tołpa

Bardzo wiele osób pyta mnie, czy jako trojaczki dzieci są do siebie podobne. Właściwie to są, ale i nie są. Bo na przykład wszyscy uwielbiają owoce. Warzywa. Mięso. Najlepiej w dużych ilościach i posypane cukrem. Kochają ruch, wodę i wszelkie aktywności z nią związane. Szczególnie wtedy, kiedy czegoś nie wolno, potencjalnie grozi wypadkiem, a przynajmniej trwałym kalectwem, na przykład skoki na główkę do pustej wanny. Cała trójka przepada za huśtawkami. Najlepiej pustymi. Dadzą się pokroić za towarzystwo, o ile nic nie zabiera i nie chce nic pożyczać. Tak, mają wiele cech wspólnych. Jak chyba każde rodzeństwo.

Bardzo wiele jednak moje dzieciaki dzieli. Jest to lekko zadziwiające, ale jednocześnie bardzo przez nas pożądane. W końcu celowo rozdzielaliśmy dzieci w przedszkolu do trzech różnych grup, nie ubieramy ich identycznie, wozimy na różne zajęcia dodatkowe, nie tłumimy gustów i dbamy o indywidualne rozrywki.

Trochę jest z tym zachodu i wysiłku, wcale się nie dziwię, że niektórzy rodzice, którym urodziły się na przykład bliźniaki, udają, że mają jednak jedno, tylko sklonowane dziecko.

Moje dzieciaki to taka mikstura. Mają trochę ze mnie, z ojca, trochę z dziadków i (nie wiem jak to się dzieje) trochę z rodziców chrzestnych też. Na pewno odziedziczyły po ojcu dobry humor, po mnie cięte riposty i też po mnie zdolności do konfabulacji.

Emma, czyli pierworodna, urodzona 60 sekund wcześniej niż reszta. Pseudonim artystyczny „kierowniczka”. Wychylanie się do przodu pozostało jej do dzisiaj. Emma jest typowym przykładem High Need Baby – dziecka, które potrzebuje więcej. Jest jej wszędzie pełno, jest szybka, nerwowa i twarda. Żyje intensywnie, śpi mało, od 5 rano maluje, śpiewa i budzi mnie stukając w powiekę pytaniem „gdzie są nozycki”. Przed zaśnięciem musi zrobić „sioł” (z ang. show, czyli pokaz). Najlepiej taki, który będzie zawierał fikołki, darcie na całe gardło, stukanie, przebieranki i wymachiwanie pomponami.

Jest duszą towarzystwa i miłośniczką wszelkich stworzeń. Opanowała do perfekcji sztukę nagabywania właścicieli czworonogów – podchodzi do delikwenta z czarującym uśmiechem, minką aniołeczka i swoim słodkim, pięcioletnim głosikiem pyta – „cy mogę pogłaskać”? Ponieważ przeskakuje inteligencją jakieś półtora roku, kiedy jednak komuś zdarza się odmówić bez podania przyczyny, zawiedzona, odchodząc, woła na cały regulator – „Mamusiu, nie pozwoliła pogłaskać! Ta pani jest stlasznie dziwna”!

Urodzona negocjatorka, zawsze dostając palec, próbuje ugrać całą rękę. „Mamusiu, skolo jestem jus tloskę chola, czy zamiast obiadku mogłabym dostać cekoladkę? Cuję, ze zlobiłoby mi się po niej lepiej!” Nie ma kawałka na ciele bez zadrapania, skaleczenia i otarcia. Miłośniczka koloru „luzowego”, niepoprawna optymistka. Kiedy ten mały imbryczek gotuje się z nadmiaru energii, wsadzam ją czasami do wanny. Zakładam sobie spokojnie piankę do nurkowania, czepek i gogle, i patrzę jak mój wulkan energii pływa jakby w oceanie, wytwarzając metrowe fale. Kiedy się wyskacze, wydmucha pianę, umyje wszystkie kafelki, zanurkuje tysiąc razy, milion razy odkręci kran i dwa miliony razy krzyknie zdziwiona, że wodę sobie znowu puściła lodowatą, na chwilkę się uspokaja 🙂

tołpatołpa tołpa tołpatołpa tołpa tołpa

Nina to fashionistka. Każdy dzień rozpoczynamy od batalii o sukienkę. Ma być ładna, kolorowa i wygodna. Kiedy zrezygnowana proponuję kolejną opcję, siedzi już obrażona tyłem do mnie, niechętnie zerka na mój kolejny, (oczywiście) nietrafiony wybór, po czym oświadcza „nuda”! Kiedy raz zabrałam ją na zakupy, aby dowiedzieć się, które sukienki są „rozrywkowe”, dowiedziałam się, na czym polega stereotyp „baby na zakupach”. Wybrała 8 sukienek, przymierzyła 2, stwierdziła, że to nie to, po czym w kolejnym sklepie kupiła spinki do włosów i ogłosiła koniec zakupów. Naburmuszona wracała do domu z miną, która za jakieś 15 lat mogłaby mówić „nic w tych sklepach nie ma, jestem krzywa, a Ty się nie znasz i NIC nie rozumiesz”!

Kiedy już zakończymy małe odzieżowe dramaciki, przejdziemy wojnę o fryzurę i buty, zaczyna się zmyślanie. Z miną wytrawnego pokerzysty Nina nagle oświadcza:

– Mamo, a wiesz, Dominik się dzisiaj zgubił w przedszkolu.

– Ale jak to?

– No normalnie, wszyscy go szukali, krzyczeli. Pani dyrektor przyszła nawet liczyć dzieci. Długo go nie było.

– No i co? Znalazł się?

– A, tak, był w kibelku.

Ninka – balerinka, urodzona tancerka, potrafi zrobić piruet i szpagat, na przedstawieniach w przedszkolu otwiera występ i ciągnie linię melodyczną. Miłośniczka porządku i sprawiedliwości. „Walnęłam go, bo nie pomaga sprzątać”. Typowa spryciula. Zwykle krok za rodzeństwem, obserwuje i wyciąga wnioski, ucząc się na ich błędach. Ona pierwsza nauczyła się sikać na nocnik, pływać, malować w liniach. Po Babci odziedziczyła miłość do spania. Pierwsza zasypia, ostatnia wstaje. (Dlaczego tylko jedno dziecko to odziedziczyło, ja się pytam???). Po ojcu ma zamiłowanie do białego uśmiechu i mycia zębów. Byle tylko nie żadną nudną pastą!

tołpatołpa tołpa

Dominik, czyli okrutniczek, mimo pięciu lat zaczyna zauważać, że z babami są tylko kłopoty. Poprosił, abym wypisała go z rytmiki, bo „tam ceba tańcyć z dziewcynkami”! Dramat w przedszkolu jest wtedy, kiedy „Mamo, mamo, Hania mnie chciała pocałować. FUUUUUUJ”!!!! Miłośnik wszelkich pojazdów, futbolu, okrzyków wojennych i strasznych bajek. Na pytanie co najbardziej lubi, niezmiennie odpowiada, że spaghetti i lody. Nie jest syneczkiem mamusi, oj nie. Wręcz udowadnia, że już od przedszkola można być twardzielem z kumplami.

Największym przeżyciem 2016 są dla Dominika urodziny kolegi, na których pił pierwszy raz w życiu colę. Mimo zawrotnej wagi urodzeniowej 1160g, Domi jest bardzo waleczny. To on wszystkiego uczy się najbardziej precyzyjnie. Ulubionymi gadżetami są typowo męskie atrybuty – młotek, odkurzacz, mop. To moje najczystsze dziecko. Z przedszkola i placu zabaw wraca zawsze tak, jak wyszedł. Bardzo lubi pytać czy jest już czyściutki, kiedy kąpie się pod prysznicem. Wie, że ciało mamy na całe życie, więc trzeba o nie dbać. Nowinki kosmetyczne woli jednak najpierw wypróbować na stopach.

tołpatołpatołpa

I ktoś mi powie, że oni są identyczni!

Jako tło do tego postu wykorzystałam kosmetyki marki tołpa. Uwielbiam tę firmę i chętnie polecę Wam linię dla dzieci dermo baby, którą w domu uwielbiamy. tołpa mnie bardzo uradowała, zwracając się z propozycją współpracy. Najlepiej jest przecież polecać coś, co się zna, lubi i używa. Korzystam z produktów tej firmy od lat, lubię wspierać rodzime biznesy, szczególnie takie firmy, które się rozwijają i nie są obojętne na zmieniające się gusta klientów.

Olej z nasion luffa, który przywraca skórze równowagę, regenerujące masło babasu, odżywcze masło shea, olej makadamia, olej migdałowy, witamina E, kojąca woda różana, nawilżające proteiny pszenicy, ekstrakt z owoców drzewa shikakai to tylko niektóre z „małych wielkich składników”, których nazwy być może posiadają tajemnicze i dość egzotyczne brzmienie, ale wielkie działanie i w kosmetykach tołpa nie znajdują się przypadkowo. Uwielbiam linię tych kosmetyków i to, że są w przezroczystych opakowaniach. Dają mi wrażenie arcy czystości i… bezpieczeństwa.

tołpa dermo baby nie posiada w swoim składzie sztucznych barwników, alergenów, silikonów, oleju parafinowego, parabenów, donorów formaldehydu (nie wiem nawet co to jest, ale brzmi niezbyt przyjaźnie, szczególnie w produktach, które mają bezpośrednią styczność ze skórą jednodniowego maluszka). Mają za to naturalny kolor, roślinne składniki aktywne, fizjologiczne pH, opakowanie bezpieczne dla środowiska. Rewelacyjne, polskie, sprawdzone dermokosmetyki. Linia tołpa zawiera wszystko, co potrzebne jest skórze malucha od pierwszych chwil życia.

Nina zakochana jest w (nie nudnej!) paście do zębów bananowo-miętowej. Przyznam szczerze, że sama podkradam.

Domi bardzo lubi kremik z „zylafką”, czyli balsam do twarzy i ciała.

Emma kąpiel bez kilku kropli bąbelkowego żelu uważa za straconą. Jest bardzo wydajny – kilka kropli robi dużą pianę.

Mąż upodobał sobie otulającą oliwkę 3w1 do ciała, masażu i kąpieli. Mówi, że jest soft (z ang. mięciutka) i ładnie, delikatnie pachnie.

Mama lubi wodę micelarną do twarzy i ciała, którą przecieram dzieci w dni trola (czyli wtedy, kiedy z pełną premedytacją pozwalam im wieczorem usnąć w samochodzie, a potem, ze sprawnością kobiety-kot, przenoszę je do łóżka, a sama cieszę się Happy Hours). Doceniam też bardzo dobry składnikowo krem na odparzenia, którym leczę miliony lekkich urazów i podrażnień skóry, szczególnie u Emmy.

tołpa

Kosmetyki tołpa mają jedną wadę – są dość drogie. Ale za to, co jest w ich składzie, warto zapłacić. Gwarantuję, że będziecie zadowoleni. Są bardzo wydajne. Kto próbował, kto poleca?

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:i

    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl