Odnaleźć radość z bycia rodzicem.
Zapomniałam jak to jest cieszyć się z dzieci. Podobnie jak miliony rodziców na tym świecie, wpadłam w kołowrotek obowiązków, strofowania, wychowania, prania, sprzątania, zakupów, gotowania, zarwanych nocy, usypiania i huśtania. Przyzwyczaiłam się do życia z wiecznym, porozumiewawczym westchnieniem „ach dzieci, no tak”. Jak odnaleźć radość z bycia rodzicem?
Wiem, jak to jest być zajętym rodzicem, z ciągłym deficytem czasu, życiem od obowiązku do obowiązku, od gaszenia jednego pożaru do kolejnego kryzysu. W rozkroku pomiędzy mitycznym balansem między pracą, a życiem prywatnym, lub życiem bez i z dziećmi. Nauczyłam się jak zapewniać sobie mini rozrywki pomiędzy tostem, a rozlanym mlekiem. Jak bezgłośnie policzyć do dziesięciu i przedłużyć prysznic o jedną minutę, żeby tylko jeszcze chwilę posiedzieć w ciszy. Wiem, jak wygląda życie z małą kulą u nogi i uciekanie od niej z każdą nadarzającą się okazją, żeby tylko pobyć w ciekawszym towarzystwie.
Zapomniałam jednak jak to jest być radosną mamą. Czasami sama siebie okłamuję, że jutro będzie lepiej, choć wiem, że prawdopodobnie również braknie sił. Chcę się bawić, być oazą spokoju, wrzucać na luz. Jednocześnie moje życie się nie zatrzymuje, a i dzieci nie potrafię zaprogramować pod siebie. Nie potrafię codziennie zapomnieć o tym, co podam na kolację, o praniu w pralce, które już od rana się kisi, o zaległych badaniach.
Uwielbiam moje dzieci, ale często życie z nimi przypomina ciąg niekończących się obowiązków, w których ciężko odnaleźć miejsce na spontaniczną zabawę. I to dręczące poczucie winy, że mogę więcej, że powinnam dłużej, podczas gdy muszę powiedzieć „za chwilę”, żeby skończyć coś, co czeka.
Dopada mnie smutna prawda obecna w wielu domach – zgubiłam umiejętność radowania się z dzieci i zwykłego bycia mamą. Zauważyłam to już jakiś czas temu, kiedy ktoś rzucił „bawcie się dobrze”, kiedy szłam z dziećmi do parku. Ten prosty zwrot zmusił mnie do przemyśleń.
„Czy dobrze bawię się z dziećmi”?
To prawda, że organizuję pół życia tak, żeby to one dobrze się bawiły. Wyszukuję nowe rozrywki, obmyślam plan wyjść, sprawdzam repertuar, szukam ciekawych książeczek i innych sposobów spędzania czasu. Ale czy ja się wtedy dobrze bawię? Dlaczego wyjście do parku to dla mnie zwykłe zabicie czasu i kolejny punkt programu pomiędzy przedszkolem a kolacją?
Odkąd zdałam sobie z tego sprawę, próbuję odnaleźć zgubioną gdzieś między praniem, a kolacją, radość. Nauczyłam się olewać rzeczy, które są zbędne i które mnie przerastają. Po prostu wiem, że teraz nie jest dobry czas na rozwijanie czasochłonnych pasji lub planowanie skomplikowanych wycieczek. Olewam ludzi, którzy mnie ranią, wymagają ode mnie poświęceń, sprawiają mi przykrość, albo dla których nie jestem ważna. Nie robię nic bo tak wypada. Jeśli mam ochotę puścić dzieciom bajkę, puszczam taką, którą sama lubię, choćby był to klasyk Disneya, który przywoła wspomnienia. Wywaliłam wszystkie bajki, które mnie drażnią i denerwują.
Moje dzieci są częścią mnie. To nasze życie, a nie moje życie z dziećmi, stawiam pomiędzy tym znak równości. Jest mi lepiej, choć codziennie miewam momenty, że chce mi się wyć i nie wiem co dalej. Ale ja uwierzyłam w to, że jestem szczęśliwa i staram się codziennie samą siebie przekonać, że jest dobrze. Nie pomimo czegoś, a dlatego, że jest tak jak jest. Teraz. Dorosłam do tego, że wiem, co robić, aby to szczęście wydobyć. Dorosłam do tego, żeby godzić się na zmiany, które zaszły w moim życiu. I nawet cieszyć się z nich!
Wiele osób mnie pyta, czemu nie narzekam. Przecież mogę. Dopóki jesteśmy zdrowi, a ja mam na tyle rozsądku, że wiem, gdzie są moje priorytety, nie mam na co narzekać. Jasne, mogę w nieskończoność porównywać się do innych. Mają zgrabniejsze tyłki od mojego, ich dziećmi opiekuje się niania i dwie babcie, mają grube portfele, szybsze samochody i domy z basenem, na weekend latają na Kanary, a na pizzę do Rzymu. No i co mi to da? ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto ma lepiej. Ktoś, kogo dzieci są lepiej ułożone, zdolniejsze, szybsze. W sekrecie powiem Ci, że zawsze też znajdziesz kogoś, kto ma gorzej. Ktoś, dla kogo Twoje życie jest niedoścignionym ideałem.
Wiele osób myśli, że jeśli w życiu można uważać, że szklanka jest do połowy pusta lub do połowy pełna, to dla rodziców ona jest rozbita. Ale to nieprawda. Nikt z nas, rodziców, nie zamieniłby się na życie bez dzieci. Jasne, lubimy odpoczywać, nawet wyjeżdżać daleko, ale nie wyobrażamy sobie przecież życia bez dzieci. Dlaczego więc nie bierzemy z tego życia wszystkiego, co nam oferuje?
Dzieci nas ograniczają? Też do niedawna tak myślałam. Ale to nieprawda. Popatrz wokół. Jest mnóstwo ludzi, którzy z dziećmi robią dosłownie wszystko. Podróżują, zmieniają pracę, przeprowadzają się na drugi koniec świata. Dzieci to nie jest ciężar i balast. Jasne, nigdy nie będzie już tak, jak dawniej, odpowiedzialność, nowe obowiązki, brak czasu. Chociaż, przecież kiedyś też mieliśmy obowiązki i brakowało nam czasu, prawda? Teraz będzie inaczej, może lepiej? Kiedy rodzą się dzieci, zamiast myśleć w nieskończoność o życiu, którego już nie będziemy mieć, lepiej skupić się nad nowym życiem, które właśnie powołaliśmy. I tak się zorganizować, żeby nie cierpieć.
To, czego jeszcze niedawno bardzo mi brakowało, to zwykłe siedzenie na Kazimierzu lub na krakowskim Rynku i patrzenie w tłum. Niedawno jeszcze wydawało mi się to nieosiągalne, no bo jak, z dziećmi? Kiedy nadeszły pierwsze ciepłe dni, ogarnęła mnie tęsknota i nostalgia, wszyscy siedzą na tym Kazku, a ja nie mogę. To było takie banalne, sentymentalne marzenie. W końcu zabraliśmy tam dzieci. To było jedno z najprzyjemniejszych niedzielnych popołudni. Jedliśmy na kolację zapiekanki, dzieciaki biegały za gołębiami, a ja napełniałam mój sekretny bank dobrych wspomnień. W ten dzień zadecydowaliśmy, że każda niedziela będzie wieczorem ulicznego żarcia, którego będziemy próbować z dziećmi. One też lubią robić rzeczy, które nam sprawiają przyjemność, czują się jeszcze większą częścią naszego życia. Nie muszę sterczeć przy garach. Robię to, co kiedyś, ale w towarzystwie tych, na których najbardziej mi zależy. W zamian radośnie, ponownie zakochuję się w Krakowie. Mam ciche marzenie, że moje dzieci też.
Mogę czekać na to, że moje dzieci pójdą spać i wtedy zaczynać żyć. W rzeczywistości nie mam już wtedy siły na nic konstruktywnego. Mój dzień zaczyna się od momentu, kiedy obudzę się rano. Kiedy doszłam do tego poglądu, wprowadziłam kilka poprawek. Przede wszystkim lubię zaczynać dzień od muzyki w samochodzie. I puszczam Fasolki i inne dziecięce przeboje. Ale puszczam też Marię Peszek (te utwory, które są bez wulgaryzmów). To też część mnie, mój wybór, moje zdanie odnośnie sytuacji politycznej i nie przeszkadza mi, ani w niczym nie ujmuje fakt, że moje dzieci znają na pamięć „Sorry Polsko”. Wszyscy jesteśmy zadowoleni, ja też.
Lubię sushi. Więc moje dzieci też polubiły, bo nie chcę czekać na jeden jedyny wieczór w miesiącu, kiedy przydarzy mi się randka na mieście, żeby to sushi zjeść. Bywają dni, że nie mam siły robić obiadu. Kiedy nie miałam dzieci, w te dni zamawiałam pizzę. I teraz też tak robię. „Dzieci mają prawo życia z rodzicami, którzy nie udają, że są nadludźmi” Jesper Jull. Wbijam to sobie do głowy codziennie.
Lubię czytać, ale wieczorem po prostu padam. I stało się tak, że w 2015 roku przeczytałam 6 książek! Wstyd się przyznać. W tym roku postanowiłam czytać przy dzieciach. Wtedy, kiedy oglądają bajkę, lub kiedy się bawią. Na początku próbowały mi w tym przeszkadzać, zgodnie z zasadą, że jak rodzic siądzie, dziecko znajdzie sposób, żeby wstał. Konsekwentnie jednak dbałam o te kilkanaście minut dla siebie. I teraz dzieciaki się do tego przyzwyczaiły. Same też częściej sięgają po książkę lub inne wyciszające zajęcie.
Na wakacje też w tym roku nie pojadę tam, gdzie najwygodniej z dziećmi. Pragnę przygody, adrenaliny i ekscytującej podróży i tak będzie. Razem z dziećmi. W końcu tam gdzie ja, tam i one. I to będą niezapomniane, rodzinne wakacje. Tak, jak i ja lubię.
Problemy życia z dziećmi są głównie naszym, rodziców wytworem. Zmuszamy się do robienia rzeczy, które „powinniśmy”. Ale czy musimy robić to cały czas? Codziennie? Kupiłam hulajnogę, dla siebie. Nudzi mnie zabawa w piaskownicy i huśtanie moich dzieci na zmianę przez godzinę. Wiem, jestem okropną matką. No ale nic na to nie poradzę, że do bólu mnie to nudzi. Codziennie, do znudzenia. Za to jazda na hulajnodze jest dla mnie rozrywką, a dzieciaki uwielbiają nasze wyścigi. Znalazłam rozwiązanie i już nie myślę z niechęcią o kolejnym wypadzie do parku. Teraz się na niego cieszę. Wszyscy jesteśmy zadowoleni, ja też.
Niedawno jeszcze byłam w miejscu, w którym moje życie trwało wtedy, kiedy dzieci były w przedszkolu, bo wtedy mogłam sobie pozwolić na wolność. Teraz już tak nie myślę. W spędzaniu czasu z dziećmi muszę odnaleźć zadowolenie. To długi proces i codziennie się nad tym zastanawiam, jak to zrobić, ale małymi krokami do tego dochodzę. W końcu to ja jestem szefem tej bandy i mogę pokierować nią tak, żeby wszyscy dobrze się czuli i byli jednakowo zadowoleni.
Stale wprowadzamy zmiany w naszym grafiku, aby odpowiadał wszystkim. Wstaję 10 minut wcześniej, bo zauważyłam, że poranki są spokojniejsze, kiedy pozwolę dzieciom „wciągnąć żółtko”. Leżymy, gadamy, wygłupiamy się. 10 minut, a robi różnicę na cały poranek. W takich małych zabiegach widzę światełko w tunelu.
Możliwe, że w moim życiu nadeszła pora odnajdywania radości. W końcu to dzieci są mistrzami w radowaniu się z małych rzeczy. Z listków, z głaskania psa, z nowych naklejek. Może pora, abym ja zapomniała od czasu do czasu o tym, jakie to wszystko jest skomplikowane i ciężkie i skupiła się na czystej radości z bycia mamą. Bez planowania, bez zmartwień, chociaż raz dziennie cieszenie się z inspirującego, radosnego towarzystwa moich małych ludzi. Nie z piękna, którym jest posiadanie dzieci i z poczucia misji. Z radości, jaką one dają. I cieszenia się z małych zwycięstw, celebrowania wygranych wojen i postępów. Opanowanego nocnika i redukcji liczby przebudzeń w nocy. Satysfakcja z lekcji, które codziennie dajemy, a które w końcu przynoszą skutek.
Wiem, że w końcu znajdę złoty środek, jestem na dobrej drodze, aby odnaleźć radość z bycia rodzicem. Pogodzę się z tym, że jestem jednym z wielu rodziców, którzy mają wzloty i upadki. Dbam o dzieci, ale i o siebie. Pozwalam nam wszystkim na moment nudy, samotności, zmęczenia. I w tej gonitwie odnajdę radość. Radość z dzieci, radość z bycia rodzicem. Radość z ludzi, z którymi przecież najbardziej lubię spędzać czas. Radość, która w czystej postaci stoi koło mnie, a tak często jej nie zauważam. Szczęście jest tuż obok. Ma krótkie nóżki, łobuzerski uśmiech i błysk w oku.
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!
Photo by Pineapple Supply Co. on Unsplash

Niby takie proste, a tak dużo czasu niekiedy trzeba, żeby do tego dojść 🙂 Ja nadal staram się znaleźć jakiś „złoty środek” – i robić nie tylko to, co Bąbel akurat uzna za słuszne i fajne, ale również to, co mnie samej sprawia przyjemność. Czasami się „poświęcam” i klepię te babki w piaskownicy przez bite dwie godziny (bo akurat taka faza u synka na nie zapanowała, że najchętniej nawet spałby ze swoimi ulubionymi foremkami i łopatkami 😉 ) – ale czasami mówię „dość” i postanawiam, że robimy coś innego, co dla żadnej ze stron nie będzie wyrzeczeniem. Nie zawsze się udaje – ale mam nadzieję, że wraz z wiekiem Bąbla będzie nam już troszkę łatwiej wypracować jakiś zadowalający kompromis 🙂 A tak poza tym – to jest wieczna sinusoida. Jednego dnia idę na spacer z synkiem i razem z nim potrafię się szczerze zachwycać każdym kamyczkiem, listkiem i kwiatkiem – a już drugiego trochę mnie drażni , że po raz setny mam wąchać zerwany przez niego mlecz albo innych chwast 😉 Wszystko zależy od bardzo wielu czynników, mojego nastroju, samopoczucia fizycznego, poziomu zmęczenia…Ale najważniejsze, żeby tej radości ze wspólnego przebywania nie utracić na dobre – bo od czasu do czasu chwilowa „niedyspozycja” może się nam zdarzyć i mamy do niej prawo 🙂
Świetnie to ujęłaś, dzięki!
Nie wiem jak Ty to robisz, ze co wpis to temat, ktory aktualnie przerabiam 🙂 Ja juz kilka miesiecy temu zaczelam robic to co TY teraz, spedzac z dziecmi czas tak jak ja tez lubie. Spacery, kawa z kolezanka, jazda rowerem, tak bardzo mi brakowalo. Takich zwyklych zwyczajnych rzeczy. Postanowilam zakupic przyczepe do rowera i na przejazdzki jezdze z obojgiem, male zwiedzaja swiat , a mama robi sobie trenng 🙂 Czesto jestem z nimi sama i wieczorami padam na twarz, ksiazki czytam kiedy ogladaja bajki od zawsze i w 2015 udalo mi sie przeczytac 55 sztuk. Dumna z siebie jestem. Kawka z kolezanka smakuje wysmienin=cie nie tylko w kawiarni, w bajkolandzie tez 🙂 Dzieci sie bawia, a mamuski plotkuja 🙂 filmy wlaczam z regulu podczas szykowania obadu. Fakt nie obejrze ich wtedy z taka sama uwaga jak podczas nicnieronienia, ale no inaczej nie mam jak, a chce byc na biezaco 🙂 Cwicze kiedy corka w przedszkolu, a n=biegam kiedy maz wraca do domu, albo zanim wyjdzie. Nie da sie zyc bez swoich pasji, bez tego co sie lubi. Dziec nie przepadaja za spacerami, ale juz spacer na plac zabaw bardzo:)
Na poczatku mialam wyrzuty sumeinia, ze zbyt duzo czasu poswiecam sobie, ale ja nie umiem inaczej.chce robic to co ja tez lubie :*
Przeciez nie ejstem przez to gorsza mama… czy jestem???
Nie jesteś, śmiem nawet twierdzić, że lepszą, bo pewnie szczęśliwą, spełnioną, a nie umęczoną. 55 książek! Szacun!
Tylko wiesz jak za duzo robie dla siebie, a dzieci puszczone sa same sobie, czy to plac zabaw, podworek, czy bajki czuje wyrzuty sumienia, ze sie nimi nie zajmowalam. Corka moja bystra bardzo, gorzej z synkiem ma 2 latka i jest malo „kumaty” wtedy mam wyrzuty sumienia, ze moglabym w tym czasie z nim siedziec, ze moze wiecej by mowil czy usiadlby wreszcie na ten nocnik 🙁
Dziekuje za wsparcie – kazde mile slowo wiele dla mnie znaczy.
A może i by był, ale czy Ty byłabyś zadowolona? Wątpię. Trzeba działać instynktownie i lekko egoistycznie. W końcu miłość własna to początek romansu na całe życie!
chyba muszę dziś kupić hulajnogę 😀 , ale tak na serio…. no nic dodac nic ujac… mam dwoch synow 4.5 latek energiczny wszedzie go pelno i 8latek wyzwanie mojego zycia – razem- oj czasem nie do ogarniecia… i czasem udaje sie wyluzowac, dac sobie na wstrzymanie- to tylko dzieci… a czasem hmm… od nie dawna ucze sie byc egoistka i robic to co ja tez lubie… szczesliwa mama szczesliwe dzieci …a udawac kogos kim sie nie jest to chyba najgorsze co mozna swoim dzieciom zrobic… buziaki z mroznej ciagle Norwegii
Kupuj, polecam dwoma ręcami i nogami 🙂
Gratuluję!!! Świetny tekst bardzo mnie postawił na nogi i zmobilizował do działania. Hulajnoga – mega wypas, pozdrawiam cieplutko
Dzięki wielkie! Uwielbiam moją hulajnogę, jeżdżę codziennie.
Tez czytam w trakcie bajek:) i planuje kuoic rower jak mlodszy podrosnie i bedzie sam jezdzil:) ale hulajnoga tez fajny pomysl
Muszę kupić rowery jak już się dzieciaki nauczą.
Ej no nieee , zmotywowałaś mnie do bycia mamą 9 mięsiecy temu , swoim pięknym, utytuowanym postem -już nie pamiętam . jestem na początku drogi , moja dama ma 9 mięsiecy. Ale od początku byłam egoistką. Do pracy wróciłam szybko( co prawda do siebie , ale sama na to pracowałam ), przez to moje dziecko nauczyło się samo sobą zajmować. Od początku wbiłam sobie do głowy, że dziecko ma tatę i jak zostanie z nim godzine dziennie to armagedonu nie będzie. Czytam przy małej , fajnie się wraca do bajek z dzieciństwa , ale kiedy ona sie bawi ja sięgam po swoje ulubione pozycje. Ja wiem, że jestem na początku drogi. Ale staram się uczyć ją , że szczęśliwa mama to taka , która nie poświęca jej 100 % czasu , ale ten poświęcony jest na maxa
I to jest rewelacyjne podejście! Gratuluję, bo mimo tego ile się na ten temat mówi, wiele mam tego nie potrafi. Pozdrawiam!
I jak zawsze przeczytałam i miałam skomentować a coś mnie oderwało 🙂 Myślę, że do tego musimy dojrzeć oraz dzieci dorosnąć, niby oczywiste a nie takie proste – bo wyrzuty sumienia że przecież na 1 miejscu powinno być dziecko etc. To powinien być kompromis – spotkać się w połowie – tak jak z mężem – raz romans raz mecz piłkarski 😉 Ja też czytam jak dzieciaki oglądają bajki lub bawią się w swoich pokojach. BTW narobiłaś mi smaka na zapiekanki od Endziora 🙂 Muszę męża wyciągnąć 😀 (jeszcze nie wiem czy z dziećmi czy bez).
Spróbuj z dziećmi, jest duży wybór żarcia w tych okolicach, nawet jeśli nie zapiekanki, to jest super pizza na kawałki. My teraz robimy to co tydzień, wszyscy są zachwyceni.
Strasznie fajnie napisane i prawdziwie. Mam takie motto: „ze mi musi być dobrze”. Egoistycznie? Nie, bo jeśli mi będzie dobrze, to będę szczęśliwą i wesoła mamą, a jeśli nie – to będę sfrustrowana i wyżyję się potem na dzieciach np. krzycząc na nie, albo pokazując swój zły humor. I tak jak napisałaś niewiele czasu czasem potrzeba, żeby zmienić coś, albo coś „odwrócić”. Jeśli nigdzie nie wyjeżdżamy to np. w weekendy dzieciaki maja pół godziny siesty. Idą wtedy do swojego pokoju – i maja czas na czytanie, oglądanie książek, na coś spokojnego. Czasem zasypiają, ale częściej oglądaj lub wlasnie czytają książeczki. My w tym czasie tez czytamy. I naprawdę te pół godziny strasznie wiele daje. I tez uważam, ze nie można na wakacje wyruszyć gdzie się chce, dzieciaki ńie ograniczają, czasem wlasnie inspirują.
Pół godziny bardzo dużo daje. Wiem sama po sobie, że jak dzieci pływają (lekcja trwa 45 min) to mam czas na czytanie, czasem nawet drzemkę i kawę. I w domu też tak robię, dzieciaki potrzebują momentu wyciszenia. My też.
Dag, jaka to hulajnoga?
Micro speed – moja, dzieci Micro maxi.
Brawo 🙂 Trzeba jak najszerzej krzewić takie podejście 🙂 Dzieci nadają naszemu życiu ciekawszy, głębszy wymiar i cieszmy się z tych lat póki są małe i pragną naszego towarzystwa. Szukają radosnych, wyluzowanych rodziców, a nie ideałów z katalogu.
A co do hulajnogi to my z A. własnie 2 tyg. temu sobie sprawiliśmy i śmigamy z dziewczynami po trasach rowerowych 🙂 Ubaw po pachy 🙂
Super sprawa hulajnoga! Ja swoją uwielbiam.
Świetne, wnikliwe podejście do tematu. Zawsze są przynajmniej dwie strony – i chęć cieszenia sie z czasu z dziecmi i tęsknota za tym czego nie robimy spędzajac ten czas właśnie w ten sposób. Inne spojrzenie to czasem po prostu kwestia decyzji.. przynosi ulgę i daje inny wymiar radości z bycia razem..To mój pierwszy przeczytany post u Ciebie, ale na pewno nie ostatni:)
Cieszę się, że Ci się post spodobał. Mnie nadal czasami jest cieżko, bo jednak z trójką dzieci to zupełnie inna historia ale staram się cieszyć ze wspólnych chwil.
dzieki, tego wlasnie szukalam:)
Bardzo dobrze napisane, oddaje również i moje odczucia. Cały czas zachodzę w głowę jak znaleźć równowagę miedzy tym a co powinnam a tym co chcę. Szkoła, przedszkole podporządjowują nam tryb tygodnia i nic na to nie poradzimy. Nie robię sobie wyrzutów, że nie mam dla nich czasu, że powinnam itd. Wtedy czuję się nieszczęśliwa. Staram się znajdować dla siebie czas, ale nie na siłę. Jak nie mam siły, to nic nie robię. Nie mogę być robotem i być ciągle w gotowości, bo dzieci coś na pewno będą chciały. Kiedyś ktoś mi powiedział, że warto być wystarczająco dobrym rodzicem i tego się trzymam. Dziękuję za ten wpis!
Suuuuper 🙂 ja właśnie Ciebie czytam, piję gorącą kawę, moje dzieci JESZCZE biegają w piżamach (o 11.00)!?! i bawią się 😉 a co! wolno nam tak sobie poluzować niedzielę? wolno! i cała trójka jest szczęśliwa – przecież nikt nas nie goni 😉 a po południy idziemy na bajkę do kina <3
Mam duży problem z odnalezieniem radości z bycia mamą. Uwielbiam swojego synka ale męczy mnie ta codzienność, ciągle niewyspanie, to że ja i moje plany są podporządkowane tej małej osobce. Wiem, że muszę zmienić nastawienie bo bardzo chcę cieszyć się i korzystać z życia z moim dzieckiem. Dziękuję za ten wpis, nie czuję się jak kosmita 🙂