Im jestem starsza, tym częściej zauważam, że mam potrzebę porządkowania swojego życia. I nie chodzi o lizanie podłóg, bo nigdy tego nie lubiłam i robię bez przyjemności, z obowiązku, jak już naprawdę trzeba. Chodzi mi o porządek w swoim otoczeniu. Nie mam już żadnej tolerancji dla ludzi, którzy z jakiegoś powodu są po prostu niedopasowani do wizji mojego świata. Ciągle sprzątam wokół siebie. 

Jestem w stanie wiele zrozumieć i wybaczyć, nie mam potrzeby nawracania świata, ale jeśli z kimś po prostu jest mi nie po drodze, to nie muszę go tolerować na siłę. Mogę o kogoś walczyć, ale są rany, które się nie zagoją. Rozwody są dla ludzi, życie jest na tyle skomplikowane, że czas chcę spędzać i marnować z kimś, kto mnie wspiera, kto mnie bawi, kto mnie inspiruje i kto mnie lubi, a nie lubi, kiedy siedzi naprzeciwko, ale jak tylko zniknę z pola widzenia – raczej nienawidzi.

Jestem skłonna do bezinteresownej pomocy, pożyczania absolutnie wszystkich rzeczy materialnych, wybaczania, trzymania kciuków, wspólnego płakania, przeżywania straty, rozpaczy i bycia pod ręką o każdej porze. W zamian oczekuję tylko jednego – lojalności. Jak tego brakuje, no to narka. Rozejdźmy się w pokoju, ludzi na świecie są miliardy. I choć rozstanie, zdrady i zawody bolą, trzeba przeżyć żałobę i wyciągnąć wnioski.

W przypadku kilku kwestii nie daję drugich szans. W przypadku wielu innych niuansów zakładam, że nikt z nas nie jest idealny i jeśli z kimś się przyjaźnię, to znam kogoś na tyle dobrze, że wiem, skąd biorą się wybryki i nawet głupie zachowania. To nadal nie oznacza, że ten ktoś może oczekiwać ode mnie absolutnie wszystkiego, a jeśli tego nie dostaje, to ma prawo do obrazy majestatu. Niech i będzie foch, dajmy sobie po razie i jedźmy z tym koksem.

Nie lubię ani Kubusiów Fatalistów, dla których szklanka jest zawsze pusta, życie trudne i wszyscy się na nich uwzięli. Omijam szerokim łukiem, bo to takie osoby, w których towarzystwie zawsze pada deszcz i nigdy nie wychodzi słońce.

Nie rozumiem zupełnie ludzi, którzy nigdy nie mają czasu. To znaczy rozumiem. Po prostu – doszło to do mnie, że wiele osób właśnie w taki sposób daje innym znać, że nasze towarzystwo do szczęścia jest im niepotrzebne. Dzwonię, zapraszam, proponuję. A potem odpuszczam. Nikogo do sympatii przymusić się nie da, a konfrontacja dla wielu osób jest nieosiągalnym emocjonalnie wyzwaniem, dlatego trzeba umieć odczytać coś między wierszami.

Mam uczulenie na ludzi, którzy są głupi, niczym się nie interesują, nie podróżują, nie czytają, nie oglądają, nie słuchają, są ignorantami. Po prostu nie jestem w stanie codziennie rozmawiać o pogodzie.

Nie lubię tych, którzy wszystko wiedzą i odczuwają potrzebę informowania o tym całego świata. Wszystko wiedzą, wszystko mają najlepsze, nigdy nie popełniają błędów, a ich kupa nie śmierdzi. Życie to nie jest idealny obrazek na Insta, więc nie musimy przed sobą udawać. Mnie to na dłuższą skalę męczy.

Ludzie, którzy są wokół muszą tolerować moje wybory, rodzinę i poglądy. Wcale jednak nie muszą się ze mną zgadzać! Gdybym oczekiwała osób identycznych jak ja, zakolegowałabym się z lusterkiem.

Fajnie, jak ten ktoś jest i zabiega o to, żeby się spotkać. Daję pełne przyzwolenie moim bliskim znajomym na strzelenie koncertowego focha, jeśli czują, że ich zaniedbuję. Totalnie to rozumiem. Są takie momenty, że relacje zwyczajnie się rozluźniają. Ale tym prawdziwym nic się nie stanie, jeśli czasowo nie ma codziennej adoracji.

Są też takie znajomości, które nie przetrwają sukcesu, macierzyństwa, przeprowadzki. Na zazdrości i zawiści nie da się zbudować głębokiej relacji. To dlatego ciągle sprzątam wokół siebie. 

Nie ma dla mnie miejsca na ukrywanie, kłamanie, wykluczanie. Chcę takich ludzi wokół, którzy mi powiedzą, że w tej fryzurze mi niezbyt dobrze, że zachowałam się jak debil i że mam przeprosić. Chcę, aby ktoś walił prosto z mostu. Aby akceptował moje wybory, moje dzieci, rodzinę. Chcę koło siebie kogoś, kto jest gotowy pomóc, kto pożyczy samochód, da kawałek miejsca do spania i kieckę na imprezę. Odbierze dzieci ze szkoły, przyniesie rosół, kiedy będę walczyła z chorobą, odwiedzi w szpitalu i kwiatki w domu podleje w trakcie urlopu.

Między bliskimi ludźmi musi pykać. Musi być ta chemia, muszą być fale. Na dłuższą metę nie da się przyjaźnić z ludźmi, którzy mają zupełnie inne wartości od nas, a te nasze ich drażnią. Nie chodzi mi o wyznanie, politykę czy sposób traktowania pieniędzy. Nie jestem masochistką. Nie ma sensu przebywać z osobami, które wolałyby, abyśmy byli inni. Jest później niż nam się wydaje, trzeba żyć teraz, już. I robić wokół siebie porządek.

I to samo w sumie tyczy się rodziny. Mimo tego, że ma jakieś prawo do interesowania się naszą skromną osobą, do konstruktywnej krytyki i nawet niewygodnych pytań, to nie ma prawa do jechania po nas jak po burym psie. I możliwe, że musisz babci czy cioci czasami zrobić przyjemność i spędzić trochę czasu na rodzinnych spędach, nie musisz jednak się katować i powtarzać tego w nieskończoność, bo trzeba i musisz. Nic nie musisz. Z absolutnie każdą osobą na świecie można poluzować kontakty, jeśli mają na nas destrukcyjny wpływ. Bo życie jest stanowczo za krótkie aby marnować go z osobami, które nie uważają nas za wystarczająco dobre. Nawet więzy krwi można rozcieńczyć, jeśli ktoś nas gnębi, rani, obraża. Niech i się nawet obrazi. Smuteczek. Szacunku siłą się wyegzekwować nie da. 

Bycie asertywnym nie oznacza bycia niegrzecznym. Na niewygodne pytania zawsze można odpowiedzieć, że wolimy o tym nie rozmawiać. Można delikatnie zwrócić każdemu uwagę, że coś, co mówi lub robi, nas rani. Nie da się wieść życia, które zadowala innych. Wszystkich innych. Bo jeszcze się taki nie urodził. Ne da się wiecznie spełniać swoją osobą oczekiwań innych osób. Nie ma co oczekiwać, że ktoś się zmieni. Bo jeśli tak strasznie trudno jest nam zmienić samego siebie, jakie szanse mamy na zmianę drugiej osoby?

Ile można dawać drugich szans? Ile razy można przez kogoś cierpieć? Jak długo można tolerować psychiczną przemoc? Odcinanie się od osób toksycznych to umiejętność, która przychodzi z dojrzałością. Dla własnego komfortu warto czasami dorosnąć. I zrobić wokół siebie porządek. Emocjonalne wampiry psują humor, smak kawy i pokłady energii. Być może zostanie Ci tylko garstka osób. W przyjaźni jednak w ogóle nie chodzi przecież o ilość.

Zdjęcie: źródło

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl