w ten dzień

Tak więc masz opcję zostawić z kimś dziecko. Albo dzieci. Nieistotne, bo nawet jedno dziecko może sprawić, że czujesz, że nie przeżyjesz jeszcze jednej nieprzespanej nocy, kałuży w salonie i ataku histerii w supermarkecie. Nie masz siły stawić czoła kolejnemu dniu. Po ciężkim tygodniu, po kolejnej pobudce o 5:25 w sobotni poranek.

W ten dzień od rana jest Ci jakby lżej. Wiesz, że wieczorem popatrzysz w końcu na swojego partnera inaczej, niż tylko przez pryzmat obowiązków, przepychanek kto teraz wstaje i wyrzutów o niewyrzucone śmieci. Wiesz, że przez moment będziesz kobietą, poczujesz smak poprzedniego życia. Założysz coś nieprzyzwoicie niewygodnego, w czym absolutnie nie dałoby się biegać za dzieckiem po placu zabaw, czy kopać w piaskownicy. Włożysz coś, co na kilometr nie zdradzi, że jesteś mamą. Wyjdziesz z domu bez wózka, bez tony chusteczek, przekąsek, wody, smoczków, a z elegancką, miniaturową torebką, zamiast przepastnego wora, który to wszystko pomieści.

Cieszysz się na myśl, że oto przez moment będziesz miała złudzenie, że możesz decydować o sobie. Będziesz mogła zjeść coś wcale nie dla dzieci, w miejscu, które jest hipsterskie i tylko dla osób o wzroście powyżej metr dwadzieścia. Nie będziesz musiała zerkać na zegarek i spieszyć się do domu z obawą, że ktoś uśnie w samochodzie. Będziesz mogła pójść na film, w którym auta nie mówią ludzkim głosem. Nie wypowiesz żadnego zdania w trzeciej osobie. W ten dzień nie padniesz wykończona na kanapę po szeregu nielubianych obowiązków, tylko po to, aby przed 22 usnąć przed telewizorem w opakowaniu.

Pomachasz na pożegnanie, zamkniesz z ulgą drzwi. Uff, choć z lekkimi wyrzutami sumienia, ale jednak wychodzisz, szczęśliwa. Robisz to dla siebie, aby naładować akumulatory, wypuścić trochę pary. Wychodzisz z postanowieniem, że na chwilę zapomnisz o dzieciach. Ma być reset.

Jesteś zdziwiona, że o godzinie 18 kino pęka w szwach. Przez moment nie możesz oprzeć się wrażeniu, że powinnaś przecież robić kolację, przygotowywać kąpiel i czytać bajki. To już nie Twój świat. Ale oglądasz komedię romantyczną i mimowolnie w myślach analizujesz, czy para bohaterów sprawdzi się jako rodzice, choć przecież to tylko film.

Niespiesznie pijesz pomarańczowe wino, to chyba nowość zauważasz, ale sommelier twierdzi, że jest na rynku od lat. No tak, ale Ty od lat jesteś głównie w domu i zamiast nowinek ze świata, czytasz teraz do poduszki książki o wychowaniu dzieci Jespera Julla. W pękającej w szwach modnej restauracji, analizujesz nie tylko menu, ale i gości. Czy ta zmęczona para przy stoliku obok też, tak jak Ty, jest na rocznicowej kolacji? Czy w domu czekają na nich dzieci? Czy i dla nich ten wieczór stanie się już jutro nierealnym wspomnieniem?

6 godzin od wyjścia z domu zerkasz na telefon. A potem na zdjęcia, te z wczorajszej wycieczki i te z wakacji. Ten uśmiech, te minki słodkie. Już nie ma innego tematu, wraca mama i tata. Nagle łapiesz się na tym, że przecież miało nie być tej rozmowy! To miał być Twój czas! Wasz wspólny czas, bez dzieci. Cholerne poczucie obowiązku, matczyne niewolnictwo. Czy to nigdy się nie kończy, czy nie ma od tego wytchnienia? Czy nie możesz na chwilę wyjść, wyłączyć trybu mama? Na chwilę odpocząć od codziennych wyrzutów, że mogłaś dłużej poskakać, mniej głos podnieść i więcej malować?

Tęsknisz. Lecisz więc do domu, już Ci się nie chce nigdzie dalej iść. Przykrywasz wszystkich kołderką, całujesz rumiane policzki. Dotykasz malutkich rączek, ależ te dzieci szybko rosną, kłuje Cię serducho. Zamykasz oczy.

Tak, oszukujesz samą siebie. To tu jest Twoje miejsce. Przecież wiesz, że choćby nawet Twoje dzieci nagle znalazły się setki kilometrów od Ciebie, zawsze będziesz przede wszystkim mamą. Nie uciekniesz od tego, a myślenia o tym nigdy nie uda Ci się wyłączyć. Bo to całe Twoje życie, choć osobne, bardziej Twoje niż kiedykolwiek cokolwiek innego. Do ostatniego Twojego oddechu. I choćbyś zdobyła Nagrodę Nobla, wlazła na Everest trasą, której nikomu wcześniej nie udało się pokonać, wygrała w lotto milion zielonych, i tak największą satysfakcję poczujesz, kiedy ktoś powie “masz fajne dziecko”.

Naprawdę masz. Nie musisz usłyszeć tego od kogoś. Sama zobacz.

Przytul się mocno do swojego miejsca na ziemi i innego nie szukaj.

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:i

    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl