Cesarka to nie poród.

Na Facebooku ostro rozgorzała dyskusja po tym, jak grupa religijna o nazwie Disciples of the New Dawn rozpoczęła kontrowersyjną kampanię głoszącą hasła, że cesarka nie jest prawdziwym porodem.

„Bóg nie nagradza za niekompletną pracę”.

„Uzmysłów sobie pewne fakty: w rzeczywistości nigdy nie urodziłaś dziecka. Pofarciło Ci się. Okaż szacunek lepszym kobietom, które rzeczywiście zrobiły to, co do nich należało.”

„Wybrałam naturalny poród, bo chcę, żeby moje dziecko coś wyniosło z życia. Podobnie jak genetycznie modyfikowane jedzenie i szczepionki, znieczulenie zewnątrzoponowe i zwykle znieczulenie zawierają niebezpieczne neurotoksyny, które są szkodliwe dla dziecka”.

To jedne z haseł hańbiących matki, które urodziły przez cesarskie cięcie, które propaguje grupa na portalu społecznościowym. W sumie nie sądziłam, że zechce mi się to nawet komentować. Ot, kolejna grupa fanatyków, tudzież krzykaczy, chcących kontrowersyjną kampanią zwrócić na siebie uwagę. Ale Internety huczą, a ja przeczytałam wiele komentarzy i widzę, że tysiące kobiet właśnie tak uważa, albo spotkało się z takim właśnie podejściem. Są fora, na których pomiędzy poradami zawsze znajdą się wpisy bohaterek, które „cierpiały”, w bólach rodziły i karmią ponad wszystko, bo tylko to świadczy o ich prawdziwym powołaniu do bycia Matką.

Czy ktoś pomyślał o osobach takich jak ja? Urodziłam trojaczki w 32 tygodniu. W tej ciąży nic nie poszło tak jak chciałam, tak samo poród. Nie dane mi było zadecydować, tak jak tysiącom innych kobiet, które każdego dnia dowiadują się, że nie będą mogły urodzić swojego dziecka naturalnie. Z rozmów i doświadczeń kobiet, które rodziły naturalnie, miały cesarkę i tych, które doświadczyły obu porodów, wiem, że ból w trakcie porodu jest pojęciem względnym. Niech skala bólu nie świadczy o naszym macierzyństwie!

Żyjemy w świecie, który pozwala nam na decydowanie o sobie, w tym na nasz odbiór bólu, czy chorób. Kobiety, które wybierają cesarkę na życzenie, też mają swoje powody, które mogą być absolutnie niezrozumiałe dla innych, ale powinny być uszanowane.

Przecież nie istotne jest to, jak dziecko przyszło na świat, czy był to efekt przyjemnej, czy trudnej ciąży, czy kobieta urodziła jedno, czy pięcioro dzieci. Jest matką. Najprawdziwszą. Cesarka często boli bardziej niż poród naturalny. Boli podwójnie. Rana na brzuchu uniemożliwiła mi pozycję wyprostowaną na 4 dni. Bolało tak, że nie mogłam oddychać, chodzić, spać. Bolała psychika, przez całe 24 godziny nie widziałam swoich nowonarodzonych dzieci, a one pierwsze, przerażone chwile na tym świecie, spędziły nie na mojej piersi, ukojone moim zapachem i dotykiem, znajomym głosem, a w inkubatorze, dotykane rękawiczkami. Do końca życia będę też miała bliznę. Mam szczęście, moja jest dość estetyczna, ale bywa inaczej. Czy ja nie jestem prawdziwą matką? Poszczęściło mi się?

Na forach aż huczy od tekstów, że przecież cesarka to nie poród, a operacja, a nasze dzieci przecież się nie urodziły, bo zostały wyjęte. Co za idiotyzm. Na wszystkich moich dokumentach jest wpis o „porodzie przez cesarskie cięcie”. Jeśli moje dzieci się nie urodziły to znaczy, że co? Mamy teraz celebrować dzień wyjęcia?

Zaryzykuję i powiem, że bywa, że poród naturalny boli dwie godziny. Działają ogromne dawki hormonów, z których najważniejsze to oksytocyna, endorfiny, adrenalina i prolaktyna – to one powodują, że często mówi się o porodzie w ekstazie. Powinnam teraz napisać, że ból po cesarce jest większy, bo tych hormonów w trakcie cesarki nie ma, więc to ja jestem bohaterką, a nie te, co rodziły naturalnie ze “wspomagaczami”. Cóż za debilizm. Taka licytacja, czy lepszy jest biały, czy może czarny. Zawsze znajdzie się przecież ktoś, kto powie, że beżowy. Ile ludzi, tyle opinii.

Wielokrotnie cesarka jest wynikiem stanu zdrowia matki, komplikacji w trakcie porodu, czy w końcu ułożenia malucha. Jeśli idziemy tym tropem, że cesarka to nie poród, to wróćmy do średniowiecza, kobiety będą na siłę rodziły naturalnie, co spowoduje wzrost zgonów matek i urodzeń martwych dzieci. Za to nad ich grobem będzie można z dumą powiedzieć “była prawdziwą kobietą”!

Idąc tym tokiem, raka też nie leczmy. Zachorowaliśmy, jak przyszło, to samo przejdzie, a jak nie, to przecież ból to dar od Boga. Paranoja.

Zawsze bałam się porodu naturalnego. Nie bólu, ani cierpienia. Bałam się komplikacji. Ryzyko powikłań jest przy porodzie naturalnym dużo wyższe, niż przy zaplanowanej cesarce. Zdarza się przecież, że lekarze popełniają błąd, czekają zbyt długo, są tylko ludźmi i dziecko rodzi się z poważnymi wadami. Jako przyszłej matce moim jedynym marzeniem nie był łatwy poród, a to, aby moje dziecko było zdrowe! I tego bardzo się bałam. Bo jeśli moje dziecko urodziłoby się niepełnosprawne, nikogo z krzyczących propagatorów porodu naturalnego nie byłoby przy mnie, aby walczyć każdego dnia o lepsze życie mojego chorego dziecka.

Karmiłam piersią dwa miesiące (ale za to troje dzieci, to może liczy się jako moje planowane, idealne sześć?). To pytanie jest mi stale zadawane, choć uważam je za przekroczenie pewnej intymnej granicy. I następujący zaraz po nim komentarz, “No tak, poddałaś się”. Ludzie! Macierzyństwo to nie wojna! Karmienie piersią jest dla mnie czymś bardzo intymnym, bliską relacją między matką, a dzieckiem. Jak długo to trwa, może być uwarunkowane wieloma czynnikami: fizjologią, upodobaniami dziecka, ale i TAK! egoistyczną, okrutną, wstrętną preferencją perfidnej, leniwej matki, która postanawia przestać karmić. I ma do tego pełne prawo.

Jestem za karmieniem piersią tak długo, ile obu stronom pasuje. Choć osobiście wydaje mi się to dziwne, ale jeśli kobieta wewnętrznie tak czuje, to niech nawet karmi swoje dziecko do piątego roku życia. Nikt jej tego nie zabroni, to jej prawo, prawo matki, a przede wszystkim – prawo dziecka! A my, postronni obserwatorzy, dajmy jej to prawo. Ja nie dałam rady dłużej. Moje dzieci budziły się co trzy godziny. Ja budziłam się pół godziny przed, żeby ściągnąć mleko, zanim wstaną dzieci. Potem karmienie, odbijanie, przebieranie, średnio godzinka. Dzieci do spania, a ja – do sterylizowania laktatora i butelek, ponowne zasypianie. Zostawało mi średnio około dwóch godzin. Zwykle budziłam się zalana mlekiem, z buczącym laktatorem przy uchu. Byłam masakrycznie zmęczona, nie dawałam rady. W dzień byłam sama z dziećmi, ogarniała mnie rozpacz, bo zwyczajnie brakowało mi snu. Tak, poddałam się, jeśli ktoś tak woli. W moich oczach – ratowałam siebie. Dzieciaki bardzo szybko zaczęły przesypiać od północy do świtu, a dla mnie te 6 godzin ciągłego snu okazały się wybawieniem. Odzyskałam uśmiech, siłę, energię, a dzieciaki – mamę, która nie pada na pysk.

Wychowanie dziecka to czyn heroiczny. Oczywiście, bywa, że trafi się nam „prosty” egzemplarz i tabun dostępnych pomocników. Niestety, częściej jest tak, że dziecko nas przerasta, bywają momenty zwątpienia, rozgoryczenia, braku siły, rozpaczy wręcz. Ale walczymy, chcemy, bo wiemy, że to przecież najważniejszy egzamin, najtrudniejszy test, a nagroda wyjątkowa. Z miłości zdolne jesteśmy do wszystkiego, nawet ze zrezygnowania z siebie, żeby tylko dziecku dogodzić. Ostatnie, czego potrzebują matki, to lincz. Bo wybrały inaczej, bo może inaczej nie mogły. Macierzyństwo to nie podręcznik, nie wszystko toczy się po naszej myśli, bo też nie wszystko jest w naszej mocy.

Nie daję nikomu prawa do zaglądania w moją macicę, piersi, czy sumienie. To, jak urodziły się moje dzieci, czy piły mleko modyfikowane, czy śpią ze mną w jednym łóżku, niech pozostanie moją decyzją, do której nikt nie ma prawa się wtrącać. Jestem matką, taką samą jak ta, która rodziła w bólach i krzykach. I tak jak ta, która adoptowała.

P.S. Na zdjęciach ja w 5 miesiącu ciąży, nie tydzień przed porodem 🙂

51 komentarzy

  1. Ja rodzilam ze znieczuleniem ale zanim sie zdecydowalam (jedna z najlepszeych decyzji w moim zyciu!) oczywiscie przeszukalam internet, sprawdzilam wszystkie za I przeciw. Pamietam jak natknelam sie na forum gdzie dziewczyny dzielily sie opiniami w tej sprawie, sprowadzalo sie to mniej wiecej do tego ze „powinnysmy cierpiec, matki polki, w imie naszych dzieci! Sztuczne, niedobre znieczulenie! warto pocierpiec przeciez to dla dobra dziecka, itp, itd”. Bylam szczesliwa I przytomna przez caly porod, nie zamroczyl mnie bol, to byla dobra decyzja dla mnie I jestem tego pewna. Beatka z Sydney.

    1. Najważniejsze, że była to Twoja decyzja. Do której wszystkie, bez osądów, powinnyśmy mieć prawo. W końcu to nasze życie, zdrowie, a przede wszystkim dziecko. Pozdrawiam!

  2. Ja ucieszyłam się z cc, bo panicznie bałam się cięcia i szycia krocza :)) Ale cc to koszmarny ból-rany, ból głowy po znieczuleniu, ból obkurczającej się macicy i obsuwających się na miejsce narządów.Karmiłam piersią 6 miesięcy, tyle mój organizm był w stanie.Po tych 6 mies. odżyłam trochę i pożegnałam się z laktatorem.A dzieci śpią na przystawkach do naszego łóżka i zawsze mogą się do mnie przytulić, a ja jestem spokojna, że wszystko z nimi ok.Długo można by tak wymieniać jeszcze. Mnie powaliło hasło proboszcza z pewnej parafii w moim mieście, że dzieci z in vitro to dzieci bez duszy. Szok! Po to nam mózg dano by z niego korzystać, po to medycyna poszła do przodu by była ułatwieniem, nie utrudnieniem życia.

    1. Och, zapomniałam o in-vitro. Bo pewnie kobiety, które urodziły dzieci z in-vitro to w ogóle jakieś potwory bez głowy. Ja znam za to księży, którzy mówili na rozgrzeszeniu, że po to Bóg dał człowiekowi rozum, żeby z niego korzystał. I tego się trzymajmy. Bo takich, co mówią, że in-vitro jest dla tych wygodnych, co chcą płeć i kolor oczu dziecka wybrać spalmy na stosie 🙂 Pozdrawiam xx

  3. pierwszy poród przede mną, w bardzo bliskiej już perspektywie.
    Mam to szczęście, że moi bliscy i znajomi to w miarę ogarnięci ludzie i poród przez cc lub naturalny, ze znieczuleniem lub bez, albo karmieniem piersią lub mm to nie jest dla nich powód do jakiś strasznych dyskusji. Ot czasem wymieniamy się spostrzeżeniami i informacjami. Jednak każdy ma prawo do własnych decyzji, byle tylko dzieci były zdrowe i szczęśliwe.
    Bardziej mnie zaskoczyło to, że jacyś ludzie na ulicy mnie zaczepiają i pytają kiedy i jak rodzę. Nie wspominając już o tym, że zdarzają się tacy co mnie łapią za brzuch i myślą, że mnie to cieszy…jakaś masakra.

    1. Cieszy nie cieszy, ale że w ogóle mają do tego prawo? Mnie ciągle ktoś pyta czy moje dzieci to ciąża „naturalna” czy karmiłam piersią, czy jest mi ciężko. Obcy ludzie, w sklepie, na placu zabaw, na ulicy. Jakbym co najmniej chciała o intymnych szczegółach mojego życia opowiadać w warzywniaku. Najbardziej mnie wkurza, jak ktoś mówi, że mi współczuje, a dzieci stoją obok. Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie i cieszę się, że nie musisz przynajmniej z bliskimi walczyć w tym jakże ważnym dla każdej kobiety czasie. Pozdrawiam!

  4. Temat jakże mi bliski… Jak zaszłam w ciążę i zaczęłam czytać na każdy „dzieciowy” temat szybko przekonałam się, że w każdej sprawie dotyczącej dziecka tworzą się co najmniej dwa obozy matek, które walczą ze sobą zaciekle o rację. Ja zawsze marzyłam (!!!) o porodzie naturalnym, pierwszym krzyku, chwili gdy położną mi dziecko na piersi, gdzie spędzi pierwsze godziny życia. Pierwsza rozmowa z moją Panią Doktor pozbawiła mnie wszelkich złudzeń. Bezdyskusyjnie cesarka, cięcie nieestetyczne czyli pionowe, ja pod pełną narkozą i brak szans na pierwsze tulenie córki zaraz po narodzinach zarówno przeze mnie jak i męża. Nie próbowałam walczyć, wiedziałam, że po cesarce albo będzie nas dwie, albo jedna albo żadnej. Lekarze przyjmowali drugi poród kobiety z taka chorobą jaką mam (genetyczna, hematologiczna) i nie wiadomo było jak się skończy.Jesteśmy dwie, po 7 miesiącach mogę powiedzieć, że całe i zdrowe. Bliznę mam TAKĄ, goi się słabo, ból po narkozie zapamiętam na zawsze ale ŻYJEMY.
    Nikt, przy zdrowych zmysłach, kto ma bliskich i oczekuje dziecka nie będzie mówił „będzie jak chce Bóg” i nie odpuści opieki medycznej i pomocy kobiecie. STOP IGNORANTOM I FANATYKOM. Przepraszam, ale emocje w tym temacie wciąż żyją.

    1. No właśnie, o takich przypadkach myślałam pisząc ten tekst. Wg fanatyków miałaś dzielnie zgodzić się na wszelkie możliwości, a tak, to jesteś wygodna i tyle. Paranoja. Jak wiele bólu w tym temacie wiedzą tylko kobiety, które pozbawione zostały wyboru, całą ciążę obawiały się porodu, bo mógł się skończyć utratą zdrowia i życia. Dziękuję za pełen emocji komentarz i pozdrawiam x

  5. Ciążę miałam fantastyczna, praktycznie bez niedogodnych objawów i komplikacji. 17 dni przenosilam synka, po 13 godzinach wymuszanych skurczow zrobili mi CC. Po 3 dniach skakalam jak nowo narodzona ale nie karmilam piersią. Mój syn jest zdrowy, silny i szczęśliwy. A ja co gorsza? Najlepszy tekst jaki uslyszam :nawet dziecka nie umie urodzić sama (mowi pani dobrze po 60).

    1. Kobiety w takim wieku najgorzej komentują. Nie pamietają po prostu jak to było. Swoją drogą macierzyństwo było kiedyś dużo cięższe. Pranie w rękach pieluch, zero udogodnień. Może dlatego się mszczą. Bo same heroicznie wychowały. Ech.

  6. Za mną dwa porody SN. Pierwszy wspominał jak koszmar. Obdarta z godności, niepytana o zgodę, nieinformowana. Chciałam umrzeć. Kilkanaście godzin skurczy krzyżowych. Kilka godzin przywiązana do ktg. Dobę bez jedzenia i picia bo przecież moz skończyć się cc. Upał. Sierpień. Meza wpuścili na dwie ostatnie godziny. Oksytocyny za oksytocyny. Przebicie pęcherza bez mojej wiedzy i zgody, nacięcie profilaktyczne, które długo się goilo, wyciskanie cori z brzucha, wymuszona pozycja horyzontalna. O zzo można marzyć. To nie średniowiecze czy opowieść z nocnych koszmarów. Największy szpital kliniczny ’ stolicy’ województwa. 2012. Drugi poród SN całkiem inny. Od początku do końca z mężem, żadnej oksy, poszanowanie moich praw, informowanie, pytanie o zgodę. Pozycja wygodna dla mnie i dziecka. I tez bez zzo. Inny szpital w tym samym mieście. 2014. Inny personel, empatia, podejście i świadomość moich praw. Każda z nas mająca dzieci jest matka. Nawet ta, która adoptuje i nigdy nie rodziła. Nie odbierajmy sobie tego wzajemnie. Nie licytujmy się co lepsze, co trudniejsze. Każdy poród boli. Każdy niesie ryzyko. Każdy ma plusy. Każdy ma minusy. Czasami my kobiety mam wrażenie, ze chcemy sobie lub innym najbardziej dopiec, uprzykrzyc życie i umniejszyc zasługi. A tymczasem każda z nas decydując się na dziecko bez wzgledu na fakt jak rodzi i czy rodzi w ogóle, jest bohaterka . pozdrawiam. M.

  7. Co za paranoja. Byłam przygotowana na poród naturalny , po rwsze dziecko rodzone bez komplikacji. Drugie poród 2 w jednym przy oparciu które położna nazwala ostatnim tętno dziecka spadło do zera zrobiono mi cięcie cesarskie na szybko w narkozie , nie slyszalam pierwszego krzyku nie mogłam córki zobaczyc była owinieta pępowina uratowano mi dziecko dziecko które nosilam pod sercem 9 miesięcy i co nie jestem matka ? Bo zgodzilam się na cięcie w celu ratowania życia

  8. Ja tam wcale nie chciałam siłami natury ale nikt mi nie chciał dać znieczulenia ani cesarski zrobić ot taki kraj 🙁

  9. Ten artykuł jest poprostu śmieszny ja poszłam do porodu naturalnego przy wywoływanych skurczach w trakcie porodu wyszły komplikacjepo 5 godzinach zrobili mi cc i pan doktor który robił cc powiedzial na glos ze na pewno bym nie urodziła naturalnie bo przez kanał rodny żadne dziecko by sie nie przecisło taka mam dziwna anatomie. Dzieki temu uratowali moje dziecitko i jestem im bardzo wdzięczna moje dziecko jest zdrowe i szczęśliwe. Wiec nie mówcie ze cesarka jest zła bo ratuje życie matce i dziecku

  10. Jako profesionalistka w tej dziedzinie oraz matka trojki podpisuje sie pod tymi wszystkimi komentarzami. Nie dosc ze kobieta zawsze powinna miec prawo wyboru jesli chodzi o jej cialo i o to co w nim rosnie, to rowniez dzieki dzisiejszej medycynie mozemy ratowac zycie dzieci i matek, ktore kiedys nie mialyby szans przezycia.

  11. Cesarska to nie poród a niby co ?? Co mają powiedzieć kobiety np takie jak ja które cesarke miały w ostatnim momencie nie miałam wyboru główka już widoczna ale coś poszło nie tak córeczka się zaklinowala mogę powiedzieć że miałam dwa porody i nie wspominam tego miło . Oznacza to że jestem może gorsza ?? Znowu jakiś bełkot zakompleksionych matek które chyba się nudzą i piszą bzdurne posty

  12. Jak czytam takie rzeczy, o ktorych piszesz, to mysle, ze boje sie wszelkiego fanatyzmu. Fanatycznych matek rowniez. Moja historia jest trudna i wpisuje sie w powyzsze komentarze. Walka o zycie dziecka, galopujace nadcisnienie grozace smiercia i mnie i dziecku, ktore na dodatek zmienilo moje cialo w spuchnietego Shreka…decyzja, ze za 2 h bedzie po wszystkim. Zaskoczenie, bol, ogromny strach. Na szczescie i dzieki wspanialej opiece 10 miesiecy pozniej moja corka zasuwa po podlodze i cieszy sie ze wszystkiego. A panie, ktore tak zaciekle walcza, niech sie zastanowia o co walcza. O miano super matki dla siebie czy o zycie swoich dzieci. Moja mama zawsze powtarza, matka nie koniecznie jest ta, ktora urodzila, tylko ta, ktora wychowala.

    1. No właśnie, jest wiele przypadków, kiedy poprostu los za nas decyduje. I bez sensu jest taka licytacja. Każda matka, która kocha swoje dziecko jest najprawdziwsza. Nawet ta, która w ogóle go nie urodziła.

  13. Bliski mojemu sercu ten twój wpis 🙂 Szymka bardzo chciałam urodzić naturalnie, tak po prostu miało być bo nie chciałam być gorsza niż inne kobiety. Nie udało się. Cesarka była w tamtym momencie dla mnie wybawieniem, ale sprawiła że poczułam się gorsza, nie spełniona jako kobieta. Wydawało mi się że przez ten poród „nieudany” nie potrafię się dogadać z moim synem, że on płacze a ja mu nie umiem pomóc bo nie ma między nami tej więzi która powstaje przy naturalnym porodzie. Karmiłam do 13 miesiaca życia, męcząc się przy tym okrutnie, bo jadł co 2 godziny i w dzień i w nocy ale chociaż tym chciałam mu nadrobić zły początek. Długo tak myślałam, potem młody rósł i nasza współpraca ukaładała się coraz lepiej ale cały czas w głowie miałam ten trudny, bolesny i okropny czas rozwiązania. Do kolejnej ciąży dojrzałam po 7 latach. Nie chciałam przeżywać drugi raz takiego bólu i niepewności. Ze względu na poprzednią cesarkę teraz też miałam do niej wskazanie. Byłam wniebowzięta. I ta cesarka była cudownym przyjściem na świat mojej córeczki. I ten fakt uświadomił mi że po pierwszym „wyjęciu” dziecka doświadczyłam depresji i wszystko źle odbierałam. Teraz wiem że to jak dziecko pojawia się na świecie nie ma najmniejszego znaczenia. I że nikogo nie powinno obchodzić jakiego kobieta dokona wyboru co do porodu czy karmienia piersią. Ja np czekam z utęsknieniem do ukończenia 6 miesiąca życia mojej córeczki i pragnę przestać karmić bo nie lubię tego robić. I wcale nie jest mi przykro że mam pokarm, że mogłabym karmić o wiele, wiele dłużej, bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko 🙂

    1. Gorsza? Jaka gorsza? Dziura tu czy tu? Co to za różnica? Właśnie chyba najczęściej depresja i otoczenie są zwykle winne tego, że kobiety tak o sobie myślą. Strasznie mi smutno to czytać, bo po porodzie takie myślenie jest niepotrzebne. Też nie lubiłam karmienia i mm było dla mnie wybawieniem. Poza tym znam wiele matek, które długo karmiły, a ich dzieci chorują bardziej niż moje, jedno jest otyłe. Więc argument o zdrowiu odpada.

  14. U mnie dwa porody i dwa cc…wskazania ortopedyczne (po operacji kręgosłupa)… jak ktoś śmie nazywać takie kobiety nie prawdziwymi matkami! Lepsza jest taka, która piła alko i paliła w trakcie i po ciąży…ale najważniejsza że miała poród sn?! Aż się nóż w kieszeni otwiera! Prawdziwa matka to taka, która stawia dobro dziecka na pierwszym miejscu…szczególnie jeżeli to oznacza, że zapewnia jemu większe prawdopodobieństwo zdrowego porodu, lub sobie siłę na opiekę nad nim po porodzie zamiast ryzykując n.p. kolejną operację kręgosłupa i leżenie przez pół roku w łóżku. Ja nie oceniam matek karmiących 3-5 lat dziecko, bo uważam że ma ku temu swoje własne prywatne powody. Dlaczego ktoś ma mnie oceniać nie wiedząc jaka była moja sytuacja i jakie miałam powody?

    1. No właśnie! Brawo dla Ciebie, dokładnie tak samo uważam. A nawet pójdę dalej – jeśli paraliżowałby mnie strach przed porodem sn, to moja sprawa i moje ciało i nikomu nic do tego, jeśli wybiorę sobie cc na życzenie! O.

  15. A ja napiszę tak-WTF?Czy już naprawdę wszystkim odp……la?co to kogo obchodzi jak rodziłam,jak karmiłam, jak wychowuję swoje dzieci. Po co wogole się tym przejmować?

  16. Kobieto,ściągałaś mleko dla TROJACZKÓW???? jesteś SUPERMENKĄ. olej głupie miny czy komentarze. Dwa miesiące? Myślę że większość po dwóch dniach by zrezygnowała.

    Też rodziłam przez cc, usłyszałam od mojej cioci że jak ja sobie niby z dzieckiem poradze skoro go nawet urodzić nie potrafiłam. Jasne,że sama sobie tłumacze „nie przejmuj się,pokaż że nie mają racji”, ale z drugiej strony niestety takie komentarze w głowie zostają i nie ważne jak bardzo jesteśmy pewni siebie- przychodzą dni kiedy te głupie teksty wygrzebujemy z szufladki z tyłu głowy i wtedy dają nam w kość.

    1. Tak, no skoro już nawet urodzić nie potrafimy, to co z nas za matki, kobiety. Masakra. Niestety zgadzam się z tym, że mimo zdrowego podejścia i nie przejmowania się, to boli. I zawsze odzywa się w te dni, kiedy wszystko jest nie tak. Pozdrawiam Cię, serio się nie przejmuj trollami.

  17. Ja rodziłam tak i tak 🙂 Syn siłami natury a córa przez CC – często mnie pytaja co lepsze? Dla mnie nie ma jednej odpowiedzi bo to wszystko zależy od przypadku! Córka była nie odwrócona i nawet 1 sek sie nie zastanawiałam co lepsze. Dla mnie nie ma dyskusji wogóle w tym temacia. A co do bólu to moim prywatnym zdaniem na podstawie mojego tylko doświadczenia to CC jest dużo bardziej bolesna – nie mogłam chodzić też dużo dłużej po.

    1. Nie mam porównania, ale wg mnie cc boli jak cholera. Choć jestem wysportowana i mam wysoki próg bólu, przecież to jest dziura w brzuchu! Nie ma się co zastanawiać nad tym, co lepsze. Trzeba robić to, co najlepsze dla nas i dla dziecka. Pozdrawiam!

  18. Temat jest mi bliski mimo, iż pierwsze dziecko urodziłam 7lat i 3miesiące temu. Nadal, gdzieś w głębi mnie tkwi jakaś mała szpileczka, która co jakiś czas daje o sobie znać. Byłam przygotowana na poród naturalny, naczytałam się „mądrych” książek o „najlepszym” dla dziecka porodzie naturalnym i tak mocno w to uwierzyłam, że nie dopuszczałam do siebie myśli o CC. Ostatecznie rodziłam 20 godzin. Rozpoczęło się od odejścia wód płodowych (powoli się sączyły) o godzinie 20:00. Do szpitala trafiłam o 21:00, przez całą noc leżałam z delikatnymi bólami na łóżku w porodówce. Rano okazało się, że bóle, które odczuwam wcale nie są delikatne, ale mam wysoką odporność na ból. Bóle miałam co 3 minuty, ale żadnego postępu porodu więc podali mi oksytocynę. Na szczęście kwestie intymności i rzeczowej rozmowy ze mną były na jak najlepszym poziomie. Mąż był ze mną i starał się mnie wspierać, ale powiedzmy sobie szczerze osoba obok tak naprawdę nie wiele może 🙂 Przez cały czas podpięta byłam do urządzenia mierzącego tętno dziecka (nie KTG, ale sam pomiar tętna). Po 40 minutach partych bóli okazało się, iż tętno zaczyna zanikać, dziecko po każdym bólu partym jest ściągane przez pępowinę z powrotem. Podjęto decyzję o CC. Oczywiście lekarz zapytał, czy się zgadzam. I co miałam powiedzieć? Czekać, aż mały się udusi i iść w zaparte, bo poród naturalny jest bezpieczniejszy i lepszy dla dziecka?
    Zgodziłam się, ale moja psychika była w okropnym stanie. Przez cały rok nie mogłam się pogodzić z tym, co się stało. Wiem, że nie jestem jedyna, bo moja koleżanka kiedy jej napisałam sms „niestety cesarka” powiedziała mi czemu niestety, ale później kiedy była w podobnej sytuacji (jej zrobiono cc z powodu wahania ciśnienia) powiedział „teraz rozumiem o co Ci chodziło” i też przez długi czas nie mogła dojść do siebie.
    Może będzie dla Was śmieszne to co napisze teraz, bo zauważyłam, że wiele z Was jest przeciw księżom, ale po roku miało miejsce pewne zdarzenie. Każdej niedzieli na mszy świętej dla dzieci jest błogosławieństwo dzieci; podeszłam z moim synem do ołtarza i ksiądz powiedział „mamę też pobłogosławimy” i powiem Wam, że nagle moje rozżalenie i smutek zniknęły.
    Po 2 latach i ośmiu miesiącach od pierwszego porodu przyszedł czas na drugi. Mimo tych 20 godzin za pierwszym razem nie rozpoznałam bóli (myślałam, że to zatrucie). Kiedy przyjechałam do szpitala okazało się, że mam rozwarcie 8cm. Mój lekarz powiedział: „jest wskazanie do cięcia – cięcie po cięciu, ale może Pani próbować naturalnie, jednak główka jest jeszcze bardzo wysoko”. Nie zdecydowałam się. Później okazało się, że dobrze ponieważ wody płodowe miały niewłaściwy kolor. Oboje moich dzieci urodziło się w kiepskiej formie syn miał 6 punktów i nie oddychał, po 10min nie uzyskał maksa, córka miała 8. Czy gdybym zwlekała z decyzją o cc, przeżyliby?
    Minęło już dużo czasu, a ja nadal piszę ze łzami w oczach. I wszystkim oszołomom o których piszesz w artykule nie tylko mówię, ale wykrzykuję „JESTEM MATKĄ, CZY IM SIĘ TO PODOBA, CZY NIE!!!”
    Kocham moje dzieci i wiem, że one też mnie kochają.
    A co do cierpienia – ból, który odczuwałam przez 20 godzin pierwszego porodu był niczym w stosunku do tego, który odczuwałam przez 6 miesięcy po cesarce. Niech sobie te „heroiczne” matki po naturalnym porodzie spróbują odciągnąć katar u starszego dziecka za pomocą aspiratora (mając rozpruty brzuch ;))
    Na koniec jeszcze teksty, które słyszałam, z jednej strony położne w szpitalu, które przychodziły do mnie (po urodzeniu pierwszego dziecka) „a to pani jest po dwóch porodach naraz”, z drugiej strony położna, która bez zapowiedzi przyszła na wizytę patronażową „o cesarka to się pani nie namordowała”.
    I weź tu człowieku żyj.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim przed rozwiązaniem, żeby Wam się ułożyło jak sobie życzycie, ale jeśli nie będzie tak jak zaplanowałyście odpuśćcie przede wszystkim sobie i nie załamujcie się.

    1. Wspaniały komentarz, dziękuję bardzo z całego serca. Ja nie wiem jaką podjęłabym decyzję, gdybym mogła, ciężko mi jest gdybać. Wiem na pewno, że nie zaryzykowałabym ani swojego, ani zdrowia mojego dziecka w imię „heroizmu”. Nie jestem przeciw księżom (nie wiem kogo masz na myśli pisząc WY), poznałam wielu wspaniałych. I wiem, że religia w wielu momentach pomaga przeżyć załamania życiowe. Te poglądy nie są wyssane z palca. Kobiety codziennie słyszą takie komentarze, bolesne, straszne, okrutne. I to też od kobiet, nieraz bliskich. Życie to nie jest scenariusz, bywa, że coś, ktoś inny za nas decyduje. A matką jest dla mnie ta, co wychowa, a nie ta, która robi z siebie bohaterkę.

      1. Napisałam Wy na podstawie niektórych komentarzy pod artykułami. Nie chciałam nikogo przez to urazić, jeśli ktoś poczuł się źle to przepraszam.
        Piszesz, że ciężko jest gdybać, ale myślę, że wiesz doskonale jaką podjęłabyś decyzję będą w sytuacji takiej jak moja przy pierwszym porodzie, kiedy to lekarz mówi do położnej „nie urodzi się”, a do mnie „cięcie zgadza się pani?”. Za drugim razem wahałam się, ale bałam się, że dziecko będzie zagrożone. Dopiero później okazało się, że moja decyzja była słuszna.
        Myślę, że bohaterstwo to wychowanie dzieci na dobrych ludzi, a nie poród w męczarniach. Chociaż tak jak napisałam wcześniej te miesiące po cc to też jest męczarnia, na dodatek trwająca dłużej.
        Pozdrawiam serdecznie

        1. Nie, nie Ewa. Ja nie miałam na myśli Ciebie i Twojej decyzji. W Twoim przypadku sprawa była przesądzona. Pisałam o sobie. Czy gdybym mogła wybrać, robiłabym jak trzeba czy tak jak wolę. Sama nie wiem. Oczywiście, że w macierzyństwie najmniej chodzi o poród, czy modyfikowane mleko. Pozdrawiam.

  19. To ja powiem z innego punktu widzenia. Gdy się rodziłam, ćwierć wieku temu nie było tak super specjalistycznego sprzętu, dokładnego usg itd. Gdybym rodziła się dzisiaj to „wyjęliby mnie” przez cc. Bo wiedzieliby, że jestem ułożona odwrotnie. Nie wiedzieli. No i nabawiłam się porażenia nerwu strzałkowego, który mógł się skończyć niechodzeniem wcale lub kuśtykaniem o kulach. Tylko dlatego, że moi rodzice jeździli po całej Polsce do najlepszych lekarzy to dziś nie mam żadnego problemu z chodzeniem. Ale ile oni się nastresowali, ile wydali pieniędzy, ile czasu poświęcili na lekarzy, rehabilitację, leki i nie wiem co jeszcze…! A gdybym urodziła się przez CC to nie musieliby tego przeżywać.
    P.S. Brzuch faktycznie ogromny! 🙂

    1. No nie? Byłam WIEEEEELKA! Takich historii jak Twoja jest mnóstwo. I ja się tego bardzo bałam, bo przy porodzie sn naprawdę wiele może pójść nie tak. A potem rodzice muszą to naprawić. A co, jeśli się nie da? Dla mnie ta dyskusja jest bez sensu. Poród sn nie dodaje +100 pkt do macierzyństwa.

  20. Od niedawna czytam bloga i podoba mi się, więc zaczęłam czytać od najstarszego posta. W styczniu urodziłam synka przez CC. Niestety z powodów zdrowotnych trafił na patologię noworodka. Sytuacja była dla mnie szokiem. Nie było hormonów szczęścia, po cięciu zbieralam się chyba miesiąc. Ból towarzyszył mi ok. 3tyg. Przez pierwsze dni odciagniete mleko nosilam na oddzial, na ktorym lezal synek i rana bolala tak bardzo, ze trase, miedzy oddzialami szpitala, ktora normalnie mozna przejsc 5min, ja szlam 30. Pionizacje znioslam okropnie. Walczyłam o laktacje siedząc z laktatorem i każda kroplę wozilam dziecku do szpitala. Gdy słyszę cesarka „na życzenie” mam gęsią skórkę, ale nie dlatego, że potępiam tylko wiem jaki to ból. O jeśli chodzi o KP, to ja akurat nie czuję się wyjątkową karmiąc 10mcy. Po pierwsze synek nie akceptuje żadnego mleka modyfikowanego, a po drugie taką forma karmienia jest dla mnie wygodna- mleko „zawsze jest”, butelek nie trzeba myć itd. I podziwiam, że aż tak długo odciagalas. Ja niestety przez 4mce odciagalam i karmilam butelka i bylam wykończona. 30-40min Odciąganie, pozniej karmienie, mycie i sterylizacja. I tak co 3h, a w sumie to wychodzi co 2h. Cieszę się, że mogłam wrócić do wygodnej formy karmienia☺ no jedyny minus- mama jest niezbędna i nie ma nadal przespanych nocy.

    1. Cesarka na życzenie to zwykle też bolesny wybór, wynik przemyśleń, a nie lenistwa, jak zarzucają niektórzy. Też uważam że KP jest wygodniejsze, choć pewnie po jakimś czasie też staje się czasami męczące.

  21. cudna jesteś :-)! wracam do starych postów bo Twój blog odkryłam dopiero po urodzeniu synka. wcześniej nie wiedziałam, że takie blogi w ogóle są….:) codziennie pomagasz mi być mamą:) ale to już Ci pisałam:-)

  22. Dzieci u mnie brak, więc w sumie nie powinnam się wypowiadać (choć bardzo chętnie czytuje Twojego bloga, tylko i wyłącznie dlatego, że nie sprzedaje lukru, a ja cenie ludzi prawdziwych i nie ściemniających zwłaszcza w obecnych czasach), ale słyszę wokoło sporo w tym temacie głównie za sprawą korpo-koleżanek.
    W „tych” kręgach przeważa trend CC na życzenie i nic nikomu do tego.
    Sporo znajomych koleżanek rodziło SN i też nikomu nic do tego.
    To są bardzo indywidualne decyzje i konsekwencje ich poniesie tylko i wyłącznie rodzic dziecka.
    Jestem dzieckiem CC urodzonym trzy dekady temu z powodu braku chęci Dziecka do „ostatecznego fikołka” 😉 i jak to zauważyła moja mama, trudno u mnie znaleźć jakiekolwiek niekorzystne rezultaty porodu CC :P, o których wtedy mało było wiadomo.
    Generalnie zmierzam do tego by zacytować moja koleżankę rodząca SN.
    Podczas jednej z naszych rozmów powiedziała tylko: „Rodzić Siłami Natury? Jakimi siłami natury? MOIMI SIŁAMI” !
    I to jest dla mnie argument za tym, że teraz jest miliardy tematów poruszanym tylko po to, żeby toczyć piane (odnoszę się tu głównie do początku artykułu i „przecudnych cytatów”, a nie do samego artykułu, bo po takich cytatach, to nawet ja w myślach czuje się spoliczkowana, a co dopiero CC-matki) i to toczenie nic nie wnosi kompletnie (może świadczyć tylko o sporej ilości zmarnowanego czasu, bo nikt niczego przełomowego już tu nie wymyśli-również ja heh)!
    Daga Dzidzie cudowne-każde z osobna (Einstein, Margaret Thatcher i Beyonce) i razem w pakiecie (El Trojacco), a ja sobie życzę doświadczyć choć 1% szczęścia, jakie Ty miałaś jak rodziłaś (TAK! RODZIŁAŚ) w 32 tygodniu (!), jak i teraz jak widzisz jak rosną!! Howgh 🙂

    1. Hahaha, no właśnie, jakie siły natury ja się pytam? Czy tak czy tak najważniejszy jest wynik końcowy – pomyślne lądowanie po drugiej stronie. Nic innego się nie liczy. Taki komentarz od nie-matki, fiu fiu! Dziękuję!

      1. Poród ma znaczenie. Poród naturalny dodaje dużo pewności siebie i wiary we własne możliwości.

  23. Miałam cesarkę. To nie poród tylko operacja. Nie urodziłam swojej córki. To lekarze ją ze mnie wyjęli. Próbowałam urodzić naturalnie, ale przy pełnym rozwarciu zablokowałam się psychicznie. Personel w szpitalu popędzał mnie, zestresowałam się i nie urodziłam.
    Dlatego gdy tylko zaszłam w drugą ciążę to powiedziałam sobie że teraz dam radę, chcę naprawdę urodzić. I udało się! Urodziłam samodzielnie syna, jestem prawdziwą kobietą i matką. Po cesarskim cięciu nie czułam się kobietą. Pierwszego swojego dziecka nie urodziłam, to była operacja, nie poród.

  24. Ja całą ciążę miałam ogromną nadzieję,że urodzę naturalnie. Nie dupuszczałam innej myśli do siebie. Ale co szłam na badania dziecko zawsze było ułożone poprzecznie. Wierzyłam,że to się zmieni.Na dwa tyg przed terminem okazało się,że mój uparciuch dalej jest poprzecznie ułożony i dostałam skierowanie na CC. Byłam załamana. Dzisiaj jest 2,5 roku po CC a ja dalej w 100% nie doszłam do siebie. Przez to mam rozejście mięśni, partacze z sali tak mnie pozszywali,że blizna mi się rozeszła na obu stronach.Jest bardzo brzydka i wręcz ogromną.Zarazili mnie paciorkowcem . Blizna stale boli i swędzi.To nie była moja wina,że dziecko tak się ułożyło. Jedyna pozytywną strona z tego to do dzisiaj się karmimy.I nigdy nie miałam problemu z laktacją jak niektórzy gadają,że po CC jest problem.Gorszą matką się nie czuję,a wręcz przeciwnie dałam sobie radę,wykarmiła dziecko pomimo bólu i tego,że ledwo chodziłam. Też w czasie podawania znieczulenia do kręgosłupa zgasła cała aparatura.Korki wybiło i na bloku operacyjnym nie było agregata. Co by było gdyby to się stało dosłownie 10 min później gdzie była bym podłączona i rozciętą?? Mnie i dziecka mogło by po prostu nie być. Dzięki Bogu skończyło się dobrze.Uważam,że my po CC więcej przeszłyśmy bólu i do końca życia będziemy mieć pamiątką w postaci blizny.Znam kobiety które po porodzie SN mają traumę i przez to nigdy więcej dzieci nie chcą.

  25. Tak tak… Ja też chciałam naturalnie… Uczyłam się oddychać i dobrze mi szło nawet… Jak już były skurcze i 5 cm rozwarcia na ktg wyszło, że synkowi zanika tętno. Wniosek!? Przeciśnięta pępowina. Będziemy ciąć. Przy każdym skurczu zanik albo spadek. Szybko. Wszystko działo się jak w jakimś śnie, amoku. Mąż nie zdążył dojechać. Sama sobie. Zaczynają ciąć. Boli? Auu boli… Znieczulenie nie działa? Uff w końcu zadziałało… Szarpanie. Wyciągnęli go, a mnie zakłuło serce. Fizycznie kłuło. Pokazali mi tylko maleństwo. Pepowina faktycznie okrecona wokół rączki i nóżki, mogłaby zacisnąć się przy przechodzeniu przez kanały. Zabrali. Gdzie on jest? Słyszę płacz, dajcie go przytulić na Boga!! Coś mu robią… Ubierają? Ważą? Nie wiem… A mnie szyją… Rozmowa: „Ty! Nie było wód plodowych. No tak, nie było… Skierowanie było z malowodziem przecież. No tak, ale tu doktor określił ze wszystko w normie” Skończyli. Nie mogę się ruszyć, a chciałam zobaczyć moje maleństwo. Czy ma wszystkie paluszki? Nie wiem… Przenoszą mnie na inne łóżko… Bezradna… Nie umiem im w tym pomóc. Wstyd. Czuję wstyd, że taką dużą kobietę muszą dźwigać dwie starsze panie, przepraszam je. One ze śmiechem, że nic nie szkodzi, że ciężka nie jestem. Wioza mnie na salę. Głowy nie podnosić, leżeć… Kroplowka. Cewnik. Leż. A gdzie mój malutki? Nie ma. Pytam o niego. Badania ma. Proszę jedna młoda położna o wyciągnięcie telefonu z mojej torby. Dzwonię do męża. „Masz syna. A on: wiem że mam syna, ale nie na wierzchu jeszcze, a ja: na wierzchu, on: żart?? Przecież dopiero co z Tobą rozmawiałem ze się szykujesz na salę, że mam wypić kawę i przyjechać, a to już? o matko, jadę!” I tak nie widziałam synka jeszcze parę godzin ? potem się okazało ze cos z gazometria nie tak i leżał w otwartym inkubatorze… Ruszyć się do niego nie mogłam. Znieczulenie przeszło zaczęło boleć. W głowie się kręciło. Słaba. Pić nie można. Jeść? Zapomnij!! W końcu go przynieśli do piersi. Z karmieniem się udało mimo cc. Ale blizna jest i zostanie. Wyprostować się i oddychać nie mogłam parę dni. A ból dość długo odczuwalam. Minęło5 miesięcy a blizna boli jak się dotknie. Na szczęście też jest estetyczna w miarę. Każdy poród to poród.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *