Kiedy tylko opublikuję zdjęcie lub post, na którym jesteśmy tylko we dwójkę i NAWOŁUJĘ o konieczności, którą jest czas dla mamy i taty, pojawia się pod nim wiele głosów od osób, które twierdzą, że nie zawsze się da. Nie da się to może z wróbla zrobić kanarka, czas dla związku natomiast da się znaleźć i jest to zadziwiająco proste i… nic nie kosztuje!

Osobiście uważam, że czas dla mamy i taty jest koniecznością i nie da się bez tego przeżyć rodzicielstwa bez szwanku dla związku. Czas dla mamy i taty jest podstawą, zaraz za czasem tylko dla siebie (bez którego, bez żadnej przesady, uważam, że można zwyczajnie oszaleć), życia „po dzieciach”. Czas dla mamy i taty, czyli moment, w którym możemy znowu zobaczyć, że coś, ponad pieluchy, kredyt i kłótnie o to, kto ostatni wstawał w nocy, nas łączy i wzajemnie się ponad tym całym „syfem” codzienności odnaleźć.

Rodzicielstwo jest dla związku ogromnym sprawdzianem. To wtedy się okazuje czy, kiedy na pokładzie jest więcej niż tylko my dwoje, żeglowanie przez burzliwy ocean życia uda nam się wspólnie, czy tylko obok, ciągle w fochach i pretensjach.

Na pewno znasz mnóstwo par. Mniej lub bardziej udanych. Związków, które blisko są tylko fizycznie, bo mieszkają pod jednym dachem, ale gdy się przyjrzeć bliżej, tej dwójki już nic oprócz obowiązków nie łączy. I takich, gdzie widać miłość, choć życie nikogo nie oszczędza.

Problem z małżeństwem jest tak naprawdę jeden – ona liczy, że on po ślubie się zmieni, natomiast on ma nadzieję, że ona nie zmieni się nigdy. I to i to jest niemożliwe w momencie, kiedy pojawią się dzieci. Oprócz wszystkich wspaniałych rzeczy, którymi niewątpliwie obdarowują nas dzieci, pozbawiają nas urody, pieniędzy i przede wszystkim czasu. Mamy go coraz mniej na fundamentalne potrzeby typu sen, nie wspominając już o czasie dla siebie, czy innych członków rodziny. W tej wyliczance często to właśnie partner ląduje na szarym końcu. Mamy nadzieję, że widząc jaki hardcore codziennie przeżywamy, zrozumie. Kiedyś sobie to odbijemy, myślisz. O rany, Zośka, dajże spokój, jakie kino, zmęczony po pracy jestem, poleżeć chcę. Andrzej, rób co chcesz, tylko mnie nie budź. Znasz to?

I tak mijają lata. Kolejne dziecko, większe mieszkanie, czyli jeszcze większy kredyt, więcej pracy, żeby za to wszystko zapłacić i nagle budzisz się w łóżku koło zupełnie obcej osoby. Osoby, która nie jest już dziewczyną, której do nóg się rzuca cały świat, nie jest już facetem, który kręci i kwiaty przynosi. Budzisz się koło kogoś, z kim przez ostatnie kilka lat łączyło Cię tylko mniej lub bardziej partnerskie dzielenie się obowiązkami. Dorosłość, którą wyobrażałeś sobie zupełnie inaczej. Z tego miejsca już niedaleko do zdrad, rozwodów i końca “nas”. 

A gdyby tak czasami się zatrzymać i poświęcić czas komuś, od kogo to wszystko się zaczęło? Moje słynne już zdanie „Motyle nie umarły, tylko śpią, wykończone codziennością”, aż boli, jest takie prawdziwe. Bo to uczucie tam jest. Przecież miłość się mnoży, kiedy się ją dzieli. Trzeba tylko odpowiednio o nią zadbać i nie pozwolić sobie zapomnieć.

Nie wiem jak parom, które tego czasu nie mają, udaje się utrzymać satysfakcjonujący związek. Zwyczajnie nie wiem. Bo kiedy cały tydzień mijam się z mężem w biegu przez poprzeczki rodzinnego galimatiasu, w piątek wieczorem odczuwam wręcz potrzebę położenia dzieci szybciej do łóżek, rzucenia telefonów w kąt, wyłączenia tv, posadzenie gościa naprzeciwko siebie i spytania – no co tam u Ciebie? Opowiadaj! 

„Nie zawsze się da”, piszą w komentarzach pod moimi zdjęciami. Jak to? U nas często ten czas dla mamy i taty jest w domu! Nie rozumiem tego, że „dzieci są zawsze z nami”, co to znaczy? Nigdy nie śpią? Chyba jednak można we własnym domu na tyle zapanować nad rutyną, żeby od 20 był czas dla mamy i taty. I wtedy można wyskoczyć z dresu, zapalić świece, przygotować kolację (zamawiana pizza też doskonale smakuje w ciszy), porozmawiać. Bardzo często tak robimy. Snujemy plany, opowiadamy sobie o codziennym dniu, o pracy, żartujemy, czasami sobie „wyjaśniamy” to, czy owo, pracujemy nad jednym frontem w przypadku konfliktów rodzicielskich. Dla mnie to fundament naszego związku i czas, w którym rodzi się bliskość. Jakoś ciężko mi tę bliskość wypracować pomiędzy trójką żywiołowych dzieci, nad zmywarką czy koszem pełnym brudów. Czas dla mamy i taty w naszym domu jest święty.

Kiedy tylko możemy, wychodzimy. W praktyce minimum raz w miesiącu. „Nie każdego stać na nianię”, padają komentarze. Zgoda. Po pierwsze nie stać, po drugie często bardzo ciężko znaleźć. ALE! Na pewno masz siostrę, kuzynkę czy ciocię? Nie masz? A przyjaciółkę? Koleżankę? Kiedy mieszkaliśmy w Sydney nie znaliśmy NIKOGO. Nie przesadzam, przeprowadziliśmy się w zupełnie obce miejsce, teściowie mieszkali od nas 5h drogi samolotem, drudzy dziadkowie w Polsce, nie mieliśmy żadnych znajomych. Dwa tygodnie po przylocie, na spacerze, poznałam dwie Polki. Jedna mi podpowiedziała, że jest fajna grupa na FB, mamy w Sydney, żebym się dołączyła. W taki sposób w bardzo krótkim czasie poznałam kilka polskich mam w mojej okolicy, chodziłyśmy razem z dziećmi na plażę, do parku, na kawę. Żadnej z nas nie było stać na nianię, żadna z nas nie miała w Sydney rodziny. Kiedy się już dobrze poznałyśmy, a dzieci czuły się z nowymi ciociami bezpiecznie, zostawałyśmy na zmianę ze swoimi dziećmi. Raz w sobotę wieczór ja zostałam u Ani (pozdrawiam!) z jej chłopakami, a ona wyszła z mężem na kolację, w kolejną sobotę to ona przyszła do mnie popilnować dzieci, a my z mężem poszliśmy na randkę. Dało się!

Ja wiem, że w życiu to zawsze jest tak, że jak się chce, to się znajdzie sposób, a jak się nie chce, to się znajdzie wymówkę. Zawsze. Nie jestem jednak oderwana od realiów i zdaję sobie sprawę z tego, że są sytuacje beznadziejne, czy też bez wyjścia. Ale. Nikt z nas chyba nie mieszka na pustyni? Wszędzie są mamy, sąsiadki, krewne. Trzeba tylko poszukać. A jeśli się nie da, czy nie chcesz, możesz fajny wieczór we dwoje zorganizować w domu. Jeśli jesteś facetem pamiętaj, że najlepsze, co może zrobić ojciec dla dzieci, to dbać o związek z ich matką. Jeśli jesteś kobietą pamiętaj, że jesteś przede wszystkim kobietą, nie pozwól matce zabić kobiety. Kuchenny stół nie służy tylko do wyrabiania na nim pierogów i niewielu jest mężczyzn, którzy nie lubią koronki.

W naszym zwariowanym życiu rodziców trojaczków czas dla mamy i taty to zasada numer jeden. Choć często się mijamy, zawsze staramy się uzupełniać wyrwy w naszym wspólnym czasie. Bywało, że mieliśmy czas tylko na szybką kawę w ciągu dnia, kiedy dzieci zostawiliśmy w „kulkolandzie”, bywały i kolacje do białego rana i wspólne weekendowe wyjazdy. Naprawdę się da. I, według mnie, trzeba. Kiedy nas nie będzie, reszta się zawali z wielkim hukiem. W czasie tylko dla nas jesteśmy znowu parą, pracujemy nad magią pomiędzy nami, choć na chwilę możemy sobie przypomnieć, co nas łączy, jaka jest siła tego uczucia. I zażartować, że jeśli przeżyjemy huragan El Trojacco, już nic nas nie ruszy. 😊

Dzieci przecież kiedyś się wyprowadzą, będą miały swoje życie. Żeby być jedną z tych siwiutkich par po parkach prowadzających się pod ręce, trzeba już dziś nad tym pracować. Bo może się okazać, że jak dzieci zabraknie, to nic nie zostanie.

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Nie masz na nic czasu, w szczególności dla siebie? Kup moje autorskie produkty, które pomogą w ogarnianiu rzeczywistości. Stworzone przez matkę trojaczków – to działa! SKLEP.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl