Napiszę dziś coś, o czym myślałam cały zeszły tydzień. Żadna z nas, matek, nie jest idealna i bywa, że jedne priorytety przesłaniają inne. Może to dla niektórych będzie zbyt szczere wyznanie, ale w sumie zawsze piszę tutaj prawdę.

Choć czasami można mi zarzucić, że silę się na bycie idealną, śmiem dawać komukolwiek rady, każdy, kto zna mnie osobiście lub ma choć cień wyobrażenia jak wygląda życie z trojaczkami, wie, że do ideału mi daleko, co najmniej jak stąd do Australii.

W zeszłym tygodniu organizowałam dwie duże imprezy urodzinowe dla dzieci. Nie byłam świetną mamą, ba! Nie byłam nawet dobrą. Po prostu założyłam, że musimy jakoś ten tydzień przeżyć. Dzieci nie chodzą do przedszkola, mąż pracuje jak szalony, z innymi rękami do pomocy krucho.

Tak więc jadę z tym koksem. W zeszłym tygodniu w jeden dzień podałam dzieciom zamiast pożywnego śniadania drożdżówkę. W samochodzie! W inny dzień, podczas nerwowego biegu przez milion spraw do załatwienia, jedliśmy obiad w Maku. Zdarzyła się też pizza zamówiona na kolację. Musiałam przekupić dzieci, żeby pozwoliły mi posprzątać. Pozwoliłam im w dwa różne dni oglądać bajki dwie godziny pod rząd. Był dzień, w którym zabrakło na noc kąpieli, a w którym położyłam dzieci spać o godzinie 19. Jasne, wiele rzeczy mogę zrobić w nocy i robiłam to, codziennie spałam po 4 godziny, a i tak nie starczyło mi czasu. W jeden dzień, kiedy w końcu miałam pomoc Niani, wyprawiłam dzieci do parku a sama w 3 godziny, w pocie czoła, wysprzątałam cały dom. Trzy razy byliśmy w Ikea na placu zabaw. Ta godzina, kiedy mogłam w nim zostawić dzieci była dla mnie wybawieniem. Jedynym czasem, kiedy mogłam w spokoju, przy kawie, przejrzeć listę rzeczy do zrobienia.

Wiem, że mogłabym odpuścić, olać urodziny i kierować się dobrem dzieci. Ale musiałabym wtedy podeptać własne ambicje zorganizowania magicznej imprezy. Wierzę, że dzieci nie będą pamiętały obiadu w Maku, który nota bene bardzo im się podobał, ze względu na Minionki (i tu mała dygresja – moje dzieci nie oglądały nigdy tej bajki, a jednak wiedzą, że to małe żółte to Minionek. Skąd? Stawiam na speców od marketingu, wżerających się w mózg najmłodszych konsumentów). Będą za to zawsze miały pamiątkę tych urodzin. Jeśli mnie zabraknie, będą miały namacalny dowód na to, jak bardzo starałam się uczynić ich życie niezapomnianym. To okazało się dla mnie dużo ważniejsze w zeszłym tygodniu, niż domowy obiad, który przecież podaję im w każdy inny dzień w roku.

I może ten tydzień nie był jakiś ekscytujący dla dzieci, a dla mnie na pewno był nerwowy, z perspektywy imprezy wiem, że warto było tak to rozegrać. Nie jestem idealna, mimo rozciągania doby, ciągłych czasowych oszczędności, stale gonię swój ogon. Może za dużo chcę, nie wiem. Ale nie umiem inaczej, bo nie chcę byle jak, byle było.

Świetnie znam teorię. Wiem, co powinnam robić i mówić, aby uchodzić za dobrą matkę. Ale są takie dni, że czasem nawet kilkakrotnie popełniam wiele wykroczeń. Krzyczę, brak mi cierpliwości, odpowiadam „Bo tak!” na setny raz zadanie pytanie „A dlaczego”? Nie mam siły na zabawę i udawanie konika. Do łez irytuje mnie lego. Bawię się w chowanego, liczę na głos, a w myślach godziny do końca dnia. Oblewa mnie zimny pot, kiedy po trzydziestym szukaniu słyszę “Jesce laz!!!” Jestem sobą, nie tworem idealnym, wpasowanym w czyjeś założenia o matce idealnej.

Pozwalam sobie na błędy, żeby nie zwariować. To też uczy dzieci, że jestem człowiekiem z krwi i kości, a nie marionetką. Ja też w tym układzie jestem ważna. Umiem przeprosić, kiedy wymaga tego sytuacja, nawet wtedy, kiedy przeprosiny skierowane są do czterolatka.

Często nie mam siły. Bywają dni, że od rana jestem zmęczona i wybieram zabawy, które zwyczajnie lubię. Nie ma ich wiele. Nie ekscytuje mnie dzień spędzony na udawaniu konika. Wiem, że dobra matka to ta, która poświęca dziecku czas. Właściwie nic innego przecież nie robię! A to, że czasami poświęcam go też na czynności około domowe – dziecko musi zrozumieć. Pranie, gotowanie, rachunki, zakupy – same się nie zrobią.

W poczucie winy wpędza mnie model idealnej Matki. Bo ja jej nie znam. Jak znasz, albo nią jesteś – ujawnij się! Kobiety, które znam i widuję w parku, w sklepie, czy u lekarza są take jak ja. W parku ukradkiem ziewają po zrobieniu pińciuset babek, które uroczy bąbel burzy na pniu. W zatłoczonej poczekalni u lekarza dają dziecku telefon z bajką. Nie z lenistwa. Po prostu wiedzą, że czterolatek nie wytrzyma 45 minut cierpliwie czekając na swoją kolej, a inne możliwości rozrywki wyczerpał w sekundzie.

I mimo tego tygodnia, w którym zdarzyło mi się być hipokrytką, biorąc pod uwagę moje wcześniejsze wpisy, nie byłam świetną mamą i wydarzyły się rzeczy, z których nie jestem do końca dumna, nie mam wyrzutów sumienia. Bo z byciem dobrym rodzicem jest jak z dietą. Jeden dzień wypadasz z torów, wieczorem robisz mały rachunek sumienia, wypominasz sobie tego Maka na obiad i na następny dzień wracasz do Twojego normalnego planu fajnego rodzica. Dopóki wiesz, że coś trzeba naprawić i potrafisz przyznać, że coś poszło nie tak, dopóty żyjesz świadomie.

Spędzam czas że swoimi dziećmi. Wszędzie je zabieram, organizuję pikniki, spacery, czytam, pływam, maluję. A że nie robię tego od świtu do nocy? To instynkt samozachowawczy – w przeciwnym wypadku zginęlibyśmy z brudu, z głodu albo z przedawkowania Prozacu.

Epilog

Jeździlismy dużo samochodem w zeszłym tygodniu, w końcu poszłam po rozum do głowy i przestałam w kółko słuchać piosenek dla dzieci, teraz słuchamy radia.

Jesteśmy u fryzjera. Emma nagle śpiewa

“Nie chciałeś mnie takiej, więc naucz mnie sobą być. Naucz mnie, naucz mnie od nowa”. (Sarsa)

Ja zamieram, szukam dziurki w podłodze do której mogłabym się schować. Pani Fryzjerka chichocze i pyta “A skąd Ty to znasz kochanie”?

“Eska Kraków. Hity na czasie” odpowiada Emma.

Czegoś się jednak w tym tygodniu nauczyli 🙂

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl