P7235003

Jednym z problemów rodziców więcej niż jednego dziecka, jest znalezienie czasu, który można z każdym dzieckiem indywidualnie spędzić. Wiadomo, że każdy człowiek potrzebuje uwagi i zrozumienia najbliższych mu osób, tym bardziej dziecko, dla którego rodzice są wszystkim, tego potrzebuje. Niestety, zawsze jest coś do zrobienia, a deficyt czasowy odbija się na całej rodzinie, w szczególności na czasie, który spędzamy wspólnie, koncentrując się tylko i wyłącznie na drugiej osobie. Nawet mając jedno dziecko, warto wybrać się z nim na “randkę” i po prostu pobyć razem, z dala od codziennej gonitwy.

Czas dla dziecka to jeden z tematów, które uważam za najtrudniejsze przy posiadaniu trójki maluchów. Ciągle jesteśmy albo ja + dzieci albo my + dzieci. Mnie, jedynaczkę, czasami od tego hałasu boli głowa. Cały czas ktoś coś chce, a uwaga całej rodziny skupia się na albo bardziej asertywnym dziecku, albo na tym, które głośniej krzyczy. Walka u uwagę jest w rodzinach wielodzietnych okropnie męcząca.

Bardzo się staramy, aby ten pojedynczy czas dla dziecka wygospodarować. Codziennie jest to moment w trakcie kąpieli oraz usypianie (dzieci mają swoje pokoje, przed snem czytamy bajkę całej trójce, a potem jeszcze każdemu z osobna, już w ich łóżeczkach). To bardzo krótko, zakładając, że jedynak ma mamę i/lub tatę dla siebie kilka godzin dziennie, a potem jeszcze w weekend na przykład dziadków. W rodzinach wielodzietnych dzieci rzadko miewają takie przywileje. Kiedy rodzą się wieloraczki, tych okazji jest jeszcze mniej, bo nawet w urodziny trzeba się dzielić. Ciężej jest wtedy wpoić dziecku, że jest najważniejsze i jego potrzeb nie wolno ignorować (co mnie, kobiecie, wydaje się bardzo istotnym elementem wychowania dziewczynek).

Rozdzielamy się w weekendy, żeby choćby przez 2 godziny pobyć z jednym tylko dzieckiem. Wtedy to ono decyduje, co robimy, co jemy, gdzie idziemy, czym się bawimy, co czytamy. To ono jest trzymane za rękę, tulone, wysłuchiwane i huśtane na placu zabaw. Czasami zdarza się, że babcia lub mama chrzestna zabierze jedno dziecko do siebie (dzieci to wprost uwielbiają), wtedy każde z naszych dzieci ma dzień, kiedy uwaga mamy, babci lub taty skupia się tylko na nim.

Największym luksusem życia przed dziećmi (oprócz spania do 9), było dla mnie śniadanie na mieście. Weekend, leniwa sobota lub niedziela, gazeta, rozmowa i pyszne śniadanie w ulubionej knajpce, bez żadnego pośpiechu. To jedna z rzeczy, których bardzo mi brakuje. Tym bardziej stała się towarem pożądanym i luksusowym (wiem, wiem, mam bardzo prozaiczne marzenia). Mając dzieci, które mogą już pójść do restauracji, postanowiłam te dwie przyjemności połączyć. Kiedy mam czas dla jednego dziecka i sprzyja nam pogoda, zaczynamy od śniadania.

Idąc na taki niespieszny spacer z dzieckiem, można wykorzystać okazję i coś przy okazji poopowiadać, np. o historii miasta, w którym żyjemy. Kiedy w sobotę pod słynnym nożem w Sukiennicach zaczepił nas pan, pytając, czy znamy jego legendę, Emma sama mu odpowiedziała, poprawną wersję, którą kiedyś dzieciom opowiadałam*. Fajnie znać takie rzeczy i czasami pobyć turystą we własnym mieście, a jeśli nie mamy takiej opcji, mieszkając na przykład na wsi, podróżujmy po kraju. Wcale nie trzeba jeździć daleko, żeby coś ciekawego przeżyć. Otwierajmy naszym dzieciom oczy na otaczający ich świat.

Choć jest to trudne i wymaga planowania, polecam każdemu poświęcenie chwili dla każdego ze swoich dzieci. Plan nie musi od razu być arcy skomplikowany. Może to być wycieczka do zoo, na wystawę klocków, spacer. Być może odkryjecie coś, co umyka w codziennej gonitwie? Te wspólne chwile, ten czas dla dziecka, pomagają w budowaniu głębokiej więzi z naszym dzieckiem. Daleko od obowiązków, zakazów, reszty rodziny, która skupia naszą uwagę, można po prostu wspólnie spędzić razem czas, tylko we dwoje. Dla mnie te chwile są bezcenne.

Na zdjęciach poniżej, na specjalne życzenie czytelników, polecam dwa moje ulubione miejsca w Krakowie. Śniadanie zjadłyśmy w Cafe Camelot, małej, kameralnej knajpce na rogu ulic św. Jana i św. Tomasza, w tak zwanym Zaułku Niewiernego Tomasza. Pyszne jedzenie (moi faworyci – sałatka z zapieczoną papryką, sałatka z kozim serem i wszystkie tarty), koktajle, desery, przemiła obsługa, rozsądne ceny, a do tego niepowtarzalny klimat. Nie wszechobecne dziś szkła i betony, a skrzypiąca, drewniana podłoga, dużo świeżych kwiatów, malutkie stoliki, świece i delikatna muzyka w tle. Moja absolutnie ukochana krakowska miejscówka, wręcz stworzona do delektowania się slow life.

Lody, subiektywnie najlepsze w Krakowie, zjecie na Placu Szczepańskim, w lodziarni Tiffany. Perska róża, szafran, czy słonecznik, to tylko niektóre z ręcznie robionych, naturalnych lodów. Wspaniałe. Lubię takie wyszukane smaki, bo lody waniliowe, czy truskawkowe, są wszędzie i mnie, totalnemi lodowemu maniakowi, już się znudziły.

Na najlepsze w Krakowie jedzenie (i chyba jedno z moich w ogóle ulubionych na świecie) wybierzcie się do Bistro Zazie na Kazimierz. Nie ma sobie równych. Francuska kuchnia, podana bez fochów i za dobre pieniądze. Niestety, to nie tylko moja ulubiona knajpa, trzeba rezerwować stolik. Od lat chodzę tam w urodziny, na babskie wieczory, z przyjezdnymi gośćmi i na romantyczne kolacje. Nie zdarzyło mi się jeszcze wyjść niezadowoloną. Dla obsługi i właścicieli chapeau bas!

Zapraszamy na wycieczkę do Krakowa!

* Legenda głosi, że do budowy wież Kościoła Mariackiego zatrudniono braci, którzy byli utalentowanymi architektami. Prace początkowo szły podobnie, jednak starszy brat szybko prześcignął młodszego, budując wyższą wieżę. W przypływie zazdrości, młodszy z braci zabił starszego, wbijając mu nóż w serce. Dręczony wyrzutami sumienia skoczył z wyższej wieży i zginął na miejscu. Nóż, który wisi w Sukiennicach upamiętnia to wydarzenie.

 

P7235003 P7234999 P7234998 P7234986P7235009 P7235012 P7235018P7235038 P7235041 P7235044 P7235049 P7235053 P7235059 P7235060 P7235063 P7235065 P7235066 P7235067 P7235068 P7235069 P7235076 P7235082 P7235115 P7235126 P7235128 P7235136 P7235140 P7235143 P7235145 P7235146 P7235149 P7235150 P7235154 P7235156 P7235164 P7235169 P7235177 P7235188 P7235190 P7235191

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:i

    • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
    • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
    • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
    • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Written by calareszta.pl