Jestem mamą trojaczków. Wiele osób zadaje mi mnóstwo pytań o życie z trójką dzieci w tym samym wieku. A już kwestia urodzin stała się powodem milionów pytań. Tak więc odpowiadam jak żyją trojaczki. 

Od samego początku stawiałam na indywidualność dzieci, nigdy nie ubierałam ich jednakowo, nie zmuszałam do robienia, jedzenia czy bawienia się tym, co rodzeństwo. Dzieci od początku miały swoje łóżko, swoje ciuchy, swoje zabawki. Tymi zabawkami nie muszą się wcale dzielić, tak, jak ja z nikim nie dzielę się moją ukochaną torebką, szpilkami czy kolczykami. Proste? Proste. Kiedy poszły do szkoły, jedynym rozwiązaniem dla nas było posłanie ich do osobnych klas. Trochę to trwało, ale w końcu znaleźliśmy szkołę, która nam to umożliwiła. Chcieliśmy, aby każde dziecko miało imię (kiedy byli razem wołano na nich Trojaczki), swojego kolegę, swoją panią. I swoje problemy, kawałek własnego świata w życiu, w którym przyszło im się nawet urodzić w towarzystwie. Moim życiowym mottem (jednym z wielu) jest zdanie: Bądź sobą. Tylko wtedy, może się okazać, że jesteś limitowaną edycją. Stosuję go również w przypadku dzieci.

Zwykle robiliśmy dzieciom jedną wielką imprezę urodzinową, na której były trzy różne torty, dla każdego z osobna. Czasem musieliśmy się bardziej nagimnastykować, żeby pogodzić motyw przewodni auta z konikami pony, ale dało się i wszyscy byli zadowoleni. Uff, na szczęście róż nie występuje tylko w postaci „oczojebny” lub „wściekły” i pastelowe odcienie idealnie łączyły chłopięce fantazje z dziewczyńską manią różowości.

W tym roku moje dzieci skończyły 7 lat. To już jest taki wiek, kiedy dzieci, chowane jak moje, w poczuciu partnerstwa i możliwości wyrażenia swojego zdania, są w stanie bardzo wyraźnie wyartykułować swoje pragnienia. Szczególnie te dotyczące najważniejszego dla nich dnia w roku – urodzin. I moje dzieci od jakiegoś czasu pytały, czy mogłyby mieć urodziny osobno. Zwyczajnie zamarzyła im się impreza, na której będzie tylko jedna księżniczka lub książę, sto lat będzie śpiewane dla jednej osoby, a świeczkę zdmuchnie sobie solenizant, kiedy będzie chciał, sam. Początkowo sądziliśmy, że może im przejdzie, że może minie, a w końcu, jeśli wytoczymy logiczne argumenty, pomysł upadnie. Nie upadł, a wręcz z czasem zyskał detali. Po czasie okazało się, że zwyczajnie dla naszego El Trojacco nie da się w tym roku zrobić jednej tylko imprezy, bo na pewno ktoś będzie zawiedziony.

Moje stawianie na indywidualność dzieci nie wzięło się z powietrza – oprócz osobistych przekonań, że tak trzeba, obserwowania dzieci, które, kiedy były razem, działały na zasadzie grupy – był lider, który narzucał swoje zdanie, a za którym reszta podążała, było słabsze ogniwo, tworzyły się koalicje, itp., radziłam się specjalistów – psychologa, pedagoga, ale i słuchałam wspomnień dorosłych już bliźniaków i trojaczków. Mam koleżankę, która ma brata bliźniaka. I teraz, omawiając zbliżające się urodziny moich dzieci, powiedziała mi, że rodzice zawsze robili im świetne imprezy, ale najbardziej pamięta te, które miała z bratem osobno. Te osobne były najlepsze, wyjątkowe.

Poszliśmy więc za ciosem i zrobiliśmy w tym roku trzy różne imprezy urodzinowe. Niesamowite jest to, że dzieci, urodzone minuta po minucie, posiadające te same geny, rodziców, dom i sposób wychowania, są tak różne! Od miejsca imprezy, przez sposób rozdawania zaproszeń, do wyglądu tortu, wszystko na tych urodzinach było inne. Syn wybrał trampoliny i gotowy tort lodowy, córka imprezę taneczną, druga piżamową imprezę w domu. Córkom torty upiekłam. Bo chciały. W poprzednich latach chciały wymyślane, którym nie potrafiłam podołać, więc zamawiałam. (Mała dygresja. Nie czułam nigdy, żeby samodzielne wykonanie tortu urodzinowego na urodziny potomka, było dla matki sprawdzianem zawartości matki w matce. I Ty też sobie nie daj tego wmówić. Nie lubisz piec? Nie musisz! To naprawdę ma się nijak do tego, jaką jesteś mamą. Serio, serio.)  

Wiele osób zasypało mnie pytaniami. Po co, dlaczego, czemu? Powtarzały się komentarze jak to strasznie dużo pracy i pieniędzy. Ja wiem, że może kogoś na to nie stać. Nie wiem w sumie, czy mnie stać, bo może powinnam była te pieniądze odkładać na czarną godzinę, dla dzieci na studia czy też na cokolwiek innego. Ale wyszłam z takiego domu i z takiej rodziny, że urodziny to była rzecz święta. Począwszy od dziadków, świętowało się każdego roku urodziny wszystkich w rodzinie. I imieniny też! I dzień Babci, Dziadka, Ojca, Walentynki i Halloween też. I nie przeliczało się tego w kategoriach zmęczenia, wysiłku czy ceny, którą trzeba zapłacić za tort, sałatkę jarzynową i śledzie (och, och, kto pamięta te imprezy?!). To był szczególny dzień, dzień, który się w naszej rodzinie celebrowało, hucznie i wspólnie. Na ten dzień się czekało i był on pewną datą w kalendarzu. W mojej małej głowie nie mieści się pomysł omijania urodzin kogokolwiek, a już w szczególności dzieci. Po prostu muszą być. Te trzy maluchy to moje cuda i dzień ich urodzin, który zmienił moje życie, będę zawsze, o ile siły pozwolą, obchodzić.

To nie jest wina moich dzieci, że urodziły się jednocześnie i ja nie mam zamiaru ich za to karać, czy specjalnie ich unieszczęśliwiać. Projekt potrójnych urodzin nie kosztuje więcej, bo gdybym osobno miała trójkę dzieci, nie mogłabym przecież im wszystkim zrobić razem urodzin. Doskonale wiem, kiedy te urodziny są, więc to nie jest niezapowiedziany wydatek, na który nie mogę się przygotować czy zaplanować go w domowym budżecie.

Imprezy zajęły nam dwa weekendy i to też wiele osób kwestionowało, jako jakieś strasznie traumatyczne utrudnienie życiowe. Otóż, nie wiem oczywiście jak jest w innych domach, ale w moich czterech ścianach weekend kręci się wokół dzieci. Oprócz sporadycznych okazji, kiedy wkładam wysokie szpilki i torebkę, w której na pewno nie zmieszczą się mokre chusteczki i wychodzę na miasto, z uporem wybierając miejsca TYLKO dla dorosłych, odkąd zostałam mamą, mój weekend to czas dla dzieci. Patrząc na radość moich dzieci to były przepiękne dwa weekendy i nie odbieram tego w kategorii ciężkiej pracy w kamieniołomach.

No i ostatni argument – chcę spełniać marzenia moich dzieci, pewnie jak większość matek. A te osobne urodziny to było ich marzenie. Trojaczki chciały po prostu poczuć się wyjątkowo. “Chciałam, żeby te urodziny były MOJE mamusiu”. I tyle w temacie. I było to widać, jak bardzo się z tego cieszą. I żeby zobaczyć tą iskrę w oku, będę chyba już co roku robiła urodziny osobno. Bo w sumie, czemu nie?

I kumam to, że ludzie uważają, że ubieranie bliźniaków  jednakowo jest takie słodkie, takie fajne, takie wygodne. Niektórym tak wygodniej, tak im się podoba, tak lepiej, tak chcą. Są też dzieci, które to lubią i tego pragną. No i wspaniale. Mnie się to nie podoba, a moje dzieci tego nie cierpią i są wręcz oburzone, kiedy ktoś je myli! Miliony rzeczy puszczają bez komentarza, ale zwróć się do jednej imieniem drugiej, a natychmiast usłyszysz korektę.

Bliźniaki, szczególnie te jednojajowe, często funkcjonują jako jedno. Mówi się o nich per Nowaki, chłopcy, itp. Nikt nie zadaje sobie specjalnie trudu, aby te dzieci rozróżnić. Kiedy jeszcze nie różnią się nawet kolorem skarpetek, ciężko traktować je jako dwa osobne byty. No i stale te porównania rodzeństwa! U mnie się to skończyło, bo pani, która jest wychowawczynią jednego dziecka nie ma pojęcia o drugim. Ja po prostu tego dla swoich dzieci nie chciałam i u mnie tak nie jest. Staramy się stworzyć dzieciom jak najbardziej normalne dzieciństwo, choć sytuacja, w jakiej przyszły na świat była nadzwyczajna. To musi być trudne nigdy nie mieć mamy i taty tylko dla siebie. Nasze dzieci nie miewają takiego komfortu! Nigdy. Jeszcze dziwniejsze wydaje mi się mieć wokół siebie cały czas swojego klona. Ale to jest moje zdanie, które już się nie zmieni. Po prostu nie uważam dzieci ubranych identycznie za słodkie. Przecież to jest dwoje, czy troje różnych ludzi. Ale, ale, zanim ktoś się oburzy – mnie się to nie podoba, ale Tobie przecież może! Piękne jest to, że może nam się podobać co innego.

Możliwe, że kosztuje mnie to więcej zachodu czy wysiłku. Jasne, zakupy odzieżowe, trzy różne pokoje, ogarnięcie sześciu nauczycielek, prawie 80 dzieci, ich rodziców, rodzeństwa, a niejednokrotnie i dziadków, grafiku zajęć, rozkładu klasy, zadań domowych, apeli, dnia, w którym jest sport czy wyprawa do biblioteki, są nie lada wyzwaniem. Ale ja nie robię tego sobie na złość, a dlatego, że tak chcę i tak czuję. Moja znakomita przyjaciółka kiedyś napisała – odkąd przekroczyłam pewien wiek, urodziłam trójkę dzieci i coś w tym życiu przeżyłam, na każde pytanie po co, po co, po co odpowiadam – bo mogę. I ja mogę. Nic nie muszę, a już na pewno nie muszę nikomu nic udowadniać, przed nikim nic udawać. Wszystko mogę.

W wielu kwestiach chodzę na skróty jak i kiedy tylko się da. Do nikogo się nie porównuję, bo jesteśmy tak bardzo różni! Nikogo nie krytykuję, bo po prostu nie wiem. Nie wiem, co dla kogokolwiek jest lepsze. Mogę jedynie sugerować, co sprawdza się u mnie. Patrzę na moje dzieci, na moją rodzinę i robię to, co uważam, że dla nas jest najlepsze. A czasami robię to, na co aktualnie wystarcza mi sił. Tak zwane minimum niezbędne do przeżycia. Czasami zdarza się też, że pozwalam sobie na kaprys. Moje dzieci w tym roku chciały swój wyjątkowy dzień obchodzić osobno. Jedno małe życzenie w całym morzu moich decyzji. Spełniłam to marzenie. Bo mogłam.

Przy okazji dziękuję za wszystkie życzenia, kciuki, pozdrowienia, dobre słowo. Jakie to jest ważne, że możemy ze sobą w tym dziwnym świecie normalnie porozmawiać!

Chcę ten tekst, w tych ważnych dla mnie, zawsze bardzo głęboko przeżytych dniach, sentymentalnych i wzruszających ,zakończyć morałem. Rób, jak uważasz. Rób tak, aby Tobie było dobrze. Innym ludziom nigdy nie dogodzisz. Nigdy. Szczególnie będąc matką. Skoro z góry wiadomo, że wyścigu na matkę roku nie da się wygrać, po co w ogóle startować?

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl