Ach te wszystkie odwlekane w nieskończoność domowe metamorfozy! Postanowiłam zacząć ten rok z przytupem i o ile na słowo remont dostaję drgawek, a na słowo budowa w mojej głowie pojawia się czerwony pytajnik, tak przyszła i na mnie pora ustawić się w długiej kolejce w markecie budowlanym. Żaden ze mnie dekorator, wnętrza średnio mnie interesują, a bibelotów nie lubię, ale chcę mieć ładnie, nawet jeśli tego, co się kryje pod pojęciem ładnie nie potrafię rozwinąć.

W sumie to nawet i pewnie bym tego nie robiła, gdyby nie fakt, że tak strasznie dużo czasu spędzam w domu, w czterech ścianach, że sofa mi się odkształciła od ułożenia tyłka w tej samej ciągle pozycji. I z pozycji tej sofy od kwietnia mniej więcej zerkałam na wielki, do niczego niepasujący światłowód. Net nie wyrabiał przy 3 dzieci na zdalnym i 2 dorosłych na zdalnej.

Podobnie jak miliony Polaków ugrzęzłam w domu i tak z braku laku i innych rozrywek, pojawił się pomysł remontu. Ale ani nie chciałam dużo wydać, ani nie chciałam się tygodniami babrać i łazić od stóp do głów w kurzu. Chciałam koloru, chciałam odmiany i chciałam schować ten przeklęty kabel!

Poniżej pokażę Wam efekty przed i po. Mimo kilku uciążliwych wędrówek po sklepach, większość rzeczy kupiłam przez Internet, podam oczywiście wszystkie adresy, choć nic z tego nie mam. No ale jak sobie zrobicie dobrze zmianą krzesła czy nowym kwiatkiem, to mnie też będzie miło! Wszystkie słowa “tutaj” na niebiesko to aktywne linki – zabiorą Cię do strony z produktem.

Remont trwał tydzień. Czekam jeszcze na parę rzeczy, które pokażę w późniejszym terminie. Codziennie pokazuję kawałek naszego życia na Insta, jeśli jeszcze Cię tam nie ma, zapraszam: tutaj.

Kuchnia

Kuchnię zastałam w takim stanie jak kupiliśmy ten dom w 2013 roku. Ciężka, klasyczna, w brązie i stali nierdzewnej, z kamiennym blatem na wyspie. Stolarz dorobił nam wtedy rozjaśniające, białe szafki, dodaliśmy białe hokery (te ostatnie na zdjęciach pozostawię bez komentarza, nie wiem co mnie podkusiło) i tak w sumie przez te lata ta nasza kuchnia wyglądała. Podobała mi się, prosta, funkcjonalna, szafki do sufitu to jeden z najlepszych wnętrzarskich patentów.

No ale w tym ogólnie szarawym czasie, zachciało mi się koloru. Mało tego, koloru niejednolitego, a mocnych, jaskrawych dodatków i koniecznie kolorowych krzeseł. Trochę to trwało, zanim przekonałam starego do mięty, jeszcze dłużej musiałam namawiać go na kanarkowe krzesła. No ale się udało i jest bomba. Mamy codziennie wiosnę w kuchni.

Przede wszystkim do szału doprowadzała mnie ściana naokoło wyspy. Przez obrotowe krzesła ciągle była odrapana i brudna. Malowaliśmy ją w ciągu roku 3 razy, stale też była szorowana. W końcu wymyśliliśmy, że najlepiej będzie tam położyć płytki. Totalny strzał w dziesiątkę! Płytki nie dość, że łatwe w utrzymaniu, dodają lekkości i nowoczesności.

Nie znosiłam też tych paskudnych stołków barowych. Zamieniłam je na krzesła inspirowane tolix – są dostępne w wielu kolorach i wariantach. Krzesła tutaj.

My poszliśmy nie tylko w dwa kolory ale i dwa rodzaje krzeseł – dla dzieci bardziej taborety, dla nas z oparciem. W praktyce kto pierwszy ten lepszy. Pytacie, czy krzesła są wygodne. Otóż jesteśmy bardzo zdziwieni, ale tak, są bardzo wygodne. No i w końcu dzieci się nie kręcą, nie skrzypią, nie obijają ścian i nie podnoszą się góra, dół. Przyznam szczerze, że takie prze bodźcowanie nie działo na mnie kojąco z rana. Są też dużo zgrabniejsze niż te wcześniejsze.

Miętowy czajnik i toster – całe życie marzyły mi się sprzęty smeg, więc czemu by ich nie wykorzystać? Toster (do kupienia tutaj) na 4 kromki u nas w praktyce załatwia dla wszystkich śniadanie za jednym zamachem, w końcu dzieci nie kłócą się kto pierwszy. Czajnik też ma dużą pojemność, bo aż 1,7 litra, dla nas idealnie, do kupienia tutaj.

Galeria plakatu – drewniane, miętowe ramki w różnych rozmiarach kupiłam tutaj.

Plakaty częściowo zrobiłam sama, inne kupiłam banku zdjęć, wszystkie wydrukowałam w domu. Zaoszczędziłam tym sposobem kupę kasy. A jaki miałam fun! Oby tylko nie brakło mi weny i na okresowe wymiany tychże.

Te kubeczki zrobiły totalną furrorę na insta, więc podaję link tutaj

Jest coś magicznego w złotym rancie. Nawet stary teraz pisze wiadomości w stylu – czy mogę prosić o kawkę? Tylko w tym ze złotym.

Wiszące doniczki pięknie się prezentują – kwietniki wiszące ze sznurka tutaj. Miętowe plastikowe osłonki tutaj.

Pojawiło się też sporo pytań o miętową maselniczkę, tutaj. Miętowe ściereczki tutaj  Miętowe pojemniczki na ciasteczka i inne kuchenne bibeloty tutaj.

Jak widać zmiany nie były bardzo kosztowne (najdroższy z całości był toster, czysta, hedonistyczna zachcianka pani domu), a efekt jest niesamowity.

Salon

Oczywiście mąż chciałby wymienić absolutnie wszystko, a przede wszystkim kupić tak wielki telewizor, żebyśmy musieli siedzieć u sąsiada na kanapie, żeby móc go komfortowo oglądać. Ja jednak tv mam gdzieś, lubię naszą wiszącą półkę, chciałam tylko dodać tu światła i zieleni, bo przez szarą ścianę, brak okna i czarne wykończenie mebla, zrobiła się tu ciemna nora.

Całe życie marzyły mi się cegły, ale nie takie typowe, rdzawe, a białe, czemu więc nie spełnić tego marzenia? No więc przeklęty światłowód i ponurą szarość ukryliśmy pod białą cegłą. Dodaliśmy też dwa punkty świetlne, które pięknie rozjaśniają ten kąt i eksponują rośliny. Cegły i lampki są z obi.

Ścianę początkowo chciałam ozdobić galerią zdjęć lub plakatów, ale zdjęcia już mamy na całej ścianie w przedpokoju, a galeria plakatu wisi już chyba w każdym salonie w domach na całym świecie. I tak od lat ta ściana taka pusta i bez pomysłu. Aż weszłam do Witka i się po prostu zakochałam w obrazie. Nazywa się wyspy, jest ręcznie malowany, ogromny i piękny. W dodatku pasuje jak ulał do wystroju salonu. Niestety nie mogę zamieścić tutaj żadnego linku, bo obraz po moich poleceniach na Instagramie wyprzedał się na pniu.

Pojawiły się też pytania o kolor tej ściany pod obrazem. To magnat ceramic C29 szary piryt – ciekawy kolor, szarawo-lawendowy. Wiadomka, żadne domowe metamorfozy nie odbędą się bez malowania!

Sofa już tu była, to oczywiście sofa modułowa z szezlongiem ikea tutaj.

Pierwszy raz od pierwszego mojego własnego M (czyli od 18 lat) mam nie skórzaną kanapę i ją uwielbiam, choć początek to był niewypał. Kanapę początkowo kupiliśmy z obiciem turkusowym ale u nas się ono zupełnie nie sprawdziło – właściwie w kilka miesięcy całkowicie się wytarło i musieliśmy je reklamować. Na szczęście w tych sofach obicie można ściągnąć, prać, czy wymieniać. To ciemnoszare jest bombowe, a kanapa ultrawygodna. No i polecam szezlong. W takiej konfiguracji na sofie mieścimy się w piątkę, a my z ojcem jak już dzieci usną, oboje możemy się na sofie wygodnie położyć.

Do kanapy na zamówienie dokupiliśmy puf i z tej samej tkaniny kilka pasujących do niego poduszek. Puf u nas robi za stolik i podnóżek. Puf był kupiony tutaj

Połączenie kolorystyczne przygaszonego niebieskiego, szarości i fuksji podpowiedziała dekoratorka wnętrz, bardzo nam się podoba i wcale nie nudzi. Fajne są takie domowe metamorfozy kolorystyczne.

Jeszcze jeden pro tip wnętrzarski (obok kuchennych szafek aż po sufit, w których można upchnąć wszystkie graty i nie gromadzić kurzu i kanapy z szezlongiem) – fajnie mieć w domu takie meble, pod które wjedzie odkurzacz. Trust me, nie ma nic lepszego. Oczywiście naszukałam się kanapy, która jest ładna i fajna i funkcjonalna i na nóżkach, ale teraz jak widzę, że nie ma pod nią centymetrowej warstwy śmieci – gratuluję sobie pomysłu.

A, niedawno padła moja roomba (się była zalała, jak wszystko w moim domu, samo się zrobiło, pewnie sama z siebie wlazła w wodę, bo jakżeby inaczej, ktoś to zrobił, czyli w sumie nikt, sama no), za namową insta ciotek kupiłam Xiaomi. Niestety – to nie reklama, a szczera opinia. Xiaomi to porażka. Chwalę sobie ich oczyszczacze powietrza i inne sprzęty domowe, ale niestety odkurzacz jest dużo gorszy, niż ten, który miałam poprzednio. Niby oszczędność, bo jednak był dużo tańszy, ale niestety – kupa. Niby i ten i ten wracają same do bazy i porządnie odkurzają. Roomba była jednak pancerna, obijała się o meble, jak czołg wjeżdżała wszędzie, gdzie się dało, przysłowiowo nie mogła oknem, to właziła drzwiami. Xiaomi to typowy delikutasik – byle noga od krzesła powoduje, że się zatrzymuje i dalej nie jedzie. W praktyce – wychodzisz licząc na to, że Ci w domu ogarnie, a tu wracasz, a odkurzacz przy pierwszym meblu stoi jak cielę. Mam wrażenie, że ciągle muszę mu pomagać w tej walce ze sprzętami. Może to dlatego, że Roomba była w naszym domu babą, a Xiaomi dostał na imię Zenek? 😊

Podobały mi się wszechobecne stojące kwietniki, ale nie chciałam ani koszy ani wikliny, więc poszłam w metal i połączenie złota z bielą. Wszystkie kwietniki kupiłam tutaj i tutaj i tutaj.

Jest ich mnóstwo, według mnie najlepiej wybrać różne, żeby się fajnie prezentowały.

Żadne domowe metamorfozy nie mają miejsca bytu bez roślin! Wszystkie kwiatki kupiłam kolejno w Obi, w Ikea i przez internet na stronie www.zielonyparapet.pl Wiem, że to brzmi jak szaleństwo, żeby kupować kwiatki przez Internet, ale są piękne, wielki wybór, no i kupisz z pozycji kanapy i odbierzesz też w piżamie. Kwiatki przychodzą zabezpieczone na czas podróży i przed mrozem.

Złote stoliki kupisz tutaj. Jeden stoi teraz w salonie i robi za kwietnik, drugi stoi w naszym pokoju gościnnym. Mają ściągany top, który może służyć jako taca. Stoliki mogą też służyć przechowywaniu poduszek, pluszaków, czy kocy. Mega fajny mebel.

Dokupiłam też świetną stojącą lampę, z minimalistycznym lnianym abażurem, ale jeszcze mi nie przyszła ale zerknij tutaj, jest piękna.

Lampa zastąpi tą, która jest tutaj obecnie, bo dzieciom sama przez przypadek upadła, sama tak i przez to ma nieładne wgniecenie, które mnie osobiście irytuje. Lampę muszę tam mieć, bo jestem ślepa jak kret i wieczorem brak dobrego światła jest dla mnie niekomfortowy, a to właśnie w tym kąciku często piszę nowe posty (tak, jak teraz, yollo) i to tu połykam kolejne książki (i winko czasami też).

Pokój relaksu/gościnny/moje insta królestwo

Kiedyś była tu nasza sypialnia, miała być w plażowym klimacie, stąd na jednej ze ścian znalazła się ogromna fototapeta z widokiem na ocean. Potem jednak przenieśliśmy się z sypialnią w inne miejsce, mnie zamarzyła się butelkowa kanapa i ta tapeta nie pasowała do niczego.

Zmieniłam tę tapetę. Na zamówienie, kolejną już do naszego domu tapetę kupiłam tutaj. Niektóre tapety można dodatkowo rozjaśniać, przyciemniać, dopasowywać do swoich upodobań i potrzeb. Lubię firmy kierujące się motto: under promise, over deliver (obiecaj mniej, daj więcej) – ostrzegali, że mają mnóstwo zamówień, że czas realizacji długi, a tapeta przyszła w 3 dni.

Kanapa to sztos ponad sztosy, kupiona na allegro za niecałego tysia (nasza kanapa ma już 1.5 roku, teraz kosztuje odrobinę więcej, nadal jest to połowa regularnej ceny w sklepach stacjonarnych). Służy nam jako wyro dla gości, kupisz tutaj.

Wiadomka, małe domowe metamorfozy to też dywany! Mała zmiana, duży efekt! Brakowało mi tu chodniczka, zamówiłam go tutaj. Mają ogromny wybór dywanów i chodników. Nasz jest piękny, choć myślę, że mogłam pójść w większą ekstrawagancję kolorystyczną.

Złote poduszki kupiłam tutaj.

I to by było chyba na tyle. Jestem mega zadowolona. Nie tylko z samych zmian ale i z tego, że przez ten mini remont zrobiłam przy okazji porządek w całym domu. Wypierdzieliłam mnóstwo reliktów przeszłości, za małych ubranek, niepasujących butów i złośliwie piszczących zabawek. To, co się dało rozdałam, a co szkoda wyrzucić, spakowałam i zamierzam sprzedać. A tymczasem włożyłam to do garażu. I teraz w domu mam porządek, ale piwnica i garaż to już zupełnie inna historia. 😊

I jakoś przez te domowe metamorfozy bardziej chce mi się teraz dbać o to moje gniazdko, podlewać kwiaty i palić świece, zupełnie bez okazji. No i oczywiście planować kolejne zmiany, choć one będą dotyczyły mniej fascynującej metamorfozy balkonów i tarasów.

Wkrótce pokażę Wam domowe metamorfozy przedpokoju i w części jadalnianej, bo i tam się dzieje, ale jeszcze czekamy na zamówione meble i dodatki.

P.S. Pisałam ten tekst 4 dni, czy lubicie takie domowe metamorfozy i wnętrzarskie inspiracje, czy raczej więcej nie marnować czasu?

P.P.S. Nie zapomnij odwiedzić mnie tutaj.

Written by calareszta.pl