Jak zwiększyć odporność dzieci? To chyba temat numer jeden w zimie. Choroby moich dzieci doprowadziły mnie do szału i zabrały mi na pewno kilka lat życia. Musiałam się nawet zwolnić z pracy, bo tak bardzo nie mogliśmy ogarnąć wiecznego zapalenia czegoś. Płuc, oskrzeli, anginy, szkarlatyny, do wyboru, do koloru. W aptece zostawiłam równowartość małego samochodu, a kiedy słyszałam w nocy kaszel, dostawałam spazmów. Ale te kilka lat temu się zawzięłam, poczytałam, poszukałam i wprowadziłam zmiany w naszym życiu, które chyba podziałały. Moje dzieci od kilku lat nie chorują w ogóle. Nul. Zero. Nic.

Choroby skończyły się jakieś 3 lata temu. Ostatnio możliwe, że jest to też kwestia tego, że moje dzieci nie oddychają już smogiem, chociaż to tylko częściowo prawda. Choroby skończyły się zanim przylecieliśmy do Australii, to po pierwsze. Smog był w Polsce zawsze, był, kiedy ja byłam mała, tylko się o tym nie mówiło tyle, co teraz, to po drugie. Dzieci naokoło nas tutaj, lokalnie, również chorują, przychodzą do szkoły z zielonym gilem po kolana, a moje dzieci nic od nich nie łapią i nie chorują, to po trzecie.

Moje dzieci tak nabrały odporności, że podczas podróży do domu w zeszłym roku, kiedy chore były prawie wszystkie dzieci, które odwiedzaliśmy, moje niczego nie złapały, przez 5 tyg w Polsce, w zanieczyszczonym Krakowie i na Śląsku (bo ja jestem Ślązaczką), nie miały nawet kataru. Co ważne, przyleciały z czystego powietrza i w środku lata, a w Polce były wtedy kilkaset procent przekroczone normy pyłów i zimno i szaro. I nic. Mogę więc śmiało uznać, że moja walka z odpornością skończyła się, odpukać, sukcesem. Choć wcale do prostych nie należała.

I choć żaden ze mnie lekarz, a termin „medycyna naturalna” przywołuje w mojej głowie wizję szamana, który półnagi, w szałasie w środku lasu, przygotowuje mikstury z własnej śliny, jadu węża i mleczy, coś chyba już o odporności wiem. To powiem, a co. Może i Tobie się przyda. Wierz mi, doskonale wiem, że chore dziecko doprowadza rodziców do bezsilności, złości i szału.

1.       Dieta – dużo warzyw i owoców.

Odporność zaczyna się w jelitach. Zdrowa dieta to podstawa zdrowia i tyle. Niby każdy wie, że trzeba jeść owoce i warzywa, ale z ręką na sercu większość z nas jak przeanalizuje co dziś zjadło, to się okazuje, że 3 kawy, pączka na śniadanie, kotleta i ziemniaki na obiad, kanapki z szynką na kolację, a pomiędzy to jeszcze batonika i kawałek ciasta.

Na warzywa jest mnóstwo sposobów, Twoje dzieci, podobnie jak moje, mogłyby pewnie jeść spaghetti codziennie? Mój sos do spaghetti zawiera około 10 warzyw! Wolno je gotuję, a potem miksuję. I nikt nie wie co tam dałam, to mój sekret. A daję jak leci – pomidory, cebulę, por, marchew, czosnek, brokuł, korzeń pietruszki, natkę, szczypiorek, seler naciowy. Zalewam to wszystko dużą ilością dobrej ilości passaty, gotuję, miksuję, doprawiam masą ziół, kremem balsamicznym i pyszny sos pomidorowy do wszystkich rodzajów makaronu gotowy. Do każdej zupy krem dodaję warzywa. Do każdego posiłku jest surówka, warzywa pieczone w piekarniku (marchew, pietruszka, cukinia, bakłażan, dynia, kalafior – wszystkie smakują znakomicie upieczone), frytki z batatów, warzywne szaszłyki z grilla, kolba kukurydzy, sałatka, mizeria, czy co tam akurat jest w sezonie. Raz w tygodniu na śniadanie jemy chleb z pastą z awokado. W pozostałe jemy owsiankę, ze świeżymi owocami, orzechami i miodem. Do każdej śniadaniówki pakuję owoce i warzywa pokrojone w słupki (marchew, seler naciowy, rzodkiewki, paprykę, zielonego ogórka, pomidorki koktajlowe, oliwki). Jak dzieciaki kręcą nosem na same warzywa, można dodać jakiś pyszny domowy dip (hummus, czy jogurt naturalny z czosnkiem i ziołami prowansalskimi, tzatziki). Do samochodu też zabieram na przekąskę owoce, warzywa i pełnoziarniste krakersy, zamiast kupować syf na stacji benzynowej czy w fast foodach. Na podwieczorek często robię dzieciom koktajl, w zimie z owoców mrożonych.

Nie jemy komercyjnych ciastek, chipsów, drożdżówek, napojów gazowanych, pasztetów. Czytam skład wszystkiego. Wędlina, która ma 70% mięsa jest co najmniej zastanawiająca. To znaczy, że co niby stanowi pozostałe 30%? Im bardziej przetworzone, tym gorsze. Omijam z daleka. 

2.       Jedzenie, które leczy.

Z cytryny, która jest kopalnią witaminy C, zrobisz pyszną lemoniadę (w lecie, w zimie cytrusów unikamy, niepotrzebnie chłodzą organizm) przepisy https://www.calareszta.pl/lemoniada-truskawkowa-ogorkowa-klasyczna/. Z czosnku dip, który dodasz do warzyw, mięs, jajek (jogurt naturalny, zioła prowansalskie, natka, czosnek – smacznego). Z cebuli syrop, który pomoże na kaszel (robiłam ze stewią, bo białego cukru od dawna nawet nie mam w domu). Z imbiru robię dzieciom herbatkę – cytryna, imbir, miód – pyszności. Czarnuszką posypuję mój słynny chleb bananowy – przepis https://www.calareszta.pl/chleb-bananowy/. Kiszonki (najlepsze, naturalne probiotyki!) – ogórki podaję na stół do obiadu lub do ręki, kiedy moje dzieci wygłodzone czekają na obiad, z kapusty kiszonej robię kapuśniak, pierogi, surówkę (z dodatkiem marchewki i jabłka), bigos. Natkę pietruszki dodaję do wszystkiego, do każdej zupy, do past warzywnych, do gulaszu, do każdego dania z ryżem i makaronem, nawet do koktajlu. Pewna mama zdradziła mi sposób na dzieci, które jej nie znoszą – sieka pietruszkę, odlewa pół szklanki zupy, miksuje z pietruszką i tak doprawia zupę. Łyżeczkę miodu dodaję do porannej owsianki, na kromkę chleba, do jogurtu. Z buraków, oprócz barszczu, robię pyszną sałatkę: https://www.calareszta.pl/najlepsza-salatka-na-swiecie/.

Jest też cała gama naturalnych „leków”. Na przykład na rota wirusy najlepsza jest woda kokosowa. Pisałam o niej tutaj https://www.calareszta.pl/woda-kokosowa-o-co-tyle-halasu/ i warto ten wpis bardzo dokładnie przeanalizować. Na pewno Cię zaskoczy. 

W zimie dobrze jest się raczyć babcinymi sokami owocowymi, do których zostały użyte owoce jagodowe – bogate w witaminę C, którymi można posłodzić naturalny jogurt czy herbatę.

Nie podaję moim dzieciom ŻADNYCH suplementów, żelków, witaminek, proszków, magicznych tabletek. Jeśli mogę coś chemicznego zastąpić naturą – robię to. W Polsce należy suplementować witaminę D, najlepiej poradzić się w tej sprawie lekarza. 

3.       Woda.

Do picia najlepsza jest woda. Zwykła mineralna lub źródlana woda. Soki są u nas w domu traktowane jak słodycze (lepiej zjeść owoc) i pite od święta, w restauracji, czy na wakacjach. Właściwe nawodnienie organizmu jest również kluczowym elementem zdrowia.  

4.       Nabiał nikomu nie służy.

Każdy lekarz Ci powie, że nadmiar nabiału sprzyja powstawaniu śluzu i flegmy. Śluz jest wrogiem układu odpornościowego, który upośledza, a tym samym zwiększa podatność na infekcje, osłabia śledzionę, nadmiar śluzu, powoduje zaburzenia nie tylko w układzie pokarmowym, ale i w górnych i dolnych drogach oddechowych. Dobrej jakości (czyli bez dodatku cukru i innych magicznych substancji), najlepiej naturalny, grecki jogurt czy kefir z „dobrymi” bakteriami mniej nam zaszkodzi niż czyste mleko krowie, które zawiera kazeinę, której człowiek nie trawi. Zalega ona w organizmie, tworząc guzy w różnych częściach ciała, kamienie w nerkach, śluz. Pomyśl nad zastąpieniem mleka krowiego mlekiem roślinnym. 

5.       Jedź nad morze.

Pisałam kiedyś o sanatorium i nadal uważam, że nasze wyjazdy nad morze, niekoniecznie nawet w sezonie, spacery i zabawa tuż nad brzegiem morza, doskonale działają na dzieci. Pisałam o tym tutaj – https://www.calareszta.pl/czy-warto-pojechac-z-dzieckiem-do-sanatorium/. Naturalna sól morska nad morzem gratis. Teraz jest idealna pora, aby ubiegać się o sanatorium! Jeśli nie możesz pojechać nad morze, wizyty w grotach solnych są doskonałą alternatywą. 

6.       Katar sam przejdzie.

Oczywiście, że są różne rodzaje kataru, należy dziecko obserwować, ale generalnie oprócz inhalacji z soli morskiej i oczyszczania nosa, na katar nic się nie podaje. Przecież wiadomo, że leczony trwa 7 dni, a nieleczony tydzień. Po co więc się truć? O katarze pisałam tutaj https://www.calareszta.pl/wrog-publiczny-numer-jeden-katar/

7.       Nie przegrzewać.

Dzieci ubieram tak, jak siebie, albo nawet lżej. Jeśli mnie nie jest zimno, tym bardziej nie jest zimno dzieciom, które są w ciągłym ruchu! W zimie w sypialniach nie mamy temperatury wyższej niż 20 stopni. Nie miałam nigdy grubych kołder, koców, nie śpimy w skarpetkach. Pozwalam i zawsze pozwalałam dzieciom po domu chodzić na boso, a w lecie gonić na boso po trawie. Chodzimy też często z mokrą głową, nigdy mi się nie zdarzało dzieciom po kąpieli suszyć włosów. 

8.       Ruch.

Ruch to zdrowie. Pilnuję, aby moje dzieci miały co najmniej 30 minut ruchu dziennie. Najlepiej na powietrzu, jeśli pogoda na to pozwala. Od 6 miesiąca życia moje dzieci chodzą na basen, co znakomicie hartuje. Pozwalałam im się kąpać w Bałtyku, który miał 7 stopni. W zimie byłam na nartach, w lecie jeździmy całą rodziną na rowerach, kiedyś dzieciaki jeździły na hulajnodze. Na spacer chodzimy nawet wtedy, kiedy pada. Dzieci kochają skakać po kałużach. Do szkoły, która jest 800 m od domu, też chodzimy na nogach. Codziennie, mimo pogody (i sporadycznych buntów – „wszyscy jeżdżą autem maaaaaamooooo”).

9.       Probiotyki.

Ponieważ odporność zaczyna się w jelitach, warto zadbać o florę bakteryjną. Naturalne probiotyki to kefir, maślanka, jogurt (czytaj skład, im mniej magii, tym lepiej i stosuj z umiarem), kiszonki (nie konserwowe, a kiszone ogórki, kapusta), kiełki, zupa miso (o dziwo moje dzieci również ją uwielbiają), ocet jabłkowy (robię z niego na przykład dressing do sałatki).

Ostatnim ratunkiem są leki, które kupisz w aptece. U mnie zadziałał tylko jeden (choć przez dwa lata cierpliwie przetestowałam wszystko, co było dostępne na rynku). Najlepiej ostrożnie w tym zakresie, najlepiej poradzić się lekarza, obserwować dziecko. Ten wpis nie jest reklamą, ale jak chcesz możesz poczytać o tym, co u mnie wtedy zadziałało tutaj https://www.calareszta.pl/moje-dzieci-juz-nie-choruja/. Z informacji, które dostałam od tysięcy rodziców, którzy przeczytali i wypróbowali ten produkt, sprawdził się w wielu domach, możliwe, że warto go zastosować. 

10.   Sen.

Tak, tak. Dzieci za mało śpią! Trąbią o tym specjaliści na całym świecie. Zerknij w tabele i dopasuj czas snu swojego dziecka do wieku. I się tego trzymaj. Przemęczony organizm, który nie ma wystarczająco dużo czasu na regenerację, jest również bardziej podatny na choroby. 

Nie wiem, czy to Ci pomoże, u nas pomaga i od kilku już lat cieszymy się zwiększoną odpornością i zdrowiem. Czego i Tobie życzę.

Zdjęcie: źródło

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Zerknij do mojego sklepu, w którym czekają na Ciebie autorskie produkty. SKLEP.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.

 

Written by calareszta.pl