Na konferencji WebSummit, na której spotkały się wszystkie największe firmy na świecie z każdej branży, powiedziane zostało jedno bardzo ważne zdanie. W kwestii ekologii nikt nie jest w stanie zrobić wszystkiego, ale wszyscy możemy zrobić coś. I chyba ten pogląd jest mi najbliższy.

Nie jestem w stanie zrezygnować z jeżdżenia samochodem, bo komunikacja miejska w mojej wsi kuleje. Mogę natomiast w walce ze smogiem wybrać samochód hybrydowy, mogę zrezygnować z kominka. Rozwalenie kominka kosztowało nas masę pięniędzy, nerwów i czasu. Bardzo wiele osób się dziwiło, bo o ile w Krakowie już od tego roku nie wolno palić w kominku, tak w mojej wsi nie ma jeszcze takiego zakazu. Padały głosy – skoro można, to przecież sobie pal, komu to szkodzi? Skoro nikt nie zabrania, ja palę. Jak mi zabronią, to przestanę. Otóż nikt nie musi mi ani kazać ani zabraniać, żebym wiedziała, że kominek szkodzi. Egoistycznie – szkodzi nam, domownikom, bardziej globalnie – szkodzi moim sąsiadom. Nie wyobrażam sobie psioczenia na smog, biegania w masce, a potem siadania z lampeczką winka na sofie i odpalania kominka. Nie. To nie jest hipokryzja z mojej strony, bo przecież jednak jeżdże SUV-em, po prostu, robię tyle, ile mogę.

W 2019 roku w końcu całkowice przestaliśmy kupować wodę. Pijemy kranówkę, a jak nam się przypomni, to wodę filtrowaną. Zainwestowałam w dzbanek z filtrem i kilka wielorazowych butelek z filtrami. Wydawać by się mogło, że kupowanie wody jest już tak passe, że nikt tego nie robi. A jednak na mojej wsi na porannym fitnesie z 12 kobiet tylko 3 mają wielorazowe butelki. Wiem, że każdy ma taki moment, że się spieszy, wpada na siłkę i się orientuje, że ups, zapomniał wody, więc musi kupić. To normalne. Ale widzę, że w wielu przypadkach jest to wybór. To taki mały, a taki wielki krok. Wyobraź sobie tylko moją rodzinę. 5 osób. To bardzo skromna analiza, bo w rzeczywistości wypijamy dużo więcej wody, ale załóżmy, że dziennie wypijamy 5 butelek wody. 5 x 365 dni w roku to ponad 1800 plastikowych butelek rocznie!! Rezygnacja z kupowania wody to mały, wielki krok, niewiele trzeba, aby zrobić dużą różnicę.

Wielu z nas nie jest w stanie zamieszkać na łące i kąpać się w deszczówce, aby nie szkodzić planecie. Nie jesteśmy w stanie całkowicie zrezygnować z lotów, nie wszyscy, na przykład rodzice dzieci, które rosną, są w stanie zrezygnować z kupowania ciuchów. Nie wszyscy chętnie zrezygnują z mięsa, tłumacząc się, że nie znoszą soi i ciecierzycy. Daleka jestem od biczowania kogokolwiek, bo kumam powody i różne życiowe sytuacje. Sama szukam kompromisów. I małych kroków. Gdyby każdy z nas zrobił ten jeden maly krok, wspólnie zrobilibyśmy wielką zmianę i dużo dobra. Nie wyrzucam ubrań, tylko je rozdaję, albo odsprzedaję. Przyjmuję też wszystko, co inni dają mi dla moich dzieci, kiedy ich własne wyrosną. Taki obieg ciuchów to doskonała sprawa.

Zakupy spożywcze staram się robić przez Internet, z kartką papieru kupuję tylko to, co jest nam potrzebne. Praktycznie nie zdarza mi się wyrzucać jedzenia, bo po prostu codziennie zaglądam do lodówki i planuję to, co zjemy. Zjadamy najpierw rzeczy, których nie da się zamrozić oraz te, które zjeść trzeba. Czasami, mimo ogromnej ochoty na coś zupełnie innego. Jemy coś wtedy, żeby się nie zepsuło. Zdarzaja mi się w domu kolacje, na które wyciągam to, co jest w lodówce. Resztkę makaronu, trochę zupy, jakieś inne danie, które nie zostało w całości zjedzone. Trochę pieczywa czy sałatka i porządek w lodówce zrobiony. Nic się nie marnuje. Jest też mnósto pomyslów na wykorzystanie resztek. Z owoców, które zaczynają brązowieć, namiętnie robię kompoty, banany mrożę na koktaje, z warzyw robię sałatki „ze wszystkiego”, a z tych, których nie da się w taki sposób zjeśc, robię warzywne wywary, coś jak rosól, z tym, że z warzyw. Często daję takie, które wcale nie mieszczą się w kategorii „włoszczyzna”, ale do zupy-krem są idealne, doskonała baza do każdej zupy! Do sosu do spaghetii potrafię dodać 20 różnych warzyw. Potem to wszystko miksuję, dzieci nie widzą, że jedzą i cebulę i bakłażana i czosnek i nawet seler. Dużo ziół, passata i pożywny sos gotowy, a przy okazji czystka w lodówce.

Mięso można zacząć ograniczać, jeśli nie potrafimy z niego całkowicie rezygnować z dnia na dzień. Jest mnóstwo przepisów na potrawy bezmięsne, może warto zrobic sobie na przykład poniedziałki bez mięsa i w każdy weekend poszukać nowej potrawy do przyrządzenia na poniedziałek? U nas w domu nawet ojciec mięsożerca dał się do tego przekonać, ba, nawet babcia, dotychczas mówiąca, że ze wszystkich słodyczy najbardziej kocha schabowe, wychowana w czasach, kiedy mięso było rarytasem, stara się ograniczać. Da się. Potrawy bezmięsne są pyszne i różnorodne, nikt nikomu nie każe jeść tofu.

Można nie przyczyniać się do drastycznych praktyk stosowanych na fermach drobiu i zwyczajnie z niego zrezygnować. Nie jest zdrowy i wcale nam nie służy. Jajka można kupić na targu. Od lat kupuję od znajomej Pani, która ma gospodarstwo i tyle kur, że chętnie jajka odsprzedaje mieszczuchom. Uwaga – jest na nich i kupa i ślady po trawie. To prawdziwe jajka, z kur grzebiących w ziemi, a nie umierających w męczarniach.

Ogranicz ilość plastiku. Na zakupy, kiedy już pójdę do sklepu, zabieram moją piękną siatę ze szwedzkiego sklepu z meblami. Pomieści wiele. Mam ich kilka w aucie, nigdy nie zapominam. Warto zainwestować w wielorazowe pojemniki do przechowywania żywności, do pakowania dzieciom drugiego śniadania itp. Co prawda w moim domu wszystkie niedopasowane skarpetki wracają w postaci pokrywki, która nie pasuje do żadnego z moich pojemników, ale jakoś dajemy radę. Mam pojemniki na wszystko i codziennie z nich korzystam. Worków i plastikowych siat nie gromadzę. Jeśli nie da się żyć w duchu zero waste, próbujmy chociaż żyć less waste. Planeta nie potrzebuje kilku skrajnych eko fanatyków, a zaangażowania nas wszystkich!

Na wakacjah zachęcam dzieci do nałożenia sobie na talerz zawsze mniej. Może Ci nie zasmakuje? Może nie zjesz wszystkiego? Nikt Ci nie zabierze, ani Ci nie ukradnie, spokojnie, można się zawsze wrócić po więcej. W erze, kiedy ludzie godują, a planeta jest ekploatowana do granic, walające się hałdy niezjedzonego, zmarnowanego żarcia, to przykry dla oka widok. Ręczniki w hotelu odwieszam na swoje miejsce. Jeśli śpię gdzieć więcej niz noc, mogę mieć ten sam ręcznik. Segregować śmieci też można nauczyć już kilkulatka. Kwestia ekologii w domu może być wspólnym tematem. 

Zdaję sobie sprawę z tego, że temat ekologii jest modny. Chyba niewystarczająco jednak, bo jak choćby z tą wodą, nadal jest nas za mało. Podzielcie się swoimi małymi krokami, które robicie każdego dnia. Bo przecież nikt nie jest w stanie zrobić wszystkiego, ale wszyscy możemy zrobić coś! Małe kroki, małe zmiany robią ogromną różnicę. Powodzenia!

Zdjęcie: Photo by John Cameron on Unsplash

 

    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl