Bardzo modna jest ostatnio ekologia. Jajka z wolnego wybiegu, jeśli mięso, to tylko ze sprawdzonej hodowli, siatki na zakupy z bawełny, zero jednorazowych kubków do kawy, lepszy szklany, słomka stała się symbolem ignoranta, któremu nie zależy na przyszłości planety. Wiemy już też, że fajnie jest wyłączyć od czasu do czasu podglądanie w telewizji życia innych, często głupszych od nas, osób, odłożyć telefon i popatrzeć w zamian w niebo. Przy zmierzchu wszelkich wartości, modny staje się powrót do natury, do tego, co proste, nieskomplikowane i dzieje się jakby spontanicznie. A gdyby tak ten powrót do natury zastosować w przypadku rodzicielstwa?

Czy, podobnie jak w przypadku sztucznego, przetworzonego, wymyślonego i przekombinowanego produktu, nie jesteśmy już zmęczeni rodzicielstwem na sterydach? Czy nie tęsknimy do czasów, kiedy wychowanie było intuicyjne, proste i przyjemne? Do czasów, kiedy dzieci nie mieszkały w smutnej krainie – nie ruszaj, nie biegaj, nie rób? 

Chcemy spędzać z dziećmi więcej czasu, bo wiemy, że to najcenniejsze, co możemy im dać. Ale jednocześnie musimy wozić je na drugi koniec miasta na modne zajęcia, tracąc na to nerwy, pieniądze i czas, wcale nie mając pewności, że te zajęcia dają gwarancję rozwoju, talentu i możliwości. Chcemy się bawić w chowanego, ale musimy dbać o kreatywne zabawy, wszystko edukacyjne, nie wolno marnować potencjału i czasu na głupoty. Chcemy nic nie robić, ale musimy gotować, dekorować, serwować na porcelanie. Chcemy kłaść się wcześniej spać, ale musimy przecież odrabiać zadania domowe. Chcemy, aby nasze dzieci były jak najdłużej słodkie i niewinne, ale jednocześnie dajemy im masę dorosłych obowiązków i zmartwień. Chcemy dzieci traktować jak równych sobie partnerów, słuchać i dawać i prawo głosu i wyboru, jednak najczęściej musimy wprowadzać zakazy i oczekiwać, że głównie będą grzeczne, czyli będą robiły dokładnie to, czego my, dorośli, chcemy. Bo jak nie będą, to przecież nasza wina. 

A gdyby tak powrót do natury? Gdyby tak częściej mówić: możesz? Przecież dzieci mogą sobie zjeść coś słodkiego, jeśli mają na to ochotę, mogą sobie poleżeć w wannie, mogą narysować dupę, mogą pobawić się w coś, co daje tylko rozrywkę, mogą powiedzieć kupa, mogą się ubrudzić, mogą zjeść kawałek ciasta rękami, mogą obejrzeć bajkę, mogą powiedzieć, że coś im nie smakuje, mogą nie lubić jarmużu, mogą w końcu spędzić poranek w piżamie, mogą pobawić się z sąsiadami przed domem, mogą żuć gumę do żucia, a na śniadanie zjeść to, na co mają ochotę. Mają jeszcze mnóstwo czasu na to, aby być  zorganizowani i poważni, uczesani i przezorni. 

Nasze dzieci są tylko dziećmi. Bywają, jak my, zmęczone, leniwe, rozdrażnione, zniechęcone, ciekawskie i zuchwałe. Nie musimy organizować im każdej sekundy życia, bo to sprawia, że naszego życia nam się odechciewa. To, że dziecko poleży przed bajką, żeby rodzic mógł sobie ogarnąć chatę, czy wypić kawę, naprawdę nic więcej nie oznacza, niż oglądanie bajki. Od kilku czekoladowych jajek nie wypadną wszystkie zęby, od poleżenia w wannie w syntetycznej pianie nie zedrze się skóra, a dziecko, które nie odrobi pracy domowej, nie zostanie bezrobotnym nieudacznikiem. Możemy pozwolić naszym dzieciom na wolny wybieg i wybór. Wcale nie musimy za nie decydować w każdym aspekcie życia. 

Jesteśmy całkiem zwyczajni. Ja, Ty i ta Pani o, tu, obok, również. Mamy swoje wady, mamy wyjątkowe talenty, mamy zwykłe życie, a czasami zupełnie nieprzeciętne. W porównaniu do naszych dzieci mieliśmy mnóstwo swobody. Nikt nie przejmował się naszym znudzeniem, edukację mieliśmy w szkole, zabawki służyły do zabawy. A i w naszym pokoleniu mamy wielu lekarzy, prawników, znakomitych dziennikarzy, pisarzy. To, że graliśmy w wolnej chwili w kapsle, wisieliśmy na trzepaku, czy skakaliśmy w gumę, nie wpłynęło na nasze IQ. Wpłynęło jednak na nasze wspomnienia. W większości mieliśmy wyjątkowe dzieciństwo, które wspominamy jako beztroskie i szczęśliwe. 

Dziecko, które ma same obowiązki i niewiele czasu dla siebie, nie jest beztroskie, a zmęczone. Dziecko, które słyszy tylko zakazy, wcale nie jest asertywne i niezależne, jest uległe. I choć wiem, że taki styl, w świecie, w którym żyjemy, nie jest do końca możliwy, moja nowa metoda wychowawcza to jest poluzowanie gumy w gaciach. Choć nie da się tego zrobić codziennie, to chociaż w weekend, może w święta, może na wakacjach? Obiecałam sobie jakiś czas temu, że moja odpowiedź częściej będzie brzmiała: możesz. 

Możesz podjąć swoją decyzję. Możliwe, że nie będzie najlepsza, może efekt końcowy Cię rozczaruje, może wcale nie okaże się, że ten zakazany dotychczas owoc tak doskonale smakuje. Możesz się przekonać. Gdzie i kiedy nasze dziecko ma poznać siebie, nauczyć się dokonywania wyborów, poczuć, co to konsekwencje, jeśli nie pod naszym czujnym okiem? Możesz.

To właśnie te dni, w których mówię możesz, okazują się najfajniejsze…

Zdjęcie: źródło

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl