życie zaczyna się po trzydziestce

Mam dziś urodziny. Trzydzieste siódme. I mimo tego, że mam już mnóstwo siwych włosów, poranki, kiedy wstaję z bólem czegoś, zmarszczki, których filtry nie ukryją, w ankietach zaliczam się do jednej z ostatnich rubryk, a na ulicy nikt już się za mną nie ogląda (no chyba, że moje dziecko postanowi akurat zrobić cyrk), nie chciałabym się zamienić z młodszą koleżanką. Mówi się, że chcielibyśmy zawsze mieć 18 lat. Otóż za żadne skarby, diamenty i miliony euro, nie chciałabym wrócić się do czasów, kiedy miałam 18 lat, ani nawet 28. Jest mi po prostu dobrze, bo w końcu zrozumiałam, że każdy wiek ma swoje plusy, a życie zaczyna się po trzydziestce.

Dlaczego życie zaczyna się po trzydziestce? W moim przypadku dlatego, że teraz czuję siłę, której wcześniej mi brakowało.

Prawdopodobnie nigdy nie czułam, że moje miejsce na ziemi jest tam, gdzie za jedną rękę ciągną mnie trzy małe rączki, a drugą wspieram się o męża. Jak to dobrze, że ich mam.

Prawdopodobnie nigdy w życiu nie pracowałam tak ciężko jak teraz, kiedy codziennie piszę dla kilkudziesięciu tysięcy osób. Ale i nigdy nie czułam takiej satysfakcji z tego, co robię.

Prawdopodobnie nigdy wcześniej nie akceptowałam siebie takiej, jaką jestem. Nauczyłam się żyć z moimi kompleksami, dziwactwami, ograniczeniami i milionem wad. Patrzę w przyszłość bez obaw i nie żałuję niewykorzystanych w przeszłości szans.

Prawdopodobnie nigdy nie rozumiałam, że ludzie na całym świecie tak bardzo wcale się od siebie nie różnią. Niezależnie od koloru skóry, wyznania, religii, orientacji seksualnej, zamożności, szerokości geograficznej i wieku, wszyscy chcemy tego samego. Miłości, spokoju i bezpieczeństwa, choć dla każdego z nas może to oznaczać coś zupełnie innego.

Po trzydziestce zaczynasz dostrzegać, że tego czasu w dobrym zdrowiu i humorze tak znowu dużo Ci już nie zostało. W końcu docenisz to, że dobrze jest tu i teraz.

Uczysz się, że niektórzy ludzie za honorowy punkt swojego życia uznali upierdliwe uprzykrzanie życia innym. Zawsze mają jakieś „ale”, ich prawda jest bardziej prawdziwa, a kupa ich dzieci nie śmierdzi. Unikasz ich bardziej niż grypy żołądkowej.

Dochodzisz do momentu, w którym dobrą odpowiedzią na pytanie „dlaczego” jest „bo mogę”.

Wiesz już, że wiele rzeczy pozostanie poza Twoim zasięgiem. Niby mówi się, że ciężką pracą można dojść do wszystkiego, wiadomo jednak, że jeśli do 30 nie zostaniesz na przykład modelką, masz nikłe szanse na pokaz Victoria’s Secret. No chyba, że w roli zamiatania podłogi sprzed nóg Alessandry Ambrosio.

Cieszysz się z tego, co masz. Bo ciężko na to pracujesz. Bo to nie jest dzieło przypadku. Bo już wiesz, że jutro możesz tego nie mieć.

Po trzydziestce nic nie musisz. No może oprócz spłacania Franka w kredycie. Czujesz wolność, jakiej nie czuje się w latach nastoletnich. Czujesz spokój wewnętrzny, wypływający z odnalezionego poczucia własnej wartości i słuszności wyborów.

Po trzydziestce możesz więcej. Nie musisz nikomu tłumaczyć się ze swoich wyborów. Nawet wtedy, kiedy żyjesz inaczej, niż zakłada to główny nurt.

O ile wcześniej zdarzało Ci się uciekać z rodzinnych spędów, po 30 bardziej doceniasz familię. Chętniej spędzasz czas z babcią, zaczynasz rozumieć własnych rodziców. Coraz częściej brzmisz jak własna matka lub ojciec.

Zaczynasz łapać się na tym, że mniej rozumiesz młodzież, a bardziej starszych.

Czujesz, że masz moc. Masz siłę i w końcu środki na wiele rzeczy, na które nie było Cię stać w wieku 20 lat.

Nie musisz wszędzie być. Dla swojego zdrowia psychicznego wolisz zostać w domu niż hulać do późna na mieście. Spędzenie sobotniego wieczoru z książką i kieliszkiem wina może okazać się ciekawsze od włóczenia po knajpach.

Przyzwyczajasz się do swoich dziwactw i wymagasz od świata, aby je zaakceptował. Przestajesz wszystkich w koło przepraszać za to, że żyjesz, że czegoś nie lubisz, lub nie chcesz zrobić.

Rozumiesz swoje ograniczenia i uczysz się żyć wykorzystując swoje atuty.

Jesteś w kwiecie wieku. To teraz jest najlepszy czas na życie zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Wyglądasz lepiej niż 10 lat wcześniej. Nie eksperymentujesz już z ubiorem, fryzurą, kolczykami w nosie. Odnajdujesz swój indywidualny styl, który pasuje w końcu do Ciebie, a nie do rozkładówki z Bravo. Nic Ci nie musi wyskakiwać, a spodnie kupujesz już tylko wygodne, a nie wyglądające dobrze na pupie i przyciągające uwagę.

Wierzysz w swoją wartość, która nijak ma się do koloru włosów, marki zegarka czy zasobności portfela.

Nie musisz się już przejmować tym, czy trawa u sąsiada jest bardziej zielona. Pielęgnowanie swojej trawy zajmuje Ci zbyt wiele czasu, którego żal Ci marnować na żrące energię uczucia zawiści i zazdrości.

W końcu godzisz się z przeszłością. Przyszłość jest dużo ciekawsza niż rozgrzebywanie staroci.

Potrafisz się rozpieszczać. Nie musisz wiecznie kogoś gonić i sprawiać innym przyjemność. Nie żyjesz już pod dyktando rodziców, nauczycieli, czy jako marionetka na rynku pracy.

Nie masz poczucia, że musisz być stale sexy, trendy i fit. Masz odwagę po prostu być sobą.

Choć wydawało Ci się to niemożliwe, wcale nie tęsknisz do wieku 20 lat. Nie tęsknisz nie tylko do pryszczy na twarzy, pustego, studenckiego portfela, ale i zagubienia i wiecznego czekania na coś i na kogoś.

Twoje związki stają się głębsze. W końcu pojmujesz, że relacja z drugim człowiekiem nie musi być wyzwaniem. Życie jest na tyle ciężkie, że aby go przeżyć, potrzebujesz wsparcia, a nie ciągłej walki. Pożegnania nadal bolą, ale stają się koniecznością do osiągnięcia własnego spokoju.

Nic Cię już tak bardzo nie dziwi.  Zaczynasz rozumieć niepowodzenia swoich wcześniejszych związków, kruchość niektórych relacji i ludzkie dylematy.

Coraz częściej patrzysz w lustro z sympatią.

Doceniasz nawet drobną pomoc, życzliwy gest i ludzką empatię.

Uczysz się, że zmienianie świata trzeba zacząć od siebie. Wiesz już, że za błędy młodości czas przestać obwiniać rodziców, a za niepowodzenia w dorosłym życiu partnera, szefa lub brak szczęścia.

Wiesz już, że w życiu nie istnieje coś takiego jak łut szczęścia. Jasne, można mieć wyjątkowego pecha, ale zwykle sukces to wypadkowa ciężkiej pracy i talentu, a nie zbiegu okoliczności.

Nabierasz dystansu. Do ludzi, do dóbr materialnych, do konsumpcjonizmu, do sieczki w mediach, do głupoty, a przede wszystkim do siebie. Potrafisz szczerze się z siebie pośmiać. Życzę więc i Tobie odnalezienia siebie w każdym wieku. Lepiej się żyje.

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:i

    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl