old-letters-436503_1280 (1)

Dzisiaj będzie post od kuchni, ale nie o kuchni. Witam Cię serdecznie, usiądź wygodnie, mam Ci coś do powiedzenia. Jesteś w moim świecie, który codziennie mozolnie buduję. Blog zajmuje mi około 60 godzin w tygodniu, o ile nie więcej. To, co czytasz, nie powstaje w 5 minut. Nigdy nie piszę na odczepnego, żeby tylko “coś było”. Nie wstydzę się żadnego postu, każde słowo jest przemyślane. Post to tylko część pracy, są jeszcze zdjęcia, administrowanie strony, fanpage na facebooku, konto na Instagramie, a przede wszystkim kontakt z czytelnikami (odpowiadam na KAŻDY komentarz). Publikuję 3-4 razy w tygodniu, posty pojawiają się zwykle na blogu w nocy, zajawka na Facebooku zwykle rano o 8. Bywa, że aby post wyszedł na następny dzień, piszę go do 2 nad ranem, bo jeszcze coś mi się nie podoba, zdjęcie nie takie, brakuje początku lub ciekawego zakończenia.

Chcę myśleć, że wartościowa treść przyciąga wartościowego czytelnika. Może dlatego nie mam problemu z hejtem, właściwie tylko sporadycznie pojawia się krytyka, tą konstruktywną bardzo sobie cenię, nie jestem nieomylna. Jak na razie skasowałam tylko 2 komentarze, jak na dziewięć miesięcy życia bloga to nic. Nie toleruję żadnej formy obrażania nikogo, w tym mnie. Temat może komuś nie przypaść do gustu, ale to nie powód do mieszania mnie z błotem. Blog jest subiektywny, jest to moje zdanie na dany temat. Jeśli komuś się to, co piszę nie podoba – zapraszam do dyskusji, do przeczytania kolejnego wpisu, nie musimy o wszystkim myśleć podobnie. Moi czytelnicy to ludzie na poziomie, kulturalni, mili, empatyczni. Szacuneczek Kochani.

Wiem, że nie masz czasu na jakieś tam lajki czy komentarze i doceniam to, że w ogóle znajdujesz czas, żeby czytać, co wiem ze statystyk. Marzę o większej ilości komentarzy, choć wiem, że często nie masz czasu, nie chce Ci się, nie masz nic więcej do dodania, albo po prostu nie zgadzasz się z tym, co napisałam. Nawet większości moich znajomych czy rodzinie nie chce się komentować, więc wiem, jak to wygląda. Ale nie wierzę, że od czasu do czasu nie znajdziesz dla mnie 5 minut, bo dokładnie tyle to zajmuje.

Tylko w tym miesiącu spotkałam kilka osób, które dziękowały za bloga ale jednocześnie mówiły – chcę skomentować, ale nie wiem co powiedzieć. No więc podpowiadam, możesz zacząć tak:

1272042306_by_wrestling_600

Może jakoś damy radę? 🙂 Bez Ciebie ten mój blog to jak list bez odpowiedzi. Jeśli czytasz regularnie, od czasu do czasu napisz, że jesteś. To taka waluta, jaką zapłacisz mi za moją codzienną pracę nad stworzeniem czegoś wartościowego (najlepiej zostaw komentarz tutaj na blogu, bo będzie tutaj cały czas, nawet za kilka lat, a ten na Facebooku będzie już jutro niewidoczny).

Bywa, że widzicie na Facebooku, że post jest sponsorowany. To nie oznacza, że ktoś mi za niego zapłacił. To znaczy, że ja, prywatnie, zapłaciłam Facebookowi, żeby Wam go pokazał. Bo Facebook jest bardzo mądry. Jeśli nie dajesz “lubię to”, nie klikasz na moje posty i ich nie komentujesz – Facebook uważa, że ta treść Cię nie interesuje i przestaje Ci to wyświetlać, a ja znikam z Twojej ściany. Płacę więc często za to, żeby post do Ciebie dotarł.

Nie używam żadnych programów do obróbki zdjęć. Uważam, że dzieci są najpiękniejsze naturalnie, a swoich zmarszczek się nie wstydzę. Jak widzisz nie mam zbyt wiele do ukrycia. W maju przeniosłam się z bloggera na www.calareszta.pl Była to świetna decyzja, disqus, który teraz służy jako narzędzie do komentowania, jest dużo bardziej przejrzysty i interaktywny, jest Wam łatwiej pozostawić komentarz. Z tych dyskusji na blogu jestem najbardziej dumna. Stale nad sobą pracuję, inwestuję w blog, robię lepsze zdjęcia, pracuję nad treścią. Wierzę, że mam coś do zaoferowania, może nawet do powiedzenia. I chyba powoli zaczynam dostrzegać pozytywne skutki mojego zaangażowania.

W sierpniu blog odwiedziło prawie 12 500 osób!!!

raport sierpien

Dla popularnych blogerów ta liczba może być śmiesznie mała, a dla mnie jest niewyobrażalnie duża! Bo to nie TYLKO numer, statystyka. Każda jedna cyferka to żywy człowiek, ze swoimi marzeniami, pomysłami, indywidualnym życiem.

DZIĘKUJĘ każdemu z osobna.

Jesteś tutaj ze mną codziennie. Razem ze mną przeżywasz moje kobiece bolączki, dylematy matki, rozterki małżeńskie, życiowe absurdy. Niektórzy stali czytelnicy już bardzo dobrze mnie znają, rozpoznają moje dzieci i kibicują naszej rodzinie.

Nie wszystkie posty są równie ważne. Coś, co łatwo się czyta, bardzo trudno napisać. Bywa, że post powstaje kilka dni, zmieniam, dodaję, myślę. A w tym czasie inspiruje mnie jakaś potrawa, książka, czy miejsce, wiec piszę o tym, może skorzystasz z podpowiedzi, może coś Cię zainspiruje. Za każdym razem, kiedy publikuję post, fizycznie się denerwuję. Czy się przyjmie? Czy ktoś go przeczyta? Czy się spodoba? Czy spotka się z krytyką? Tym bardziej jest mi miło, kiedy od razu pojawiają się znaki uznania – polubienia i komentarze. Oddycham wtedy z ulgą. Szczytem szczęścia jest udostępnienie postu, w taki sposób dociera on do większej ilości osób i mój plan zrzeszenia większej społeczności jest bliższy realizacji.

Zawsze kiedy napiszę coś, co potem cieszy się popularnością, a post przeczyta kilka tysięcy osób, myślę, że to mój szczyt, że już nic lepszego nie wymyślę. A jednak czasami się udaje napisać coś jeszcze lepszego. Moje posty już dwukrotnie polecała Super Niania Dorota Zawadzka, często też goszczę w zestawieniu najlepszych tekstów rodzicielskiej blogosfery minionego tygodnia na portalu Mądrzy Rodzice.

Nie zawsze mam wenę. Kiedy ją mam, piszę na okrągło. Kiedy jej nie mam – nie wymyślam na siłę, nie zmuszam się. Rzadko kiedy trzymam posty “na zaś”, nie piszę na zapas. Jak coś stworzę – publikuję. Nie zaglądam do innych w poszukiwaniu inspiracji. Nie poruszam tematów kontrowersyjnych, czy bulwersujących, modnych, które odbiłyby się głośnym echem w Internetach. Bo mnie nie o to chodzi. Chcę pisać dobrze cały czas, a nie desperacko szukać medialnej uwagi. Przysłowiowe “pióra w dupie”, żeby kogoś do siebie przyciągnąć nie są dla mnie.

Pokazuję moją rodzinę. Wiem, jakie są zagrożenia Internetu. Wiem też, że to, co nas dziś bulwersuje, jutro jest chlebem powszednim i nasze dzieci jeszcze bardziej niż my będą pokazywały światu swoją prywatność. Jeśli ktoś zechce ośmieszyć moje dziecko, zrobi to i bez pięknego zdjęcia z bloga.

Bywa, że ktoś mi zarzuca, że się wymądrzam, że pojadłam wszelkie rozumy, że moralizuję. Piszę tylko z własnego doświadczenia, które bywa bolesne. Nie wiem wszystkiego i nie chcę nikogo pouczać. Nie piszę bezpośrednio o Tobie, nie wytykam palcem. Mam jedno założenie – chcę skłonić do przemyśleń, do małych, ale jednak zmian na lepsze. Jeśli jedna osoba po moim wpisie zacznie biegać, przestanie bić swoje dziecko, zacznie z szacunkiem traktować swojego partnera, zadba o siebie, a nie o porządek w szufladach, poda coś pysznego swojej rodzinie, korzystając z mojego przepisu, wywołując uśmiech na twarzach najbliższych – wygrałam. A tych sygnałów jest coraz więcej! Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, polubienia, udostępnienia, za prywatne wiadomości i kibicowanie mojemu rozwojowi, którego jesteście tutaj świadkami.

Ten blog to spełnienie jednego z moich marzeń – w końcu mam pracę, którą wykonuję z przyjemnością. Pomóż mi w jego spełnianiu. To co? Ja zaczynam: Cześć, jestem Dagmara, mam 35 lat…

 Zdjęcia źródło: https://pixabay.com/ oraz http://demotywatory.pl/

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!

 

Written by calareszta.pl