Minęło właśnie 6 lat, odkąd założyłam tego bloga. Początki były takie, że właśnie żegnałam się z korpo, żeby zająć się stale chorującymi dzieciakami i wpadłam na pomysł, żeby mój pamiętniczek, który dotychczas pisałam dla rodziny i znajomych, pokazać szerszej publiczności. I tak urodziła się cała reszta, którą teraz czytają jakieś zwariowane tabuny ludzi, do 300 tysięcy miesięcznie, czyli trzy razy całe moje rodzinne miasto Jaworzno. Przez te 6 lat mojego bloga odwiedziło ponad 6 milionów ludzi. Sześć. MILIONÓW. Ludzi.

Za mną niesamowita podróż, ponad 850 wpisów, sama, własnymi siłami, rozpędziłam szaloną machinę wielu zdarzeń, stworzyłam dla siebie fascynującą pracę, która generuje zysk, a mnie daje cudowne poczucie spełnienia. I choć pracuję od rana do nocy, nie rozstaję się z telefonem w weekendy, wakacje i święta i na pewno nie pracuję 40h w tygodniu a jakieś 80, uwielbiam to. Mogę się podpisać pod każdą kropeczką, pomysłem, postem i projektem, to jest tak bardzo moje, jak kolejne dziecko.

Mnóstwo się w tym czasie nauczyłam. Przede wszystkim ja, totalna IT noga, obsługuję teraz HTML, co czasami do dziś mnie dziwi jak to możliwe, że się tego nauczyłam. Wydałam ebooka, z którego teraz korzystają tysiące kobiet (https://calareszta.pl/sklep/). Opanowałam działanie złośliwych fejsbukowych algorytmów, kruczki prawne, podatki, wyciąganie numerków, których pragnie klient, od średniego wieku mojego czytelnika po info, czy woli pizzę, czy pierogi (bójcie się, Marek wie o Was WSZYSTKO, jak tylko pomyślicie o sex zabawkach, od razu telefon pokaże Wam wielkie, czarne dildo!).

Zderzyłam się z zawiścią, plagiatem, kradzieżą, przekupstwem, ludzką głupotą, pomówieniami, zazdrością, przez to, co napisałam straciłam bliską osobę, inna mnie przeprosiła. Piszę o wielu prywatnych sprawach, bo inaczej nie potrafię, mówiłam o terapii, problemach z zajściem w ciążę, problemach na emigracji czy tych z dziećmi. A i tak mam wrażenie, że odkryłam może jakieś 50%.

Mam tu setki tysięcy osób, które reprezentują każdy typ człowieka. Są tacy, którzy wielbią za wszystko, czują, że mają we mnie kumpelkę, rozpoznaję ich po dzieciach, twarzach, komentarzach, są ze mną każdego dnia,  są tacy, którzy mnie nie znoszą, a jednak śledzą każdy krok, są w końcu Ci obojętni, zerkający po cichu na moje poczynania i Ci, których konta muszę blokować wielokrotnie, bo nie spoczną, dopóki nie przysrają. Jednych pocieszam, innych motywuję, kogoś drażnię. Jedni uważają mnie za fajną babkę, równą mamę, inni za niezrównoważoną, rozpieszczoną alkoholiczkę. Nikogo z błędu nie wyprowadzam. Opinia jest jak dupa, każdy ma swoją.

Nauczyłam się, że każdy tekst, zdjęcie, dowcip, czy mem, może jednocześnie zrobić komuś dzień i komuś go spieprzyć. Jedni są bardzo wrażliwi, inni podchodzą do wszystkiego z dystansem i humorem. Wiele osób wie, że nie ponoszę absolutnie żadnej odpowiedzialności za moje tu skrobanie,  bo to tylko moja subiektywna opinia, a inni uważają, że coś muszę lub powinnam.

Są ludzie, którzy doskonale radzą sobie w internetowym świecie, wiedzą, że dla mnie po czynniku ludzkim najbardziej liczą się lajki, udostępnienia, komentarze, klikanie w teksty, a są tacy, którzy nie potrafią sobie linka znaleźć na ciasto, nie przychodzi im do głowy, że wpisanie słów „calareszta tarta” może magicznie ten przepis wypluć w googlach. Wiele osób wie, że za tekst, który ratuje komuś dzień, skłania do przemyśleń, czy ułatwia życie, nic nie dostaję. Spędzam często długie godziny na napisanie czegoś, a nic z tego nie mam, nawet jeśli ten tekst dostanie milion lajków, to moja jedyna zapłata. A blog kosztuje. Hosting, serwer, administracja no i oczywiście najcenniejsze – mój czas.

Zarabiam na reklamach, które łatwo jest wyróżnić. Wciąż mogę przebierać w tym, co reklamuję. Nie biorę reklam suplementów dla dzieci, leków, produktów, które już są dawno za nami, jak pieluchy, czy rzeczy, które kłócą się z moją wizją świata, jak czekoladowe kulki śniadaniowe, czy niezdrowe batony. Cieszy mnie to, że tak wiele osób docenia całokształt i te moje polecenia również. A nawet jeśli polecany przeze mnie produkt nie jest dla nich, okazują szacunek do mojej pracy i dadzą tego lajka, z sympatii do mnie. Dla naszych klientów liczą się statystyki i numerki, niestety, nadal. To dzięki aktywności i zaangażowaniu naszych fanów mamy kolejne zlecenia.

Nauczyłam się radzić sobie z hejtem. Wiele osób mnie krytykuje i wyrzuca mi to, że nie przyjmuję żadnej krytyki. Powtarzam od lat – krytykować może mnie ktoś, kto zna kontekst, a przede wszystkim zna mnie. Nie uśmiechniętą typiarę z insta, a mnie osobiście. W innym przypadku można oczywiście rozmawiać, ale czepialstwa, pieniactwa, narzekania, upierdliwości, krytykanctwa, zwracania uwagi, chamstwa zwyczajnie nie toleruję. Można mówić, że mam wątłe ego, brak mi dystansu, jestem zbyt delikatna, naprawdę mam to gdzieś. Dajmy sobie żyć. Jest mnóstwo ludzi na tym świecie, a ja nie jestem zupą pomidorową, nie każdy mnie musi lubić. Nie kumam tych, którzy obserwują, choć gram im na nerwach, to przecież jakby robienie sobie na złość, jakaś forma masochizmu? Po co? Dostaję codziennie masę pozytywnych wiadomości, prowadzę fajne rozmowy z babkami z całego świata, mam mnóstwo komentarzy, zapytań, próśb. Na tym się koncentruję, a nie na obrzucaniu się gównem z gosiaczek2347 bez twarzy na profilowym. Życie jest kwestią wyboru i taki jest mój. Wiem, że taka jest specyfika netu, bo przecież jeśli z kimś się kolegujemy w realu, to nigdy byśmy mu w oczy nie powiedzieli, że jest głupi, gruby, przewraca mu się w dupie, pojechał sobie na wczasy, więc jest lekkomyślnym rodzicem i tak dalej. Zakładamy, że możemy się różnić i że niektórych rzeczy po prostu głośno się nie mówi.

Byłam wielokrotnie w radiu i telewizji, dostawałam różne nagrody, ludzie rozpoznają mnie na ulicy. To wszystko są doświadczenia, które kiedyś wydawały mi się poza moim zasięgiem, a przecież wkraczam w najlepszy dla kobiety czas i absolutnie nie powiedziałam jeszcze ostatniego zdania.

Nieustannie jestem wdzięczna za tysiące wspaniałych, mądrych, cudownych, ciepłych, dowcipnych, pięknych, świetnych kobiet, z którymi dzięki temu, co robię mam codziennie kontakt. Jesteście najlepsze, dzięki Wam rośnie pokolenie fajnych dzieciaków. Często muszę się uszczypnąć na myśl, ile dobra mnie spotyka. Dziękuję za wszystko, codziennie.

Mam małą nadzieję, że czasami, dzięki temu, co napiszę, ktoś się uśmiechnie, ugotuje sobie dobry obiad bez gotowania, popłacze sobie wzruszony ściskając mocniej dzieciaki, poklepie starego dziękując, że taki mu się trafił i zerknie na siebie łaskawszym okiem. To ze mną zaczełyście sobie odpuszczać, więcej wymagać od domowników, wolno gotowałyście, zaczynałyście biegać. Jeśli tak jest, wygrałam wszystko.

Całuję rączki, obiecuję więcej.

Photo by Natasha Welingkar on Unsplash

 

Written by calareszta.pl