Kupiłam ostatnio chińskie ciasteczka z wróżbą w środku. Oprócz standardowych formułek i mniej lub bardziej wyświechtanych motywacyjnych cytatów, znalazłam perełkę. “Zmartwienia to odsetki płacone z góry za długi, których może nigdy nie zaciągniesz”. Piękne, głębokie zdanie, życiowe motto. O ile łatwiej by nam się żyło, gdybyśmy słowa piosenki „Don’t worry, be happy” wprowadzili w życie?

Nie wiem właściwie, kiedy się tego nauczyłam, bo nie urodziłam się z tą umiejętnością na pewno. I żałuję, że wcześniej tego nie potrafiłam, bo zmarnowałam bardzo dużo czasu na nic nie wnoszące zmartwienia i myślenice. Wielokrotnie psułam sobie piękny moment czarnymi myślami, paraliżował mnie strach przed rzeczami, które w moich wyobrażeniach rosły do rangi dramatów.

Na szczęście przestałam, możliwe, że przyczyniła się do tego psychoterapia, możliwe, że książki o treningu osobowości, których namiętnie słucham w trakcie biegania. Myślę jednak, że największy wpływ miało jednak na to moje życie i jakaś dojrzałość, która pojawiła się z wiekiem i doświadczeniami.

Jest kilka powodów, dla których warto wprowadzić w swoje życie zasadę „don’t worry, be happy”.

  1. Przyszłości nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Żyjemy w czasach, kiedy nic nie jest pewne. Wszystko bardzo szybko się zmienia, czas zapieprza do przodu, a sprawy bardzo często obierają nieoczekiwany kierunek. Jako matka martwiłam się o kolki, ząbkowanie, o pierwszy dzień w przedszkolu. I o milion innych rzeczy związanych z dziećmi. Teraz wiem, że niepotrzebnie. Moje dzieci nie miały kolek, ząbkowanie przeszły bezboleśnie, a do przedszkola kochały chodzić. Problemy miałam z rzeczami, o których często w ogóle bym nie pomyślała. Dlaczego? Bo tego się nie da przewidzieć!

Myślenie o tym, co może się wydarzyć zamieniam w przygotowanie siebie i dzieci do kolejnego etapu i kiedy tylko jakaś czarna myśl próbuje mnie znokautować, natychmiast pojawia się w mojej głowie wielki neon. Stop. Mam to, jestem przygotowana, będzie dobrze. Nie będzie? No to trudno. Moje zmartwienia, nieprzespane noce i miesiące stresu na pewno nie pomogą mi w spokojnym ogarnięciu sytuacji.

Martwisz się o to, jak dziecko poradzi sobie w przedszkolu? Zupełnie niepotrzebnie. Przecież wszyscy przeszliśmy ten etap, jedni lepiej, inni gorzej, było, minęło, daliśmy radę. Może pokocha nową panią od pierwszego wejrzenia? Zmartwienia o przyszłość zamień w lepsze wykorzystanie dnia dzisiejszego.

“Istnieją tylko dwa dni w roku, w których nic nie może być zrobione. jeden nazywamy wczoraj, a drugi jutro”. Dzisiaj jest właściwy dzień, aby kochać, wierzyć i żyć w pełni. Dalajlama XIV

  1. Nie mamy żadnej kontroli nad tym, co się wydarzy.

Absolutnie żadnej. Istnieją takie pojęcia jak zbiegi okoliczności, ślepy los, pech, pomyślność, opatrzność. Mimo lakonicznej postaci tych pojęć, mają one wpływ na bieg wydarzeń i są zupełnie niezależne od nas. Nie jesteś w stanie kontrolować polityki kraju, w którym mieszkasz, poziomu bezrobocia, inflacji, stopy procentowej w banku, pogody, wszystkich ludzi, którzy są w Twoim życiu. Możesz za to kontrolować siebie – swoje myśli i czyny. Jałowe zmartwienia zamień na pracę nad swoimi celami dzisiaj. Chcesz schudnąć? Już dzisiaj zamień pizzę na sałatkę. Chcesz zmienić pracę? Zapisz się na kurs podnoszący Twoje kwalifikacje, przejrzyj ogłoszenia. Chcesz zacząć ćwiczyć? Wyjdź na szybki spacer. Chcesz zacząć oszczędzać? Rozpisz swój tygodniowy budżet. Teraz, dziś, już to idealny czas na zmiany. Jeśli czegoś nie zrobisz, na pewno nie dowiesz się, czy było warto. A przecież woda, która zdaje się lodowata, może okazać się przyjemnie orzeźwiająca. Skacz!

  1. Zmartwienia przyciemniają przeżycia dnia dzisiejszego.

Aby niczego w życiu nie żałować, trzeba żyć teraz. Inaczej może się okazać, że dzieci za szybko rosną, na wiele rzeczy jest już w życiu za późno, skończyło się lato i choć w planach było polegiwanie, grill ze znajomymi cieszenie się słońcem i obfitością lata, skończy się, zanim uda Ci się go w pełni docenić i tych znajomych na grilla zaprosić. Jeśli dobrze wykorzystasz czas teraźniejszy, szybko okaże się, że masz go wystarczająco dużo i możesz w pełni cieszyć się z każdego nowego etapu i bez strachu spoglądać w przyszłość, wiedząc, że z każdego dnia wyciśniesz co tylko Ci da.

  1. Strach ma wielkie oczy.

Bywa, że coś, co w naszej głowie jest końcem świata, okazuje się całkiem proste. To zwykle rzeczy nieoczekiwane, wypadki są najtrudniejsze. Te, których nie udałoby nam się przewidzieć. Po co więc się umęczać, skoro najgorszego i tak nie jesteś w stanie zaprogramować? Martwimy się zwykle o BZDURY. Tylko, że bzdurami okazują się po czasie. Przypomnij sobie zdarzenia z własnego życia – rozmowa o pracę, kupno własnego M, dziecko. Oczywiście – to wszystko kamienie milowe naszego życia, ale wiesz co? Ogarniasz to. Wcale nie bezsennymi nocami spędzonymi na zamartwianiu się, które potem sprawiają, że nie masz na nic siły i padasz ze zmęczenia. Ogarniasz to, bo w danej sytuacji ROBISZ to, co trzeba.

Nasza głowa płata nam psikusy i jak już zaczniemy myśleć o czymś w pewnych kategoriach, jedna myśl napędza kolejną i nie wiadomo skąd dany problem staje się nieproporcjonalnie rozdmuchany, nie mając nic wspólnego z rzeczywistością. Wspomniana rozmowa o pracę – wiele razy pod koniec przesłuchiwania roztrzęsiony początkowo kandydat wstawał i mówił „uf, nie było tak źle”. No przecież. Nie chciałam nikogo ani ugryźć, ani zabić, ani nawet sprawić, aby czuł się niekomfortowo. Dla mnie był to potencjalnie nowy pracownik, który miał się dobrze czuć w moim zespole, a mnie miało się z nim dobrze pracować. Osoby, które zwykle najlepiej się prezentowały, to te, którym towarzyszyło podejście „raz kozie śmierć”. Wchodziły i skupiały się na zadaniu. Zadaniu logicznego zaprezentowania własnej osoby zupełnie nieznajomej babie. Jeśli za bardzo się martwiły i nie potrafiły tych zmartwień olać, strach je paraliżował, myliły się nawet przy podawaniu daty urodzenia. I z dobrego wrażenia nici.  

Czy to nie jest zawsze tak, że się martwimy, potem coś się dzieje, a my natychmiast myślimy „e, nie było wcale tak źle”? Może prościej byłoby zakładać tak od razu? Don’t worry, be happy! Coco Jumbo i do przodu. Szkoda życia na coś, na co nie masz żadnego wpływu. Przecież naprawdę „jakoś to będzie”!

Z perspektywy czasu okazuje się przecież, że zawsze JAKOŚ sobie radzimy, a sprawy zawsze jakoś się układają. Kiedy wyjeżdżaliśmy do Australii, zupełnie nie potrafiłam odpowiedzieć na wiele zadawanych mi pytań z bardzo prostego powodu – w ogóle nie przychodziły mi one do głowy. Nie myślałam o tym, co będzie, jeśli nie uda nam się na czas znaleźć szkoły dla dzieci, co się wydarzy, jeśli mąż będzie miał problem z pracą, jak i gdzie będziemy mieszkać. Energię, którą zabierałyby mi te dywagacje, poświęcałam na przeczesywanie Internetu i… pozytywne myślenie. Problemami od lat martwię się dopiero wtedy, kiedy się pojawią. I wtedy też działam, a nie siadam i płaczę. Bo jakie mam wyjście? Dobrze jest działać jak pies – najszczęśliwsze stworzenie na ziemi – problem obwąchać, obejść i zakopać. I dalej merdać ogonem. 

Strach odbiera nam zdolność logicznego myślenia. Myślenia, które powinniśmy zamienić w nadzieję na to, że będzie dobrze, w przeświadczenie, że na pewno sobie poradzimy, w naszej sytuacji było przed nami mnóstwo ludzi i dali radę. Z takim przekonaniem łatwiej jest atakować życie i pojawiające się w nim problemy. Z każdej sytuacji jest przecież jakieś wyjście.

W czasach, w których żyjemy nie mamy innego wyjścia, jak tylko przyzwyczaić się do zmian. Jako rodzice też raczej nic innego nas nie czeka – dzieci to same niespodzianki!

Jesteśmy tylko ludźmi, nie jesteśmy w stanie wszystkiego kontrolować, przewidywać, a nasze życie jest stosunkowo krótkie. Nie zamartwiaj się tym, co zdarzy się w przyszłości. Ciesz się tym, co dzieje się tu i teraz. Tylko to się liczy. W przeciwnym razie dodaj sobie do rachunku kolejne odsetki. Odsetki za kredyt, którego być może nigdy nie zaciągniesz.

Zdjęcie: źródło

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Nie masz na nic czasu, w szczególności dla siebie? Kup moje autorskie produkty, które pomogą w ogarnianiu rzeczywistości. Stworzone przez matkę trojaczków – to działa! SKLEP.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę dostaniesz info o nowościach i będziesz zawsze na bieżąco.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i plaży.
Written by calareszta.pl