Dlaczego nie przebijam moim córkom uszu.

Tak jak wszystkie tematy związane z dziećmi, tak i temat przebijania uszu jest mocno kontrowersyjny i szeroko dyskutowany, pojawia się na każdym blogu i forum. Stale ktoś pyta dlaczego nie przebijam moim córkom uszu, więc wyjaśniam mój punkt widzenia.

Zanim spotkam się z hejtem, przeczytaj wpis, który nie jest krytyką, a zbiorem moich przemyśleń i obaw. Jeśli Twoja decyzja jest inna – ok. Zanim jednak coś zrobisz, przeczytaj wszystkie za i przeciw.

Nie mogę znieść, kiedy ludzie myślą, że moja córeczka to chłopczyk!

Ten argument, z perspektywy czasu wydaje mi się wręcz niedorzeczny. Dziecko jest wentylem, który pozwala zupełnie obcym ludziom wyrażać opinie na wszelkie, często bardzo intymne tematy pod adresem dziecka i jego rodziców. Zapewniam Cię, że wygląd i mylenie płci Twojego dziecka przez pierwszych kilka miesięcy jego życia, to dylematy najlżejszego kalibru, z jakimi przyjdzie Ci się zmierzyć. Obcy ludzie zakwestionują Twoje metody wychowawcze, sposób usypiania, dyscyplinowania, karmienia, ubierania i zachowania Twojego dziecka. Olej to i od początku naucz się puszczać te uwagi mimo uszu. Jeśli ktoś jest na tyle ślepy, że dziecko z opaską na głowie, ubrane w fioletowy kombinezon, w różowym wózku z rejestracją Lena, owinięte kocykiem w serduszka i z lalką w ręce, nazywa chłopczykiem, kolczyki tego nie zmienią. Ludzie czasami robią to celowo, po to tylko, żeby zobaczyć reakcję rodziców.

Małe dziecko szybko zapomni o bólu, większe może mieć traumę.

Pamięć bólu jest zwykle taka sama, tylko wyraża się inaczej. Rana goi się tak samo, kiedy ma się 5 miesięcy, czy 10 lat. Uszy miałam przebijane po Komunii, czyli w wieku 7 lat. Na własne życzenie. Moja trauma wcale nie dotyczy samego momentu przebijania, który już wtedy, kiedy byłam mała (prawie 30 lat temu, w Średniowieczu 🙂 ) był bezbolesny. Moja trauma dotyczy procesu gojenia i lekkiego strachu przed zgubieniem kolczyków. Uszy nie chciały się zagoić, rana niemiłosiernie bolała, uszy były spuchnięte i czerwone, a każda próba ich dotknięcia kończyła się głośnym „ał”. To była jednak moja świadoma decyzja i musiałam przyjąć jej konsekwencje, na które byłam przygotowana. Nie chciałabym tego przeżywać u kilkumiesięcznego dziecka.

Kolczyki dodają urody.

Czy ktoś widział brzydkie dziecko? Czy trochę metalu może dodać urody komuś tak perfekcyjnemu, jak dziecko? Serio?

Z drugiej strony naderwane dziurki już tak bardzo urody nie dodają i wcale nie są estetyczne. Moja dziurka została rozerwana przy próbie wyrwania z niej kolczyka przez małe rączki. Nie wygląda estetycznie, bolało jak cholera, a jej zeszycie to koszt tysiąca złotych. Jeśli stałoby się to mojemu dziecku, nie mogłabym sobie wybaczyć, że musi przechodzić bolesny zabieg przez moje widzimisię.

Wydatek.

Przebijanie uszu kosztuje. To jednak znikomy koszt w porównaniu do kolczyków, które w przypadku małych dzieci muszą być dobrej jakości. Patrząc na moje córki podejrzewam, że musiałabym zacząć zaopatrywać się hurtowo.

Zdrowie i bezpieczeństwo.

Małe dziecko wkłada do buzi wszystko, nie istnieje żadna selekcja, a jeśli są rzeczy, których do buzi włożyć się nie da, należy koniecznie je polizać, np. wózek w supermarkecie, miskę psa, czy poręcz w przychodni. Nie wiem skąd u rodziców małych dzieci bierze się przekonanie, że dziecko nie zainteresuje się czymś, co ma we własnym uchu? Dla mnie jest to zupełnie oczywiste, że 8 na 10 dzieci wyrwie sobie ten kolczyk z ucha i wsadzi go do buzi (lub do oka, czy ucha). Pewnie 5 na 8 go połknie. Znam dwa przypadki z mojego bliskiego otoczenia, kiedy skończyło się to szpitalem i tygodniem stresu. Kolczyka nie dało się znaleźć, nie chciał wyjść, a w małym ciałku nie można go było pozostawić. Wiem, że myślisz, że to skrajne przykłady, ale one się zdarzają i dzieci, zupełnie niepotrzebnie, przez głupotę swoich własnych rodziców, cierpią.

Wybór.

Pozwólmy dzieciom zadecydować samodzielnie. Nie każdemu podobają się kolczyki. Znam wiele osób, które kolczyków nie noszą, nie mają dziurek i nie chcą o nich słyszeć. To, że nam się one podobają nic nie znaczy. Pozwólmy naszym córkom zadecydować o swoim ciele. Tak po prostu, z szacunku.

Seksualizacja dzieci.

Jestem zdecydowanie na nie w temacie przebijania uszu małym dzieciom. To samo zresztą sądzę o konkursach piękności, malowaniu paznokci, kręceniu włosów, stylizowaniu na dorosłe, czy chodzeniu na obcasach. Wiem, że dziewczynki chcą naśladować swoje mamy, to naturalne i oczywiste. Ale to my, rodzice, jesteśmy odpowiedzialni i wyznaczamy granice. To my jesteśmy kierunkowskazem tego, co dobre, a co złe. Jeśli nie pozwalamy naszym dzieciom na używki, chodzenie spać po północy, czy oglądanie filmów erotycznych, dlaczego chcemy pozwalać im na kopiowanie innych naszych dorosłych zachowań?

Absolutnie nie popieram popadania w paranoję i przesadzania w drugą stronę – jeśli raz na kilka miesięcy moje córki będą miały pomalowane paznokcie, w trakcie zabawy w teatrzyk założą buty księżniczki na obcasie, a w Sylwestra napiją się Piccolo – nic się nie stanie. Nastawienie jest kluczem do właściwego podejścia do tematu. Nie robię z tego czegoś zdrożnego, tabu. Nie chcę, aby zabranianie spowodowało, że wokół tego tematu pojawią się niezdrowe fascynacje i pożądanie. W końcu to nic wielkiego, nic co ludzkie nie powinno nam być obce. Piccolo to była oranżadka, podana w plastikowym kubku, tylko dla efektu wybuchu korka, bez komentarza „napij się, o tak, jak mamusia”.

Dzieci powinny pozostać niewinne i beztroskie, przekonane o swojej wyjątkowości i własnej wartości. Nie muszą stroić się jak dorośli i stawać ofiarami przemysłu kosmetycznego, aby komukolwiek się przypodobać. Nie musimy też zbyt szybko popychać ich w kierunku seksualizacji i dorosłości, odbierając im czas, który mogłyby spędzić na wesołej zabawie, bez obaw o nienaganną fryzurę, staranny manicure, czy położenie kolczyka.

Chcę odwlekać w czasie moment, w którym moje córki zainteresują się poddawaniu się trendowi bycia sexy. Będę utrzymywać, że kolorowe kosmetyki są dla kobiet dojrzałych, nie będę robić z makijażu, manicure, czy farbowania włosów czegoś pożądanego, tajemniczego, ekscytującego, do czego trzeba jak najszybciej dążyć.

I zawsze będę podkreślać, że maluję się dla siebie, bo tak mi się podoba. Są też dni, w których rewelacyjnie czuję się bez makijażu i fryzury, w trampkach zamiast szpilek. Dbam o siebie z szacunku. Do siebie. Warto mówić to głośno.

71 komentarzy

  1. Też nie przebiłam i nie przebiję mojej córeczce uszu, mimo wiecznych pytań babć cioć i innych przypadkowych ludzi „Kiedy???” .Poczekam aż sama o to poprosi, teraz ma 2 latka więc mam nadzieję że jeszcze długo nie będę musiała kupować wypasionych kolczyków 🙂

  2. A ja uważam, że uszkadzanie własnego ciała nie może, a przynajmniej nie powinno kojarzyć się z pięknem. Człowiek w momencie urodzenia jest istotą doskonałą – i taką też zostaje na zawsze.
    Gdy byłam mała, chciałam mieć kolczyki, żeby być taka jak koleżanki. Mama powiedziała, że zrobię, co chcę, jak będę dorosła. I jakoś mi przeszło. Już dawno skończyłam 18 lat, a dziurek w uszach jak nie miałam, tak nie mam, bo całe szczęście w międzyczasie nauczyłam się kochać swoje ciało i uważać siebie za piękną.

  3. My przebilysmy uszy gdy Mała miała leko ponad rok. Mała ani nie ciągnęła za kolczyki, ani za uszy. Nie interesowało ją w ogóle co tam ma 🙂 Więc wszystko zależy od dziecka 🙂 a uszy też się bardzo ładnie goily i nic się nie babralo 🙂 Pozdrawiam wszystkie mamuski 🙂

  4. Ja przebiłam jak córa miała 1.5 roku i to na jej prośbę! Poszła do żłobka tam dziewczynki w większości miały, mam ma, ciocie mają etc zaczęła sama się upominać. Przez ponad rok walczyłam z teściową która uważała że w wieki 2 mies juz to powinna zrobić. Może i ktoś powie że za wcześnie że powinnam dłużej poczekać ale nie żałuję tej decyzji. Kupiłam jej dobre kolczyki z odpowiednim zapięciem, Wybrałam profesjonalny salon, nie było problemu z gojeniem się. A ile radości u córki. Osobiście myślałam, że zrobię to bliżej 5 roku życia no ale moja córa jest zawsze do przodu 😛

  5. Oj. Widzę, że ominęły mnie komentarze, a córka już ponad 4 lata 🙂 W życiu nigdy nie zapytał mnie czy (kiedy?) przebiję uszy dziecku. A potem weź tłumacz dlaczego nosa nie powinno przebijać, pępka, cycka jak będzie miało 15 lat. Juz widze pierwszy argument nastolatka „jaka jest różnica między uchem a pępkiem!” 😀

    1. Miałam przebity język i pępek. Trochę żałuję. Z pępkiem się po ciąży pożegnałam, już tego swojego nie mam (miałam operację na przepuklinę). Ale robiłam to wszystko jako dorosła i świadoma.

  6. Córka miała przebite uszka na 4 urodziny bo bardzo chciała i od roku prosiła o kolczyki. Niestety 3 miesiące później dostała alergii po ugryzieniu przez komary. Jedno z ukąszeń było tuż przy kolczyku i uszko zaczęło ropieć. Trzeba było zrezygnować z kolczyków i dziurki zarosły. Na 5 urodziny znowu chciała kolczyki i teraz już jest wszystko ok. Druga córka jeszcze jest bobasem i zrobimy jej kolczyki dopiero jak będzie starsza i sama będzie chciała. Mam na temat kolczyków u małych dzieci takie samo zdanie jak ty.

  7. Totalnie się z Tobą zgadzam! Też uważam, że kolczyki to sprawa koknkretnej osoby i nie mam zamiaru ingerować i narzucać swojego widzimisię mojej córeczce, tym bardziej że ma dopiero dwa lata. Ja zrobiłam kolczyki w wieku 14 lat i choć żadnej traumy nie przeżyłam to miałam poczucie pewnego kolejnego etapu w jaki wchodzę? bardzo lubię do Ciebie zaglądać, serdecznie pozdrawiam?

  8. Proszę Cię, teściowa już na roczek chciała żebym małej przebiła uszy. Szybko jej to wyperswadowałam. Kolczyki nie są dla małych dzieci, o tragedię bardzo łatwo.

  9. Jesteś „mega” mądrą i świadomą Kobietą! Osobiście nie znoszę przebitych uszu u dzieci. Nie mam córki, moi synowie jak będą chcieli sobie coś przekłuć albo zrobić tatuaż to to zrobią, ale wyznaczymy granice wiekowe. Gdybym miała córkę podejrzewam, że przed 8-10 rokiem życia nie zgodzilibyśmy się na kolczyki. Musiałaby cierpliwie poczekać. Jak się na coś czeka bardziej się to docenia;) ps. A ja strasznie cierpiałam i podczas przebijania uszu i podczas gojenia. Miałam już kilkanaście lat i to była moja decyzja poparta błogosławieństwem mamy;) Pojawiły się komplikacje. Musiałam zrezygnować po iluś dniach męki. Po jakimś czasie zdecydowałam się ponownie. Już kłopotów większych nie było.

  10. Mam wprawdzie Synka, więc akurat ten rodzicielski dylemat mnie nie dotyczy – ale myślę, że jako mama dziewczynki wcale nie spieszyłabym się z taką decyzją i raczej zaczekała, kiedy moje dziecko samo tego zapragnie i zacznie się o to upominać (jeśli w ogóle). Pozdrawiam serdecznie i jestem pod niezmiennym wrażeniem bloga oraz wyrażanych na nim poglądów 🙂

    1. Bardzo dziękuję za miły komplement. Moje dziewczynki mają 4.5 roku, ich koleżanki mają kolczyki, ale nigdy jeszcze się nie dopominały. Raczej widząc moją rozerwaną dziurkę pytają czy to boli. Nawet gdyby się dopominały, tak jak w innych kwestiach, na które nie mogę im pozwolić, powiedziałabym nie i wytłumaczyła dlaczego, a do rozmowy wróciłybyśmy za kilka lat.

  11. Jestem tego samego zdania, nie przebije dzieciom uszu. Mi przebiła koleżanka gdy miałam 15 lat, wcześniej nawet o tym nie myślałam.

  12. A myślałam, że to ja jestem dziwna, bo czytając o przebijaniu uszu u maleńkich dzieci, czuję się… dziwnie.
    Ale bardzo do mnie przemawia to, co piszesz- te argumenty za przebijaniem małemu dziecku uszu jak dla mnie nie są argumentami, ale to o czym piszesz – jest bardzo wyważone.

    1. Dzięki. Pomimo tego, że mój pogląd jest taki, jaki jest, celem mojego bloga nie jest najazd na rodziców, którzy myślą inaczej. Każdy ma prawo do swojej decyzji, kierują nim przekonania i pewne, głęboko zakorzenione poglądy. Warto jednak przeczytać i się zastanowić. Czy aby na pewno te kolczyki są mojemu dziecku już teraz do szczęścia potrzebne?

  13. Każdy może mieć swoje zdanie na ten temat i nie powinno się nikomu wytykać palcami. Są argumenty za tym, aby przebijać uszy młodszym i za tym aby to robić świadomie jak dziecko dorośnie. To już chyba indywidualna decyzja każdego rodzica jak postąpi, bo zarówno w jednym jak i drugim przypadku może pójść jak po mesla oraz coś się schrzanić… nigdy nie ma 100% pewności.

    1. Jasne, z tym, że przebijanie uszu maluchom to wymysł dorosłych. A ja pytam – po co? Czy będą nieszczęśliwe bez tego? Nie da się żyć bez kolczyków? Argument, jaki przytoczyła jedna mama – dobrze, że przebiłam wcześniej, bo moja czterolatka jest strachliwa i teraz by sobie nie dała przebić, jest dla mnie absurdalny. Nic na siłę, czy dlatego, że „wszyscy mają”.

    2. Jakie są argumenty za? Ja bardzo szukam w tych dyskusjach takich i nie znajduje ani jednego który byłby rozsadny

      1. Przekłuwając uszy dzieciom poniżej roku jest mniejsze
        prawdopodobieństwo, że zrobia sobie coś z uszkami niz te 4-5 a nawet 10
        latki. Wówczas łatwo jest zadbać o gojące się uszka, łatwo je przemywać.Kolczyki, które zakłada się małym dzieciom są zazwyczaj solidne na wkręty i nie ma prawie możliwości aby same się odpięły. I nie oszukujmy się – są o wiele gorsze rzeczy jakie można zrobić małym dzieciom, przekłucie uszu to absolutnie nie jest żadna trauma. Takie małe dziecko nie będzie tego nawet pamiętało, większe natomiast już traumę może przeżyć z tego powodu i na pewno to zapamięta. Żyjemy w takich czasach, że praktycznie większość kobiet ma przekłute uszy, wiele dzieci i już na etapie przedszkola, podstawówki. Dziewczynki zachwycają się swoim kolczykami i te które nie mają mogą poczuć się gorzej. Mogą, ale oczywiście nie muszą jak odpowiednio im postaramy się to wyjaśnić. No i dodam, że jeszcze nie spotkałam się z faktem, aby jakaś córka miała pretensje do swojej mamy, że jej przekuła uszy w dzieciństwie, ale słyszałam o takich, które miały pretensje do mam, że właśnie tego nie zrobiły. Każda matka ma prawo do swojego zdania, indywidualnej decyzji i zgodnie z tym co postanowi będzie musiała jakoś stawić czoła temu, że przekuła lub nie. Nie powinno się jednak mówić o tym, że głupimi sa matki, które przebijają uszy małym dzieciom i odwrotnie.

          1. Niestety słyszę i czytam takie opinie o głupich matkach, które dzieciom straszną krzywdę robią przebijając uszy 😛

          2. W moim wpisie nie ma słowa o głupich. A hipotetyczna krzywda to fakt. Przykłady ze szpitalem i rozerwaniem dziurki są autentyczne, z mojego życia wzięte. Po prostu uważam, że kolczyków nie trzeba wcale mieć. I nie rozumiem jak można mieć do swojej matki pretensje, że się ich nie ma? Jak chcesz to sobie sama przecież możesz przebić. O wszystko nie warto matki oskarżać.

          3. Nie wspomniałam, że Ty tak napisałaś – opisałaś bardzo obszernie swoje zdanie nikogo nie obrażając i masz do tego prawo. Jednak jest wiele miejsc, gdzie na forach matki piszą, ze jak ktoś przebił uszy swojemu dziecku w wieku niemowlęcym, to jest beznadziejnym rodzicem (bywają i gorsze epitety). Znam tez przypadki kiedy dzieci maja pretensje do rodziców o fakt, ze nie chcą przebijać im uszu – ale nie każdą fanaberię dziecka należny spełniać. Jak się zdecyduje dziecku przekłuć uszy lub nie trzeba później ponosić pewne konsekwencje, pozytywne czy negatywne – ale najważniejsze oby świadomie i być przekonanym co do swojej decyzji.

          4. Niestety często to przebijanie jest dlatego, że taka moda, albo dlatego, że tak chce teściowa. Tak dla świadomych rodziców!

  14. Do tych wszystkich powodów, które podałaś powyżej dołączę jeszcze jeden, mój własny – i pewnie na mnie niektórzy nakrzyczą.
    Mieszkam na Śląsku i tu prawie wszystkim niemowlakom płci żeńskiej przed 1 urodzinami przebija się uszy…. dla mnie wygląda to koszmarnie: mała, słodka twarzyczka w wózku a w uszach złote kolczyki jak u starej baby. Nigdy nie utożsamiałam się ze Ślązakami, nie znam ich gwary (urodziłam się w Zabrzu ale rodzice nie pochodzą ze Śląska) i jest to dla mnie dodatkowy powód, dla którego moje dzieci nie będą tak wyglądały. Pod wszystkimi pozostałymi , które opisałaś podpisuję się obiema rękami 🙂
    P.S. Sama poszłam przebić sobie uszy jak miałam z 15 lat, a od 20 lat chyba nie miałam w uszach kolczyków i jakoś mi ich nie brakuje 😉

      1. Nie napisałam WYŁĄCZNIE. Natomiast jest to tutaj bardzo częsta „przypadłość” 😉

          1. Gdybym mogła to uwierz, że wybrałabym wybrzeże, ale nie mogę! Czy gdzieś napisałam, że Śląsk mnie dobija? ….. Myślę, że to nie miejsce nawet na drobne złośliwości. Pozdrawiam z Gliwic 🙂

          2. Nie napisałaś, to fakt, ale tak jakoś wyczułam to z Twojego komentarza (być może błędnie) i bynajmniej nie chodziło mi o to, by być złośliwą. Ja mieszkam we Włoszech i bardzo brakuje mi Sląska, co wiele osób dziwi. Pozdrawiam z Genui :).

          3. Ja jestem z Jaworzna, więc do tych praktyk i gwary mam jakieś 30 km, ale wiem i znam tą tradycję w tych rejonach. A co do tęsknoty – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. To, co dzieje się w Polsce to czarna komedia. Lub dramat. Nie mogę się zdecydować.

        1. To ja jestem wyjątkiem, bo uszy przebiłam sobie mając około 23 lat. Moja siostra faktycznie miała złote „załośniczki”, ale mnie mama nie przebiła, bo chciała oszczędzić mi bólu (a może zaoszczędzić, kto wie ;).

  15. A ja jak zobaczyłam prezent od chrzestnej to myślałam że oszaleje. Kolczyki.” I to takie specjalne- na już! Na teraz! Właśnie dla takiego malucha! Później będzie za późno” = przekonywała mnie teściowa- mama chrzestnej…

    Na szczęscie mam chyba jeszcze resztki zdrowego rozsądku. Kolczyki w wieku 6 miesięcy? Kiedy dziecko praktycznie cały czas leży? To musi być super wygodne mieć non stop bolące, odciśnięte ucho. W dodatku dopiero gojące się… Czasem ludzka logika mnie powala. Pominę już fakt,że prezent na chrzest typu „kolczyki na już” nie będzie raczej super pamiątką w przyszłości.

    1. Zapomniałam, że chrzestna jednej z moich bliźniaczek tez dała jej taki PREZENT – malutkie złote kuleczki….. i leży „toto” w szufladzie całkowicie bezużyteczne już 5 lat ;(

          1. Trzymam jako…. pamiątkę od chrzestnej? Powiem więcej…. wspomniałam facetowi chrzestnej, że nie będę dzieciom przebijać uszów przed uroczystością…. i on jej to podobno powiedział i proponował inny prezent ale ta się uparła 😉 Ojciec chrzestnej był chrzestnym mojej pierwszej, dorosłej już córki i wyciął mi ten sam numer 😉 No…. mam dwie pary takich „cudów” – jedne mają 24 lata, drugie 5 😉

    2. Masz rację, o wygodzie nie pomyślałam, a to przecież kolejny argument. Matki narzekają na kolki, niejadki, itp., a tymczasem same sobie fundują dodatkowy problem.

  16. Moja znajoma przebiła córce uszka w wieku 2 czy 3 miesięcy – ok, to jej decyzja. Ale twierdziła, że w gabinecie kosmetycznym to można tylko jakieś zakażenie złapać, dlatego uszka dziecku przebiła SAMA W DOMU! Przy użyciu IGŁY , Z POMOCĄ MAMUSI !!! I była z tego oczywiście bardzo dumna…

  17. Gaja dostała kolczyki na chrzest od jednej z ciotek, ale do tej pory nie ma przebitych uszu. Na to przyjdzie czas, teraz sobie tym głowy nie zawracamy. Poza tym znając moją córeczkę, gdyby miała w uszach kolczyki, na pewno by je chciała zdjąć, więc lepiej, że ich nie ma :). I ciekawostka- miesiąc po porodzie spotkałam w szpitalu jedną z mam, którą poznałam na porodówce. Jej miesięczna córeczka miała kolczyki w uszach, co bardzo mnie zdziwiło. Mama dziewczynki wytłumaczyła mi, że w jej kraju (Senegal) tak się robi, a poza tym miesięcznemu dziecku najlepiej przebić uszy, bo są miękkie i tak nie boli. Nie przekonał mnie co prawda ten argument, więc jeszcze poczekam z kolczykami :).

  18. Czytałam jeszcze o tym, że przebijanie uszu we wczesnym dzieciństwie grozi w późniejszym wieku alergiami. O tu np http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,401569,alergolodzy-kolczyki-we-wczesnym-dziecinstwie-sprzyjaja-wystapieniu-alergii.html
    Ja poczekam aż moja panienka świadomie poprosi o przekłucie uszu, ale wcześneij opowiem jak może wyglądać gojenie – u mnie paprało się długo, przemywałam spirytusem, lała się ropa, uszy puchły – ale oczywiście o zdjęciu nie było mowy . Miałam 10 lat i to była moja pierwsza dorosła decyzja 😛

  19. Ja lubię kolczyki ( sama miałam ich ok 11 jak nie więcej i nie tylko w uszach ?) i jak tylko wiedziałam, że urodzę dziewczynkę byłam przekonana, że zrobię jej kolczyki najszybciej jak tylko się da! Bo to tak ślicznie wygląda. Teraz moja córcia ma 4 lata i kolczyków nadal nie ma ( mimo że na chrzest również dostała takie w prezencie). Po prostu nie mogłam sobie wyobrazić że ja jako mama mam sprawić jej ból i pozwolić na jakby nie patrzeć okaleczenie jej slicznych maleńkich uszek. Był czas ze pytała o kolczyki, tłumaczyłam jej wtedy z czym to się wiąże i jak wygląda zabieg. Sama stwierdziła ze Bedzie chciała jak będzie większa. Jeżeli zdecyduje się i będzie pewna pójdziemy i zrobimy kolcZyki, jeżeli nie to ok. I gust też mi się chyba zmienił bo już kolczyki u niemowląt nie wydają mi się śliczne ? co najwyżej- zbędne ?

    1. A mnie dodatkowo niebezpieczne, bo moje dzieci do siedzących spokojnie nie należą. Te kolczyki dla mnie to byłby dodatkowy kłopot. Poza tym po pierwszym tłumaczeniu nie wracają do tematu.

  20. Mnie się na bardzo nie podobają kolczyki u malutkich dzieci. Takie mamusine fanaberie. Na lokalnym forum mam nawet nie chce mi się zabierać już głosu w tej sprawie, bo to jak wbić kij w mrowisko.

  21. Moja córka tez dostala kolczyki od chrzestnej,ake na szczęście takie nornalne. Na pewno poczekają jeszcze kilka lat 🙂

  22. Ilekroć biorę udział w dyskusji na ten temat, pytam zwolenniczki przebijania uszu o jakieś logiczne argumenty przemawiające za ich stanowiskiem. Nie mają żadnych. Bo to po prostu ich chora fanaberia, która nie ma żadnego sensownego uzasadnienia.

    Sama przebiłam uszy mając lat 13 – po pół roku wylądowałam w szpitalu. Bałam się zgubić kolczyki, więc nieustannie dociskałam ich zatyczki („motylki” czy jak to się fachowo nazywa) – efektem było to, że wrosły mi w uszy. Do dziś pamiętam, jak leżałam na chirurgii i wyciągali mi to dziadostwo… Ale – tak jak wspomniałaś – byłam świadoma swojej decyzji i bardzo się cieszę, że rodzice nigdy nie podjęli jej za mnie.

    W wakacje widziałam kilkutygodniową dziewczynkę z kołami w uszkach. Nie przebitki, nie coś maleńkiego – dyndające koła. Trzeba naprawdę nie mieć wyobraźni, aby zrobić coś takiego. Pewnie długo nie ponosiła, bo trudno jest mi sobie wyobrazić, że ich nie wyrwała albo gdzieś nie zahaczyła. Przecież to maleństwo spędzające niemal całą dobę w pozycji leżącej. Ale z pewnością mamusia była zadowolona, że taką sobie piękną księżniczkę wystroiła. Swoją drogą, mam wrażenie, że jakkolwiek wszystkie dzieci są ładne, tak kolczyki wielu z nich tę urodę odbierają. Bardziej szpecą niż zdobią, ot co.

    1. Jasne, że tak, a wszystkie argumenty przemawiające na tak wracają do punktu wyjścia – bo ja tak chcę, bo mnie się tak podoba. Z dzieckiem to nie ma nic wspólnego. Dla choćby bezpieczeństwa, mówię nie.

  23. Na szczęście ominęło mnie nagabywanie na przekłucie uszu moim dziewczynom w okresie niemowlęcym. Sama przekułam jak miałam jakieś 12 lat, potem w sumie się rozkręciłam, bo doszedł m.in. kolczyk w pępku i brodzie (te już po 18-stce). Moja starsza córka od czasu do czasu coś wspomina o kolczykach, ale póki co to raczej fascynacja, że koleżanka z przedszkola ma, niż jakaś wielka chęć posiadania własnych. Na spokojnie czekam, nie podbijam jej tematu. Wolałabym, żeby zaczekała z kolczykami jeszcze kilka lat 😉

  24. Ja starszej nie przekułam. Aktualnie ma prawie 9 lat, ale temat sama ostatnio chciałaby mieć. Młodsza miała chyba z 8 miesięcy jak jej przekuliśmy uszy. Kolczyki były może z 2 miesięce. Dziś ma już prawie 6 i na razie nie planujemy znów przekuć. Bardziej zabolało mnie, że były osoby które wręcz nazwały mnie okropna matką przykre, że ktoś na podstawie wycinku mojego życia skreśli£ na linii matki. Ale olałam temat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *