Czuję, że jestem na tropie grubej afery. Afery, która w końcu wyjaśni kto okrada Polskę! 

Przez rok mieszkania za granicą człowiek sobie zapomina o niewygodnych szczegółach życia w ukochanej ojczyźnie, czy też w ogóle w innym kraju. Bo to tak jest, że się po prostu wypiera te pierdoły ze świadomości, pamiętając raczej to, co przyjemne i sercu bliskie. I potem człowiek mocno stęskniony wraca do kraju, a tu zonk.

Nie będę pisała o polityce, ani o pracowaniu za karę, uwielbieniu do kolejek, ani nawet o skarpetkach do sandałów, białych kozaczkach i turbo solarze. Nie.

Mam ochotę w bardzo niecenzuralny sposób spytać:

czy ktoś wie, kto okrada Polskę ze wszystkich drobnych?

To znaczy wiem, że winę zwykle zwalamy na Ruskich, na Niemców, ewentualnie na Unię, a jak już to nie chwyci, to wiadomo, że to wina Tuska, ale w tym przypadku sprawa wydaje mi się grubszego kalibru. To musi być jakiś spisek! Żeby w żadnym sklepie, żadna kasjerka, w żadnym mieście w Polsce nie miała wystarczająco dużo drobnych, aby wydać resztę? Komukolwiek? 

Pytanie „czy ma Pani drobne”, „czy ma Pan 5 groszy”, „czy ma Pani końcówkę” towarzyszy każdej transakcji bezpośredniego kupna. I o ile można próbować zrozumieć handlującego na ulicy obwarzankami, tak trudno zrozumieć kasjerkę w dużym markecie. Właściwie sprzedającego obwarzanki też ciężko obczaić, bo przecież wiadomo, że liczenie na fuksa w postaci samych tylko klientów posiadających równiutko odmierzone 1zł60gr jest, lekko rzecz biorąc, szczytem optymizmu.

Oczywiście, jak każdy naród, przyzwyczailiśmy się do wielu absurdów i do tego przy kasie też. I potem taki człowiek zawsze w stresie kończący zakupy wyjeżdża do krajów, w których deficytu drobnych nie ma, ale z przyzwyczajenia grzebie przy kasie w tym portfelu, przerzuca monetami, poci się lekko w stresie, no bo co jak jednak nie mam, a ta kiełbaska w koszyku to już tak pachnie, że ciężko się będzie z nią pożegnać, a w końcu, co najmniej jak odkrywca Ameryki, triumfalnie krzyczy „mam, mam końcówkę”!

Kiedy tak ostatnio zrobiłam w tutejszym sklepie, przez 5 tygodni w Polandzie przyzwyczajona do notorycznej „afery o drobne”, Pani kasjerka spojrzała na mnie co najmniej jakbym miała dwie głowy, lekko przewróciła oczami, wzruszyła ramionami i odparła „Super! Ja też mam”.

Może to jakaś kara dla kupujących? Może niepisana zemsta kasjerek? Ich szefów, którym się bilonu dźwigać nie chce? Może ustanowiono jakiś nowy sport, żeby na tej kasie się nie nudziło przypadkiem? I tutaj muszę przyznać, że jeśli rzeczywiście jest to sport, to dla mnie złoto olimpijskie dostaje Pani z kasy w Białce Tatrzańskiej, która o godzinie 15 w Nowy Rok, w Termie Bania, w której w ten dzień kąpało się pół Polski, na moją wyjętą z portfela stówkę (sto złotych polskich, gwoli ścisłości, nie dirhamów, czy jenów) oznajmiła, że nie ma jak wydać, po czym nakazała „pani idzie rozmienić”. Nie jakieś tam klient nasz pan, czy zupełnie niepotrzebne w dzisiejszym świecie zwroty grzecznościowe, czy szukanie innych opcji rozwiązania problemu. Nie, nie, takie rzeczy to dla amatorów! Przecież wiadomo, że drobne to problem klienta, chce zapłacić, niech szuka! Tak trzeba żyć proszę Państwa!

Bardzo mnie to nurtuje, czy ktoś wie, kto okrada Polskę?

Z drobnych, oczywiście. 🙂 

Zdjęcie: źródło.

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!

 

Written by calareszta.pl