I tylko mi Ciebie brak.

Siedzę w kawiarni. Dziś jest taki dzień, którego się zazdrości. Zima odchodzi w zapomnienie. Przychodzi znowu ukochane lato. Powietrze pachnie czymś jakby wiosną, ocean ma taki kolor, że wydaje się, że jest podrasowany w jakimś programie graficznym. I to niebo. Najpiękniejsze. Nigdzie takiego nie ma. Siedzę w kawiarni, patrzę na bezczelnie uśmiechniętych surferów. Jednego mam w domu. To przez niego, dla niego, tutaj jestem. Jestem na drugim końcu świata.

O, tutaj siedzę. I czy ktoś mi w ogóle uwierzy, że tęsknię za morzem? Za naszym morzem. Tak, tak, za zimnym Bałtykiem. I parawaningiem. I flądrą. I  piwem z sokiem, które tam smakuje najlepiej. Droga emigracjo, mam Cię po dziurki w nosie, choć to przecież początek dopiero naszej wspólnej podróży. Nie mogę się wiecznie przeprowadzać. Jestem wolna, ale tylko pozornie. Możliwe, że nie mogę wrócić. Bo już nie mogę myśleć tylko o sobie.

Ile lat nie będę czuć się tak naprawdę tutaj, a już dawno nie tam? Rozkrok emigranta. Dławiące uczucie, które przychodzi znikąd, bez zapowiedzi, ale potrafi popsuć najpiękniejszy zachód słońca, najlepszy widok na plażę, zalać falą goryczy najpyszniejszego drinka. Przypomina o sobie za każdym razem, kiedy ludzie zazdroszcz tego najpiękniejszego koloru nieba na ziemi, szmaragdowego oceanu i białego piasku. Tego, że ja zazdroszczę im nicnierobienia z bliskimi w zamian za ten raj, nie da się żadnymi słowami wytłumaczyć. Bo to nie jest logiczne. Ta nostalgia, ta tęsknota psuje i żre od środka. Dlaczego się nie cieszę? Przecież mieszkam w miejscu z marzeń, dla wielu nieosiągalnym. Dlaczego bezczelnie narzekam, może szukam dziury w całym?

A Ty przecież wcale nie chcesz się smucić, Ty się cieszysz z tego, co masz, ciągle w myślach kalkulujesz plusy. Jest dobrze, jeden dzień bywa lepszy od drugiego. Masz coś, czego tam nie możesz mieć. Ludzie są uśmiechnięci, możliwości tylko czekają, styl życia powala. Ale bywają takie dni, że na widok głupiego programu śniadaniowego, kiedyś ulubionego, łzy same leją się ciurkiem. Coraz częściej nie bywasz w temacie. Przez pęd życia nie jesteś w stanie ze wszystkim być na bieżąco. Przypomina Ci się koncert. 2002 rok, Nowy Jork. Dla garstki Polonii wystąpi Kayah, wtedy w Polsce u szczytu popularności, każdy Polak nuci „Prawy do lewego”, już żadne wesele bez tego hitu się w kraju nad Wisłą nie odbędzie. Obok siedzi Pani w średnim wieku, Ty masz kwiaty, podekscytowanie sięga zenitu, kawałek domu w odległej Ameryce. Pani na sekundę przed koncertem przyznaje, że nie ma pojęcia kto to jest ta Kayah. Przypominasz sobie często tą scenę. Czy Ty też kiedyś nie będziesz mieć pojęcia kim są osoby zdobiące u Ciebie w domu okładki gazet?

Czy będziesz w stanie swoim dzieciom przekazać, co to znaczy być z Polski? Czy będziesz w stanie w chaosie codzienności nauczyć ich bycia Polakiem? Czy kiedy będą oglądały olimpiadę, będą kibicować biało-czerwonym? Czy się w zwrotkach hymnu nie pomylą? Czy na pytanie „Kto Ty jesteś” będą do końca życia odpowiadać: Polak mały?

A może to wcale nie jest ważne. Czujesz się obywatelem świata. Może da się być trochę tu i trochę tam? Tęsknotę zagłuszać coraz to bardziej ekscytującym doświadczeniem. W końcu wszystko jest nowe, inne. Czy da się związki przeżywać przez szklany ekran? Przecież mówią, że z prawdziwym przyjacielem nawet jeśli nie widzisz się lata, jesteś w tym samym punkcie. No właśnie, ale przecież Ty nie jesteś w tym samym punkcie. Czy chcesz, czy nie, Twoje myślenie się zmieni. Przez ludzi, przeżycia, te fale, które codziennie Cię oblewają, te zachody, zapachy. I czy to nie jest tak, że Ty tutaj tęsknisz, a oni tam żyją dalej? Dziurę po Tobie, możliwe, że szybko wypełnią, w końcu nawet blizny w sercu kiedyś bledną. Nie ma Cię, a życie toczy się dalej.

Chcesz opowiedzieć o swoich rozterkach komuś, chcesz usłyszeć, wiem, rozumiem, ściskam, choć wiesz, że tego rosnącego w gardle uczucia totalnej pustki żadne słowa nie naprawią. Tego się nie da nikomu wytłumaczyć. Tego, że wcale nie cieszy się myśl o Świętach. Ty się Świąt boisz, bo wtedy boli najbardziej. Boli tak bardzo, że się nie da oddychać. Tak, jesteś jedną z tych osób, które wcale nie czekają na Święta. Chętnie poszłyby spać 23 grudnia i obudziły się 2 stycznia.

Czasami, tylko czasami, budzisz się w środku nocy z myślą, że tak wiele Cię ominie. Może nie zdążysz z kimś się pożegnać? Nie będziesz we wszystkie ważne dni. Zapomnisz. Zapomni. Zapomnicie.

Czy w obliczu zaczynania życia od początku, wybierzesz swoją prawdziwą wersję, czy będziesz udawać kogoś nowego? Bo przecież możesz. Z nikim tutaj nie siedziałeś w ławce, z nikim tutaj nie stałeś przed ołtarzem w jego najważniejszym dniu w życiu, nikogo tutaj w ciąży nie głaskałeś po brzuchu. Nikt nie powie „ona już tak ma”, „cała Ty”. Bo nikt nie wie, co to znaczy. Jesteś białą kartką. I przeraża, czasami codziennie, uporczywa myśl, że może nikt wcale za Tobą nie tęskni.

Nigdy nie będziesz tak naprawdę tutaj, a przecież już nie jesteś tam. Ciągle w rozkroku. Nie chcesz wracać, ale i nie chcesz zostać. Pojęcie domu nic nie znaczy. Czy to oznacza, że jesteś znikąd? Tej dziury w sercu nic nie załata. Gdzie jest dom? Tam, gdzie serce? Czy tu, gdzie najbliższa rodzina? Tam, gdzie uczyłeś się pierwszych kroków, czy tu, gdzie stawiasz te bardziej dojrzałe?

Kiedy przestanie Ci zależeć na rzeczach, które tam były ważne? Ile lat będziesz każdą sobotę rozpoczynać od polskiej szkoły, aby w nerwowym pośpiechu zdążyć na dziewiątą usiąść w ławce i posłuchać o Adamie Mickiewiczu? Jak długo nie będzie innej możliwości i podporządkowania do reszty, która soboty spędza w parku lub na plaży?

Ile lat będziesz uważać, że święta mają być białe, a na Wielkanoc robi się żurek z kiełbasą? Ile lat starczy sił, aby przez brak ogólnodostępnych składników tracić dwie godziny na zakupy w polskim sklepie, a potem piec sernik, smażyć grzyby i lepić pierogi?

Ile lat będziesz marzyć o wakacjach w zimnej Polsce na przekór tubylcom, dla których liczy się tylko lato? Kiedy odechce Ci się krzyczeć na zadawane w każdym momencie pytanie „jak się masz”? Kiedy w końcu wybuchniesz i nie odpowiesz „ok”, którego się tutaj oczekuje?

Kiedy przyzwyczaisz się do nowych reguł gry? Do lekarza pierwszego kontaktu, który za Ciebie decyduje, czy pójdziesz do specjalisty, do chleba, który smakuje jak gąbka? Kiedy w końcu zacznie Ci smakować herbata z mlekiem, bo nie będzie Ci się chciało tłumaczyć, że to cytrynę przecież trzeba. Kiedy wydeptasz sobie swoją ścieżkę, która będzie nową, dobrą drogą?

Zawsze, kiedy wydaje Ci się, że może już trochę jakby się zadomowiłeś, okazuje się, że znowu nie kumasz piosenki, którą wszyscy nucą, nie znasz reguł narodowego sportu, w który tutaj grają już dwuletnie dzieci, nie wiesz, kim jest celebryta, na którego inni rzucają się po autograf. Świetnie być sobą, ale czasami chciałoby się wiedzieć, o co wszystkim innym chodzi i poczuć się częścią większej całości, zamiast ciągłego uczucia samotności w wielki tłumie. 

Ile lat utrzymają się wyidealizowane wspomnienia wszystkiego tego, co tam dobre, a tutaj tego nie ma? Bobu, agrestu, białego sera, kefiru, oscypków, chleba, śląskiej, bzu, forsycji, konwalii, szeleszczących liści na jesień, lepienia bałwana, naszego morza, Mazur, śmigania na desce w Białce, letnich festynów, piwa z sokiem, górali, Teatru Starego, Rynku Głównego, Roberta Więckiewicza, Doroty Wellman i Jurka Owsiaka.

A potem jest dobry dzień i śmiejesz się z tego, że mogąc jeść najlepsze owoce morza na świecie tęsknisz za suchą krakowską. Kto to ogarnie?

Gloryfikujesz to, co zostawiłeś za sobą, bo przecież wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. I nawet wtedy, kiedy widzisz te wady, te minusy, żenujących polityków, narodowe przywary, one są jakby też Twoje, to też Twoja mentalność. To właśnie oznacza bycie sobą. Ten nasz patriotyzm, którego nie da się gdzie indziej manifestować. Co to za patriota, który własny kraj porzucił.

Za czym tęskni się najbardziej? Za czterema porami roku, które wcale nie są takie oczywiste pod każdą szerokością geograficzną. Za byciem u siebie, gdzie bez wysiłku rozumiesz każdy szelest. Za byciem sobą. Co jeśli zawsze wydaje Ci się, że Twojej mentalności nie da się nigdzie indziej hodować? Jeśli tylko tam jesteś naprawdę sobą? Twoje tęsknoty, obawy, rozedrganie, emocjonalny burdel w głowie tylko tam może zostać zrozumiany. Czy Twoje dzieci kiedyś skumają o co Tobie naprawdę chodzi?

Chcesz wracać, ale jednocześnie chcesz być tu. Co jeśli to wcale nie była najlepsza decyzja w życiu? Co jeśli coś za coś w Twoim przypadku jest ceną, której nie chcesz zapłacić?

Dziś jest ten dzień. Kolejny dzień, kiedy myślę, że tego się nie da wyleczyć. To nie minie. To odejdzie, ale wróci.

Tęsknię, Polsko.

Tak bardzo Cię tutaj brakuje.

x.

Zdjęcie: źródło.

Dziękuję, że tu jesteś! Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy. Jeśli masz ochotę, zostaw po sobie ślad:

– Zaobserwuj mnie na Instagramie i dołącz do mojej społeczności, gdzie znajdziesz całą masę wzruszeń, przepisów, promocji i podpowiedzi! Odpisuję na komentarze i wiadomości, więc pisz do mnie śmiało!
– Zostaw tu komentarz, porozmawiajmy! Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim też ze znajomym. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
– Zapisz się do mojego newslettera, dzięki temu będziesz na bieżąco i nie ominą Cię żadne sekrety przeznaczone tylko dla najwierniejszych czytelników.
– Zerknij do mojego sklepu, znajdziesz tam moje bestsellerowe e-booki i produkty niespodzianki!

29 komentarzy

  1. Ja mam podobnie. Jeżeli jesteś w Sydney to musimy kiedyś na tę kawę razem skoczyć. Zrobię szarlotkę!

  2. Wcale nie jestem tak daleko,chociaż też na emigracji. I mimo, że taknwielu rzeczy zazdroszczę wiem, że masz dziewczyno prze*ebane. A teraz siedze i wyje.

  3. A jednak jesteś normalna 🙂 w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czuję jakbym po raz pierwszy ujrzała kawałek Twojej duszy…. bo od chwili wyjazdu miałam wrażenie że robisz wiele na pokaz, sama siebie przekonujesz, wszystko zawsze super, wypas, permanentny uśmiech, jaka tęsknota? co to takiego? oczywiście że nie chodzi o to aby się zamartwiać, trzeba walczyć, uszczęśliwić się, pokazywać swojej głowie co jest ważne naprawdę… ale zawsze przychodzą w życiu te gorsze chwile…. choćbyś wszytko miała w oczach świata. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

  4. Doskonale Panią rozumiem, choć ja jestem bliżej Polski, tam gdzie większość naszych rodaków. Tu do polskiego sklepu jest bliżej i polski słychać wszędzie, ale to nigdy nie jest to samo. Też stoję w rozkroku między ojczyzna, która kocham (mimo wszystko) , domem rodzinnym, zapachami, smakami, stylem życia, kultura a tymi szansami zawodowymi, które mam tutaj i tym, że finansowo czuje się tu bardzo stabilnie. Póki mój syn jest mały mogę zawsze wrócić, ale im będzie starszy, im bardziej będzie wrastal w tą kulturę tutaj a oddalal się jednak od Polski, decyzja o ewentualnym powrocie będzie trudniejsza. To mnie najbardziej smuci, że dla niego domem będzie Anglia, nie będzie czuł do Polski tego co ja. I nigdy tak nie kochałam Katowic jak teraz. Gdy patrzę na zdjęcia ulic to chce mi się płakać z tęsknoty. Emigracja pozwoliła mi docenić mój kraj i moje miasto. Ale nie wiem co dalej. Nie chcę już gonić w piętkę za jakieś śmieszne pieniądze, nie chce by wakacje były ultra finansowym poświęceniem. Co robić dalej?

  5. Mam tak samo.Trochę bliżej Polski ale uczucia i odczucia identyczne.Takie życie w rozkroku….To nie mija, tylko może z czasem łatwiej sobie z tym poradzić – poradzić ale nigdy nie zapomnieć, a ściskanie w dołku będzie zawsze. Nowe znajomości ale nigdy przyjaźnie. …’Trzymaj się, jakoś to przeciw bedzie, dasz rade’ słyszysz od tych z Polski i przecież dajesz radę, ale są dni, czasem parę po rząd ze to 'dawanie rady’ jest ciężkie, tak ciężkie ze cieszylabym się jak wariat z jednego listopadowego dnia w Polsce, z tego uczucia ze głupie, ze wkurzajace może, ale moje – znane, rozumiane bez słów.
    Rozumiem tak bardzo….i sciskam!

  6. znam to….choc po 12 latach na emigracji do wielu rzeczy juz sie przyzwyczailam. Pozdrawiam serdecznie <3 !

  7. Bardzo się wzruszyłam. Ja też tęsknię za czymś utraconym. Też gloryfikuje przeszłość i chociaż teraz jest dobrze a nawet bardzo dobrze, kropla tęsknoty wciąż drąży serducho…

  8. Dokladnie tak sie czuje co dzien. Ja wyjechalam na kontrakt na rok – 5 lat temu. Poznalam kogos mimo ze sie bronilam. nie chce I nigdy nie chcialam tu zostac ale on u nas nie znajdzie takiej pracy a ja tez mam swietna I super platna. Jestem w moim Krakowie co miesiac ale to tylko utwierdza mnie w tym ze tam jest moje miejsce, tylko tam oddycham plena piersia I tam zyje. tu wegetuje. ale tu jest on I razem jest nam dobrze. ja chce wracac I pewnie wroce kiedy wychoduje pare meskich klejnotow. tylko skrzywdze kogos I pewnie siebie. ale ta dziura w sercu nigdy sie nie kurczy. Budze sie kilka razy w tygodniu z panika „o boze co ja tu robie nie powinnam tu byc marnuje nas zczas”. Ty przynajmniej masz dzieci I super meza I kraj duzo lepszy niz ten w którym ja jestem – chociazby pod wzgledem pogody I jakosci jedzenia 😉 dziekuje za ten wpis – myslalam ze tylko ja mam takie permanentne rozerwanie…

  9. Dagmara świetny jest ten tekst. Miałem podobne uczucia, przemyślenia nawet nie mieszkając za granicą tylko w innym mieście, daleko od domu. Niby jesteś tu, ale mentalnie jesteś tam, ta tęsknota, nostalgia, zastanawianie się czy tu czy tam.potem gdy już chcesz wracać może jest już za późno bo to tu stało się tym co kiedyś było tam. Myślisz sobie ok spróbuje, zawsze można wrócić.tyle że nie da się wiecznie żyć w rozkroku, koszty w postaci zdrowia, czasu stają się zbyt wysokie.
    Czytam Twój tekst w dniu kiedy znowu się zastanawiam czy tam czy tu i nie znam odpowiedzi na to pytanie.

  10. No cóż…w sedno… siedzę i ryczę. Lepiej bym tego nie ujęła. Dokładnie mam te same odczucia…uczucia…????

  11. Pięknie napisane. Ja świadomie nie wyjechałam, mimo że żyjemy w czasach wielu możliwości. Myślę, że jestem zbyt sentymentalna i uczuciowa i nie dałabym rady. Czytając ten wpis, płakałam jak bóbr. Może bardzo wczułam się w Pani sytuację, a może to ciążowe hormony;) Myślę, że nic nie jest proste, oczywiste ani też albo czarne, albo białe. Żyję w Polsce i tak wiele mi tu przeszkadza, brakuje, a ostatnio wręcz mierzi… Ale jak pomyślę o moim dzieciństwie, Babci, Dziadku… W jakimś stopniu znam te odczucia, przeprowadziłam się z rodzicami 500 km dalej jako dziecko. Do dzisiaj to tamta okolica jest moją małą Ojczyzną. Cóż, czuję, że w Polsce jest moje miejsce. Być może tym z nas, którym dane było/ jest mieć bliskich, czy to kochającą rodzinę, czy to przyjaciół, bardziej może ta tęsknota doskwierać. Im więcej tych ciepłych wspomnień, tym bardziej się chyba odczuwa rozłąkę. Natomiast jak widać nie jest się z tym samym, wiele osób „tak ma”. A co do dzieci, jeśli odziedziczą po nas trochę wrażliwości i intelektu, jeszcze nieraz nas zaskoczą tym,jak wiele rozumieją. Miłego dnia:)

  12. Myślę że nie ma takich słów które wypowiedziane przyniosły by Ci ulgę więc lepiej oszczędzić sobie frazesów. Zawsze za jakiś czas możesz jeszcze raz zrobić przewrót w swoim życiu. Twój mąż poświęcił się na początku dla Ciebie i musiał się odnaleźć w całkowicie obcej rzeczywistości i wydaję mi się mniej przychylnej niż ta w Australii, teraz Ty zrobiłaś to dla niego i dla dzieci. Ale skala tęsknoty jaką w sobie nosisz jest na pewno ciężka do udźwignięcia 🙁 a sposób w jaki potrafiłaś to opisać niesamowity… Zacznij pisać książki bo masz dar

  13. Tesknia, i beda tesknic!!!!Brakuje sniadania w Camelocie i kina do 12 w nocy, smiechu do lez i lez dzielonych na dwie….?

  14. Wiesz u mnie to minelo. Na poczatku bylo strasznie ale potem coraz lepiej. Teraz po 11 latach juz jest ok. Pewnie, ze tesknoty nie da sie calkiem wyrzucic z glowy i serca, ale bedzie lzej z czasem. Zobaczysz. Glowa do gory i nie tesknij tak bo zwariujesz.

  15. 17 lat… Dzieci juz tu urodzone, rodzinka tricolor. A w sobote rzeczywiscie zajecia z jezyka taty. Ksiazki dla dzieci w trzech jezykach, niektore podwojnie. Z Polski chce TS, chleb i ogorki. Przyjaciolka kupuje ksiazki i filmy, o ktorych sie mowi. Z blogow, gazet wylapuje neologizmy. Celebrytow znam slabo, nie ogladam seriali. A przeciez to tylko za miedza. Moglabym w kazdej chwili… Ale praca, szkola i kac emocjonalny po kazdym pobycie zwany nostalgia.

  16. Kochana, doskonale Cie rozumiem…jestem w Niemczech juz 6 lat, a ciągle czuję, że tego „czegoś” brakuje….tego czegoś co jest związane z mieszkaniem u siebie – spontanicznej kawki z rodzona siostrą, plotek z mamą, śmiechow chichow przy.swiatecznym stole, życzeń z opłatkiem na Boże Narodzenie, takich prawdziwych a nie na fb….;-) Ale to nasz wybór i tak jak piszesz trzeba skupiać sie na plusach 🙂 taki nasz los Emigrantek 🙂 Sciskam i pozdrawiam serdecznie :-*

  17. Tego się nie da wytłumaczyć, Dagmara, ale idzie Ci to tłumaczenie świetnie! Tak właśnie jest, wciąż w rozkroku. I kiedy mówisz komuś, że jest super, to naprawdę czujesz, że jest, ale kiedy mówisz, że to wszystko to beznadzieja jakaś, to… też mówisz prawdę. Rozdwojenie jaźni w pełnej krasie. Tylko w nielicznych chwilach, tych naprawdę rzadkich, myślisz, że domów masz wiele i całkowicie akceptujesz ten międzykulturowy szpagat… 😉

  18. Doskonale rozumiem co przeżywasz. Mimo 7 lat na obczyźnie wciąż czuje się tutaj w pewien sposób obca, mimo męża, pracy i kilku znajomych tęsknota za ojczyzną jest ogromna a zwłaszcza za rodziną wszystkie ważne momenty w życiu naszych bliskich nas omijają. Tak jak piszesz są lepsze i gorsze dni ale ja chyba nigdy nie przyzwyczaje się do życia tutaj jest tak inne od wspomnień zakodowanych w mojej głowie. Lecz mam nadzieję że z wiekiem będzie lepiej. Pozdrawiam serdecznie z Korsyki i buziaki dla ciebie i rodzinki :-*

  19. Eh, czyli po prostu Polki emigrantki tak mają 🙂 Mam bardzo podobne odczucia. Z drugiej strony, jakby trochę mniej, i mniej intensywnie, ale mieszkam we Francji, a nie na drugim końcu świata. Mniejsza odległość od PL i – choćby teoretyczna – możliwość, że samolot, 1,5h i jestem w Warszawie – trochę pomagają na taką melancholię. Z drugiej strony, staram się nie dopuszczać za często takich uczuć do siebie. To taka higiena emocjonalna. Bo łatwo (mi łatwo) polecieć w dół i przestać się cieszyć swoją codziennością. A przecież nikt mi nie kazał się wyprowadzać, sama zdecydowałam (i to chętnie 😉 – i też za mężem 😉 ) więc staram się brać na klatę odpowiedzialność za swoje wybory. Strasznie długo można by pisać w ogóle. Taki temat. Dagmara, pozdrawiam Cię bardzo gorąco, kibicuję mocno w zmaganiach rodzicielsko-życiowych i czytam regularnie 🙂 Salut z Alzacji, Iza

  20. Hmmm… Myślę, że dobrze bym się tam czuł. Chociaż bardziej pociągająca mnie Nowa Zelandia. Dziękuję wszystkim komentujacym. Wybieramy się do Sydney, na 6 miesięcy, kto wie co potem. Lubię wiedzieć co może się wydarzyć/pojawić. Wasze komentarze przygotowują grunt pod potencjalne doświadczenia. Jeśli coś takiego przyjdzie, to nie będę zaskoczony. Przyjdzie, pójdzie jak wiele rzeczy/przeżyć przedtem.

  21. trafilas w samo sedno – kazdy emigrant niestety tak ma – i nie chce Cie martwic ale nasze dzieci (moj ma 9) nie zawsze na pytanie „kto Ty jestes” – „Polak maly”, mimo ze cghodzi do polskiej szkoly zastanawia sie czy on rzeczywiscie jest polakiem…… 🙁

  22. Poryczałam się…
    Od 12 lat mieszkam w UK, tutaj jest mój dom i w Polsce sie juz raczej nie widze…
    Moja córka na Mistrzostwach Świata dopingowała Polske, UK i Indie. Mowi świetnie po polsku, ale wiersza „Kto Ty jesteś?” nie zna. Ostatnio w jakiejs rozmowie zapytałam ja o cos „u nas”. Ja myślałam o Polsce, a Ona odpowiedziała mi o UK.
    Co raz cześciej nie jestem w temacie… Współczesne gwiazdy polskiej TV sa mi juz praktycznie całkowicie obce, angielskich nadal nie znam. Nie wszystkie dowcipy nadal rozumie.
    Nie chce mi sie juz biegać do polskiego sklepu. W tym roku na Wielkanoc nie było żurku, ba – nawet Świeconki nie było bo pracowałam w sobote. Pierwszy raz nie było.
    Widziałam różne morza świata, ale zgadzam się że nasz Bałtyk jest wyjatkowy!
    Tesknie za zapachem lasu po deszczu, kwiatami bzu, konwalimi, piwoniami. Tesknie za grzybobraniem. Ale kocham też Anglie za możliwości jakie mi dała, jakie daje mojej corce, za doświadczenia ktore tu zdobyłam, za ludzi których tu poznałam, za setki drzwi ktore stoja tutaj przed nami otworem.
    W Polsce jestem kilka razy w roku. Najbardziej brakuje mi spontanicznej kawy z rodzicami i dziadkami. Spotkań ze „starymi” przyjaciółmi i rozmów o dawnych czasach.
    Najbardziej sie boje, że kiedyś moge nie zdażyć być na czas…

    No i znowu rycze…

    Pozdrawiam z Londynu, pozwalam sobie udostepnić Twoj tekst.

  23. Poryczałam się…
    Od 12 lat mieszkam w UK, tutaj jest mój dom i w Polsce sie juz raczej nie widze…
    Moja córka na Mistrzostwach Świata dopingowała Polske, UK i Indie. Mowi świetnie po polsku, ale wiersza „Kto Ty jesteś?” nie zna. Ostatnio w jakiejs rozmowie zapytałam ja o cos „u nas”. Ja myślałam o Polsce, a Ona odpowiedziała mi o UK.
    Coraz cześciej nie jestem w temacie… Współczesne gwiazdy polskiej TV sa mi juz praktycznie całkowicie obce, angielskich nadal nie znam.
    Nie chce mi sie juz biegać do polskiego sklepu. W tym roku na Wielkanoc nie było żurku, ba – nawet Świeconki nie było bo pracowałam w sobote. Pierwszy raz nie było.
    Widziałam różne morza świata, ale zgadzam się że nasz Bałtyk jest wyjatkowy!
    Tesknie za zapachem lasu po deszczu, kwiatami bzu, konwaliami, piwoniami. Tesknie za grzybobraniem. Ale kocham też Anglie za możliwości jakie mi dała, jakie daje mojej corce, za doświadczenia ktore tu zdobyłam, za ludzi których tu poznałam, za setki drzwi ktore stoja tutaj przed nami otworem.
    W Polsce jestem kilka razy w roku. Najbardziej brakuje mi spontanicznej kawy z rodzicami i dziadkami. Spotkań ze „starymi” przyjaciółmi i rozmów o dawnych czasach.
    Najbardziej sie boje, że kiedyś moge nie zdażyć być na czas…

    No i znowu rycze…

    Pozdrawiam z Londynu, pozwalam sobie udostepnić Twoj tekst.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *