Zima długa, jeśli lekko Ci się nudzi, polecam 10 filmów, które warto obejrzeć.

Od lat emocjonuje mnie ceremonia rozdania Oskarów. Odkąd pamiętam, luty upływa mi w kinie. Staram się obejrzeć wszystkie filmy, które w danym roku zostały nominowane w kategorii „najlepszy obraz”. Tuż przed wielkim finałem typuję swoich zwycięzców w 5-6 najważniejszych kategoriach. Aktorzy pierwszo i drugo planowi, reżyser i film.

Na rzecz filmu często porzucam książki, wyjście do kina stało się dla mnie rytuałem wychodzenia z domu i uwalniania się na moment od rutyny. Uciekam w wymyślony przez reżyserów świat, czasami bliski, innym razem zupełnie odległy, fantazyjny.

Każdego roku utwierdzam się w przekonaniu, że świat filmu jest czarujący. Filmy nominowane stają się coraz bardziej przepełnione ludzkim cierpieniem, dylematami, człowieczeństwem, które daje o sobie znaki w godzinach wielkich sprawdzianów. To już nie tylko hollywoodzki blichtr, piękne aktorki, wspaniałe wille i wielka miłość, która w prawdziwym życiu się nie zdarza. W tych filmach coraz częściej pojawia się brzydota, bieda i rozpacz, bardzo znajoma stara kochanka naszej codzienności.

W tym roku mam ogromny dylemat. Oczarowały mnie aż trzy filmy z nominowanej czołówki, do tego stopnia, że nie wiem, który wybrać jako ten jedyny, najlepszy.  Piszę to podsumowanie w sumie dla siebie, choć mam nadzieję, że moje recenzje zachęcą Cię do wycieczki do kina. W kilku przypadkach naprawdę warto na moment się zatrzymać.

Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri

Zaczynam od tego filmu, bo zrobił na mnie w tym roku największe wrażenie. Film wielowymiarowy, wciskający w fotel, taki, jakie lubię najbardziej. Wychodzisz z kina, a film zostaje gdzieś głęboko. W myślach, w pamięci. Chcesz go przedyskutować, przeżyć jeszcze raz. Cieszę się, że widziałam go razem z mężem, skłonił nas do wielu rozmów, wcale nie o głównym wątku.

Tego filmu nie da się prosto sklasyfikować, może to western? Oprócz znakomitej treści „Trzy Billboardy” to film doskonale zagrany. Typuję, że statuetkę za najlepszą aktorkę pierwszoplanową zgarnie Frances McDormand. Dramatyczna, niespokojna, zbuntowana kreacja matki, której córka została zgwałcona, zamordowana, a sprawcy od miesięcy nie udało się zidentyfikować. I nikt nawet nie próbuje. Cały film zadajesz sobie pytanie, czy jeśli to Twoja córka zostałaby zamordowana i Twoje życie straciłoby sens, czy próbowałabyś pogodzić się z losem, zaakceptować niemoc, czy działać, na swój sposób dociekając prawdy?

To w tym filmie bohaterowie są nieatrakcyjni, borykają się z chorobami, ułomnościami i poczuciem beznadziejności. Choć szeryfa mocno zapomnianego przez Boga Ebbing rewelacyjne zagrał Woody Harrelson, za co dostał nominację w kategorii aktor drugoplanowy, to drugi nominowany, Sam Rockwell, zgarnie, moim zdaniem, Oskara. To jest taka rola, o której marzy chyba każdy aktor. Bohater, któremu widz nie kibicuje, bo to perfidny, zapity, nietolerancyjny i antypatyczny nieudacznik, wykorzystujący swoją pozycję do prywatnych odwetów. W końcowym rozrachunku jednak możliwe, że zdaje test z człowieczeństwa a razem z Frances McDormand tworzą niezapomniany duet, który w moim prywatnym rankingu ma szansę przejść do historii kina. Duet, który się ogląda w kinie żałując, że ten film kiedyś niestety się skończy.

elle-three-billboards-1516715586

Kształt wody

Miałam pewne obiekcje do tego filmu i gdyby nie Oskary i 13 nominacji, zwyczajnie bym go nie obejrzała. Nie lubię filmów fantastycznych o zjawach, potworach i zjawiskach nadprzyrodzonych. A o tym jest ten film. Ale jest też o czymś więcej i dlatego warto go obejrzeć nawet wtedy, kiedy nie lubi się tego gatunku. Film jest piękny, zachwyca i urzeka. Reżyser idealnie dobrał tło dla pokazania miłości niemej Elisy z potworem o ludzkich cechach. Film miesza wiele gatunków, baśń, kryminał, melodramat, jest to niesamowity koktajl skłaniający do głębokich refleksji. Warto się na dwie godziny przenieść do tej romantycznej wizualizacji współczesnej baśni dla dorosłych.

Tamte dni, tamte noce

Zacznę od tego, że bardzo szkoda, że polski dystrybutor tak okaleczył tytuł tego filmu. W oryginale „Call me by your name” czyli „Nazywaj mnie swoim imieniem”, to tytuł oddający szczególną, intymną więź pomiędzy bohaterami. Taką, w której tak bardzo zatracasz się w drugiej osobie, że aż widzisz w niej siebie. Obraz piękny, powolny, subtelny, niedopowiedziany. Za sielankowym tłem włoskiego dolce vita, które wylewa się z każdego kadru, kryje się wzruszająca opowieść, historia miłości, którą warto choć raz w życiu przeżyć, choć od początku wiadomo, że ona raczej nie będzie miała happy endu, ale bez niej życie zawsze będzie odrobinę gorsze. Jeśli to nie zachęca do wycieczki do kina, to zdradzę, że w filmie jest rozmowa ojca z synem, dla której trzeba zobaczyć ten film. Rozmowa, jakiej wielu z nas nigdy nie potrafiłoby odbyć ze swoim dzieckiem czy rodzicem. Piękny, niezwykły, choć zgadzam się z Tomkiem Raczkiem – film momentami nierówny, wielu widzom mogą przeszkadzać dłużyzny, wielu może poczuć niedosyt, czy krzywdę. Mnie się film podobał bardzo, tym bardziej, że miłosną historią połączonych jest dwóch mężczyzn.

Lady Bird

Kolejny tegoroczny hicior. Bardzo dobry film ze znakomitą Saoirse Ronan w roli głównej (choć w tym roku miała wyjątkowego pecha znaleźć się w gronie wybitnych aktorek, które według mnie wyprzedzą Saoirse w Oskarowym wyścigu, jeśli nie Frances McDormand, to Sally Hawkins będą ściskać statuetkę za najlepszą rolę kobiecą). Film o skomplikowanym procesie dorastania i chyba najtrudniejszej z relacji – relacji matki i córki. Matki (doskonała Laurie Metalf, której przyznałabym statuetkę, gdyby nie brawurowa Allison Janney w filmie „Ja, Tonya”, który, choć nie nominowany do filmu roku, warto obejrzeć), która się poświęca, nie umiejąc jednak za to poświęcenie nie domagać się wdzięczności córki, która ze wszystkich sił pragnie pożegnać się z dotychczasowym, uwierającym ją na każdym kroku życiem. Film, choć nie powalił mnie na kolana, bo widziałam już takich wiele, bardzo mi się podobał, znakomicie oddał rozterki nastolatki wchodzącej w dorosłość i jej rodziców – matki, która choć kochająca i troskliwa, próbuje jak potrafi przygotować córkę na bolesne zderzenie z dorosłością i ojciec – życiowo przegrany, nadal ostoja i wsparcie dla córki.

Czas mroku

Film opowiadający historię kilku pierwszych dni Winstona Churchilla na stołku premiera Wielkiej Brytanii. Dni, w których Churchill musiał zadecydować – próbować negocjować z Hitlerem, czy narażać lud na jeszcze większe straty, ale walczyć. I to właśnie wtedy padły tak wiele razy cytowane słowa „My nie osłabniemy, ani nie ulegniemy. Wytrzymamy do końca, będziemy walczyć na morzach i oceanach, będziemy walczyć z coraz większym przekonaniem i coraz większą siłą w powietrzu, bez względu na cenę, będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i na ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach; nigdy się nie poddamy” *. Szłam na ten film bez przekonania, sądząc, że to będzie kolejny obraz polityczno-historyczno-wojenny, przegadany nudnymi dialogami. Bardzo się pomyliłam, film jest świetny, a Gary Oldman za swoją rolę powinien dostać Oskara bez głosowania. Dawno nie widziałam tak rewelacyjnej kreacji aktorskiej. Warto zobaczyć ten film, szczególnie, jeśli frapuje Cię historia albo po prostu ludzkie losy.

Dunkierka

Film opowiadający o tych samych czasach, co „Czas mroku”, a jednak nieporównywalnie słabszy. Gdyby nie kilka scen, które według mnie idealnie oddają bezsens i tragizm wojny, znudziłby mnie na śmierć. Film jest reżyserskim majstersztykiem, ale według mnie przez dokuczliwą nieobecność dialogów, pozbawiony jest właściwie aspektu psychologicznego. A film o emocjach bez głównego bohatera jest tylko konstrukcyjnym ideałem, jak pozbawiona uczuć maszyna. Oprócz muzyki (jak zwykle doskonały Hans Zimmer) film mnie nie zachwycił. Możliwe, że lepiej ogląda się go w kinie.

Uciekaj

Strasznie się w tym roku poświęciłam, bo nawet obejrzałam horror, choć od lat tego nie robię (moja wyobraźnia płata mi potem figle nie pozwalając spać). Ten film to bardziej thriller niż horror, a bać się po nim można tego, czego właściwie boję się w życiu najbardziej – drugiego człowieka, który z zazdrości, chciwości, nienawiści i żądzy jest w stanie wyrządzić największą krzywdę. I tutaj tak się dzieje. Film bardzo dobry, warty obejrzenia, opowiadający, w dość osobliwy sposób o tym, jak to rasizm przybrał nową, niebezpieczną formę. Niby głosowalibyśmy na Obamę, przyznajemy, że „biali nie potrafią skakać” (ani tańczyć, czy też może biegać), ale jednocześnie czarni mają swoje miejsce. Miejsce zarezerwowane dla gorszych. Ciekawy, warty zobaczenia, choć Oskary w głównych kategoriach według mnie go ominą.

Czwarta władza

Kiedy widzę w obsadzie Meryl Streep i Toma Hanksa, a w roli reżysera Stevena Spielberga, idę do kina w ciemno, bez czytania o czym jest film. Choć ten obraz nie jest wybitny, warto go zobaczyć w kontekście głównego przesłania, które w naszym pięknym kraju nad Wisłą aktualnie kuleje. Media mają służyć rządzonym, nie rządzącym. „The post” to kolejny dobry film o społecznej odpowiedzialności mediów, o dylematach, które przeżywają naczelni, wydawcy, dziennikarze, też blogerzy. Czy wolność słowa to coś, o co warto walczyć? I jaką można za tę walkę zapłacić cenę?

Nić widmo

To film o twórcy, chimerycznym artyście, który potrzebuje przestrzeni, a jednocześnie ciągłej atencji i uwielbienia. Niewolnik własnego talentu, uwielbiany perfekcjonista, w środku kruchy i niepewny. Daniel Day-Lewis, prawdopodobnie jeden z najbardziej wybitnych aktorów naszego pokolenia, jednym spojrzeniem oddający wojnę skrajnych wewnętrznych emocji, na ekranie hipnotyzuje, ale i odrzuca. Historia krawca opowiedziana jest z perspektywy Almy, przypadkowo poznanej kelnerki, która burzy uporządkowany świat mistrza, dotychczas rygorystycznie zaprojektowany, pilnie strzeżony przez siostrę kreatora. Film uwodzi, jak misternie utkana suknia na ciele pięknej kobiety. To, jak pokazana jest chemia między głównymi bohaterami, rzadko zdarza się w filmie, w którym nie ma ani jednej sceny seksu. Warto.

Reasumując, moje typy:

Aktorka pierwszoplanowa Frances McDormand „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri”

Aktor pierwszoplanowy Gary Oldman „Czas mroku”

Aktorka drugoplanowa Allison Janney „Ja, Tonya”

Aktor drugoplanowy Sam Rockwell „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri”

Reżyseria Guillermo del Toro „Kształt wody”

Najlepszy obraz dla mnie to „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri” (jednak, choć wygra zapewne “Kształt wody”, o czym przesądza brak nominacji dla reżysera “Trzech Billboardów”, szkoda)

Drugi rok z rzędu rozdanie nagród Akademii obejrzę nie w środku nocy, a z kaweczką, rześka, o 9 rano. Tak trzeba żyć. 🙂

* Winston Churchill, fragment przemówienia w Izbie Gmin, 4 czerwca 1940.

Zdjęcie: źródło

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!

 

Written by calareszta.pl