmniej te osoby, które chcą podjąć rozsądną decyzję, nie tylko kupić psa, bo „taki jest słodziuki”. Po pierwsze – musieliśmy mieć psa, który nadaje się dla alergików, bo mój mąż ma astmę, nasz pies musiał mieć włosy, nie sierść. To od razu bardzo skróciło listę potencjalnych kandydatów. Takich ras, dostępnych w Polsce, wcale nie jest tak wiele. Nie chcieliśmy psa, który będzie się ślinił, bo zwyczajnie tego nie lubię. Nie lubię też psów charczących i tych, które bardzo śmierdzą. Po drugie – mam małe dzieci. Jest mnóstwo ras, które wcale nie przepadają za maluchami, bywają agresywne, lękliwe, nie lubią się bawić, nie aportują itp. Po trzecie – chciałam psa aktywnego. Takiego, który będzie nam towarzyszył przy bieganiu, wycieczkach na rower czy górskich. Nie wyobrażałam sobie, że będę szła biegać, a potem jeszcze dodatkowo będę szła z psem na długi spacer. Po czwarte – chcieliśmy psa dużego, bo te małe często są strasznie głośne. Ale rozmiar w tym przypadku jest BARDZO ważny. Duży pies dużo je, robi wielkie kupy, dla innych osób stwarza potencjalne zagrożenie, zajmuje dużo miejsca, itp. Zawsze należy to brać pod uwagę. Po piąte – chcieliśmy psa, nie suczkę. Wierzę w równowagę, a w naszym domu wcześniej były 3 dziewczyny i dwóch chłopaków, teraz jest 3 plus 3. 😊

Miesiącami czytałam opisy ras, historie z blogów, podpytywałam ludzi w parkach, zasięgałam rad hodowców. Nie wiem oczywiście, co jeszcze nas czeka, ale wszystko, czego się dowiedziałam, spełniło się w 100%. Pies mnie niczym nie zaskoczył. Tak, jest biały – to oznacza, że po spacerze trzeba mu czasami mokrą chusteczką wytrzeć tyłek, jak dziecku! W okresie jesienno-zimowym po każdym spacerze jest uwalony i czarny. Odpada na szczęście, ale to błotko i piasek masz na płytkach (nie mma dywanu, gdybym miała, pewnie na dywanie). Tak, ma masę futra, trzeba go dwa razy w tygodniu czesać (używam jednej szczotki do własnych włosów, mój pies dwóch, grzebienia i specjalnej odżywki), jak Ci się nie będzie chciało, włosy będą WSZĘDZIE. Tak, to pies towarzyski. On kocha wszystkich. Jak wariat macha ogonem i skuczy na każdy przejaw zainteresowania, chce się przyjaźnić nawet z tymi psami, które na niego warczą. Po prostu – taka rasa. To nie jest pies, którego można zamknąć w domu na cały dzień samego. Tak, to pies aktywny, potrzebuje masę ruchu. No i jest to rasa średnia, pierwotna. To silny pies, na spacerze dzieci nie wyrabiają, bo on we krwi ma ciągnięcie sań i to on chce prowadzić. Nic mnie tu nie zaskoczyło. Bo ja to po prostu wiedziałam i byłam na to przygotowana.

I ciągle mnie zastanawia i bawi w sumie, kiedy ktoś pyta i co, dużo włosów na chacie, co, hehe? Nie i tak, uprzedzam następne pytanie – ten pies jest biały, bywa brudny. To oczywiste. 

Wybór hodowcy to też inna bajka. Niektórzy to nie hodowcy a zwyczajni pazerni na kasę oszuści. No ale od czego jest internet? Czytać, pytać, szukać, pseudo hodowli nie wspierać.

Apeluję również o rozsądek. Życie to nie jest Instagram, jest kilka ras, których reprodukcja jest watpliwa moralnie, przemyśleć zakup, wiem, słodkie, ale chorują, mają problemy ze skórą, z oddychaniem, z trawieniem. Oczywiście, każdy pies może zachorować, to normalna sprawa, są jednak rasy, które chorują częściej i są tak genetycznie zmodyfikowane, że wiele piesków zwyczajnie cierpi.

Adopcja.

Wiem, że postapiłam mało modnie, ale modnie to ja się mogę ubrać, a nie wybrać członka rodziny. Ktoś mi zarzucił, że przecież wybierając szczeniaka, nigdy nie wiem, jaki on będzie, nawet mój samoyed, z doskonałej hodowli, może okazać się taki czy siaki. Oczywiście, zgadzam się z tym, ale tylko częściowo. Hodowle chuchają i dmuchają na swoje mioty. Przecież zarabiają na tym pieniądze. Nie jest to jednorazowa akcja, a często sposób na życie. Są opinie, jest internet, coraz trudniej oszukiwać i być bezkarnym. Na pewno nikt się nad tymi psami nie znęca, bo mają wyglądać pięknie, być zdrowe, szczęśliwe i cudowne.

Niestety, w swoim otoczeniu nie mam dobrych przykładów adopcji psa. Jestem za w 100% ale ja zwyczajnie nie miałam na to warunków, środków, czasu ani ochoty. Mój znajomy ze swoim adopcyjnym maluchem wychodził z traumy przez pięć lat. Inny musiał psa oddać, bo mimo starań i ogromu pracy, zwyczajnie był niebezpieczny dla dzieci. I tak dalej. Nigdy nie wiadomo, co dany pies przeszedł. Nigdy nie wiadomo jak na co zareaguje. I ile czasu, wizyt u behawiorysty i treserów będziemy musieli przejść, żeby się nie bać, że nam odgryzie rękę. Możliwe, że jak moje dzieci będą większe, będziemy na to gotowi. Teraz nie byliśmy.

Apeluję o rozsądek. Adopcja to piękny gest, ale nie dla wszystkich. Pies to nie jest zabawka, którą wyrzucimy w kąt, bo śmierdzi i już nam się nie podoba. Psy kochają Cię bardziej, niż kochają siebie, nie rób im krzywdy. To nie jest rzecz, którą oddasz do sklepu, jak się rozmyślisz. Pies jest na lata. To żywe stworzenie, te ze schroniska są często po takich traumach, że chcą zwyczajnie spokoju, ale wymagają dużo pracy i serducha. Przemyśl to.

Obowiązek. 

Bądźmy szczerzy – tego psa kupiłam sobie. I byłam całkowicie świadoma, że to na mnie spadnie obowiązek sprzątania po nim, zamawiania mu karmy, chodzenia z nim na spacery i zabierania go do weterynarza. Oczywiście, dzieciaki go uwielbiaja, chętnie go karmią, a jak trzeba to i kupę posprzątają. Ale bywa, że jak wracamy po szkole i treningu do domu o 18, jest ciemno i zimno, to nikomu jakoś nie chce się iść na kilka rundek spaceru w deszczu. No ale wyjścia nie ma.

Pies na wielu poziomach to jest jak kolejne dziecko, może nawet gorzej. Bo psu nie założysz pieluchy, żeby przespał kilka godzin w nocy. Dziecko nie zeżre Ci kanapy. No i dzieci rosną, są coraz mądrzejsze (podobno 😉), a pies, choćby najmądrzejszy, zawsze będzie Cię potrzebował i na spacer sam nie pójdzie.

Są rasy głośne, które dużo i głośno szczekają. To też trzeba mieć na uwadze, jeśli kochasz ciszę, albo mieszkasz w bloku. 

Pies ma w nosie to, że jest minus pięć, Ty jesteś już w piżamie i jest 23. Musi wyjść i tyle. Psa trzeba kąpać, czesać, obcinać mu pazury, czyścić uszy. Psa trzeba szczepić. To jest normalny, codzienny, obowiązek, czy zima, czy lato, czy słońce, czy deszcz.

Wydatek.

Jeszcze nie było miesiąca, żebym nie zostawiła kilkuset złotych u weterynarza. A tu sraczka za przeproszeniem, a tu odrobaczanie, a tu kleszcze, a tu szczepienie, a tu coś się z oka leje. Mało tego, pies potrzebuje sprzętu do pielęgnacji, dobrej karmy, byle czym nie nakarmisz, posłania, smyczy, obroży, misek, smaczków, kilku zabawek. Uff, to chyba wszystko. Ale nie. Nasz kochany szczeniaczek zeżarł nam kilka ozdób z choinki i przegryzł światełka. Zniszczył też całkowicie nowiutką kanapę. Po prostu – podrapał i pogryzł obicie. Dobrze, że ze szwedzkiego sklepu, to dało się obicie zmienić. Ale i tak, komplet 2+3+szezlong to był koszt 1200 zł! Śmieję sie, że zakładam na Wigilię i zaraz po północy ściągam!!

Jak już mu się znudziła kanapa, obgryzł nogę od nowego dębowego stołu. Na szczęście momentalnie to zauważyliśmy i jest to niewidoczne, ale i tak. Wyrwał mi też dwie hortensje z ogródka. Bo sobie kość zakopał i mu pte kwiatki rzeszkadzały w wizji architektury krajobrazu na naszej posesji. Pogryzł mojego buta do biegnia. Wiem, że to prawdopodobnie nasza wina, te szkody, no ale tak się stało i są faktem.

Przez dwa miesiące uczyliśmy psa toalety. Naczytałam się i nasłuchałam, wiem, że można szybciej, lepiej, proszę mi pod postem nie pisać, że ktoś nauczył psa toalety w jeden wieczór, bo ja jestem matką i wiem, że Wasze bombelki wszystkie w wieku 3 lat mówiły pięcioma językami, grały na dwóch instumentach, rozwiązywały całki i kochały sztukę współczesną, z psami pewnie to samo.

Ja nie miałam jednak ochoty na kilkakrotne wstawanie w ciągu nocy, żeby wyprowadzić psa, więc od pierwszego dnia, nasz pies od północy do 6 rano był w środku. Czasami rano czekały na nas 3 kupy i morze sików! Posikał wielokrotnie swoje posłanie, zostawiał kupę na środku salonu minutę po tym, jak wrócił ze spaceru, itp.

My na dole mamy płytki, nie chcę myśleć, jak wyglądałaby drewniana podłoga, albo, nie daj Boże, wykładzina. Pies jest jak dziecko, on nad tym na początku po prostu nie do końca panuje. I tak to, że nauczył się w dwa miesiące i teraz zdarzają mu się tylko sporadyczne wypadki, to cud. Możliwe, że zawdzięczamy go temu, że to taka rasa, a możliwe, że temu, że ja jednak pracuję głównie w domu i go tego powoli nauczyłam.

Trzeba się też zastanowić nad opieką. Nie wszędzie z psem pojedziesz, więc obok dywagacji gdzie, kiedy i za ile na wakacje, warto przemyśleć co zrobisz w tym czasie z psem? Sam w domu nie zostanie, możliwe, że nie będzie go z kim zostawić, a hotel dla psa na dwa tygodnie to spory wydatek. Mąż się ucieszył, jak znaleźliśmy Psilton, bo Hilton to jego ulubiona sieć hoteli. Mina mu zbladła, jak zobaczył koszty noclegu dla pieska.

Pies też się starzeje, wymaga leków, może być schorowany, niektóre potrzebują operacji, długiego leczenia, zastrzyków. To wszystko czas i wydatki.

O rany, to chyba tyle, trochę to wszystko straszne, ale taki był zamysł. Zanim kupisz psa – przeczytaj, przemyśl. Generalnie dom bez psa to nie dom. Nadal tak uważam. Wiem jednak coś, co wiedziałam już wcześniej. Pies to ogromny obowiązek, wydatek i praca. Będzie kochany, będzie cudowny, stanie się kolejnym dzieckiem, będzie niezastąpiony. Psy są po prostu cudowne. Ale to nie zabawka, którą się kupuje dziecku, bo ma taki kaprys. Nie kupuje się psa, bo jakaś lafirynda z netu ma takiego fajnego puchacza, to ja też chcę mieć. Nie. Trzeba być gotowym na nowego członka rodziny.

P.S. Pod postem możecie podzielić się swoimi czworonożnymi synusiami i córciami. Chętnie wirualnie pogłaskam.

P.P.S. Nie miałam nigdy kota, więc nie wiem jak to jest. Pewnie też są fajne. 😉

Written by calareszta.pl