calareszta

Lubię czytać motywacyjne gadki. Potrzebne mi jest takie potrząsanie swoim wątłym ego, kopanie się po tyłku i szukanie pozytywów. Lubię, kiedy tekst zaczyna się od słów “Może dziś właśnie jest ten dzień?” Często myślę, że codziennie przecież jakiś jest. W trybikach codzienności rzadko bywa “ten”.

Bo przecież życie właśnie teraz jest. Nie tylko w te dni, które potem zawisną w pięknych ramkach na ścianie. Czy życie nie mieszka gdzieś pomiędzy całusem na powitanie, zlewozmywakiem i obitym kolanem? Czy życie to nie ciąg zwyczajnych dni, pomiędzy praniem, niewyspaniem, a zrzędzeniem?

Natknęłam się niedawno na teksty pewnej Australijki, która była swego czasu pielęgniarką. Prowadziła zeszyt, w którym zapisywała rozmowy z umierającymi pacjentami. Opublikowała pięć najczęściej powtarzanych punktów, których przed śmiercią żałowali najbardziej.

Wszyscy, a w szczególności mężczyźni, żałowali czasu, który poświęcili na ciężką pracę, zamiast spędzać go z bliskimi. Nie zauważali swoich partnerów, dzieciństwa swoich dzieci, przyjaciół.

Żałowali, że nie żyli tak, jak chcieli, a wiedli życie dostosowane do oczekiwań innych. Bali się zmian, opinii, utraty komfortu. Życie płynęło, a oni rezygnowali z kolejnych marzeń.

Żałowali, że kryli swoje uczucia. Zarówno te dotyczące przyjaźni i miłości, jak i gniewu, rozpaczy i rozczarowania. Tłumili je w sobie, bojąc się konfrontacji, ośmieszenia i bólu.

Żałowali, że nie utrzymywali kontaktu z przyjaciółmi. Pozwoli wielu osobom zniknąć ze swojego życia, bo nigdy nie starczało im odwagi na zatrzymanie ich, na wyciagnięcie ręki, na odkrycie swoich intencji, na wyznanie miłości, czy zwykłej sympatii.

Żałują, że nie pozwalali sobie być szczęśliwymi. Wielu umierających dopiero na łożu śmierci uświadamiało sobie, że szczęście jest wyborem. Bili głową w ścianę tkwiąc w nielubianej pracy, powtarzając te same czynności każdego dnia, żyjąc obok ludzi, którzy kładli cień na ich życiu. Bali się zmian i wyjścia ze strefy komfortu, zapominając jednocześnie o własnym poczuciu szczęścia i walczeniu o nie.

Jak zapewne się domyślasz, umierający wcale nie żałowali tego, że nie mieli więcej pieniędzy, że nie kupili sobie większego domu, czy nie objęli wyższego stanowiska, ich tyłek nie był bardziej jędrny, a dzieci zdyscyplinowane.

Żałują czasu, który źle zainwestowali. Żałują priorytetów, których po drodze zabrakło. Żałują zdrowia dającego wolność, którą docenili, dopiero wtedy, kiedy go zabrakło. Żałują odrobiny szczęścia, o które nie udało im się powalczyć. Żałują ludzi. Nie tylko rodziny i przyjaciół ale i siebie.

Czy zamiast żyć, nie żałujesz przeszłości? Nie rozpatrujesz wczorajszego dnia, który wcale nie poszedł tak, jak to było w Twoich planach? Czy spędzasz za dużo czasu na planowaniu przyszłości i życia jutro? Czy często mówisz rzeczy, które nie mają absolutnie żadnego pokrycia? Będę, muszę, żałuję, kiedyś? Czy pamiętasz, że wczoraj minęło, a jutro może nie nadejeść?

Jest taka piosenka, której nie da się spokojnie posłuchać. Zarówno głos, jak i tekst w trudnych chwilach po prostu chwyta za gardło. Często jej słucham. Wtedy, kiedy podejmuję trudną decyzję i wcale nie jestem jej pewna. Kiedy tęsknię za tym, co było, za kimś, kogo nie ma blisko, za czymś, co na zawsze utraciłam. Kiedy się boję upływającego czasu. Wtedy, kiedy znowu coś odkładam na kiedyś. Wtedy, kiedy moje życie innym wydaje się nie do przyjęcia.

Chciałam tylko się bawić

Ucząc się latać, ucząc się biec

Pozwoliłam, aby moje serce wybierało kierunek.

Kiedy byłam młoda

W duchu zawsze musiałam wiedzieć

Że to będzie nieuniknione

Że za swoje doświadczenia przyjdzie mi zapłacić

I będę musiała odkryć moje największe tajemnice.

Wiem, że nie jestem jedyną,

Która żałuje rzeczy, które zrobiła

Czasami czuję jednak, jakbym była jedyna

Która nie może znieść widoku swojego odbicia

Żałuję, że nie żyłam trochę mocniej

Nie patrzyłam w niebo, a nie tylko w podłogę

Czuję, że moje życie ucieka

A ja tylko patrzę i płaczę.

Tęsknię za powietrzem, tęsknię za moimi przyjaciółmi

Tęsknię za moją mamą, tęsknie za tym

Kiedy życie było tylko imprezą do zorganizowania

Ale to było milion lat temu.

Kiedy przechadzam się ulicami

Gdzie dorastałam i poczułam się pewnie

Nie potrafią spojrzeć mi w oczy

Jakby się mnie bali.

Myślę o rzeczach, które mogłabym powiedzieć

Jak dowcip czy wspomnienie.

Ale oni mnie już nie rozpoznają

W świetle dnia.

Wiem, że nie jestem jedyną,

Która żałuje rzeczy, które zrobiła

Czasami czuję jednak, jakbym była jedyna

Która nie może znieść widoku swojego odbicia

Żałuję, że nie żyłam trochę mocniej

Nie patrzyłam w niebo, a nie tylko w podłogę

Czuję, że moje życie ucieka

A ja tylko patrzę i płaczę.

Tęsknię za powietrzem, tęsknię za moimi przyjaciółmi

Tęsknię za moją mamą, tęsknie za tym

Kiedy życie było tylko imprezą do zorganizowania

Ale to było milion lat temu.

Może dziś właśnie jest ten dzień? Dzień bez żałowania, dzień uśmiechu do swojego odbicia, dzień dobrego wykorzystania czasu.

Jeśli masz jeszcze szansę, stań się odbiciem, na które popatrzysz z dumą. Ściskaj tych, którzy są obok, zanim kiedyś ich zabraknie. Częściej patrz w niebo, zamiast w podłogę. Może dziś właśnie jest ten dzień?

Życie to wybór. Wybierz tak, żeby nawet za milion lat nie żałować.

*W tekście wykorzystałam autorskie tłumaczenia tekstu piosenki Adele “A million years ago” oraz artykułu Bronnie Ware, który w oryginale można przeczytać na jej blogu tutaj.

**Zdjęcie: źródło.

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:i

    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl