calareszta

To podejście sprawi, że wychowasz swoje dziecko na człowieka sukcesu. Serio. Wspaniale, prawda? Kto z nas nie chciałby za kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat, spojrzeć na swoje dziecko, odetchnąć z ulgą i przyznać, że wychowaliśmy kogoś, kto odniósł sukces?

Niestety, zła wiadomość jest taka, że musimy diametralnie zmienić swoje podejście do wychowania dzieci. To podejście, to jedno zdanie, powtarzane jest w szkołach na zachodzie, powtarzane przez wszystkich trenerów personalnych, coachów i mówców na całym świecie. Zdanie, które pomaga ludziom uwierzyć w siebie, sięgnąć po marzenia i zmieniać swój los, nadal prze wielu jest niedoceniane.

Staraj się robić wszystko najlepiej, jak tylko potrafisz.

To podejście sprawi, że wychowasz swoje dziecko na człowieka sukcesu i powinniśmy się tym podejściem, jako rodzice, nauczyciele, dziadkowie, zarazić. To tak różne od ciśnienia, którym rodzice w dzisiejszych czasach obarczają swoje dzieci. Oceny, nagrody, wyścig szczurów. Po trupach do celu, nie zawsze zgodnie z predyspozycjami, nie zawsze fair. Naklejki, stygmaty, ten zdolny, ten niegrzeczny, ten do kąta. Niestety nie tędy droga.

Bądź najlepszą wersją siebie.

To jedno zdanie to zupełne przeciwieństwo mody wciskanej nam przez media. Wcale nie musisz być najlepszy, nie musisz wygrywać, ale staraj się dawać z siebie wszystko.

To zdanie podkreśla prawdę życiową, niezbędną do osiągnięcia sukcesu. Aby cokolwiek osiągnąć, musisz na to zapracować. Zawsze nam się wydaje, że inni to mają szczęście, że coś im się udało, wyszło, mają możliwości, których my nie mamy, talenty, których nam brakuje i zasoby, o których możemy tylko pomarzyć. A to nieprawda. Ludzie sukcesu stwarzają te okoliczności ciężką pracą. Pracą do bólu, wbrew wszystkiemu.

To samo tyczy się zachowania. Bywa, że nasze dzieci starają się naprawić swoje postępowanie. Bardzo możliwe jednak, że, podobnie jak wszystko w życiu, nie udaje im się to od razu. Każda zmiana wymaga przecież szeregu małych kroków, niezbędnych do dojścia do celu. Liczy się sama próba podjęcia tych kroków. Gdybyśmy częściej skupiali się na samym wysiłku, a nie tylko efekcie, motywacja naszych dzieci byłaby wyższa.

Czas zmienić myślenie i sposób chwalenia naszych dzieci. Nie „jesteś zdolny, masz talent”, a starasz się, próbujesz, wkładasz w to, co robisz, dużo wysiłku. Nie „jesteś najlepszy, wygrałeś”, a zrobiłeś to najlepiej, jak potrafiłeś. Aby wygrać, musisz walczyć, musisz próbować, to jedyna droga i nie ma skrótów. Przegrałeś, więc musisz ciężej pracować, spróbować czegoś nowego lub poszukać innego sposobu. Jesteś na dobrej drodze, częścią wygranej jest zaakceptowanie porażki.

Ludzie wychowywani w ten sposób, są bardziej chętni do próbowania nowych rzeczy. Mniej obawiają się porażki, bo wierzą, że klucz tkwi w próbowaniu i przezwyciężaniu SIEBIE i SWOICH ograniczeń, a nie wyścigu z innymi.

Ludzie wychowywani w ten sposób, łatwiej przyjmują przegraną. Są dumni z siebie, bo pomimo przegranej bitwy, wygrali wojnę ze sobą.

Ludzie wychowywani w ten sposób, wierzą w siebie. Nie odczuwają potrzeby konkurowania z innymi i ślepego porównywania. Wiedzą, że sukces płynie z ciężkiej pracy i jeśli jeszcze go nie odnieśli, to oznacza, że muszą jeszcze bardziej się starać.

Tego podejścia nauczyłam się, kiedy zaczęłam podróżować po świecie. Zazdrościłam innym, wcale nie pięknym, idealnym, okładkowym, posiadającym rozmaite talenty, pewności siebie i wiary w swoje możliwości. Ci ludzie wydawali mi się wewnętrznie spójni, spokojni. Wstawali rano z poczuciem, że wszystko się może zdarzyć, bo wierzyli, że to, jak będzie wyglądał ich dzień, zależy od nich samych.

To podejście pomogło mi uwierzyć, że mogę biegać, choć absolutnie nie mam do tego predyspozycji fizycznych. Ale mogę się starać i próbować. Mogę znaleźć swój własny rytm. Nigdy nie osiągnę zawrotnych wyników, ale kiedy przebiegłam maraton, poczułam satysfakcję, jaka dotychczas była mi obca, choć nie był to pierwszy sukces w moim życiu. Nie poddałam się, walczyłam, w głównej mierze ze sobą. W moich oczach wygrałam, choć podium z mojej mety nie było nawet widoczne.

To podejście pomogło mi w docenieniu siebie i wysiłku, jaki podejmuję jako człowiek. Nie chcę żyć jakoś, stawiam na jakość. Dopóki nie zadowalam się byle czym, dopóki walczę, mam szansę na zostanie najlepszą wersją siebie. Nie muszę wciskać się w żaden szablon, bo wierzę w siebie. W dni, kiedy daję z siebie 100%, zasypiam spełniona. W te gorsze, wierzę w jutro. Jutro może być tylko lepiej.

To podejście pomogło mi zrozumieć, że nie muszę być matką idealną, mogę za to dawać z siebie wszystko i być najlepszą matką dla moich dzieci, jaką tylko mogę być. Nie interesują mnie porównania do innych i szczerze współczuję rodzicom, którzy wpadają w ten wir. Dzieci innych są ZAWSZE lepsze, szybsze, grzeczniejsze, mądrzejsze przecież. Ba! Nawet dzieci teściowej były idealne, choć żyjesz pod jednym dachem z tym egzemplarzem i swoje wiesz. Z tym się nie da wygrać. Wierzę w moją intuicję odnośnie wychowania. Czyjaś opinia o mnie i moich metodach wychowawczych nie jest wykładnikiem mojego samopoczucia i zdecydowanie NIE świadczy o moich dzieciach. To tylko opinia (jak dupa, każdy ma swoją). Ja wiem, że jako matka, robię wszystko, co w mojej mocy.

Największą porażką mojego życia jest poddawanie się, zanim w ogóle spróbuję. W życiu zawsze mamy wybór. Możesz odpuszczać albo podejmować wyzwanie. Póki walczysz, jesteś zwycięzcą.

W przypadku wychowania dzieci jest to bardzo trudne. Szkoła, sport, stopnie i rywalizacja z innymi rodzicami, kandydatami na studia, czy do pracy, sprawiają, że chcemy, żeby nasze dziecko było najlepsze. W końcu w dzisiejszych czasach taki model sukcesu jest najbardziej pożądany.

Możliwe, że czas przestać mówić naszym dzieciom, że mają być najlepsze i chwalić je tylko wtedy, kiedy coś im się uda. Czas przestać podkreślać, że coś jest wynikiem talentu, wyjątkowych predyspozycji, sprytu czy zbiegu okoliczności. Czas zauważać starania naszego dziecka i kłaść nacisk na proces, na pracę nad sobą, wytrwałość i niepoddawanie się. Możliwe, że nasze dzieci będą częściej próbować ze wszystkich sił i wygrywać, choćby nawet we własnych oczach.

To podejście sprawi, że wychowasz swoje dziecko na człowieka sukcesu.  Sukcesu mierzonego nie ilością pieniędzy w banku i nagród na półce, a polegającego na szczęśliwym życiu w zgodzie ze sobą, wykorzystując maksymalnie swój ludzki potencjał i wiarę we własne możliwości.

Inspiracją do napisania tego tekstu był mój synek, który przez trzy lata przedszkola był postrzegany jako dziecko rozrabiające, nie rysujące w liniach, nieposłuszne, wieczorami cichutko skarżące się, że “Pani na mnie krzyczy”. Po dwóch tygodniach zupełnie innego podejścia, kiedy z każdej ściany krzyczało do niego bądź najlepszą wersją siebie, a w każdym słowie wbijano mu do głowy, że najważniejsze to próbować i dawać z siebie wszystko, dostał dyplom, na którym właśnie to napisano – za dawanie z siebie wszystkiego, we wszystkim, co robi. Nadal nie rysuje w liniach ale tutaj nikomu to nie przeszkadza. Jestem super, mówi teraz.

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:i

    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl