Fabryka. Czyli ABC życia na openspejsie.

W tym roku stuknęło mi 10 lat pracy w korporacji. Mieszkam w Krakowie, zagłębiu outsourcingu. Z pobudek geograficzno – rocznicowych zapraszam na małe ABC życia w korpo (wszystkie przytoczone sytuacje wydarzyły się naprawdę, jakiekolwiek podobieństwo do osób lub zdarzeń nie musi być przypadkowe).

AWANS. Z litości awansowani są ludzie, którzy korporacji poświęcili całe swoje życie, chętnie latali do Chin i zamiast męża mają kota. Albo tacy, którzy trwają na posterunku, mimo, że cały zespół już dawno przeniósł się do innego pięknego biurowca. Za zasiedzenie też wszystkim się awans należy. Nawet jeśli w zarządzaniu na polu własnej lodówki nie mają żadnych sukcesów.

BÓG. Przed wizytacją szefostwa z USA sprzątasz jak przed Świętami. Z biurek mają zniknąć wszystkie syfy, masz się ładnie ubrać i ten uśmiech w końcu wykrzesać. Szef ma widzieć, że jest Ci tu dobrze! No to na trzy-czte-ry, cheeeese.

CZAS. Firma o Ciebie dba. Pracuj w piątek, świątek i niedzielę. Co to jakiegoś menagejro obchodzi, że jest Wigilia czy Wielkanoc? Masz przecież być elastyczny jak guma w majtkach. I doceń to jak masz dobrze. Dostaniesz w ten dzień pizzę. Zjesz ją zimną, bo akurat utkniesz z klientem na telefonie.

DIALOG. Pod koniec kwartału uczestniczysz w 10 spotkaniach aby przedyskutować procentowe zróżnicowanie bonusów. Dyskutujesz, argumentujesz, prosisz. Na koniec Twój szef zgadza się. Wywalczyłeś dla pracownika dodatkową kwotę. 10 złotych.

EKONOMIA. Cały czas słyszysz o obcinaniu kosztów. Nie ma na podwyżki, na imprezę świąteczną, na bony na święta. No cóż, nie ma efektów, nie ma nagrody, niechętnie, ale przyjmujesz to jako rzeczywisty powód. Dziwi Cię więc, że ktoś, kto przyjechał szkolić i jest w firmie przez miesiąc śpi w Sheratonie.

FIRMA PRZYJAZNA MATKOM. Super, bo akurat jesteś matką. Masz nianię ale jak dziecko przelewa się przez ręce, zostajesz z nim w domu. Dzwonisz do pracy. Niby wszyscy rozumieją, że masz taką sytuację, wiedzą w końcu, że jest prawo pracy, kodeksy i PIP, które niejako Cię chronią. Stajesz ciągle na głowie, pracujesz z domu, w nocy jeździsz do firmy nadrobić zaległości, z dziećmi siedzi nawet Twoja prawie 80-letnia babcia. Ale i tak słyszysz, że STALE Cię nie ma. W końcu jak sama jesteś chora idziesz do firmy z gorączką.

GÓRA. Twój szef ma mgliste pojęcie jak rozwiązać problem z którym dzwoni klient. Jego szef nie widział nawet programu, który codziennie Ci się zawiesza, a jego szef nie umiałby go nawet nazwać. Osoba kilka stołków nad Tobą nie wie, że Frankfurt to takie miasto w Niemczech.

HIGH LIFE. Jak już przyjedzie niechętnie jakiś VIP, wychodzicie na kolację do najlepszej w mieście restauracji, a szef zamawia najdroższe potrawy i kilkuletnie wino. Na delegację dwie godziny w samolocie wszystkie Vip-y latają w klasie biznes. Szlachta nie brata się z plebsem. 

INTEGRACJA. W firmie atmosfera jest wesoła, buzują hormony. Poniedziałek i piątek mijają na powolnym leczeniu kaca, a czwartek na planowaniu kolejnej firmówki. Po roku trzeba przeorganizować kilka zespołów, bo w każdym zrobiły się pary, są pierwsze ciąże i śluby. Po integracyjnej imprezie okazuje się, że szef pić nie umie, zasypia przy stoliku, podrywa praktykantki, a innego trzeba eskortować do taksy. Przychodzi email, że w knajpie w której się bawiliśmy jesteśmy niemile widziani. A Ty zapamiętaj, że po godzinach na imprezie firmowej TEŻ jesteś W PRACY.

JUTRO. O tym, że firma się przenosi dowiadujesz się od ludzi w nowej lokalizacji zatrudnionych na Twoje miejsce.

KLIENT. Jest najważniejszy. Pytają Cię o to na rekrutacji. Ciągle organizuje się szkolenia podnoszące jakość obsługi. Z uwagi na jego dobro „Kurwa debil jednen pierdolony imbecyl” pada tylko i wyłącznie po zakończeniu rozmowy.

LIZUS. W korpo też bardzo lubiany. To on donosi szefowi, kto założył sobie profil na lindkedin i szuka już pracy u konkurencji.  

MARZENIA. Do firmy trafiają sami młodzi ludzie, z marzeniami pracy dla amerykańskiego potentata. Niektórzy wierzą w tą bajkę, dostają swój komputer, dumnie brzmiący tytuł i kilka tysięcy wypłaty. W ich mieście takie pieniądze są tylko marzeniem, rodzice są dumni, można pomyśleć o kredycie. Pół roku pracują z uśmiechem na twarzy. Potem dostają stałą umowę, a z nią potwierdzenie swoich największych obaw – jesteś nic nie znaczącym trybikiem. Tanią siła roboczą.

NAUKAFirma dba o Twoją edukację. Chodzisz stale na szkolenia, które rozwijają Twoje kompetencje. W skrócie – godziny poświęcone na wykrzesanie w Tobie odrobiny motywacji do wykonywania nudnej pracy z poczuciem misji.

ODEJŚCIE. Jeśli zdecydujesz się odejść, może się okazać, że firma wyśle Cię na zieloną trawkę, tzw. garden leave. Nikt przecież nie chce, żebyś komukolwiek opowiadał jak fajnie będziesz mieć w następnej pracy i jak bardzo nienawidzisz obecnej.

PRZYWIĄZANIE. W zależności od tego jakiego masz pecha, może się zdarzyć, że na 9 godzin pracy zostawisz swój telefon w szatni, jak pójdziesz na lunch i spóźnisz się minutkę po przepisowych 30, Twój komputer powita Cię czerwoną łapą “Jesteś spóźniony!” Termin „równowaga między pracą a życiem prywatnym” jest jak YETI – wszyscy o tym słyszeli, nikt nie widział.

ROZWÓJ. Na rekrutacji fima pyta Cię czy chcesz się rozwijać. Jasne, że chcesz, przecież nie po to uczyłeś się języków i studiowałeś. W praktyce oznacza to, że będziesz dostawał coraz to nowe obowiązki, za które nie dostaniesz nic w zamian.

STABILNOŚĆ. Jeśli będziesz siedział po ciuchu, nie wychylał się, nie krytykował i o nic nie prosił, masz pracę dopóki centrum nie przeniesie się do Indii.

TALENT. Okazuje się, że talenty o które podpytywała Cię firma i które tak bardzo wychwala są Ci głównie potrzebne do udawania, że pracujesz, podczas gdy płacisz rachunki, robisz zakupy on-line, oglądasz na necie filmy i romansujesz na komunikatorze lub fejsiku.

UZNANIE. Jeśli już zrobisz coś dobrego, usłyszysz od szefa dziękuję. Powiedziane mimochodem, podczas nudnego do bólu comiesięcznego spotkania oceniającego Twoją pracę. Jeśli jednak Ty lub Twój zespół zrobicie coś nie tak, WSZYSCY w firmie dowiedzą się o tym tego samego dnia, będzie wołanie o pomstę do nieba, dochodzenie i plany naprawcze. Za dwa dni wszyscy zapomną, nic się nie zmieni, aż do kolejnej wpadki.

WYPŁATA. Jeśli po ciuchu po roku pracy zapytasz czy mógłbyś dostać podwyżkę, bo przecież szkolisz osoby, które dopiero dołączyły, jesteś od nich dużo lepszy i wiesz, że masz dobre wyniki, okaże się, że absolutnie Ci się ona nie należy. Podpisałeś kontrakt, więc siedź po ciuchu i ciesz się, żeogóle masz pracę. Na Twoje miejsce jest wielu innych, a firma woli wydać tysiące dolarów na szkolenie nowego, ryzykownego kandydata, niż Tobie dać kilka złotych podwyżki.

ZDROWIE. Dostajesz pakiet do prywatnej kliniki. Możesz chodzić do lekarza kiedy chcesz. Ci najlepsi już tam nie pracują, taka się zrobiła masówka. Ci co zostali jak tylko zamkną się za Tobą drzwi gabinetu pytają „Ile dni wypisać”?

To co? Czekamy na Twoje CV!

19 komentarzy

  1. Niezle, jak zwykle z humorem 🙂 mysle, ze wiekszosc zawodow ma takie „perelki”, ciekawie jest dowiedziec sie czegos o korpo gdzie nigdy nie bylo dane mi pracowac 🙂 Ale Daga, co dalej??? :DDD

    1. Jasne, ją też bywałam bardzo zadowolona. Nie wszystko jest źle i jeśli dobrze rozegrasz korpo grę to możesz się całkiem nieźle ustawić!

  2. Jakbym czytała o mojej korpo. Bleeee. Fuuuuj. Buuuuu wcale nie chce mi się tam wracać. Tylko u nas za zasiedzenie awansu nie ma, tylko kop w dupę i wymiana na nowszy model 😉

    1. Ten tekst to zbiór absurdów, są też na pewno pozytywy. 3500 zł brutto na start, prywatna opieka medyczna i pakiet multisport na pewno do nich należą. Na jak długo? To już indywidualna kwestia.

  3. Świetny tekst ukazujący jak wygląda prawdziwe życie w korpo…i oczywiście najlepszy punkt o oszczędzaniu gdy Ci z góry jedzą kolacje w najdrozszej restauracji w mieście oczywiście na koszt firmy….

  4. W takiej korporacji nie chcialabym pracowac. Ale nie kazda jest taka. Ta, w ktorej ja pracuje, na pewno nie. O wielu z tych sytuacji slyszalam, inne widzialam. Ale slyszac opowiesci o pracy w prywatnych polskich firmach, urzedach, uczelniach, szpitalach gdzie prawo pracy sie „nie przyjelo”…wole korporacje:-)

    1. Niektóre z tych obserwacji pochodzą ze znanej nam obu fabryki. Tak, zgadzam się, lepsze korpo niż na przykład Poczta Polska. P.S. „Prawo pracy się nie przyjęło” – umarłam 🙂

  5. Korporacja korporacji nierówna… Fakt, że to co opisałaś zdarza się najczęściej, ale można też trafić na międzynarodowe firmy w których traktują Cię jak człowieka i naprawdę o Ciebie dbają…

    Mam za sobą pracę w różnych miejscach – w małych polskich firmach, w małej zagranicznej firmie i w dużych korporacjach. Pracowałam też jako kelnerka i obsługiwałam klientów w sklepie odzieżowym w UK (koszmar). Teraz wiem, że w życiu nie zamieniłabym mojej aktualnej pracy w back office w korpo na żadną inną, w Polsce czy zagranicą. Zwłaszcza tym małym polskim firmom, gdzie obowiązują różne „staropolskie” metody zarządzania dziękuję, nigdy więcej.

    1. Oczywiście, ja się z tym zgadzam. To wszystko, o czym napisałam, można przeżyć, jeśli ma się głowę na karku. Małe polskie firmy, gdzie szef uważa się za Boga, zatrudnia połowę swojej rodziny, czy awansuje nową „znajomą”, spóźnia się z wypłatą, a do pracowników zwraca się z kurwa zamiast przecinka, są dla mnie porażką. A już takie, w których jak tu Kasia napisała w komentarzu „prawo pracy się nie przyjęło”, są wręcz uwłaczające. Z dwojga złego wolę korpo.

    2. no ja niestety muszę się podpisać pod tym artykułem 😀 w zasadzie każda z tych sytuacji. jak z życia wzięta 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *