small

Naprawdę możesz pomóc spełnić marzenia, taka okazja nie nadarza się codziennie! Przez ostatni rok byliście ze mną, poznaliście mój świat, a ja gościłam w Waszych domach, biurach, komórkach, głowach i sercach. Można powiedzieć, że czasami nawet wyskakiwałam z lodówki.

Podglądałam sobie Wasze twarze na Facebooku, czytałam Wasze komentarze, razem się pocieszaliśmy, motywowaliśmy, śmialiśmy, gdybaliśmy i płakaliśmy. Masę było już tych wzruszeń, nawet nie wiedziałam, że jestem zdolna tak pisać, że ktoś buty zakłada i leci przed siebie, boki zrywa lub płacze i natychmiast tuli swoich ukochanych. Każdy z Was ma tutaj swój ulubiony wpis, a przynajmniej pamięta po którym tekście tutaj trafił.

Nad tym, co tu widzisz, ciężko pracuję. Jasne, są teksty, które napisałam w 15 minut. Niestety, było ich tylko kilka. Nad innymi muszę pracować, nie korzystam z pomocy korektora, nie ściągam tematów z zagranicznych blogów, nie szukam na siłę. Aby niektóre teksty pojawiły się tutaj w formie, jaką ostatecznie czytasz, pracowałam nad nimi kilka dni. Bywa, że w połowie romantycznej kolacji wołam “STOP”! Muszę coś natychmiast zapisać. Natchnienie nie wybiera, łapało mnie już w trakcie treningu, pod prysznicem i w środku nocy.

A przecież wpis to nie tylko tekst, ale i zdjęcie, zajawka w mediach społecznościowych, strona i jej wygląd, plan i strategia, a w końcu kontakt z czytelnikami, który w blogowaniu lubię najbardziej. To wszystko zajmuje dużo czasu i staje się pracą (a przynajmniej bardzo pracochłonnym hobby). Pierwszy raz mam taką pracę, którą kocham, choć ona nigdy się nie kończy. Siadam przed pustym ekranem i codziennie coraz bardziej mnie to wkręca, nie pozwala przestać.

Nigdy jeszcze nic nie wygrałam w żadnym konkursie, co chyba zbyt dobrze nie wróży. Ale ostatnio czytelniczka mi napisała, że trzeba prosić o wiele, bo ten na górze spełnia tylko część, wybiórczo, więc o im więcej poprosisz, tym więcej dostaniesz, będę więc prosić o wiele. Dlatego biorę udział w konkursie Blog Roku. Przegrana w tym konkursie nic w moim życiu nie zmieni. Zrobi mi się na parę dni smutno, ponarzekam do lampki wina, rzucę blogiem (bez obaw, rzucam średnio raz w tygodniu jak mnie franca wena opuszcza). Nie będę jak Justyna Kowalczyk, która przed zdobyciem olimpijskiego złota myślała “albo wygram, albo zdechnę”. W zeszłym roku śmieszyły mnie rozpaczliwe błagania o SMS. Więc nie będę błagać, ja tylko ładnie proszę.

Napiszę to, co pewnie już wiecie: ten konkurs jest prestiżowy, jest ucieleśnieniem marzeń, jest ważny, bo otwiera wiele drzwi. Da mi możliwości rozwoju, które w tym momencie są nieosiągalne. Jeśli mnie poprzecie, już teraz bardzo serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że spłacę dług tym, co Wam tutaj od siebie daję.

Ja wiem, że nikomu się nie chce głosować, bo to trzeba jakieś smsy słać, zawracać sobie głowę, przecież to zajęcia dla małolatów. Ale 1,23 zł to niezbyt wygórowana cena za to, żeby spełnić czyjeś marzenie, a tym samym powiedzieć – fajnie, że jesteś i wirtualnie poklepać po plecach?

Konkurencja jest ogromna. Blogów na wysokim poziomie jest mnóstwo, a blogosfera pełna jest inteligentnych twórców, stylistów rzeczywistości, utalentowanych kucharzy, dietetyków, dekoratorów, finansistów i innych specjalistów dających praktyczne porady.

ALE!

Czy nie byłoby fantastycznie, gdyby tak prestiżowy konkurs wygrała kura domowa, grubo po trzydziestce, która po latach pracy w korpo odnalazła w końcu pasję pisania i tym pisaniem przyciąga tysiące czytelników?

Czy nie byłoby fantastycznie, gdyby Blogiem Roku został blog bez ściemy, na którym prawda jest nie tylko piękna, tęczowa i słodka, ale bywa wzruszająca, bolesna i niewygodna?

W końcu (i tutaj błagam) koronny argument – finał jest w Warszawie. To oznacza DWA dni poza domem. Ja Was bardzo proszę, podarujcie matce dwa dni balangi w stolicy, w szpilkach i w towarzystwie innych dorosłych 🙂

Biorę udział w dwóch kategoriach:

socialImgbl (1)

socialImgbl

(Te trójki biorę za dobry znak!).

W pierwszym etapie liczą się TYLKO głosy czytelników. Blogi z największą liczbą głosów wchodzą do dziesiątki, z której juror wybiera finałową trójkę. Liczy się każdy głos. Z jednego numeru można zagłosować tylko jeden raz na blog i tylko jeden raz na tekst. Chcąc więc mnie poprzeć, możesz wysłać tylko dwa smsy, czyli po jednym na każdą kategorię (blog i tekst). Tym bardziej liczy się mała agitacja, którą możesz wykonać wśród rodziny i znajomych (tym bardziej, że ten konkursowy tekst “Już nie pamiętam” wysyłałeś do innych rodziców, współwłaściciela kredytu, teściowej i przyjaciół – niech oni też zagłosują). Możesz ten post przesłać dalej – mailem, udostępniając na Facebooku, osobiście o nim opowiadając i przypominając o głosowaniu. Im więcej głosów, tym większe moje szanse, wszystko w Twoich rękach!

Głosując możesz pomóc spełnić marzenia, nie tylko moje. Wysyłając SMS na mój tekst lub blog, wspierasz Fundację Dziecięca Fantazja. Całkowity dochód z SMS-ów zostanie wykorzystany na spełnianie marzeń nieuleczalnie chorych dzieci.

Jeśli wierzysz w to, że trzeba spełniać marzenia, w każdym wieku można odnaleźć siebie i nigdy nie jest za późno na zmiany, jeśli moje teksty Cię inspirują, motywują, drażnią, zmuszają do przemyśleń, pocieszają, bawią lub wzruszają – zagłosuj. Proszę.

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:i

    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl