Czytam w kółko list, w którym pediatra, leczący nieuleczalnie chore dzieci w Cape Town, opisuje dziecięce wspomnienia. Wspomnienia, którymi dzieci najchętniej się dzieliły. Wspomnienia, które dzieci najbardziej zapamiętały ze swojego krótkiego życia. I bardzo żałowały, że zdrowie i szpital uniemożliwiają te rzeczy, które w ich życiu okazały się najważniejsze.

Kiedy pierwszy raz czytałam tę listę, uderzyła mnie prostota tych wspomnień.

Żadne z dzieci nie wymieniło wypasionych ciuchów, egzotycznych wakacji, nowego iPada, czy dodatkowych treningów karate. Żadne nie żałowało, że nie jadło codziennie trzydaniowego obiadu ze lśniącej podłogi. Nie upominały się też o więcej czasu przed tv.

Na liście znalazły się rzeczy przyziemne. Dla dzieci ważne było to, że ktoś był dla nich miły. Pogłaskał, nie zauważył blizny, podzielił się kanapką. Dzieci wspominały zwykłe, wspólne chwile. Szczególnie zapamiętały te radosne. Kiedy mama i tata czytali mi bajki. Kiedy chodziliśmy całą rodziną na spacer z psem. Kiedy tata się wygłupiał. Kiedy robiliśmy zapasy na dywanie. Kiedy rodzice brali nas na lody.

Jak bardzo różne są te dziecięce tęsknoty od misji rodzicielstwa wciskanej nam zewsząd! Wszystko teraz musi być nieprzeciętne. Dzieci muszą teraz być niezwykłe. I nie mówię tutaj o zwykłej niezwykłości, z którą rodzi się każdy człowiek. Chodzi o niezwykłe umiejętności, które to rodzic musi dziecku zapewnić. Wszyscy muszą się w szkole świetnie uczyć. Wszyscy muszą mieć wykształcony w wieku 3 lat własny styl, chodzić na języki, dodatkowe zajęcia i dni otwarte w średnich szkołach, choć jeszcze nawet nie rozpoczęli edukacji na poziomie przedszkola.

Wszyscy teraz tak bardzo jesteśmy od małego przejęci naszą świetlaną przyszłością, że brakuje nam czasu na dziś, na teraz, na już.

Powrót do pracy natychmiast po porodzie, bo przecież kredyt sam się nie spłaci, a bezdzietne koleżanki ostrzą pazury na stanowisko.
Jeszcze tylko kilka nadgodzin.
Jeszcze tylko jedna delegacja.
Jeszcze tylko spłacić kredyt.
Jeszcze tylko zmienić auto na lepsze.
Jeszcze tylko remont.
Jeszcze tylko odłożyć na wypasione wakacje. Najlepiej dwa razy w roku.
Jeszcze jeden awans, jeszcze jeden stołek wyżej i już będzie luźniej, będzie lepiej.

Nie będzie niestety.
Będzie jedno – ten czas minie.

I nigdy nie wróci. 

Nasze dzieci najbardziej potrzebują tego, czego kupić się nie da. Nasze postrzeganie i próba zaspokojenia potrzeb naszych dzieci rozmija się drastycznie z tym, czego one tak naprawdę pragną. Choć żyjemy w zwariowanych czasach, potrzeby drugiego człowieka wcale się nie zmieniły. Dzieci potrzebują uwagi. I miłości. Bezinteresownej i bezwarunkowej.

To dlatego zadanie domowe na dziś: idź na spacer. Wyłącz wszystkie zagłuszacze. Dla Twojego dziecka jesteś najlepszą zabawką. Powygłupiaj się z rodziną. Bądź miły. Opowiedz dzieciom bajkę. Przytul tych, których kochasz. Nie będziesz miał ich przy sobie wiecznie.

I zabierz wszystkich na lody. Wszystkie dzieci uwielbiają lody.

Reszta jakoś się ułoży. Przecież wszystko zawsze „jakoś jest”.

Artykuł: źródło

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl