Wiele osób pyta mnie, dlaczego uczę dzieci języka angielskiego, skoro mieszkaliśmy blisko 3 lata w Australii i ich ojciec rozmawia z nimi po angielsku? Mam zawsze dla tych osób jedno pytanie, które ucina rozmowę. Czy polskiego uczyliśmy się w domu, od mamy i taty, czy jednak przez minimum 12 lat w szkole?

Tylko od rodzica się nie nauczysz

Moim skromnym zdaniem – proces nauki języka obcego trwa latami. Nie tylko z resztą obcego, bo jeśli przypomnisz sobie szkołę, polskiego uczyliśmy się od przedszkola, poznając literki, przez szkołę podstawową czytając Dziady, po średnią, aby skończyć na omawianiu języka Internetu na maturze. A i tak 40% Polaków nie rozumie co czyta, choć uczyli się polskiego przez jakieś 14 lat i przecież na co dzień otaczał ich w domu, w szkole, pod blokiem, powinien może więc sam w jakiś magiczny sposób zostać przyswojony. A jednak uczyliśmy się pisać, czytać, mówić poprawnie.

To samo tyczy się języka obcego. Nie uważam, aby dzieci mogły się go dobrze nauczyć słuchając tylko taty. W końcu on nie uczy ich gramatyki, czy czytania. Słownictwo też w sumie w domu jest ograniczone. Rozmawiamy zwykle na te same tematy. Nie są w stanie w domu nauczyć się pewnych zwrotów, czy nazw, nie mówiąc już o czasach, których jest dwanaście, a używa się w sumie dwóch. No i dla mnie koronny argument – ojciec spędza z dziećmi może ze 3 godziny dziennie. W tym czasie trzeba się wyszykować do szkoły, a wieczorem zjeść kolację, jest zabawa, kąpiel, zadanie domowe. Trudno, aby w tym czasie dyskutował z dziećmi o czasownikach frazowych, albo stale korygował właściwie użyte końcówki.

Ktoś może powiedzieć, że angielski nie jest dla moich dzieci językiem obcym, co jest prawdą, bo jest tak samo naturalny, jak polski. A jednak w obu językach nadal uczą się czytać, pisać i popełniają gramatyczne błędy. I nadal będą się ich uczyć. Latami! To samo nie przyjdzie.

Angielski jest najważniejszy

Kiedyś twierdziłam, że warto uczyć dziecko języka obcego w ogóle. Ale teraz posunę się do stwierdzenia, że najważniejsza jest jednak znajomość języka angielskiego. Jest po prostu najbardziej uniwersalny i najpopularniejszy. Oczywiście wiem, że są miejsca na świecie, na przykład Maroko, gdzie nadal na pustyni szybciej dogadasz się po francusku, jednak i tam po angielsku coś każdy kuma. Podróże z angielskim są łatwiejsze, o ile w ogóle bez niego da się samodzielnie podróżować? W pracy na wielu stanowiskach w środowisku międzynarodowym również najszybciej dogadasz się po angielsku. Wiele aplikacji i sprzętów posiada instrukcję obsługi tylko w języku angielskim. Język daje wolność. To dlatego, obok sportu, angielski jest dla mnie priorytetem na liście dodatkowych, pozaszkolnych zajęć.

Potrzebujesz lekcji

Nauczyciel posiada kwalifikacje i cierpliwość, których rodzicom brakuje. Możemy sobie mówić, że siądziemy na godzinę dziennie i sami dziecko nauczymy, ale z mojego doświadczenia i obserwacji wielu rodzin wynika, że jednak nigdy nam się to nie udaje. Korki, zakupy, dodatkowe zajęcia, lektury, zabawa, koledzy, uroczystości rodzinne, zadania domowe, a w końcu zwykłe nic nie robienie sprawiają, że czasu nam wiele nie starcza na już nic więcej. Nauczyciel posiada wiedzę i materiały niezbędne do przyswojenia wiedzy, której laikowi brakuje. Poza tym nie oszukujmy się – sami się języka obcego uczyliśmy i nadal popełniamy błędy. Choć władam angielskim doskonale, nie znam absolutnie wszystkich słów, robię błędy gramatyczne, a wiele słów wypowiadam w sposób niezrozumiały dla nativa. Uczenie w takich warunkach dziecka jet trochę jak to słynne powiedzenie – wiódł ślepy kulawego. Nie potrafię dobrze przekazać tego, co sama wiem drugiej osobie.

Pisałam już o lekcjach, które polecam i które aktualnie sprawdzają się w naszym domu – to lekcje przez Internet z Native speakerem. Tym razem zgłosiła się do mnie szkoła https://allright.com/ i przetestowałam ich ofertę. Dla mnie jest to rozwiązanie idealne. Jestem wykończona ciągłym staniem w korkach i aktualnie nie wyobrażam sobie wożenia dzieci na jeszcze jakieś lekcje. Angielski z All Right zajmuje nam pół godzinki, bez wychodzenia z domu! Dzieciaki mają zwykle lekcje po kolei, czasami w weekend, czasami wieczorem. Działa to też cuda na ich koncentrację. Nie ma innych bodzców, koleżanki z ławki nie da się zaczepić, bo są solo w swoim pokoju tylko z nauczycielem. Nie muszą też czekać na swoją kolej, ani dostosowywać się do poziomu kolegów. Lekcja jest zawsze indywidualna. Dzieci uczą się na zasadzie zabawy i rozbudzania ciekawości językiem obcym.

Szkoła All Right wykorzystuje w nauczaniu innowacyjną metodę Speakera (od ang słowa „mówić”), czyli połączenie podejścia komunikacyjnego – CLT z TPR czyli z techniką reagowania całym ciałem. Podejście komunikacyjne kładzie nacisk na interakcję pomiędzy nauczycielem a uczniem – w tej metodzie uczeń mówi przez co najmniej 50% czasu trwania lekcji. Najwięcej czasu podczas lekcji poświęca się rozwijaniu umiejętności komunikacyjnych i rozumienia ze słuchu. Nauczyciel kreuje naśladujące sytuacje komunikacyjne w prawdziwym życiu, jak np.: zakupy, nawiązywanie znajomości, podróże itp., w których uczestniczy uczeń.

Mniej znana technika reagowania ciałem natomiast opiera się na zaangażowaniu wszystkich głównych kanałów percepcji dziecka: słuchowych, wizualnych i kinestetycznych (doznania). W metodzie TPR obowiązują zasady gry ruchowej. Na przykład, ucząc się czasowników języka angielskiego, dziecko nie tylko patrzy na karty i powtarza wyrazy „biegnij”, „skacz”, „lataj”, ale w rzeczywistości biega, skacze i „lata”, wymawiając słowa podczas ruchu. W ten sposób zaangażowana jest pamięć ruchowa, co wspomaga szybkie zapamiętywanie nowych słów. Dzięki tej metodzie dzieci nie używają języka ojczystego podczas lekcji. Poza tym jest zabawna i rozwija umiejętności aktorskie.

Lekcje podobają się dzieciom, bo to nie są standardowe lekcje. I o ile nie mam pewności, bo za krótko korzystamy, na ile taka metoda jest w stanie nauczyć dzieci gramatyki, tak na pewno pomaga przezwyciężyć barierę językową. Lekcje zdają się być zabawą, a dzieci rozmawiają na tematy, które są dla nich interesujące, jak ulubieni bohaterowie, gry wideo, czy filmy.

Plusem zajęć on line jest też możliwość ich wykupienia wtedy, kiedy nam to odpowiada, a dziecko może z nich korzystać wszędzie tam, gdzie jest połączenie z netem. Nie trzeba, jak w przypadku klasycznej szkoły, decydować się na zakup całego kursu, na który potem nie chodzimy, bo dziecko jest na przykład chore, albo mamy w szkole akademię. Dopasowujemy lekcję do własnego grafika. Oczywiście im więcej lekcji kupimy, tym lepsza cena. Przy zakupie chociaż 20 lekcji koszt jednej lekcji to 21 zł. Bardzo przystęna cena według mnie, zakładając skrojony na miarę konkretnego dziecka plan zajęć. Po próbnej lekcji nauczyciel ocenia poziom ucznia i proponuje konkretny program nauczania. W All Right masz możliwośc wyboru nauczyciela polskojęzycznego lub native speakera.

U mnie bardzo się ta metoda sprawdza. Nic nie tracisz zapisując dziecko na lekcję próbną. Możesz przetestować i zobaczyć, czy taka metoda jest dla Was odpowiednia. Zobacz tutaj: https://allright.com/

Wpis powstał przy współpracy ze szkołą języka angielskiego All Right.

    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl