Zrób sobie dobrze.
Przyznaję szczerze – odkąd mam dzieci nie mam czasu ani funduszy na to, żeby regularnie chodzić do kosmetyczki, masażysty, czy do spa. Nie oznacza to jednak wcale, że nie chcę wyglądać i czuć się dobrze.
Moje ciało po ciąży pozostawia wiele do życzenia, wory po nieprzespanych nocach straszą, skóra od hektolitrów kawy, klimatyzacji i pociążowych odbarwieniach jakby już nie taka, cellulit level hard…Wiecie o co mi chodzi? Minęły czasy dawnej świetności, kiedy to człowiek żył o zupkach chińskich popijanych tanim winem, spał mało, jadł byle co, ostro imprezował, a i tak wyglądał jak młody Bóg, to znaczy Bogini.
Mam jednak kilka swoich sprawdzonych metod na zabiegi, które robię w domu. Oczywiście wtedy, kiedy dzieci śpią, mąż wybył, a ja nie padłam o 20. Albo wykonajcie je pojedynczo w ciągu kilku wolnych chwil, albo cały arsenał za jednym zamachem. Są naprawdę skuteczne i przyjemne. Są moim sposobem na dbanie o siebie. Niewielkim kosztem i w krótkim czasie. Poniżej przygotowałam listę rzeczy, które lubię. Jeśli klikniesz na link zobaczysz w jakiej są cenie i gdzie można je kupić on-line, bez wychodzenia z domu.
Sposoby na domowe spa, od dołu:
STOPY. Najpierw peeling (możesz użyć tego samego, co do ciała albo specjalnego do stóp). Nie ma nic dla stóp lepszego niż moczenie ich w soli., to wiadomo. Do wyboru: taka lub taka. Możesz wykorzystać zwykłą sól i dodać do niej kilka kropli pachnącego olejku. Po 20-30 minutach stopy należy osuszyć, posmarować grubą warstwą tłustego kremu (z kompletu jak wyżej albo na przykład NIVEA) i zapakować w bawełniane skarpetki na całą noc.
UDA, PUPA, BRZUCH. Na cellulit i ujędrnienie w domowych pieleszach najlepiej zadziała peeling, masaż bańką chińską i zawijanie folią. Peeling – według mnie najlepsze są profesjonalne Bielendy. Peeling zmywamy, nakładamy olejek lub krem antycellulitowy (tutaj możliwości są nieograniczone, jest ich tak wiele, ja lubię najbardziej preparaty firmy Elancyl) i masujemy bańką. Jak to zrobić przeczytasz tutaj. Bańkę kupisz tutaj. Po takim zabiegu nakładasz na ciało specjalną maskę lub specyfik. Owijasz zwykłą folią spożywczą, od kolan aż pod biust, przykrywasz się kocem. Po 20 min zmywasz, wklepujesz ponownie krem antycellulitowy. I cieszysz się z gładziutkich nóg (odczuwasz też ulgę, że pozbyłaś się tego cholerstwa, które, szczególnie to drugie, piecze).
TWARZ. Tutaj też polecam zacząć od peelingu, najlepiej enzymatycznego. Zmywamy, nakładamy maskę. Jest ich mnóstwo, ostatnio szczególnie zachwyciły mnie te z sephory ale lubie też jednorazowe dermiki lub tołpa. Do kompletu kompres pod oczy lub maskę pod oczy. I leżymy myśląc o niebieskich migdałach (NIE o zaległym praniu i garach w zlewie). Ściągamy maskę, resztę, jeśli można, wklepujemy w skórę twarzy i dekoltu.
WŁOSY. Najnowszym moim kosmetycznym odkryciem jest olejek kokosowy lub masło kokosowe, które rewelacyjnie działa na włosy, stopy, ciało (możesz też użyć go do bardziej niecnych celów i wymasować nim swoją brzydszą połowę). Najlepiej nałożyć go na noc (nie zapomnij przykryć poduszki na której będziesz spała na przykład ręcznikiem, inaczej będzie się nadawała do prania) i rano umyć włosy. Ale możesz też nałożyć go pod wieczór na godzinkę i umyć potem włosy. Jest świetny.
RĘCE. Tutaj też możesz pokusić się o peeling i maskę (albo peeling ten sam co do ciała a krem tłusty jak do stóp albo specjalny komplet), po kremie owijamy ręce choćby na chwilę w rękawiczki (najlepiej na noc ale z dziećmi nie polecam).
RELAX. Przy tych zabiegach warto zadbać o relaksującą muzykę (w zamian za siekę z TV), więc nastaw sobie Chilli Zet lub inną stację ze spokojną muzyką. Do kompletu możesz sobie zapalić świece (tak, tak, dla siebie!) i zaparzyć zioła. Polecam szczególnie czystek, który działa uodparniająco, mniszek lekarski, który pomaga w wydalaniu toksyn, czy meliskę na uspokojenie. I tak sobie choćby pół godzinki leżymy i wizualizujemy nasze marzenia.
Wszystkie te zabiegi możesz wykonywać razem. Pamiętaj o dokładnym umyciu rąk po nałożeniu każdego specyfiku. Zabiegi zajmą Ci max godzinę. Godzina w tygodniu to bardzo niewiele, a gwarantuje Ci, że poczujesz różnicę!

Super pomysły na domowe spa i faktycznie zarówno cenowo i czasowo do zrobienia. Wdrazam mocne postanowienie poprawy – tylko musze sobie chyba na czole napisac aby pamietac o wygenerowaniu tej godzinki 🙂
Zróbmy sobie wspólne wyzwanie? Na przykład w każdą środę o 21?
Swietny pomysl.Wchodze w to!zamowie tylko ten specyfik jeszcze 🙂
Super!
O! Do środowego spa to i ja chetnie dołączę. 🙂
Deal! Do środy jeszcze kawałek, jest czas, żeby zgromadzić wszystkie potrzebne gadżety!
Domowe SPA faktycznie warto robić regularnie, ja o tym zapominam, ale piling twarzy robię obowiązkowo raz w tygodniu. Z tym, że u mnie sprawdza się zdecydowanie lepiej ziarnisty od enzymatycznego.
Kiedyś też lubiłam te ziarniste ale uczuliła mi się twarz i już nie mogę ich stosować. Za to lubię je do ciała.
A próbowałaś domowych peelingów ziarnistych? Z kawy, soli albo cukru? Ja uwielbiam takie najbardziej.
Muszę właśnie wrócić do Twojego postu i wypróbować. Lubię takie eko domowe sposoby.
Na bakier u mnie z domowym spa. Chyba musiałabym wszystko kupić…A nie, mam peeling do twarzy jakiś z Garniera. Stoi i się kurzy.
Może nie od razu wszystko a zacząć od tego, na czym najbardziej Ci zależy, albo co sprawia Ci przyjemność. Peeling to dobry początek!
Ja ustaliłam z mężem złotą zasadę – 2x w miesiącu wychodzę na mani choćby się waliło i paliło 😛 Mogłabym to robić w domu, ale zwyczajnie jest to moja chwila dla siebie poza domem i z niej nie zrezygnuję 🙂 A co do domowego SPA – jestem wielką fanką BANDI, peeling enzymatyczny od nich działa cuda!
O, nie znam, zerknę na Bandi. Też jestem za tym, żeby wychodzić z domu, nie ma lepszego resetu!
Czytając pierwsze zdanie, już czuję się wyjątkowo. Dzieci nie mam, a do SPA, masażysty i kosmetyczki nie chodzę. Maseczka na włosy też na nic się nie zda – wyłysiałem dość wcześnie. Za to dorzuciłbym relaksacyjną kąpiel, którą można w domu wykonać. Do kąpieli można użyć soli himalajskiej, a także imbiru, który wyciągnie z nas wszystkie toksyny. Takie kąpiele oczywiście w ramach możliwości robię i śmiało wam polecam. A następnym razem poproszę również o przepisy – dla panów, oni nie wiedzą co to cellulit, więc nie mogą go mieć 😉
Nie wiedziałam o imbirze! Dzięki. Szykuje się post dla Panów!
Oo podoba mi się pomysł z imbirem!