Jak uśpić dziecko i o 20 mieć happy hours?
To pytanie zadają mi wszyscy. Od znajomych po czytelników. Jak to się dzieje, że trójkę dzieci usypiam często solo i od 20 mam happy hours? Jak uśpić dziecko to najczęstsze pytanie, jakie wszyscy mi zadają.
Wcale się nie dziwię, że to pytanie pada. Po ciężkim dniu ta 20 dla rodzica jest progiem. Progiem zmęczenia, po przekroczeniu którego po prostu nie ma już siły na nic, a marudzące dzieci w najlepszym wypadku zaczynają irytować. Nie mówiąc już o tym, że praca w domu czeka. A to kolejne pranie, a to rachunki, a przydałoby się jeszcze ogarnąć obiad na następny dzień. A gdzie relaks? Czas we dwoje?
Kiedy nie udaje się położyć dzieci o przyzwoitej porze, rośnie frustracja. Wierzcie mi, wiem coś o tym. Jeszcze dwa lata temu rwałam włosy z głowy. Potrzebowałam tego czasu wieczorem jak powietrza i desperacko próbowałam odnaleźć sposób na jego odzyskanie.
Dlatego wcale mnie nie dziwi, że każdy, kto wieczorem gimnastykuje się z maluchem i staje na głowie, żeby tylko położyć i mieć chwilkę na ogarnięcie chałupy i przeczytanie strony książki, pyta, jak to jest możliwe, że u nas się to udaje.
Kiedy spytałam męża, co jego zdaniem dzieje się u nas, że udaje się kłaść dzieci przed 20, odpowiedział:
RUTYNA.
– Ale przecież zawsze mieliśmy jakąś rutynę, a nie działało i nie raz usypialiśmy dzieci dwie godziny, we wrzaskach i płaczach? – zakwestionowałam.
– Tak, ale była ona bardzo ogólna, teraz bardzo rygorystycznie się jej trzymamy.
– I co, myślisz, że inni tego nie robią? Nie próbują, nie szukają sposobów na to, jak uśpić dziecko?
– Myślę, że nie. To trudne, ciągle coś wypada, ciężko jest coś zmienić. Tak jak u nas. W jeden dzień nie kąpaliśmy dzieci, w drugi nie czytaliśmy, w trzeci puszczaliśmy dwie godziny bajki. W weekend pozwalaliśmy dzieciom zasnąć w samochodzie. I tak właściwie w żaden dzień w tygodniu nie trzymaliśmy się żadnego planu. Nie widzieliśmy efektów, więc się poddawaliśmy. I wracaliśmy do punktu wyjścia. A bardziej narzekania i utyskiwania na ciągłe zmęczenie.
– No tak. Teraz dni rutynowe królują.
– A my wreszcie wieczorem możemy odpocząć, nadgonić zaległości, pobyć razem.
– I to właśnie jest różnica, która spowodowała ogromną zmianę.
– I przyniosła spokój.
Jestem osobą dość spontaniczną. Co doprowadza mojego męża do furii, zwykle najbardziej spontanicznie wydaję pieniądze (ciuszki dla dzieci takie ładne). Tak też kiedyś próbowałam wychować swoje dzieci. Niestety poniosłam sromotną klęskę, z której wychodziliśmy miesiącami. I teraz, z perspektywy rodzica, który o 20 wywala się na kanapę, powiem, że na pytanie jak to się dzieje, odpowiedzią jest jedno słowo:
RUTYNA.
Nie lubię określenia grzeczne, ani ustawione, ani chodzące jak szwajcarski zegareczek, ale prawdą jest, że rutyna pomaga zapanować nad chaosem. Co, jak się domyślacie, w domu, w którym są trojaczki, jest chlebem dość powszednim.
Kiedyś każdy dzień z dziećmi był mniej lub w ogóle niezaplanowaną przygodą. Teraz mam kalendarz i rozkład jazdy i mogę dokładnie powiedzieć, co w każdy wtorek, środę, czy piątek robimy o 18:35. Oczywiście zabija to trochę spontaniczności i radosnej twórczości, ale spokój jest dla mnie tymczasowo ważniejszy (i dla bezpieczeństwa moich dzieci moje zdrowie psychiczne również) niż kilka wesołych chwil, za które spotka mnie kara.
Tak, mówię kara, bo trójka szalejących do 22 dzieci, to dla większości rodziców kara.
ZASADY.
Godzinę przed snem nie robimy nic, co pobudza, bo wtedy jest już czas na wyciszenie. To był jeden z błędów, które początkowo popełnialiśmy. Wydurnialiśmy się z dziećmi, biegaliśmy po domu, a potem oczekiwaliśmy, że one, zgrzane i rozochocone, na trzy cztery pójdą spać. Teraz też to robimy, ale wcześniej.
Godzinę przed snem nie używamy żadnych urządzeń typu tv, tablet, telefon, radio. Właściwie to w czasie, który spędzam z dziećmi w domu, nic nam nie robi tła. Jest wystarczająco głośno. Z wyjątkiem tańców czy pokazów, które urządzają dzieci, w domu nic nie gra, telewizor jest wyłączony. Nie mam nic przeciwko, ale moje dzieci nie mogły się skupić, kiedy coś gadało. Zerkały na ekran telewizora, a jeśli szło radio, próbowały go regulować. Wspólny czas w tygodniu spędzamy bez zakłócaczy.
Jeśli w jakiś dzień wypadają zajęcia dodatkowe, omijamy jeden punkt z planu, w zależności od zajęć i pory, omijamy zabawę, blok „nauka” lub kąpiel (w przypadku basenu).
Po 19 nie jemy słodyczy. Poziom cukru skutecznie hamuje senność. Jeśli dzieci mają ochotę na słodycze, daję im je najpóźniej po podwieczorku. W słodycze zaliczam też rzeczy typu jogurt, w którym jest cukier i owoce.
W tygodniu zwykle nie puszczam dzieciom bajek, na korzyść filmu, który wspólnie oglądamy w weekend (mam na myśli filmy dla dzieci typu „W głowie się nie mieści”, czy „Kraina lodu”). Ograniczyłam oglądanie bajek do minimum. Nie mam nic przeciwko nim, ale moje dzieci były jak zombie, gapiły się w ekran bez ruchu, nie znalazłam wielu fajnych bajek, w których wszystko by mi pasowało, a po bajce dzieci bywały agresywne, albo długo nie mogły się pogodzić z jej końcem i przejściem do kolejnego planu dnia. Teraz nie miewam takich problemów. Jeśli już puszczam dzieciom bajki (np. wtedy, kiedy muszę podgotować kolację), kontroluję czas i to ja wybieram. Wybieram kilka, które mogą obejrzeć i znów, zgodnie z planem, po kolei decydują co oglądają.
Wiem, że ta lista z kolejnością brzmi strasznie, ale u nas jest to jedyne możliwe rozwiązanie i sprawdzi się w każdej rodzinie, w której jest więcej niż jedno dziecko. Niestety jako rodzice nie jesteśmy obiektywni, a dzieci czują się pokrzywdzone. Poza tym u nas skończyło się raz na zawsze licytowanie kto pierwszy będzie siedział koło mamy, kto wybiera bajkę, kto się teraz kąpie, kto ma kiedy czytaną bajkę. Traciliśmy na to bardzo dużo energii.
Dzieci, kiedy znajdą się już w swoich sypialniach, przy lekkim bocznym świetle, mogą przeglądać książeczki, rysować, bawić się autami czy lalkami. Nie mają w sypialniach zabawek, które głośno grają, rozpraszają, ogłupiają. Takimi bawimy się wcześniej lub w weekend. W sypialni każdy ma lampkę nocną. Lampka zostaje zapalona na całą noc. Daje bardzo dyskretne światło, a dzieci się nie boją. Był to jeden z powodów, dla którego wcześniej nie chciały mnie wypuścić z pokoju – zwyczajnie się bały.
W weekend pozwalamy sobie na spontaniczność, ale i do tego dzieciaki się przyzwyczaiły i nie wpływa to w żaden sposób na godzinę zasypiania. Nadal nasze rutynowe działania zmierzające do położenia dzieci do łóżek rozpoczynamy w okolicach 18.30, niezależnie od dnia, jaki za nami.
JAK TO DZIAŁA?
Poniżej opiszę to, co działa u nas w domu. Bardzo możliwe, że nasz plan nie miałby racji bytu u Ciebie w domu. Każde dziecko, każdy rodzic i każdy dom jest przecież inny. Możliwe, że Ci się to co napisałam nie spodoba. Może to być luźna wskazówka do przemyśleń, może to być inspiracja do małej zmiany, może to być zachęta do podzielenia się Waszym sposobem na wieczorne ujarzmienie malucha. Na pewno znajdziesz swój sposób.
Po powrocie z przedszkola jest czas na zabawę. Na początek wybieram zabawy wyciszające. Świetnie sprawdza się ciastolina, klocki, czytanie bajek, malowanie, wycinanki, wyklejanki, pieczątki z ziemniaków. Często robimy pracę dla Taty, coś jakby laurkę. Choć pozwalam dzieciakom robić to, na co mają ochotę, lubię być przygotowana. Jest mnóstwo zabaw, które można wymyślić. Kiedy mam plan, dużo lepiej wchodzi mi zorganizowanie rozentuzjazmowanego tłumu. Dzieciaki są zaciekawione, chętnie współpracują.
Kiedy już poziom frustracji poprzedszkolnej mija (chyba opatentuję tę nazwę, u mnie w domu bez pudła zdarza się 5 dni w tygodniu), przechodzimy do zabaw energicznych. To teraz jej miejsce na skakanie, tańczenie, granie, śpiewanie i krzyki. Jeśli się da, wychodzimy na zewnątrz, jeśli się nie da, bawimy się w domu. Może to być zabawa w chowanego, mogą być tańce, zabawy z chustą, robienie „bazy”, domowa gimnastyka. Tutaj jest czas na spontaniczność.
Od 17.30 wkracza rutyna. Najpierw obowiązki lub jak wolisz, nauka. Dwójka z trójki moich dzieci musi codziennie robić ćwiczenia logopedyczne. Tak więc na zmianę jedno dziecko słucha nagrania z płyty, pozostała dwójka robi ćwiczenia rozwijające lewą półkulę. Uczymy się rysować w liniach, łączyć w pary, gramy w memo, ćwicząc pamięć, uczymy się wierszyków, rozwiązujemy zagadki. Jest to dość duże wyzwanie, szczególnie jeśli jestem sama z trójką, ale rewelacyjnie dyscyplinuje dzieci. Mam też poczucie, że spędzamy ten czas produktywnie. Mam okazję wychwycić, czy nad czymś musimy popracować.
Ok. 18.30 jemy kolację. Razem, przy stole. Rozmawiamy, opowiadamy sobie o mijającym dniu, snujemy plany. Dzieci pomagają nakryć, a po kolacji sprzątnąć ze stołu. Na kolację wybieram potrawę, która wymaga ewentualnie podgrzania. Bardzo często jemy dania jednogarnkowe. Wcześniej robiłam potrawy bardziej skomplikowane, niestety mściło się to na mnie tym, że dzieciaki pozostawiane same sobie zwykle po prostu się kłóciły. Niestety nad wspólną, zgodną zabawą, nadal pracujemy. Skomplikowane dania zostawiam na wieczory, kiedy jesteśmy we dwójkę, lub na weekend.
Ok. 19 jest czas na kąpiel. Dzieci po kolei biorą prysznic i myją zęby, w kolejności zgodnie z planem, który wisi na ścianie, mąż pomaga, ja w tym czasie pozostałej dwójce czytam bajki.
Ok. 19.30 rozchodzimy się każdy do swojej sypialni. Jeśli jedno z nas ma wychodne, opuszcza dom.
Zgodnie z planem rozpoczynam od dziecka, które w ten dzień jest pierwsze. Każdemu dziecku czytam osobno bajkę, którą samo wybiera. W całości krótką, częściowo długą, jeśli taką wybierze. Tutaj jest czas na 10 minut dla każdego dziecka. Czasu, który spędzam na opowiadaniu co dziś robiłam, jak minął dzień, co wydarzy się jutro. Tulimy się i jesteśmy blisko, rozmawiamy o tym, co się wydarzyło w przedszkolu, o uczuciach. Mówię np. teraz każdy powie coś miłego i zaczynam – masz piękny uśmiech. Dzieci trochę się na początku wstydzą, ale padają naprawdę cudne zdania.
Mówię wtedy ciszej, wolniej, głaskam, drapię po pleckach, delikatnie masuję. Leżę, nigdzie się nie spieszę. To wcześniej był błąd, bo przy dziecięcym łóżeczku dreptałam z nogi na nogę. Moje myśli ani na moment się nie zatrzymywały. Jeszcze 10 maili, jeszcze zakupy on-line muszę zrobić, jeszcze pranie rozwiesić, a tu już 20, dziecko rozbudzone, ja zmęczona, stres. Teraz wiem, że kiedy ja się zupełnie wyłączę i będę dla dziecka, ono będzie czuło się spokojne i bezpieczne i nasz wieczorny rytuał się skróci. To jest nasz czas, czasami jedyne takie spokojne 10 minut w ciągu dnia, w których ja się mogę skupić pojedynczo na każdym dziecku.
Zdarza się, że czekam, aż dziecko uśnie, w większości jednak przypadków żegnamy się i wychodzę z sypialni i idę do kolejnego dziecka. Tak oczywiście jest teraz, ale wcześniej wielokrotnie musiałam dzieciom tłumaczyć, że mam jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, że w końcu chcę spędzić czas z tatą. Powtarzane co noc, teraz stało się rzeczywistością i jedyną możliwą opcją. Pomogła mi w tym bajka Dobranoc, Albercie Albertsonie. Oprócz kilku wyjątków, zazwyczaj w okolicach godziny 20 cała trójka śpi.
Nasz plan jest bardzo szczegółowy i dopracowany. I dzieci totalnie się do niego przyzwyczaiły. I to wcale nie oznacza, że u nas w domu wieje nudą. Po prostu nie dajemy się zaskoczyć. Bo kiedyś, kiedy aż tak bardzo nie planowaliśmy, byliśmy jak kłębek nerwów. Nasze wspólne wieczory zaczynały się o 23, a kończyły o 23.15, kiedy oboje zasypialiśmy z wyczerpania.
Polecam Wam przeanalizowanie Waszych wieczorów, wyrzucenie rzeczy, które nadmiernie pobudzają i opracowanie własnej rutyny. Życzę cierpliwości, będzie potrzebna, ale w końcu przyniesie skutek. I wytchnienie, którego potrzebujesz, żeby nie zwariować, odnaleźć w swoim życiu równowagę i cieszyć się z bycia rodzicem.
Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:
– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

Masz zupełną rację – rutyna musi być. Jestem obecnie matką zastepcza dla trójki dzieci: 3 l. 2 l. I 5 m. Dwulatka kiedy ja przyjmowalismy zasypila koło 2 w nocy i spała do 11!. Jej rodzice smiali się ze w życiu nie będzie spala o 20
Faktycznie nigdy jeszcze nie wytrzymała do 20. Zasypia o 19.30?. Dzieci kochają rutynę.
Dwulatka zasypiająca o 2 w nocy! Co??? U nas by sama siedziała chyba, bo nawet ja, nocny marek, padam koło północy. Wszystko się da. Powodzenia, podziwiam szczerze matki zastępcze.
Bardzo dobry post. Nie mam jeszcze co prawda swoich dzieci, ale jestem nianią i mam stały kontakt z dziećmi. Uważam, że rutyna to doskonały sposób nie tylko na danie sobie samej czasu, ale przede wszystkim daje poczucie bezpieczeństwa i stabilności dzieciom. Pozdrawiam
Bardzo dziękuję. Zgadzam się z tym w pełni. Szkoda, że tak ciężko ją wypracować. Ale jak już działa, to efekty są od razu.
Dag, mam dzieci w wieku 6l i 4,5l, obecnie mam podobnie jak Ty, jest plan, sa stałe godziny zasypiania..ale kiedy były małe nie uwierzę że da się mieć jakiś plan…to po prostu przychodzi samo z wiekiem dzieci. One stają się mądrzejsze, więcej rozumieją…wiele można wdrożyć i to się udaje. Choćby zwykla choroba…wszystko szlag trafia jak się pojawia…pojawia się drzemka w ciągu dnia to i późniejsze pójscie potem spać itp. Zachwyciłaś mnie że rozmawiasz z dziećmi o uczuciach w ten sposób w jaki opisałaś, muszę to zastosować 😉 No i ta lista odgórna kto pierwszy robi co. Super sposób, podkradam 😉
Ja miałam plan od urodzenia do około 2 lat. Działał jak zegareczek. Potem coś się pofikało na jakiś czas. A teraz znowu, od około 2 lat jest cisza nocna od 20. U mnie kiedy dzieci były chore też były problemy, wtedy trzymałam się ściśle pory drzemki. Bywało, że budziłam, a jak długo nie mogli się na drzemkę zdecydować, odpuszczałam ją w ogóle. Też działało. Lista u nas ratuje każdy dzień. Polecam.
Tak często chorowały, że młodszy zasypiał dosłownie na stojąco wszędzie. Nie było sposobności i serca przetrzymac i doczekać do wieczora. Zresztą kążdy wie jak drzemka regeneruje w chorobie. Na szczęście w tym roku syn jest już w grupie przedszkolnej bez drzemek, i o godzinie 20 śpi jak zabity, po chwileczce dosłownie. W sumie moje dzieci nie mają problemu z zasypianiem od lat (robią to w chwilkę), problemem była tylko synchronizacja jednej godziny. Chciałam dodać że większe dzieci to wielka różnica w porównaniu z małymi, ja czuję ogromną ulgę kiedy są większe. Zaczęłam oddychać, powoi robić wszystko, co poszło w odstawkę lata tamu ;-)))
U mnie z tym różnie, niektóre aspekty są łatwiejsze, inne trudniejsze. Nastawiam się, że wraz ze szkołą, a potem dojrzewaniem może być jeszcze gorzej.
A jak wyglądał wasz plan na pierwsze dwa lata? Mam malucha 5 tygodni i oprócz ustalonej pory kąpieli nie jestem w stanie wyobrazić sobie wprowadzenia żadnej rutyny 😉 podpowiesz coś? 🙂
Też chętnie bym skorzystała z jakichś podpowiedzi i pomysłów. Jestem mama 8-miesięcznych bliźniaków 🙂
U nas też działa rutyna. O 19 kolacja, zaraz potem kąpiel i czytanie bajki. Potem kładę się z dziećmi (obojgiem), przytulam, głaszczę. Jak usną opuszczam pokój – zwykle koło 20:00. Po jakimś czasie wracam przełożyć jedno dziecko.I chcę dodać, że przy dwójce 2,5 i 4 rutyną nigdy nie wieje!!! PS. Jeżeli starszy ma drzemkę w ciągu dnia, to dokładnie o tyle wydłuża się czas jego lulania wieczorem.
Też kiedyś tak robiłam, usypiałam wszystkich razem, a potem przenosiłam. Kiedy to było!
Daga, mam sporo pytań i była bym bardzo wdzięczna jak by udało Ci się odpowiedzieć na nie 🙂 Po pierwsze to artykuł fantastyczny i mam nadzieję że wiele z niego uda mi się wyciągnąć i wdrożyć u nas w domu. O której Twoje dzieci wracają z przeszkola? Tyle rzeczy zdazycie jeszcze zrobić przed kolacją. U nas 17:00-17:30 to my niejednokrotnie do domu przychodzimy. Ile trwało u Was wdrażanie tego planu? O której Twój mąż wraca z pracy? Mój uważa że za mało czasu spędza z dziećmi kiedy wraca na kolację lub chwilę przed nia (wraca ok 18:30, stąd u nas kolacja sporo pozniej). 10 minut z każdym dzieckiem wystarczą Ci na przeczytanie bajki i rozmowę (u nas czytanie czasem trwa i 40 minut). Co skłoniło Was do tego aby każde z dzieci miało swój pokój i usypialo osobno? U nas położenie dwójki spać równocześnie (2 latek i 5 latek) jest możliwe tylko wtedy kiedy razem czytam im książkę i leżą i mnie w łóżku, bo w ich się nie zmieszcze. Potem ich roznosimy do łóżeczek. Dzięki !!
Dzieci wracają z przedszkola między 15 a 16. Jeśli wracamy później, skracamy zabawę i naukę. Wtedy bardziej intensywnie, ale krócej. Wdrażanie planu trwało około miesiąca. Mąż wraca z pracy około 18. Kiedy wraca do momentu, kiedy dzieci usną nie robi nic innego, tylko zajmuje się dziećmi. Nic. Komórka nie wie gdzie leży, nie ogląda tv, nie robi nic w domu – zajmuje się dziećmi. Czytam bajki wcześniej – tak jak pisałam – w trakcie kąpieli. Jedno się kąpie, ja reszcie czytam. Czasami czytam nawet i 40 minut. Potem bajka dla każdego dziecka jest już króciutka, bo czytałam wcześniej. Jeśli czasu jest mało, bajkę czasami opowiadam i też jest to z elementami rozmowy. Właśnie problemy z zasypianiem skłoniły nas do osobnych pokoi. Jedno drugiemu przeszkadzało, a my dla żadnego z osobna nie mieliśmy tej chwili intymnej.
A w jakim wieku dzieci zaczęłaś wdrażać ten plan?
2 lata temu, kiedy dzieci miały 3. Wcześniej miałam inny plan, który działał od urodzenia do około 2 roku życia. Potem wróciliśmy do Polski, dzieci zaczęły chodzić do przedszkola, ja do pracy i się pofikało. Dzieci zawsze chodziły spać w okolicach 20, ale czasami w nerwach i stresie. Teraz jest dużo większy spokój i mniej łez.
A jak wyglądał wcześniejszy plan? Moje twinsy maja 9mcy i coraz cześciej zaczyna sie problem z usypianiem
Też miałam rutynę. Codziennie o tej samej porze spacer, zabawy na macie, obiad, drzemka, jeśli dłużej usypiałam, wcześniej budziłam. O tej samej porze kolacja, kąpiel, masaż, lub czytanie książeczek i o tej samej porze do łóżka. Zawsze w tym samym miejscu (we własnym łóżeczku) i w ten sam sposób. Jeśli czegoś próbowałam, to na dłużej, na przykład przez dwa tygodnie. To się naprawdę kiedyś unormuje, musisz tylko wprowadzić żelazną konsekwencję. Powodzenia!
moja mała ma zaledwie 5 miesięcy, a rutyna już teraz działa cuda. Czasem oczywiście trafiają się jeszcze dni, które z niezrozumiałych dla nas powodów są inne – dziecię nagle źle je, źle śpi itd., ale generalnie rzecz biorąc jest git 🙂
Wiadomo, przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, nie robocikami. Ale i tak rutyna pomaga nawet w te gorsze dni.
Podpisuję się rękami i nogami! Dla mnie najważniejszy jest RYTM u dzieci, czują się bezpieczniejsze i przy tym są spokojniejsze. Nasze o 20.30 mają wieczorną porę zasypiania. Mamy swoje zwyczaje i przestrzegamy ich. Nie raz zdarzyło się że dzieci zasnęły w aucie i potem w nocy nie spokojnie spały. Staram się tego unikać. Rutyna, rytm pomaga ona w codziennym życiu – nie tylko wieczorem ale też rano – dla mnie dużo gorsze jest wyjście do przedszkola z rana niż wieczorne spanie. Ale to dlatego że zmieniło nam się w tym roku ale w 3 tyg udało się wprowadzić nowy rytm.
U nas niestety poranek nadal kuleje. Ale i nad tym pracujemy, żeby było spokojniej i milej.
U nas też idealny nie jest ale pomalutku do przodu. O tyle gorzej że musze ostatnio ich budzić i wtedy miło sie juz nie da hehe
No niestety. U mnie nawet z budzeniem nie ma problemu, ale walki gangów trwają.
U nas jest ciągle problem o treści: „mogę dzisiaj zostać w domu? nie chce iść do przedszkola” 😉 i to nie problem z przedszkolem ale ze starszakiem hehe bo jest tak: nie ide do przedszkola, mogę zabrać nową książke pokażę Kubie, nie ide do przedszkola, dzisiaj mamy dzień jabłka spakowane mam jabłko, nie chce iść do przedszkola, a w przedszkolu to ćwiczymy tłiściora i tak w koło 😉 myślę czasami że mój syn ma rozdwojenie jaźni hehe
U mnie to samo, z ciuchami. Wybrałam sobie sukienkę, ale nie chcę sukienki, buuu. Ech, dzieci.
Hej, fajny tekst i praktyczne porady. Mam dwoje dzieci prawie 5l. i prawie 2,5. Przy pierwszym dużo trudniej było mi wprowadzić rutynę. Jakoś tak więcej chciałam robić pod dziecko, bo wydawało mi się, że to dla niego dobre (np. spanie w ciągu dnia, kiedy popadnie itp.). Przy drugim zmądrzałam, bo inaczej bym oszalała:-) Ale też zobaczyłam jak bardzo rutyna jest potrzebna dzieciom i rodzicom też:-) Nadal lubię jakieś spontaniczne akcje, ale teraz już wiem, że jedno wcale nie musi wykluczać drugiego. Tao tak jak z asertywnością, której też rodzice często się boją- bycie asertywnym rodzicem, który potrafi stawiać granice z czułością, wzmacnia więź i buduje bliskość, a nie odwrotnie. Pozdrawiam i gratuluję świetnego bloga.
Bardzo dziękuję! Dokładnie tak jest. Asertywność to nic innego jak stawianie granic, potrzebnych każdemu, żeby w ogóle jakoś funkcjonować.
Mogę tylko potwierdzić, że plan jest świetny, bo my też mamy podobny;-) Stosuję go przy dwójce dzieci, których dzieli 2,5 roku. Bajki oglądają rzadko (sama im wybieram na komputerze, bo telewizora nie mamy), ale od ok. 18.30 mamy podobny schemat działania. Kolacja, rozmowy, pakowanie do przedszkoli, kąpiel, czytanie i opowiadanie bajek, zapalona lampka i nie ma problemu z zasypianiem:-) Przed 18.30 jest czas na szaleństwa, zabawy pełne energii czy wspólne przygotowywanie posiłków. W weekend oczywiście jest nieco inaczej, ale godzina zasypiania się nie zmienia. O 20 dzieci są w łóżkach. Wiem, że to dziwi innych, ale dla mnie jest podstawą zachowania naszej rodzinnej równowagi.
Dokładnie to samo u mnie. Bywają rodzice, którzy mówią, że brakuje im czasu wspólnego z dziećmi i ta 20 to za wcześnie. Nasz czas z dziećmi był bardzo chaotyczny wtedy, bo dzieci były śpiące, a czasami nadmiernie przez to pobudzone. Dla nikogo nie było to przyjemne.
Zgadzam się z Toba w 100%:) U nas dzieci też dzięki rutynie i konsekwencji super funkcjonują! Tyle że musieliśmy być bardzo kreatywni we dnie i nocy gdyż dzieciaki mają 4 i pól, 2 i roczek…więc mogę się śmiało nazwać mistrzem logistyki! ?
Rutyna naprawdę działa cuda. Od początku córkę kąpaliśmy o 19, ale nasze dni i noce były różne ze względu na kolki. Jak tylko córce minęły kolki jakoś w 3mż to zaczęła przesypiać całe noce. Wtedy już mieliśmy typowy plan dnia. I codziennie niezmiennie o tej samej godzinie jedzenie, drzemka, spacer, zabawa, kąpiel i spać. Nigdy córki nie usypiałam. Po prostu po karmieniu dawałam smoczka, pieluszkę i odkładałam do łóżeczka i ona w ciągu paru sekund zasypiała. Co prawda trochę nam się dzień zmienił, bo córka do babci jeździ zamiast do żłobka i na początku moja mama nie stosowała się do mojego planu. Karmiła i usypiała mi dziecko kiedy chciała. Szybko jednak zaczęłam działać i tłumaczyć jej, że nie może rozwalać ustalonego planu i koniec kropka. Moja mama też szybko przekonała się, że stały rytm dnia to też wygoda dla niej bo wie, kiedy mała będzie spać i będzie mieć „fajrant”. Nasza rutyna domowa jednak trochę się zmieniła. W zależności od intensywności zabaw u babci czasami córka śpi już o 18:30 a czasami o 19:30. Wstaje codziennie o 6 nawet w weekend i niestety dla mnie jest to nie do obejścia. Coś za coś.
Gorzej jak ojciec wracając z pracy chce „odpocząć” przed tv z komórką w ręce i szlaq trafia założenia 🙁
A jak wygląda Wasz plan dnia gdy chorobsko się przypałęta? 😉 bo wtedy to ja nie potrafię się zorganizować. ..I stres i złość. ..I bezsilność. ..
Wtedy dzieciom na więcej pozwalam, nie egzekwuję zadań logopedycznych, więcej odpoczywamy, czytamy, gotujemy, dłużej oglądamy bajki. Wszystko, żeby tylko przetrwać.
A jaki plan miałaś dla dzieci młodszych? Moja ma obecnie 9 miesiecy i isypianie trwa 3 h…
Też miałam rutynę. Codziennie o tej samej porze spacer, drzemka, jeśli dłużej usypiałam, wcześniej budziłam. O tej samej porze kolacja, kąpiel, masaż, lub czytanie książeczek i o tej samej porze do łóżka. Zawsze w tym samym miejscu (we własnym łóżeczku) i w ten sam sposób. Jeśli czegoś próbowałam, to na dłużej, na przykład przez dwa tygodnie. Szybko się okazało, że moje dzieci potrzebują krótszych drzemek w dzień.
Starszak (prawie 6 lat) wieczorem ogląda bajki, myje zęby i ok 20:30 śpi jak suseł. Panienka (rok i 10 m-cy) jednak jest mniej ogarnialna, Po zębach zwykle ma swoje pomysły na wieczór i nie pomaga czytanie, głaskanie etc. Może jak podrośnie? DOpiero po uśpieniu towarzystwa zaczynam pracę – przygotowuję wykłady, artykuły etc, więc zależy mi na jak najwcześniejszym usypianiu, ale póki co udaje mi się połowicznie 🙂
Baaardzo dziękuję za ten wpis! Co prawda moje maleństwo ma dopiero 3 miesiące, jednak wszystko co dotyczy snu jest dla mnie bardzo interesujące, bo moja Córeczka ma z tym niemałe kłopoty… i wciąż szukamy sposobów na jej skuteczne usypianie 🙂
W tym wieku to jeszcze normalne, unormuje się! Powodzenia!
Mam nadzieję 😉 Dzięki;)
Po przeczytaniu artykułu stwierdzam,że Twój plan dnia w połowie zgadza sie z moim 🙂
Bardzo ciekawy artykuł.
Dziękuję bardzo i dużo konsekwencji życzę!
Dzień dobry 🙂 Nie mam dzieci ani nie jestem w związku, ale z przyjemnością czytam tego bloga. A powyższy wpis chyba pomoże mi samej osiągnąć równowagę, której od dawna szukam. Dziękuję i pozdrawiam!
Bardzo dziękuję!
A zdradzisz, jak to bylo wczesniej? Moja trojca zalapalaby sie na ten Twoj wczesniejszy plan – do 2 roku zycia 😉
Od jakiegos miesiaca porazka. Wczesniej chlopcy usypiali w 10min, choc potem potrafili sie budzic milion razy w nocy. Teraz zaczeli (w koncu!!! Po 2 latach!!!) spac dobrze w nocy, ale usypianie zajmuje 2 godziny, czasem dluzej !! 😉 Jak Ty to robilas? Pozdrawiam 🙂
Też miałam rutynę. Codziennie o tej samej porze spacer, drzemka, jeśli dłużej usypiałam, wcześniej budziłam. O tej samej porze kolacja, kąpiel, masaż, lub czytanie książeczek i o tej samej porze do łóżka. Zawsze w tym samym miejscu (we własnym łóżeczku) i w ten sam sposób. Jeśli czegoś próbowałam, to na dłużej, na przykład przez dwa tygodnie.
Świetny tekst. Dzięki! Przy pierwszym dziecku rutyna była dla nas dość łatwa. Działało. Teraz mam dwójkę i strasznie nam się to rozpadło. Teraz mam postanowienie, żeby wrócić do tych schematów.
Zgadzam sie, że dzięki rutynie można zdziałać cuda, sprawdza się to także w przypadku mojej już 6-latki choć nie mamy tak idealnego planu jak wy. W związku z tym pytanie kiedy ogarniacie zakupy, sprzątanie itp. ? Bo jak rozumiem od momentu przyjścia do domu oboje spędzacie Chas z dziećmi.
Dzięki
U mnie takie zasypianie o 20 byłoby idealne, bo na razie to moja 2latka zasypia o 22! I za nic nie chce iść wcześniej! Przez to wieczór taki krótki i mało czasu dla siebie. Może spróbuję Twojego planu i zacznę usypianie od 18.30 🙂 Tylko z tą rutyną może być problem, bo pracuję kilka razy w tygodniu na popołudnie i wracam po 22, a mąż zostaje z dzieckiem. A wiadomo jak to tatuś – pozwala na więcej zawsze!
U mnie nie ma tragedi mam 4 letnia córke i 2 letnią chodzą spać o 20-20:30 tylko teraz mam jeszcze syna 8 tygodni jest ogólnie bardzo grzecznym dzieckiem tylko mam problem go uspać . Kąpie go o godzi 18 i wtedy zaczyna się jego koncert bo oczywiście muszę wykąpać dziewczynki pomóc ubrać zdobić mleko położyć spać a mały w tym czasie nie chce spać więc bardzo się spinam i denerwuje wkońcu zasypia tak jak one ale niestety trochę się napłacze bo jestem jedna a dzieci jest trójka i nikt mnie nie zastąpi ani nie pomoże. Może jakieś rady co do syna bardzo chętnie wysłucham.
U mnie dzieci zawsze zasypiają na świeżym powietrzu, było tak ze starszą córką i teraz podobnie z młodszą. Jesteśmy aktywną rodziną więc spacerujemy, jeździmy rowerami i biegamy. Ta najmłodsza córka jeszcze nie chodzi, tylko jeździ w wózku, dokładnie w Nordic Cabie. on jest przystosowany do biegów więc jak biegam to Hania się tam usypia. Troszkę może czasami trzęsie, ale jej to nie przeszkadza. Nawet jak biegamy to ona jest spokojna. Gaworzy tam po swojemu albo sie smieje.
Czytam Pani blog planując dopiero założenie rodziny. Jesteśmy jeszcze młodzi, ale gdzieś z tyłu głowy brzmi, że nie wszystko da się zaplanować i nawet przy największych chęciach i uwadze i nam może zdarzyć się nieplanowana (celowo unikam słowa niechciana, bo nie brzmi dobrze) ciąża. I tak jakoś mi lżej, bo widzę koleżanki które przerasta to wszystko. Niejednokrotnie zdarza się, że siedzę u niej a ona gania za młodym wciąż mnie przepraszając, bo nie ma u nich czegoś takiego jak na przykład ta Wasza rutyna. Jestem osobą niecierpliwą, która na razie przysposabia się do odpowiedzialności z pomocą Naszych kotów i psa… Ale to wciąż nie to samo, bo mogę je czasem na chwilę zostawić same i wyjść – dziecka nigdy, do pewnego wieku oczywiście. Zastanawiałam się właśnie, czy mój charakter nie sprawi, że będę okropną matka. Że szybko się zdenerwuję, zacznę uciekać, kłócić się z partnerem i wszystko zniszczę. Pani blog dodaje mi otuchy, bo widzi Pani, wychowałam się bez mamy i czuję jej brak w pewnego rodzaju upośledzeniu moich różnych zachowań i wiedzy, szczególnie o zachowaniu się wśród ludzi kochanych ale i obcych. To dla mnie swego rodzaju poradnik, którego nigdy nie otrzymałam od Śp. Mamy. I choć czytam od jakiegoś czasu, to wtedy jeszcze nie myślałam o dzieciach tak, jak teraz, więc podsumowując – dziękuję za naukę. 🙂
Mój mąż jakieś dwa tygodnie temu wydrukował plan, ale ciężko jest się go trzymać, dwa dni w tygodniu mnie nie ma i są u teściółw, dwa dni mają zajęcia dodatkowe i niestety godzina spania się przeciąga zazwyczaj do 21 🙁 Ale wiele rad z artykułu wprowadzę w życie. Niby to wszystko się wie, ale wiesz co jest najtrudniejsze? Konsekwencja! To to czego mi brakuje…a mam tyle roboty w domu po pracy a czasu tak mało że frustracja tylko narasta. Ale dzieci jak widzę lubia mieć plan i sztywne ramy. Ot co. Konsekwencja!
No i właśnie tego mi było trzeba, dziękuję bardzo i pozdrawiam 🙂
Moze nie powinnam sie wypowiadac, bo mam tylko jedno dziecko, ale potwierdzam ze rutyna i ruch na swiezym powietrzu dzialaja znakomicie. Codziennie budze mojego przedszkolaka o 6.45. W przedszkolu jest do 16.00 gdzie w miedzyczasie spi od 13- 15.20. Po przedszkolu jemy, potem spacer, w domu robi to na co ma ochote. Pod wieczor kolacja i obowiazkowa codzienna kapiel. O 20.30 do lozka. Czasem sama zagaduje, ze chce juz isc spac. Od kiedy byla bobasem klade ja w lozku, caluje i przytulam, gasze kompletnie swiatlo i zostawiam tylko na pol otwarte drzwi wiec wpada swiatlo z salonu. W nocy jest ciemno. Moja corka tak sie przyzwyczaila, ze nie ma zadnego problemu. Przesypia sama cala noc. A rano bez problemu wstaje. ?
Nie lubie sformułowania „usypianie dzieci”. Kojarzy mi się z rodzicem, który godzinami siedzi przy łóżku dziecka i spełnia jego życzenia: mizianie po pleckach, pić, za ciepło, za ciemno, siku, pić i tak w nieskończoność… U nas rządzi rutyna, podobnie jak u Ciebie Dagmara – bez cukru, bez pobudzaczy (ekrany), za to z wyciszającym czytaniem bajki. 1,5-roczniak, 3-latka i prawie 5-latek sami zasypiają, bez harców, bez wycieczek. Oprócz rutyny polecam konsekwencję!
A kiedy czas na pracę na pełen etat i na gotowanie? Większość mam wraca równo z dziećmi (praca szkoła) i zaczyna się dopiero przygotowywanie obiadu, więc nie da się tak cały dzień kontrolować dzieci, każdą bajkę, uczestniczyć w każdej zabawie i przy nauce