O to kochane matki walczyłyśmy! Bombelki wracają do szkoły. Nie jestem w stanie oddać słowami tego, co czuję. 

Kocham swoje dzieci. Często heheszkuję, ale prawda jest taka, że moje życie to w 90% rodzina, dla której stworzyłam ogromną przestrzeń, kilka lat temu porzucając nawet etat i karierę w korpo, aby moje dzieci widywały w domu choć jednego rodzica. Od tego czasu jestem. Wszędzie i zawsze przede wszystkim matką. Taka to rola. Nie wyobrażam sobie już inaczej.

Advertisement

Koronawirus wiele nas nauczył. Myślę, że na przykład moim dzieciom pokazał, skąd tak naprawdę biorą się pieniądze, co to jest szef i dealine. Jak bardzo trudne jest pilnowanie, aby w domu było czysto, ile czasu zajmują zakupy i przygotowanie kilku posiłków dziennie. Moje dzieci w trakcie koronawirusa jeszcze lepiej nauczyły się czekać. Musiały czekać, aż mama skończy pisać, aż tata skończy ważną rozmowę, aż ugotuje się obiad. Musiały nauczyć się być cicho i zajmować się sobą. Nas, rodziców, koronawirus wyedukował z rozciągania doby do nieskończoności. Niby wcześniej też tak było, że czasu brakowało na wszystko, jednak w moim wypadku czas, w którym dzieci były w szkole, wykorzystywałam na pracę, ogarnięcie domu i gotowanie. Teraz dzieci były cały czas w domu, praca również, potrzeby gastronomiczne też. Równowaga pomiędzy pracą, a życiem, została zachwiana. Coś na tym ciągle cierpiało, a ja byłam w notorycznym szpagacie, choć nawet dosłownie nie potrafię go zrobić. Choć byliśmy razem non stop, jakość tego bycia razem się obniżyła. Bo jak chcesz zrobić wszystko, na każdym polu trochę zawalasz. 

Mam pracę, którą lubię. Nie ma w niej zwolnienia, na zasiłek opiekuńczy się nie łapię, bo moje dzieci mają 9 lat. Przegrałam próbę bycia doskonałym przedsiębiorcą, fajna żoną, świetnym rodzicem i dobrym nauczycielem jednocześnie. Nie każdy rodzic znajdzie czas, aby wytłumaczyć, dopilnować. Wielu z nas zwyczajnie go nie ma. Wielu z nas nie ma czasu na wracanie się do materiału, który przerabialiśmy 35 lat temu, aby teraz móc wytłumaczyć go dzieciom. Przecież nauczyciele uczą się tego latami! Wielu z nas się do tego kompletnie nie nadaje. Mimo chęci, szkoła kuleje.

Nie wspomnę nawet o tym, że szkoła to nie tylko nauka ułamków. To nauka życia w grupie, w społeczeństwie. W domu nie da się tego nadrobić. Moje dzieci pytały CODZIENNIE kiedy w końcu wrócą do szkoły. I jak to dobrze, że nadszedł dzień, w którym mogłam powiedzieć, że wkrótce. 

Przykro mi, kiedy czytałam, że jako matka chcę się pozbyć swoich dzieci, chcę je „wypchnąć” do szkoły, byle ktoś inny się nimi zajął, bo ja mam ich dość. To nie jest tak. Ja po prostu nie popieram edukacji domowej, to nie jest opcja dla mojej rodziny. Wszyscy na tym cierpią.

Na szczęście bombelki wracają do szkoły. Czy się boję wirusa? Chyba jak każdy. Ale jeśli mogliśmy jechać na wakacje i spacerować po deptaku w otoczeniu setek turystów, można dzieci puścić na obozy i kolonie, możemy samochodem wyjechać za granicę, możemy zjeść obiad w zatłoczonej restauracji, możemy iść do marketu i stać w zawijanej kolejce, możemy pójść na wesele, gdzie 150 lekko spoconych osób z różnych stron Polski ściska się, całuje, przekrzykuje muzykę mówiąc prosto do ucha, możemy latać samolotem, to chyba możemy wysłać dzieci do szkoły? W każdym razie ja wysyłam, bez żadnych obaw. To nie najmłodszych trzeba izolować, bo przynosi to więcej szkody niż pożytku. 

Zaczęliśmy kompletować wyprawkę, a jakże. W końcu, o czym już kiedyś pisałam, kocham zapach nowych zeszytów, takie zboczenie z czasów PRL! Plecaki mamy z zeszłego roku, więc nie inwestuję w ten gadżet. Moje dzieci mają plecak na plecach tylko kilka minut dziennie, więc nie muszę zbytnio jeszcze przejmować się kwestiami innymi niż estetyczne. Rodzicom pragnącym wydać 500 zł na bajerancki plecaczek przypomnę historyjkę o śliweczce, która u nas około października na kilka bardzo ciepłych jesiennych dni zawieruszyła się w nowiuteńkim plecaku. Tak tylko przestrzegam. 

Bardziej w tym roku  interesują mnie zeszyty, piórniki i inne tego typu rzeczy. Przy trójce dzieciaków i z doświadczeniem, które podpowiada, że to wszystko i tak się w końcu zgubi, nie lubię przepłacać. I w tym roku wybrałam zakupy w Biedronce. Tak, jak w poprzednim (https://www.calareszta.pl/witaj-szkolo-czyli-piekna-szkolna-wyprawka-nie-za-miliony-monet/)

Skusiły mnie piękne wzory, kolory, funkcjonalność. Jest tak ogromny wybór, że na pewno każdy dla siebie coś znajdzie. Nawet stary załapał się na notes do pracy. Czy wspominałam już o cenach? 

Bardzo fajne są teczki, szkolne kalendarze, którymi z jakiegoś powodu moje dzieci są zafascynowane. Chyba dlatego, że oboje z mężem nadal mamy papierowe plannery i dzieci bardzo nam ich pozazdrościły. Z własnym kalendarzem to już przecież na pewno krok w upragnioną dorosłość! 

W tegorocznej kampanii dużo jest pięknych, kwiatowych wzorów, dużo różu, złota, brokatu, romantycznych wzorów. Ciężko wybrać i zdecydować się na jeden tylko zeszyt. Całość kolekcji tutaj: Biedronka

Cieszę się, że jest taki wybór, moje dzieci wdały się we mnie i strasznie lubią te wszystkie szkolne gadżety. Nie pierwszy raz, ale tym razem chyba najbardziej, nie możemy się wszyscy doczekać 1 września!!! Alleluja, bombelki wracają do szkoły! 

Wpis powstał we współpracy z siecią Biedronka.

Written by calareszta.pl