OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Weekend? Jaki weekend ja się pytam? Nie wstałam o której chcę już od ponad 5 lat, nie ma wylegiwania się. Jak widzę takie zdjęcia na Instagramie:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

to mam ochotę sama sobie takie zrobić i podpisać: „dzieci razem z tabletem zamknęłam na klucz w toalecie”. Jak inaczej można zrobić takie zdjęcie? Kawę spokojnie wypić rano, w łóżku? Nie spieszyć się? O 8 rano w weekend jestem już zwykle po dwóch praniach, zupa się gotuje, a ja piekę ciasto. Były już pieczątki z ziemniaków, bajka, puzzle i pierwsza zabawa w chowanego. Pościel taka biała przy dzieciach? Czekoladki? Chyba jakieś niedobre, albo te, które są tak skutecznie schowane przed dziećmi, że się pewnie znajdą przy przeprowadzce. Przecież wiadomo, że nawet jak się raz w roku wyrwę z domu to nawyk spania czujnego i budzenia się od lat o świcie, pozostaje. Mało tego, jak już wyjadę, to jak się budzę, od razu ogarnia mnie panika. Dzieci, dzieci, gdzie dzieci?! Przez chwilę to do mnie nie dochodzi, że przecież zostały w domu.

Drugą rzeczą, która mnie rozśmiesza to spodnie. Zrobiłam sobie prezent, bo uwielbiam rzeczy, które poprawiają nastrój, poza tym dresów nigdy dość! A jak widzę te spodnie to wybucham śmiechem.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W wolnym tłumaczeniu: Weekend – rzeczownik – sobota i niedziela, uważane za dni, w które dłużej się śpi, pije kawę, idzie na zakupy i zarywa noce. Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha. W sumie wszystko się zgadza. Jako rodzic piję dużo więcej kawy, ma to na pewno związek z zarywaniem nocy, czyli dwa punkty się zgadzają. Z tym zarywaniem nocy to też mam dylemat. Pobudki o 4 nad ranem w weekend – czy to jeszcze noc czy już rano? Bo jak jeszcze noc, to można powiedzieć, że moje nocne życie kwitnie. Każde zakupy jak się ma dzieci są DLA dzieci. Nawet z warzywniaka można do domu przyciągnąć lizaka, z papierniczego naklejki, z kiosku książeczkę, z poczty kolorowankę, a w markecie budowlanym kupić rękawki do pływania. No może nie?

Ale te spodnie przypominają mi też o jednym. Ile tych torebek designerskich, weekendów przeleżanych do południa w wyrze, zdychając po kolejnej, zakrapianej imprezie, włócząc się razem z tłumem innych wesołków po mieście, zamieniłabym za weekend z dzieciakami? Weekend, w którym rano budzi mnie cichutki szept „Cy mogę się do Ciebie psytulić mamusiu”? I już obejmują mnie małe ramionka, gramolą się zimne stópki. I słychać ten śmiech, te głosiki ciekawskie, radość w czystej postaci i odkrywanie świata. Razem. Trzymam tę małą rączkę w swojej dużej dłoni i wiem, że żyję. Bo to życie dzieje się tuż koło mnie, nie muszę już go szukać na mieście. Ma 115 cm wzrostu, prawie pięć lat i jest całym moim światem.

Otarłam się o starania o dziecko. I mówię Ci teraz, od serca, od siebie – tego się nigdy nie zapomina. Pytania wyżartego w głowie – co jeśli nigdy się nie uda? Dlaczego ja? Całego życia podporządkowanego cyklowi. Mimowolnej nienawiści do kobiet w ciąży, małych dzieci i dużych rodzin. Świadomości, że masz wszystko, a jednocześnie NIC nie masz. I destrukcyjnego, jednego, jedynego, ogromnego marzenia zobaczenia dwóch kresek na teście. Ci, którym się nie udało wiedzą, że mamy ogromne szczęście, za które oddaliby wszystko. I ja to wiem.

Przeżyłam dramat rozstania. Ukochany człowiek powiedział “razem się nie da, to koniec”. Myślałam, że pęknie mi serce, do teraz śni mi się to czasami po nocach. Masz kogoś, kto kocha Cię z całym pakietem? Masz więcej, niż miliony ludzi na świecie.

Urodziłam wcześniaki, syn ważył niewiele ponad kilogram. Piszczące diody, personel stukający drewniakami, radzący, żeby na chwilę wyjść, bo nie będzie przyjemnie, przetaczanie krwi, operacje w pierwszych dniach życia. Wiesz, jak się jedzie za karetką, w której na sygnale, ze szpitala do szpitala, przewożone w inkubatorze jest Twoje malusie dziecko? Obyś się nigdy nie dowiedział. Masz zdrowie? Nie jest wszystkim, to prawda. Ale bez zdrowia nic nie ma.

Dlatego bądź blisko. Tul, kochaj, wspieraj, tłumacz, licz do tysiąca, jeśli trzeba, śmiechem nadrabiaj, kiedy Ci siły brak. Miłość nie jest lekarstwem na wszystko, ale jest bardzo dobrym opatrunkiem na wiele ran. Odpuszczaj bzdurne, nieistotne spięcia. Codziennie pytaj, czy to, o co dziś walczysz, będzie miało jutro jakiekolwiek znaczenie. Nie? Naucz się olewać. Dzieci przecież nie robią nam na złość. Uczą się od nas świata i to od nas zależy, czy będą widziały szklankę do połowy pełną, czy pustą. I od nas zależy, czy będą do nas chętnie wracać. A jak tylko wylecą z naszych domów, znowu będziemy mogli wrócić do gnicia w łóżku i snucia się po mieście.

Cudnego weekendu.

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl