Nie zatrzymuję się. Nigdy. Moja głowa cały czas pracuje. Bo matki myślą za dużo. Nawet jeśli odpoczywam, myślę o dzieciach. Nawet leżąc nad jeziorem, podglądam co robią. Czy są bezpieczne, czy zadowolone, czy niczego im nie brakuje. To samo w sumie dzieje się zawsze, nawet przecież kiedy śpię, czuwam. Z jakiegoś niewyobrażalnego powodu słyszę w środku nocy jak moje dziecko zrzuca z siebie kołdrę i wstaje. Często jestem już na nogach, zanim moje dziecko wypowie poszukujące mnie w ciemnościach mamo. Czuwam, choć co wieczór padam na pysk i wydaje mi się, że śpię w jednej pozycji, nie poruszam się, bo nie mam siły. Ale jednak czuwam.

Moja głowa pracuje, bo przecież ja wiem. Wiem, że jeśli nie weźmiemy bluzy, będzie nam zimno, choć teraz jest gorąco. Zanim wejdziemy do tajskiej restauracji, już wiem, co moje dzieci wybiorą z menu. Wiem, że w pociągu musimy usiąść blisko toalety. Wiem, że w trakcie podróży potrzebujemy kanapek i z czym one mają być. Wiem, że poczęstowane pączkiem moje dziecko powie, że to sam tłuszcz trans, mama na to nie pozwala. Wiem, że nie da sobie uczesać wysokiego kucyka, dopóki gumka nie będzie zbyt ciasna. Umiem przewidzieć, zapobiec, zaradzić. Zawsze i nawet na końcu świata. Matki myślą za dużo i nigdy nie przestają. 

Codziennie koncentruję się na milionie rzeczy, od rana, do nocy, a potem jeszcze przez sen. Gaszę małe pożary, uspokajam, zagajam, przepytuję, kocham, strofuję, karmię, zabawiam, układam do snu, pracuję, piorę, gotuję, sprzątam, zaopatrzam. 

Bardzo możliwe, że przez wszystkie ciągle otwarte zakładki czasami kolejna rzecz okazuje się być o tę jedną za dużo. A kiedy tą jedną rzeczą jest dziecko, które woła “mamo”? Wyciąga ręce, chce pomocy, ma pytanie, potrzebuje uwagi? Staje się kolejną sprawą do załatwienia? Kolejnym punktem do odhaczenia na liście “to do”? 

Zamiast miłości, cierpliwości, czasu – frustracja. Zamiast poklepania się po wirtualnych plecach, za robotę, którą robimy każdego dnia – wyrzuty sumienia. Bo znów, mimo tego, że wiem, że trzeba, wygrało te milion rzeczy do zrobienia, a nie dziecko. Czasami nawet własne przyjemności stają się punktem na liście, prawie obowiązkiem. Bo przecież wiem, że trzeba. Myślę o tym, jak o wszystkim. Wyrzuty sumienia nigdy nie mijają. https://www.calareszta.pl/matczyne-wyrzuty-sumienia-dajcie-nam-wreszcie-spokoj/

Te gary, ta praca, te porządki, to auto wymagające serwisu, te rachunki do popłacenia i przetwory do zrobienia, to życie, pełne miliona zadań okazuje się na przeciwko tych wyciągniętych rąk i nadziei na uwagę w oczach, nieważne. Możliwe, że znowu nie udaje się być tu. Nie udaje się codziennie, nie zawsze, nie na tak długo, jakbyśmy chciały. 

Nie zatrzymuję się. Nigdy. I mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Przez covid jeszcze bardziej chciałam się roztroić i wyhodować sobie dwie dodatkowe ręce, a od losu wydrzeć kolejne godziny dostępne każdej doby. A i tak nie udało mi się zawsze być tu, tam i jeszcze na dwa dni do przodu.

Rosną wyrzuty sumienia, bo kiedy dzieci złapią mnie w kołowrotku życia, który pochłania mnie każdego dnia, bywa, że nie udaje mi się zatrzymać. Bywa, że nie umiem wszystkiego rzucić i natychmiast patrzeć, słuchać, podziwiać, bawić się, układać i tańczyć. Mało tego, zwykle jestem wściekła, kiedy ktoś mnie z tego szalonego rytmu wybije. 

A przecież moje zadania są głównie związane z dziećmi. Dzieci nie przeszkadzają mi w obowiązkach. To dzieci są moim głównym obowiązkiem!! I tylko w nocy, kiedy dopadają mnie wyrzuty sumienia, potrafię sobie to przypomnieć. Każę czekać, proszę o jeszcze chwilkę, obiecuję, że później. A to później nadchodzi za późno, czasami wcale. I tak rzadko udaje się, w tych chwilach tylko dla nas, zupełnie zapomnieć o tym, że coś czeka, coś jest nie zrobione, coś trzeba nadrobić. I oczywiście, matki więcej niż jednego dziecka zawsze myślą, że inne dzieci w tym czasie nie dostają tej samej uwagi. Że przecież nie jest jedno, a jest jeszcze mąż, a mama czeka na telefon, a nie wiadomo co u dziadków słychać, a przyjaciółkę trzeba dobrym słowem wesprzeć. Matki myślą za dużo, nawet wtedy, kiedy nic nie myślą. 

Chcę się najpierw odrobić, potem bawić, ale to się nigdy nie udaje. Praca w domu się nie kończy, zmartwienia nigdy nie cichną, problemy nie bledną, przyszłość nadal jest niewiadoma. A my ciągle na jakimś polu zawalamy. Rola matki skazana jest na niepowodzenie. Bo przecież kiedy odpuścisz, czekają Cię zaległości, zarwane noce, może podniesione z dezaprobaty brwi, nie zdążyłaś, nie ogarniasz, nie nadajesz się. I gdzieś podświadomie od rana do wieczora robisz cały czas coś kosztem czegoś. Siebie również.

Marzy mi się dzień, w którym wszystkie moje zadania znikną, a ja będę mogła beztrosko poświęcić czas dzieciom, dopóki jeszcze tego potrzebują, dopóki jeszcze chcą. Ale jak to zrobić?

Niby wiemy, że trzeba odpuścić, wybrać mądrze, znać swoje priorytety i ograniczenia, z listy zadań więcej skreślać. Żeby tylko częściej się ta czerwona lampka zapalała. Dzieci są na chwilę, burdel, zmartwienia, podatki, na zawsze. Oby udawało się częściej o tym pamiętać. I za dużo nie myśleć, a czasami wcale. 

    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl