Jak widzi Cię Twoje dziecko? Gdyby Twoje dziecko miało Cię narysować, czy opisać, co by powiedziało? Czy byłby to dres, burdelkok, siaty w rękach i kosz na pranie?

Czy ta matka-heroska z dziecinnych opowiadań musi zawsze być tak do bólu prawdziwym obrazkiem społecznych oczekiwań? Czy musi zawsze być wyidealizowanym przykładem Matki Polki? Czy ma zawsze mieć gładko ułożone włosy, fartuszek, ma być zakopana w praniu i stać 30 centymetrów od kuchenki? Czy nie tak wygląda większość dziecięcych opisów? Mama sprząta, gotuje, pierze, pomaga.

Chciałabym, żeby moje dzieci widziały mnie jako strażniczkę domowego ogniska, ale jednak nie tylko z mopem w ręce i patelnią w drugiej. Chciałabym, żeby pamiętały te moje ciasta i wypieki, żeby zawsze wspominały rzeczy, które mama robi najlepiej. Ale niech to jednak nie będzie mój jedyny atrybut.

Jesteśmy super heros, to nie ulega wątpliwości, podtrzymywanie domowego wszechświata doskonale nam wychodzi, ale czy tylko między kuchnią, a rurą od odkurzacza? Gdzie te wszystkie miliony dobrych słów, gestów i czynów? Gdzie zmartwienia, wyrzuty, pocieszki, ojojania? Wiem, że nie mieszczą się na dziecinnym obrazku, ale nie dajmy ich sobie odebrać i o nich zapomnieć.

A przecież mamy jeszcze pracę. Mniej lub bardziej satysfakcjonującą ale nie tylko tę domową, a pracę zawodową, w której jesteśmy równie potrzebne i bardzo wymagająco oceniane. Mamą jest i sprzedawczyni w sklepie i lekarka na ostrym dyżurze i nauczycielka w przedszkolu. I ta, która buduje mosty i ta pracująca nad wynalezieniem leku na raka.

Tak wiele z nas ma zainteresowania i hobby. Jestem interesującą osobą. Lubię sport, podróże, towarzystwo, kuchnię od drugiej strony – tej najprzyjemniejszej, degustującej, nie tylko polegającej na obieraniu ziemniaków. Kobiety zdobywają szczyty, biegają maratony, tworzą przecudne rękodzieła, objeżdżają rowerem świat, nurkują z rekinami.

Wszystkim dzieciom te nasze spracowane matczyne ręce najbardziej kojarzą się z tymi gładzącymi do snu, podtrzymującymi, kiedy upadek blisko, ratującymi z opresji i dziurawych skarpetek. Możliwe, że to nasza najważniejsza rola ale przecież te ręce malują też usta, płacą za zakupy dla siebie i trzymają za rękę mężów i nie mężów też.  

Chciałabym, żeby moje dzieci widziały mnie nie tylko zmęczoną zabawą w dom, a zrelaksowaną, z książką w ręce, nie z wybielaczem. Widziały mnie piękną i zadbaną, nie umęczoną nad stosem prania. To dlatego często innym w tej mojej domowej galaktyce przypominam, że dom jest wspólny, a moje moce i siły ograniczone. I trzeba przypominać często, bo łatwo szybko zapomnieć.

Jesteśmy wszystkie doskonałymi kierowniczkami tego naszego cyrku, a Ci najlepsi kierownicy wiedzą, że w zespole siła. Bez żalu delegują, bo wiedzą, że w grupie siła. To, z czym potrafią sobie poradzić oddaję w kompetentne ręce moich dzieci i męża i wcale nie mam wyrzutów sumienia, kiedy ja w tym czasie odpoczywam.

Chciałabym, żeby moje dzieci widziały, że interesuje mnie coś ponad przepis na pyszny sernik, dlatego dzielę się z nimi moimi pasjami, często razem biegamy, zwiedzamy, chodzimy do miejsc, w które ja chcę pójść, nie tylko na plac zabaw. Bo choć dzieci to cały mój wszechświat, lubię im pokazać, że nie zawsze są słońcem i księżycem, bywają jedną z planet.

Lubię ten nasz wszechświat, ale chcę w nim czasami błyszczeć, a nie tylko zapieprzać ze ściereczką w ręce. W końcu nie jestem tylko satelitą krążącą po orbicie moich małych ludzi.

Nie mam nic do tego, aby moje dzieci na pytanie co robi mama odpowiadały, że mama gotuje. Ale niech mówią też, że prowadzi swój biznes, biega, śmiga na desce i ładnie rysuje. Może kiedyś urodzi się pokolenie, dla którego to będzie oczywiste i jasne jak słońce?

Photo by Nathan Dumlao on Unsplash

Written by calareszta.pl