powrót do szkoły

Już wkrótce powrót do szkoły. Niektórzy pójdą do szkoły po raz pierwszy, inni podążają tą ścieżką już od jakiegoś czasu. Tak czy siak, po okresie wakacji, każdy rodzic ma pewne wyobrażenia jak to wszystko będzie piękne wyglądało. Wykrochmalone kokardy, pachnące nowe piórniki, idealne spakowane plecaki, świat nauki, uśmiechnięte nauczycielki. Zaraz, zaraz, przecież to już było! Ja już mm szkołę za sobą, myślisz sobie. Ha. Z dzieckiem przeżyjesz to jeszcze raz. Tylko pięć razy gorzej, bo teraz to Ty jesteś mamą, która musi o wszystkim pamiętać, robić śniadanko i pakować plecaki, ewentualnie tatą, który musi zawieźć, przywieźć i zabrać strój na gimnastykę. Łączę się w bólu. Mamy przechlapane.

Powrót do szkoły: plecak.

Kiedy Twoje pierworodne rozpoczyna przygodę z edukacją, przeszukujesz sklepy, blogi, szukasz inspiracji, oglądasz, kupujesz piękny, nowy, kolorowy, funkcjonalny, stawiasz na półeczce w widocznym miejscu. Wyobrażasz sobie, że skoro Twoje dziecko marzy o plecaku ze Spidermanem, to będzie trzymało w nim jakikolwiek porządek. Twoje złudzenia brutalnie legną w gruzach, kiedy pewnego dnia wyciągniesz z plecaka rękę oblepioną czymś burym i oślizłym. To banan. Sprzed pięciu dni. Nie pomoże też widok Twojego dziecka rzucającego plecak w najciemniejszy kąt, tudzież przeciągające go przez dwa poziomy schodów. Rada od matki zaprawionej w bojach – kup ciemny, zmywalny, z serii pancernych, najlepiej moro, nie widać plam.

Powrót do szkoły: pobudka.

Wyobrażasz sobie, że skoro dzieci w weekend wstają o świcie, może się to w końcu przydać w dni, kiedy trzeba iść do szkoły. Znowu działa prawo Murphy’ego! Dzieci od poniedziałku do piątku chcą pospać dłużej! Co rano stoczysz więc batalię o wstawanie, o 7 rano Twoje dzieci będą chrapać, a kiedy będziesz próbować ściągnąć je z łóżek, stwierdzą, że nie masz w ogóle serca, one są wykończone i dlaczego Ty je śmiesz budzić w środku nocy???

Powrót do szkoły: śniadanie.

Płatki? Czy Ty chcesz kogoś otruć? Płatków nikt nie będzie jadł. Płatki są fuj. No przynajmniej nie dzisiaj. Dzisiaj to ja chcę kanapeczkę z dżemikiem, tylko nie zapomnij pokroić w trójkąty. Kanapka pokrojona w kwadraty może oznaczać, że o 7 rano we własnej kuchni zobaczysz przedpremierowy pokaz końca świata.

Powrót do szkoły: wyjście z domu.

Masz plan, masz listę, przygotowania zaczynasz poprzedniego wieczora, plecaki gotowe, Twoje ubranie przygotowane, nawet wstajesz wcześniej, żeby siebie przed dziećmi ogarnąć. Dupa blada. Choćbyś wstała dwie godziny wcześniej i tak w ostatnim momencie się okaże, że dziecko miało właśnie dziś do szkoły przynieść produkty na sałatkę, że ktoś już przypięty pasem w samochodzie ma wielką plamę na samym środku i nieuczesane włosy. Zawsze. To jest prawo Murphy’ego! Jak coś się ma w Twoim życiu spieprzyć, to stanie się to wtedy, kiedy najbardziej się spieszysz. Poza tym dzieci uwielbiają poranki. To najlepsza pora, aby zabrać się za prace plastyczne, urządzić pokazowego focha i zakwestionować celowość wkładania majtek. To właśnie wtedy przyjdzie Ci do głowy myśl, czy jeśli poprzedniego wieczora zaczniesz krzyczeć „wkładamy buty”! jest szansa, że je znajdą przed wyjściem z domu na następny dzień. W chałupie będzie taki syf, że jak wrócisz wykrzykniesz „Ojesu! Okradli nas”! zanim się zorientujesz, że to tylko dzieci szukały butów. W lodówce też.

Powrót do szkoły: podwożenie.

W wyobraźni masz idealny obrazek, jak to zaparkujesz sobie spokojnie przed szkołą, wypakujesz zapięte na ostatni guzik dzieci, w drodze z uśmiechem będziecie sobie planować popołudnie. W rzeczywistości wpadniesz do szkoły już po dzwonku, spóźniona, wściekła i upocona. Znowu bowiem przechytrzy Cię gang rodziców, którzy, gdyby mogli, wjechaliby do szkoły po schodach. Przecież powszechnie wiadomo, że dziecko jest z cukru i przy wyjątkowo ładnej pogodzie mogłoby się na dystansie 100 metrów do szkoły spocić, przegrzać i rozpuścić. W przypadku złej pogody mogłoby go przewiać, może się przeziębić i nabawić nieuleczalnej choroby, lub zwyczajnie może opaść z sił, wyczerpane daleką, pieszą wędrówką.

Powrót do szkoły: po lekcjach. 

Twoje dziecko, na najlepszej drodze do stania się małym geniuszem, na długie godziny znikające w murach szkoły, czyli fascynującej krainie przyimków, ułamków, sekretów rozmnażania pantofelka i moren czołowych, będzie Ci miało tyyyyyyle do opowiedzenia!!! W rzeczywistości na pytanie „jak było w szkole” nigdy nie usłyszysz nic poza „ok”. Będziesz musiała się namęczyć i gimnastykować, zadawać pytania otwarte i ciekawie opowiadać o swoim dniu, żeby w końcu usłyszeć, że Jasiek zrobił na matmie bąka, a Zuzia przyniosła do szkoły landrynki.

Nic się nie martw. Szkoła to kolejny sprawdzian w szkole życia dla rodziców. Pamiętaj, że dzieckiem, psem i domem się nie pochwalisz. Żyjesz? Dzieci w szkole w jednym kawałku? Po co więc się stresować? Jeszcze tylko jakieś dziesięć lat szkoły i z górki!

Zdjęcie: źródło

 

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!

 

Written by calareszta.pl